Janusz Kotliński: Za Łódź dałbym się pokroić!

    Janusz Kotliński: Za Łódź dałbym się pokroić!

    Anna Gronczewska

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    Z Januszem Kotliński, byłym mistrzem świata w kolarstwie torowym, rozmawia Anna Gronczewska
    Janusz Kotliński

    Janusz Kotliński

    Pamięta Pan swój pierwszy rower?
    Mama kupiła mi go po wakacjach, które spędziłem na wsi i pomagałem sąsiadowi przy budowie domu. Był to "Diamant", kolarka. Rower kosztował 2800 zł. Musiałem pracować na niego przez dwa miesiące wakacji. Oczywiście nie był to mój pierwszy rower. Ale pierwsza kolarka, o której tak marzyłem.

    Dobry i ładny rower był kiedyś największym marzeniem wielu dzieci...
    Miałem to szczęście, że byłem posiadaczem roweru od najmłodszych lat. Nauczyłem się na nim jeździć, gdy miałem 2 lata! I to od razu na dwóch kółkach.

    Jest Pan łodzianinem. Gdzie się Pan wychował?
    Na Chojnach! Urodziłem się na ulicy Ruchliwej, znajdującej się na granicy między Rudą Pabianicką a Chojnami, przy ulicy Pryncypalnej.


    Miał Pan więc gdzie jeździć na rowerze...
    No tak. Było pusto na ulicach, było gdzie jeździć. Dzięki temu trafiłem do kolarstwa. Zauważyłem grupę kolarzy, dołączyłem do nich. Trener zobaczył jak jadę, spodobało mu się i wziął mnie do klubu. Tym klubem był Widzew Łódź. Tam dostałem pierwszą, kolarską licencję. Był to rok 1962. Potem byłem zawodnikiem łódzkiego Włókniarza. Od 1973 roku.

    Kiedy dojrzał Pana na ulicy trener kolarski pewnie nie przypuszczał Pan, że zwiąże się z tą dyscypliną sportu i zostanie mistrzem świata?
    Gdy się jest młodym chłopakiem, to nie myśli się o takich sprawach. Najważniejsze jest jeżdżenie, ściganie się i bycie w grupie. A że byłem od początku niezły, to sprawiało mi to wielką przyjemność. Mój tata pochodził z Tomaszowa Mazowieckiego. I do tego miasta jeździł właśnie rowerem. Mój dziadek i wujek jeździli przed wojną w jakimś klubie cyklistów. Mam ich zdjęcia z tamtego okresu. Kolarstwo miałem we krwi.

    Jaka była ta dawna Łódź, którą Pan zapamiętał?
    Spokojniejsza... Gdy trenowałem w Widzewie, to robiliśmy zimą marszobiegi do Andrzejowa i z powrotem. Minął nas jeden autobus i to był cały ruch. Można było wszędzie jeździć rowerem. Teraz trenerzy boją się wyjeżdżać z zawodnikami na ulicę. Wywożą ich za miasto i dopiero zaczynają trening.

    Zdobył Pan tytuł mistrza świata w kolarstwie? Po tym sukcesie Łódź Pana doceniła?
    Oczywiście. Były wywiady, zaproszono mnie nawet do telewizji. O pieniądzach nie mówmy, bo były to inne czasy. Wygrywając mistrzostwo świata w tandemie dostałem od organizatorów 400 dolarów, na dwóch. Mieliśmy etaty w jakichś zakładach i zajmowaliśmy się kolarstwem. Przez 9 miesięcy w roku byłem na obozach. Nie było czasu myśleć o pieniądzach.

    Jak jest dziś z łódzkim kolarstwem?
    Nie tak źle. W ostatnich dwóch latach coraz więcej młodych ludzi chce uprawiać kolarstwo. Zapisuje się do klubu dużo dziewczyn. Nabór ruszył. Były lata, że w roku przychodziło 5-6 nowych ludzi. Teraz grupa jest tak duża, że brakuje rowerów, by wszyscy w jednym czasie mogli jeździć po torze na treningu. Dużo robi to, że mamy w Łodzi tor kolarski. Trenuje się na nim spokojniej niż na drodze.

    Cieszy Pana, że wielu łodzian wsiada na rower, jeździ nim do pracy, rekreacyjnie...
    Na pewno. Sam też jeżdżę. Musi mieć człowiek przecież trochę ruchu. Wiele osób przesiadło się na rower, bo szybciej dojedzie do celu w mieście niż autem. Od domu do klubu mam 4 kilometry. Autem pokonuje ten dystans przez 40 minut, a rowerem zajmuje mi to 12 minut.

    Jest gdzie pojeździć w Łodzi na rowerach?
    Moim zdaniem ścieżek rowerowych jest za mało i są źle zbudowane. Kończy się ścieżka i dalej nic nie ma. Na przykład na ulicy Drewnowskiej, na przestrzeni 400 czy 500 metrów trzeba trzy razy przejechać ze ścieżki na ścieżkę.

    Podoba się Panu dzisiejsza Łódź?
    Najmniej wyładniała spośród innych miast. Ale zawsze miałem do Łodzi sentyment i nie wyobrażam sobie, bym mógł gdzie indziej mieszkać. Janusz Kieszkowski, najwybitniejszy polski kolarz torowy, mój przyjaciel zawsze mówił: Ty za tą Łódź dałbyś się pokroić!

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (4)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Sport

    Boro (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 1

    Rowniez serdecznie pozdrawiam. Zawodniczka Widzewa Lodz!

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Janusz Kotlinski Za Lodz dalbym sie pokroic

    Biro (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    To rzeczywiscie wspanialy sportowiec.torowiec,rowerzysta z krwi i kosci. Swietnie reprezentowal Polske,Lodz,Klub w tej dyscyplinie. Zycze duzo zdrowia i usmiechu. Z pozdrowieniem. Kibic lodzkiego i...rozwiń całość

    To rzeczywiscie wspanialy sportowiec.torowiec,rowerzysta z krwi i kosci. Swietnie reprezentowal Polske,Lodz,Klub w tej dyscyplinie. Zycze duzo zdrowia i usmiechu. Z pozdrowieniem. Kibic lodzkiego i polskiego sportu.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    poznań zazdrości

    kaa (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    u nas celebryta rowerowy wzywał do jazdy po chodnikach...

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    jestes wielki

    koilarz (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    janusz.Wielki szacun od zbyszka z Tramwajarza

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo