Jeśli Grecy wrócą do drachmy

prof. Stefan Krajewski
prof. Stefan Krajewski
prof. Stefan Krajewski Dziennik Łódzki/archiwum
Unia oferuje Grecji pomoc za cenę drastycznych oszczędności. Ale Grecja pomocy nie chce. Dlaczego?

Grecy byli przyzwyczajeni do beztroskiego życia ponad stan. Pieniądze mieli z Unii, podatków im się nie chciało płacić, kwitła szara strefa. Można powiedzieć, że Grecy oszukiwali Unię, jak chcieli. Winni obecnego kryzysu w Grecji są wszyscy. Społeczeństwo przyzwyczajone, że wszystko łatwo przychodzi. Rząd, bo nie walczył z szarą strefą, bo rasował wyniki pokazywane Unii. I Unia, bo od dawna wiedziała, a jednak to tolerowała.

Sarkozy i Merkel uznali, że Grecji trzeba część długu darować, bo gołym okiem widać, że ten kraj nie jest w stanie sam wszystkiego spłacić. Ale w zamian Unia domaga się od Greków naprawdę wielkich wyrzeczeń. Aby obcięli wynagrodzenia w strefie budżetowej i renty, aby zaczęli płacić podatki, aby wy-dłużyli czas pracy i zrezygnowali ze zdobyczy socjalnych.

To wszystko jest ceną za pomoc ze strony Unii. Europejscy politycy uważają, że Grecję trzeba nauczyć moresu, muszą też dbać o elektoraty w swoich krajach. Społeczeństwa Europy są przeciwne tej pomocy, więc trzeba im pokazać, że od Grecji wymaga się bardzo dużo. I tu zaczyna się problem.
Premier Georgios Papandreu doszedł do wniosku, że nie jest w stanie tych wyrzeczeń wycisnąć z Greków. Że musi się to skończyć kolejnymi napięciami, buntami, przedwczesnymi wyborami. Wyborami, w których do władzy mogliby dojść populiści, którzy zdecydowaliby o wyjściu ze strefy euro. Mogłoby dojść do niekontrolowanego, żywiołowego bankructwa kraju - w takim sensie, że Grecja powiedziałaby: nie płacimy długów, róbcie co chcecie, my i tak nie mamy pieniędzy. Bankructwo Grecji wydaje się nieuniknione, ale Papandreu chce, żeby było ono kontrolowane. Żeby zamiast wybuchu społecznego doszło do sytuacji, gdy rynki finansowe są wściekłe, ale ostatecznie akceptują sytuację, a z czasem wybaczają. Jeżeli odbędzie się referendum, Papandreu będzie dalej rządził. I powiem szczerze, wolę, żeby on się tymi sprawami zajmował niż jakieś nowe, nieobliczalne siły.

Do referendum w Grecji raczej dojdzie. Jeżeli premier Papandreu o nim powiedział, to nie był to wyskok. On uznał, że w tej sytuacji to najlepsze rozwiązanie. Chyba żeby to była z jego strony gra z bankami, mająca na celu wynegocjowanie większych ustępstw. Ale nie sądzę, to nie ten etap. A jeśli już do referendum dojdzie, Grecy będą przeciw planowi ratunkowemu.

A co, gdyby Grecy wyszli ze strefy Euro i wrócili do drachmy? Byłby to szczególny przypadek, ale... niekoniecznie musiałoby to wszystkim wyjść na złe. Na Grecji, która jest bardzo małą gospodarką, przetestowalibyśmy w praktyce, co oznacza wyjście jakiegoś kraju ze strefy euro. Czy to zniszczy strefę, czy trochę nią zachwieje, a może przeciwnie - uzdrowi sytuację na wielu innych polach. Osobiście nie wierzę w zniszczenie strefy euro.
notował Piotr Brzózka

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jacek
Poglądy wyrażone przez Pana Profesora są tak dziecinne, że aż trudno uwierzyć.
g
gall anonim
Polacy byli przyzwyczajeni do beztroskiego życia ponad stan. Pieniądze mieli z Unii, podatków im się nie chciało płacić, kwitła szara strefa. Można powiedzieć, że Polacy oszukiwali Unię, jak chcieli. Winni obecnego kryzysu są wszyscy. Społeczeństwo przyzwyczajone, że wszystko łatwo przychodzi. Rząd, bo nie walczył z szarą strefą, bo rasował wyniki pokazywane Unii. I Unia, bo od dawna wiedziała, a jednak to tolerowała.

Profesor Placą-Mizato
Dodaj ogłoszenie