Janusz Gajos doktorem honoris causa szkoły filmowej w Łodzi...

    Janusz Gajos doktorem honoris causa szkoły filmowej w Łodzi [ZDJĘCIA]

    Łukasz Kaczyński

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Janusz Gajos doktorem honoris causa szkoły filmowej w Łodzi [ZDJĘCIA]
    1/76
    przejdź do galerii

    ©Grzegorz Gałasiński

    Janusz Gajos z tytułem doktora honoris causa szkoły filmowej w Łodzi. Przyznanie tego tytułu aktorowi odbyło się podczas piątkowej (7 października) inauguracji roku akademickiego.
    W piątkowe południe w Szkole Filmowej w Łodzi wręczono wysokie państwowe odznaczenia pedagogom i artystom, a jednego z największych, Janusza Gajosa, sama Szkołą uhonorowała tytułem doctor honoris causa.

    Pierwszoroczniacy weszli w piątek do społeczności „filmówki” dostając swoiste credo, wobec którego zapewne będą się określać. Złożyły się na nie wątki obecne w wystąpieniach rektora Szkoły prof.
    Mariusza Grzegorzka, jego mowa jako promotora honorowego doktoratu prof. Janusza Gajosa i słowa, które do zebranych w studiu Szkoły skierował znakomity gość, przed laty absolwent "filmówki", potem aktor Teatru 7.15 i Teatru im. Jaracza (za role w którym zwyciężył w plebiscycie „Dziennika Łódzkiego” na najlepszego aktora teatralnego sezonu 1967/68).

    Naśladowcy i "szef wszystkich szefów"



    Nim do tego doszło, reprezentująca ministerstwo kultury Lidia Skrzyniarz, dyrektor Departamentu Szkolnictwa i Edukacji Kulturalnej, odczytała fragment listu ministra kultury do społeczności w akademiach artystycznych. Ten zaś powołując się na cytat z dzienników Edmonda i Julesa de Goncourt: „W malarstwie najbardziej wolni od naśladowców są na ogół malarze, którzy nauczyli się rzemiosła studiując starożytnych, w literaturze zaś pisarze prawdziwie rewolucyjni szukający nowych form, którzy przeszli przez grekę i łacinę. Ktoś, kto nie studiował literatury i języków klasycznych, nawet mając talent, pozostanie autorem szablonowym" życzył przede wszystkim tej nieszablonowości i skierował słowa uznania do pedagogów, "którzy są współtwórcami rozpoznawalnej na świecie marki polskich uczelni artystycznych".

    Lidia Skrzyniarz zapewniła, że w obecnym okresie zmian w szkolnictwie stała jest współpraca z ministerstwami nauki i edukacji. Dodała, że w nowej ustawie, które napisać chce ministerstwo nauki, szkoły artystyczne będą miały znaczące miejsce. „Bardzo będziemy się starać, by te zapisy służyły wszystkim szkołom artystycznym, bez względu na specyfikę. Zabiegamy, by jeszcze pod rządami dotąd obowiązującej ustawy można było wypracować lepszy algorytm, według którego wylicza się budżety finansowe uczelni” - mówiła dodając, że dwa dni temu na takim spotkaniu był kanclerz Szkoły Filmowej.

    Następnie wręczono nagrody dla pedagogów i artystów. Postanowieniem Prezydenta RP Andrzeja Dudy Złotym Krzyżem Zasługi uhonorowano Marka Niemierowskiego, Srebrnym – Alicję Panek-Piętkowską i Michała Droś (pedagogów Wydziału Aktorskiego), a Złotym Medalem za długoletnią służbę prof. Zofia Uzelac, dziekan Wydziału Aktorskiego, wieloletnią znakomitą aktorkę Teatru im. Jaracza w Łodzi.

    - Wszyscy go znają, wieloletni pedagog i dziekan, wspaniały aktor, szef wszystkich szefów, kiedyś także mój szef - zapowiedział dr Michał Staszczak, prorektor ds. nauczania i studentów, pojawienie się na scenie Bronisława Wrocławskiego, aktora Teatru im. Jaracza w Łodzi, który odebrał Srebrny Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis nadany przez ministra kultury.

    Krwiobieg ludzkości. Cud. Dowód na istnienie



    W wystąpieniu inauguracyjnym prof. Mariusz Grzegorzek (w właściwym dla siebie tonie, łączącym ironię i dystans z poważnymi rozpoznaniami tzn. jak powiedział "zaczynam o sobie, a kończę na planecie Ziemia w takim trybie delikatnie apokaliptycznym) ostro zdiagnozował polską rzeczywistość po 1989 roku, w której sztuka, jak wszystko wokoło, utraciła na znaczeniu.

    - Stała się towarem. Manipulacje, mozolne finansowanie, kupczenie, schlebianie najniższym gustom, paranoiczne rankingi, infantylizacja, jałowe organizowane bez serca festiwale, walka o dotacje, fundacje, niemerytoryczne stypendyzacje i inne aberracje pokazały, że oddaliśmy się od siebie i podryfowaliśmy w stronę atomizacji i zagubienia i mistyfikacji - mówił. Zaznaczył jednak, że o jej wartości nie decyduje ilość pieniędzy, jaką zarobiła czy ilość zdobytych statuetek i nagród. Skrytykował też nieobecność nauki o sztuce w powszechnym nauczaniu i rodziców, którzy sami nie czując potrzeby kontaktu ze sztuką uznają, że nie jest ona też potrzebna ich dzieciom.

    Chaotyczny, ale skuteczny "szpital psychiatryczny"



    - Jest ona uniwersalnym językiem komunikacji, krwiobiegiem ludzkości, cudem, jedynym dowodem na istnienie Boga – jeśli ktoś Boga i dowodów na jego istnienie potrzebuje – przekonywał. – Duch, dusza, duchowość, miłość i nienawiść, sens i bezsens, fascynujący i przerażający krajobraz ludzkiej natury. Tym od zawsze zajmowała się sztuka. Nie mogę nie analizować tego w kontekście Szkoły, tej i każdej szeroko rozumianej szkoły. Jak uczyć? Czego uczyć? Dla kogo uczyć? A może nie kombinować tak strasznie, bo jest tyle zwykłych spraw do ogarnięcia. Jedną z moich ulubionych jest ta, którą na swoje potrzeby nazywam pieszczotliwie „Harry Potter i tajemnica algorytmu”, czyli kto zgadnie ile w tym roku dostaniemy pieniędzy obliczanych na mocy tytułowego demonicznego algorytmu, tego nie wie nikt, nawet jego twórcy. Gdybym jednak miał odważnie określić nasze podstawowe zadanie: byliśmy, jesteśmy i będziemy dość chaotycznym, ale całkiem skutecznym szpitalem psychiatrycznym, w którym nie wiadomo kto jest pacjentem, a kto lekarzem. W którym próbujemy leczyć się ze zbyt łatwych diagnoz, narcyzmu, cwaniackiego pseudo-profesjonalizmu. Dlatego wybaczcie studenci, że zamiast pięknie opowiadać o naszej Szkole, chwalić się nagrodami, której nam nie brakuje, powiem tak: Życzę wam i sobie, wraz z rozpoczynającym się rokiem akademickim, a także z dowolnie wybranej innej okazji, byśmy strzegli i rozwijali swoją duchowość, byli dla niej serdeczni i czuli, i pamiętali, że wszystko co prawdziwe, piękne i odważne jest formą sztuki. Rozwijajmy wyobraźnię i intuicję, w przeciwnym razie obudzimy się w środku nocy w jakiejś betonowej klatce kupionej na kredyt, wpatrzeni na Facebooku w zoperowane kobiety, które na "ściance" znowu pokazał za dużo,

    Na własnych zasadach i bez "czary-mary"



    W laudacji rektor Grzegorzek przyznał, że Janusz Gajos na tytuł „wielki polski aktor” zasługuje jak nikt inny za „cud współodczuwania”, który oferuje „powołując do życia losy ludzkie z całego spektrum egzystencjalnego doświadczenia”. I że jego dorobku nie da się skreślić ot tak.

    - A gdy z właściwym sobie taktem i sensem wyraził niepokój dotyczącej naszej społeczno-politycznej przyszłości, skonfrontowany został populistyczną groźbą wymazania z listy wielkich polskich aktorów, jakby jego dokonania były niepotrzebnym plikiem na komputerowym dysku - mówił prof. Grzegorzek. - A jednak nie mam wątpliwości, że zasługuje on na ten tytuł jak żaden inny polski artysta. Powód najważniejszy: gdyż w porażająco autentyczny i przyjmujący sposób wciela w życie mechanizm transformacji doskonałej. Dzięki Januszowi Gajosowi stajemy się raz za razem świadkami olśniewającego alchemicznego procesu, gdy dzięki sile swojego talentu i sile wyobraźni potrafi stać się kim tylko zechce, powoływać do życia postaci losy ludzkie z całego spektrum egzystencjalnego doświadczenia, kalejdoskop losów ludzkich o porażającej autentyczności i sile oddziaływania. Te postaci żyją jako samoistne byty w pamięci i sercach naszych przez dziesięciolecia.

    Prof. Grzegorzek wspomniał, że tylko raz dane mu było pracować z Januszem Gajosem, w 1999 roku przy spektaklu "Simpatico" w Teatrze Powszechnym w Warszawie. I zaryzykował, że aktor ten nie pracuje według żadnej istniejącej metody, a swojej nie posiada.

    - Skupiony, racjonalny i ostrożny. Nie lubi reżyserskich czarów-marów, "snów o potędze" i uniesień. Dochodzi do efektu powoli, na własnych zasadach, zawsze w poczuciu identyfikacji, z którym pracuje. Jest w nim niewzruszony racjonalizm, ale też potężna emocjonalna intuicja i świadomość, że budowanie złożonych autotematycznych postaci wymaga cierpliwej pracy, starannego porządkowania emocji, sensów i przynależnych im środków wyrazu - mówił prof. Mariusz Grzegorzek - Efektem tego jest wielowymiarowa rola, sprawiająca wrażenie przepełnione autentyzmem. Także w teatrze, gdzie migotliwą postać buduje się coraz trudniej. Żelazną ręką panuje nad przynależną teatrowi powtarzalnością środków wyrazu.
    Na mapie polskiej sztuki aktorskiej swoistą gwiazdą północną, niezawodnym punktem odniesienia. Doszedł do tego miejsca pokonując skomplikowaną drogę dzięki swej pracy i determinacji, akceptując siebie z bagażem zwątpienia i ułomności.
    Wspaniale wpisuje się w bezkompromisowe pamiętne postulaty Zbigniewa Herberta do młodych adeptów sztuki aktorskiej. To bardzo dla nas ważne, że jesteś - zwrócił się na koniec do gościa.

    Uczciwość. Stanie obok. Niwelowanie



    Sam uhonorowany zaczął od oddania pokłonu akademickim wykładowcom i przywołał wydarzenia, które wpłynęły na jego widzenie aktorstwa i aktora.

    Najpierw włączenie do grupy uczniów, którzy w przedmaturalnej klasie wystawiali scenkę z "Pana Tadeusza", gdzie miał zagrać rolę tytułową ("Byłem zaprzeczeniem człowieka, który ma coś udawać. Jak z temu wybrnąć? Pojawiła się myśl o uczciwości, tzn. z pełnym szacunkiem dla ludzi, którzy przyjdą i będą oglądali").

    Potem pracę w teatrze lalki i aktora Jana Dormana, gdy za pierwszym razem nie dostał się do „filmówki” ("Lalka czy aktor w starożytnej Grecji, to wszystko jest forma, która ma nam ułatwić poznanie prawdy, która istnieje tylko w wyobraźni. Zaczęło mnie to frapować"), a potem w Wytwórni Filmów Fabularnych w Łodzi nad "Stajnią na Salwatorze", gdzie od Tadeusza Łomnickiego usłyszał, że robi pompki przed wejściem na plan, bo "wołają nas, byśmy weszli do innego świata, trzeba ciało o tym poinformować, że zaraz zacznie się coś innego".

    Za jedną z najwspanialszych uwag, jakie można dać aktorowi w każdym wieku, uznał słowa Gustawa Holoubka, dyrektora Teatru Dramatycznego w Warszawie, który obserwując jego pracę nad rolą Probierczyka w "Jak wam się podoba" Szekspira powiedział: "Bardzo pięknie to proponujesz, ale wiesz co? Widać, że się bardzo starasz [podczas, gdy aktor starał się ograniczać - przyp. ŁK]. Gdybyś mógł to jakoś zniwelować...”.

    - Bo wypełnieni jesteśmy jakiś procentem próżności i kieruje ona nas na złe drogi - mówi Janusz Gajos. - Doszedłem do wniosku, że każdy rodzaj sztuki jest uprawiany w ten sposób, że autor jest na zewnątrz dzieła. Więc aktor musi wyjść z siebie i stojąc obok kierować swoim dziełem, dbając o sens i dobry smak. Tak, traktuję swój zawód uczciwie, bo muszę być uczciwy wobec siebie – puentował. - Jeśli coś wam się z tej opowieści przyda, weźcie to sobie za darmo i kontynuujcie swoją drogę, trudną, ale z nadzieją, że tam zawsze jest coś ciekawego do pomyślenia i przeżycia.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (4)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Tłusty kot popierający tłuste koty

    brrrum (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

    nawet bardzo dobry z niego aktor, ale moralnie tylko i wyłącznie tłusty kot.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Pośmiertne uhonorowanie Doktor honoris causa dla aktora Szarika!

    Marusia Rodowicz (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 2

    sądzę, że w kultowym filmie tamtego tysiąclecia "Czterej pancerni i pies" - który był trampoliną do dalszej błyskotliwej kariery p.Gajosa,
    aktor Szarik odtworzył bardziej wiarygodnie swoją postać,...rozwiń całość

    sądzę, że w kultowym filmie tamtego tysiąclecia "Czterej pancerni i pies" - który był trampoliną do dalszej błyskotliwej kariery p.Gajosa,
    aktor Szarik odtworzył bardziej wiarygodnie swoją postać, wykazując się lepszą dykcją, energią i całym emploi na planie filmowym, niż doktor honoris causa Gajos.zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Szarik

    Dr całusa. (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

    Szarik powinien mieć w Łodzi pomnik. Poważnie.


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    popieram pomysł!

    Szarik przyspawany (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 1

    z podniesioną tylną łapą, do brzegu ławeczki Tuwima vel monstra Freddy Krugera z ulicy Wiązów, przed magistratem,
    oczywiście z automatycznym siko-tryskiem uruchamianym dla ochłody w upalne dni...rozwiń całość

    z podniesioną tylną łapą, do brzegu ławeczki Tuwima vel monstra Freddy Krugera z ulicy Wiązów, przed magistratem,
    oczywiście z automatycznym siko-tryskiem uruchamianym dla ochłody w upalne dni przez foto komórkę.
    Gajosa posadzi się obok Freddiego i będzie trzy, w jednym pomniku.
    Uć krełóje!zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo