Joanna Szczepkowska: Nie można sprzyjać zmianom, jeśli są przeprowadzane metodą zamordyzmu

Dorota Kowalska
Szczepkowska: W pewnych momentach stajemy się małymi społecznościami, które więcej łączy, niż dzieli
Szczepkowska: W pewnych momentach stajemy się małymi społecznościami, które więcej łączy, niż dzieli Bartek Syta
O tym, czy warto być w życiu outsiderem, jaką cenę płaci za niezależność i za posiadanie odwagi mówienia tego, co myśli, i o tym, od kiedy tak naprawdę Polacy są podzieleni i dlaczego ten podział dzisiaj staje się tak bardzo niebezpieczny - mówi Joanna Szczepkowska, aktorka, pisarka, malarka

Pani zawsze szła pod prąd, to Pani chyba zostało, prawda?
Ale nie dlatego, że lubię iść pod prąd. Ja bym bardzo chętnie płynęła z prądem, tylko jeszcze nie spotkałam takiej rzeki, która płynie bez mętnych dopływów. Mówiąc prozą: mam taką zasadę, żeby nie ukrywać swoich spostrzeżeń, nawet jeśli będzie potem bolało.

Nie wszyscy mają tyle siły, żeby pozostać wiernym swoim poglądom i otwarcie o nich mówić, narażając się przy tym innym.
Bo konsekwencją jest zwykle samotność. Zresztą ona wcale nie musi wynikać z krytykowania. Czasem samotnieją ci, którym się wiele rzeczy podoba. Kiedyś jechałam z takim taksówkarzem, który mówił, jak miasto się zmieniło, jak pięknieje, a ja go spytałam, czy ma przyjaciół. „Ale skąd! Mnie uważają za wariata, bo ogólnie jestem zadowolony” - odpowiedział. Moje osamotnienie wynika z tego, że światopoglądowo nie trzymam się żadnej poprawności politycznej. Lewa strona długo myślała, że jestem „ich”, a potem taką pewność przejęła prawa. I wszyscy się rozczarowali.

Skąd Pani bierze odwagę, żeby mówić, co myśli?
Taka natura. Od dzieciństwa, od czasów szkolnych, nie było ze mną łatwo. W swojej autobiografii opisałam taki epizod: w liceum był taki przedmiot, który nazywał się przysposobienie obronne, uczono nas na nim między innymi strzelania. Normalną strzelbą strzelało się do takich kółek. Byłam w tym bardzo dobra, przygotowywałam się do olimpiady strzeleckiej, ale w pewnym momencie postawiono przed nami narysowaną głowę człowieka. Powiedziałam, że nie będę do tego strzelać, że to nie w porządku, że to niepotrzebne. Nauczyciel był wściekły i mówił: „Jak nie będziesz do tego strzelać, to nie pójdziesz na tę olimpiadę”.

I nie poszła Pani na tę olimpiadę?
Nie poszłam. Pamiętam, jak wszyscy podnieśli te strzelby i strzelili, a ja nie. Uważałam, że wystarczy umieć strzelać do celu, nie trzeba się uczyć strzelać w głowę. Miałam wtedy jakieś 15 lat.

Co Pani sobie myśli, jak patrzy, co się dzieje w kraju, bo Polacy nigdy nie byli tak podzieleni, jak są obecnie?
Z tym „nigdy”, to bym nie przesadzała. Bywały powstania i przeciwnicy powstań, bywały opcje ugody i opcje walki. Bywało, że szlachta stawała przeciw chłopom, chłopi przeciw szlachcie. A nasze szlacheckie sejmiki to było pole walki na szable. Nigdy natomiast tak to nie było widoczne jak teraz. Mamy media, które ścigają się w jednoznacznych, dynamicznych nagłówkach, i one też ten podział gruntują. Dlatego staram się to, co myślę, opierać tylko na swoich obserwacjach, nie wnioskować z medialnego przekazu, zwłaszcza z nagłówków, krzyczących tytułów, portali. Staram się rozważać, brać pod uwagę wszystko, co ktoś mówi, nie tylko słowa wyjęte z kontekstu.

Stoi Pani troszkę na uboczu.
Nie stoję na uboczu. Może nie bardzo mnie widać, ale nie mam „bezpiecznego dystansu” do tego, co się dzieje. Staram się tylko wysłuchać do końca każdego, nawet jeśli jego poglądy mnie irytują. Próbuję spojrzeć na sprawy pod jego kątem widzenia. Nigdy nie jest tak, że wszystkie racje są bez sensu czy wynikają ze złej woli.

I jak ktoś taki interpretuje to, co dzieje się w kraju i na świecie?
Staram się myśleć globalnie. Patrzeć na wszystko nie tylko z punktu widzenia różnych politycznych szachów, ale jak na cykliczne masowe ruchy ludzi. Wynikają z jakiejś podświadomej potrzeby, z czegoś, co nazywa się duchem epoki. Zawsze mówiłam, że epoki są naprzemienne: mamy epokę romantyzmu, a potem epokę pozytywizmu, czyli coś odwrotnego. Już wiele lat temu mówiłam, że po epoce konsumpcji, będziemy mieć coś w rodzaju epoki ducha, czyli epokę zmiany mentalności.

I myśli Pani, że teraz właśnie następuje zmiana tych epok?
Tak. Z tym, że epoka ducha nie oznacza, że to dobry duch. Oznacza tylko rodzaj potrzeb i rodzaj zmagań. Dziś nie rozmawiamy o lepszych drogach czy o rozwoju firm tylko raczej o konstytucji, o religiach, o naszych prawach, o sprawach rasowych. To nie są miłe rozmowy, często niebezpieczne, ale w dużej mierze wynikają z potrzeb nowego pokolenia. I na tym niestety można żerować. Żeby było jasne -patrzę bardzo krytycznie na sposób, w jaki działa Prawo i Sprawiedliwość.
Co się Pani w tym działaniu Prawa i Sprawiedliwości nie podoba?
Nic mi się nie podoba. Uważam, że jeżeli wygrało się wszystko, czyli ma się większość parlamentarną i można przeprowadzić swoje zmiany bezboleśnie, to nie trzeba tego robić, zadając ból. Nie ma powodu, żeby rozmontowywać niezależność wszelkich instytucji. Zawsze uważałam, że dzieje się coś niedobrego z naszą cywilizacją, z naszą obyczajowością. I wiele z moich spostrzeżeń bardzo podobało się prawicy. Podobało się też temu nowemu pokoleniu. Ale nie można sprzyjać zmianom, jeśli są przeprowadzane metodą zamordyzmu.

Pomijając formę, uważa Pani, że te zmiany, które proponuje Prawo i Sprawiedliwość, to dobre zmiany?
Nie. Jednoznacznie nie. Te zmiany koncentrują się w dużym stopniu na nakręcaniu swojego elektoratu na nienawiść w stosunku do strony przeciwnej. Na pokazaniu siły. I generują toksyczne emocje.

Właśnie, ale przecież każdy z nas jest człowiekiem myślącym, widzi, co robią politycy po jednej i drugiej stronie sceny politycznej, w co grają. Jak Pani myśli, dlaczego daliśmy się aż tak bardzo nastawić przeciwko sobie? Bo to są podziały, które biegną nawet w rodzinach.
Kiedyś podziały nie biegły w rodzinach, bo żona musiała mieć takie poglądy jak mąż, co na szczęście mamy za sobą. Myślę, że podziały rodzinne w Polsce bywały jeszcze bardziej dramatyczne. Kiedyś znajomy ze Śląska opowiadał mi o rodzinnym weselu, gdzie część gości przyszła w niemieckich mundurach z hitlerowskim pozdrowieniem. Na obu końcach stołu odśpiewano dwa różne hymny i wesele się skończyło. A dziś jesteśmy podzieleni, bo nie ma „zwolenników Unii” i „zwolenników narodowych korzeni”, tylko są „zdrajcy” i „głupi katole”. Zwolennicy różnych opcji mogą zasiąść do stołu, ale zdrajca z prawdziwym Polakiem? Trudno stwierdzić zresztą, czy ten język został narzucony przez polityków, czy politycy starają się mówić językiem elektoratu.

Zauważyła Pani, że także wasze środowisko jest bardzo podzielone?
Ja nie jestem dobrym adresem do tego pytania. Nie bardzo już należę do środowiska. Gram swoje sztuki, piszę, a teraz miałam wystawę malarstwa. To wszystko bardzo mnie pochłania i nawet jeśli mam propozycje zawodowe, to trochę się migam.

Ale przecież widzi Pani, co dzieje się w środowisku artystów?
Ja myślę, że codzienność wygląda inaczej. Jest grupa, która stale wypowiada się w mediach, lub chodzi na demonstracje, ale ogólnie rzecz biorąc, „środowisko” pracuje: robi spektakle, filmy. Oczywiście, że dobór aktorów przebiega często po linii światopoglądu, i to z obu stron. Ale czy to jest takie nienaturalne? Sama niechętnie pracuję z tymi, którzy podpisują się pod czymś, co ja uważam za karygodne. W tym zwodzie niezbędna jest chemia między partnerami. Zresztą pół biedy, jeśli ktoś skupia się na pracy, gorzej, kiedy w czasie prób indoktrynuje innych artystów. Ludzie są podzielni, jak sama pani mówi nawet w rodzinach, więc trudno się dziwić, że takie czy inne środowiska zawodowe też są podzielone.

Tylko czy artyści powinni o tym mówić? Tak jednoznacznie popierać którąś ze stron?
Nie ma stwora o wielu głowach, który by się nazywał „artystami”. Każdy z nas jest innym człowiekiem. Są wśród nas i politycznie obojętni, i tacy, którzy uważają wypowiedzi na ten temat za swój obowiązek obywatelski. Ja też tak uważam, choć stanowię grupę jednoosobową. Ale rozumiem, że jeśli ktoś z jednej strony odczuwa, że demokracja jest zagrożona, z drugiej strony - całkowicie utożsamia się z Prawem i Sprawiedliwością, to dla tych dwóch skrajności, także w środowisku artystycznym, obowiązkiem obywatelskim jest wyrazić swoje zdanie. Czasem zyskuje, a czasem cierpi na tym strona artystyczna. Ci po stronie walczącej lewicy artystycznej to na ogół nazwiska bardzo wzięte, na ogół mające pracę, i to dobrą pracę. Z kolei popierający PiS teraz mają tej pracy coraz więcej. Natomiast taka osoba jak ja, czyli outsider, przy każdej swojej publicznej wypowiedzi, nawet pewnie po tym wywiadzie, traci część publiczności, producentów, środowiska. Taka jest cena.

To może nie warto być outsiderem? Nie żałuje Pani, że jest tak bardzo niezależna?
Niezależności, oczywiście, nie można żałować, ale można żałować samotności. Tego często żałuję. Ale nic nie poradzę na to, że mam wiele wątpliwości. A strona lewa w równym stopniu co strona prawa nie przyjmuje wątpiących. Nie jest możliwe, żeby powiedzieć: „No, ale czy przypadkiem nie jest troszkę inaczej?”. Znana jest moja sprawa związana z homo lobby, rozdmuchano ją do nieprawdopodobnych rozmiarów. Moje nazwisko zaczęło padać publicznie w kontekście holokaustu, wytoczyłam proces TVN, który cały czas jeszcze się toczy, teraz złożony do Sądu Najwyższego.

Przeczytam ten Pani słynny felieton „Homo dzieciństwo” i muszę przyznać, że byłam zdziwiona skalą hejtu, który się na Panią wylał.
Bo tam nie było nic szokującego. Moją intencją była, tylko i wyłącznie, obrona kolegi, który napisał duży wywiad o teatrze i padło tam zdanie: „Dobrze, żeby w nim było dwóch gejów”. Natychmiast został napiętnowany jako homofob, podczas gdy był ostatnią osobą, która mogłaby myśleć w ten sposób. Mój felieton był jego obroną, nie miał absolutnie na celu wywołać żadnej burzy. Ale w ciągu paru dni moje nazwisko pojawiło się w kontekście komór gazowych, holokaustu i tak dalej. Siła rażenia środowisk lewicowych jest ogromna i często bezwzględna. Stąd mój opór przed maszerowaniem z nimi w jednym opozycyjnym szeregu. Jeden z portali napisał, że się mszczę za „ nieprzychylne artykuły”. Nieprzychylne? Łagodne słowo, jak na ustawienie kogoś w kontekście zbrodni masowych. Ja tego nie uważam za sprawę osobistą, tylko za przykład do czego może doprowadzić lewacki ostracyzm. Trzeba o tym mówić, jeśli chcemy żyć w normalnym kraju.

Wie Pani, kiedy funkcjonowało takie powiedzenie: „Jak cię nie ma na Facebooku, to tak jakbyś nie istniał”, dzisiaj, mam wrażenie, jeżeli jasno nie opowie się po jednej lub po drugiej stronie, też jakby się nie istniało, przynajmniej w przestrzeni publicznej.
Bo „ istnienie” rozumie się dzisiaj przez ilość linków czy komentarzy. A czytelnicy, którzy rozumieją refleksyjne wypowiedzi, nie zawsze linkują czy komentują. Po prostu czytają i myślą nad tym. Trzeba koniecznie odejść od tego uzależnienia od ilości. To jest tak jak w teatrze, kiedy ma się wrażenie, że publiczność nic nie rozumie i właściwie należy przestać grać, ale robi się to dalej z nadzieję, że gdzieś w ciemności siedzi jeden widz, który rozumie. Miałam teraz wystawę swoich grafik i rysunków. O tej wystawie nikt nie pisał, nigdzie jej nie nagłośniono. A jednak się odbyła, w niedużej, bardzo dobrej galerii. Odbyło się spotkanie w środowisku malarzy. Bardzo mnie dobrze przyjęto. Teraz o tym opowiadam, ale wtedy zapomniałam nawet powiadomić media, do głowy mi nie przyszło, żeby o tym naokoło trąbić. Dla mnie samą przyjemnością jest fakt, że w ogóle moje obrazy zostały powieszone gdzieś na ścianie. Moje książki mają bardzo dużo wypożyczeń w różnych bibliotekach w Polsce. Chociaż tak naprawdę nie zaistniały tak bardzo publicznie. Nie można mówić o jakimś niebywałym sukcesie. Ale przecież właśnie ta ilość wypożyczeń to jest sukces. Cichy sukces.
Jak Pani myśli, politycy dzielą Polaków świadomie czy nieświadomie?
Nie, nie sądzę, żeby istniał jakiś spisek: „Jak podzielić Polaków.” To byłoby samobójcze, bo politykom przecież zależy na dużym zgodnym elektoracie. Politycy raczej chcą przeciągnąć na swoją stronę, a nie dzielić. Jeśli taki rów się pogłębiał, to przez rodzaj pogardy. Nigdy nie zapomnę pewnej dyskusji w telewizji między starym prawicowcem a młodą feministką. W pewnym momencie ta młoda feministka powiedziała: „Niech pan słucha mnie, światłej kobiety”. To był jej argument, bardzo charakterystyczny: ja jestem młodsza, ale oświecona, postępowa, a pan jest zaścianek. Więc taki podział istniał, ale ten dzisiejszy jest bardziej dynamiczny i - moim zdaniem - bardzo niebezpieczny. PiS dzieli świadomie i świadomie prowokuje opozycję.

Pani zdaniem ten rów między Polakami jest jeszcze do zakopania?
Nasze życie jest tak dynamiczne, że nie możemy powiedzieć, co będzie. Nie daj Boże, żeby doszło do sytuacji, która nas zjednoczy, czyli do trzeciego wroga, bo wtedy oczywiście będziemy się jednoczyć. Ale trzeba też pamiętać, że wprawdzie jesteśmy bardzo podzielni, to są drobne sytuacje społeczne, które skupiają społeczności wokół jakichś celów i te przechodzą nad tymi podziałami. Więc to też nie zawsze tak jest. Na przykład park, w którym biegają psy i spotykają się psiarze.

Sama mam psa i jestem psiarą. Ma Pani rację, z innymi właścicielami psów spotykamy się w naszym lesie niemal codziennie i nie rozmawiamy o polityce, mamy mnóstwo innych tematów.
No właśnie. Ta społeczność, jak pani mówi, to jest społeczność ponad podziałami. W związku z tym w pewnych momentach stajemy się małymi społecznościami, które jednak więcej łączy, niż dzieli. Nawet w naszym osiedlowym sklepie warzywnym tworzymy małą społeczność.

Nie zaskoczyła Pani skala mobilizacji i tłumy ludzi, które wyszły na ulice niezadowolone z rządów Prawa i Sprawiedliwości?
Nie. Wiele osób, nawet obojętnych, wobec tych sytuacji, które spowodował PiS, poczuło się zmobilizowanych do tego, żeby zademonstrować swoje oburzenie. Oczywiście głównie w miastach. Bo przecież musimy pamiętać, że inna jest rzeczywistość w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu, a inna na tak zwanej prowincji. Dużo jeżdżę po Polsce i bardzo często wiedzę, jak na przykład po godzinie 20 wszystko tonie w ciemności. Idzie jakiś samotny chłopak w kapturze, sam na drodze. To też jest Polska - z zupełnie inną perspektywą. A wracając do pani pytania, mamy podobną sytuację jak w latach 80. Ci, którzy demonstrują, wiedzą, czego nie chcą, z czym się nie zgadzają, ale nie wiadomo, czy wszyscy w tym tłumie zgadzają się co do tego, czego by chcieli.

A Pani jakiej by Polski chciała?
Ja bym chciała takiej Polski środka. Tu dochodzimy do Unii Europejskiej, do sedna problemu. Byłam entuzjastką tego, że jesteśmy w Unii, uważałam, że Polska się bardzo rozwija dzięki tym wszystkim dotacjom. Kiedy umarła Margaret Thatcher zostałam poproszona przez TVN 24 o podsumowanie jej działalności. Przygotowując się do tej rozmowy, przypomniałam sobie jej opinię o Unii Europejskiej.

Jaką?
Taką, że UE jest skazana na klęskę, ponieważ jest to zbiór idei lewackich oszołomów. Wydaje mi się, że to profesjonalny polityk, więc to zdanie zrobiło na mnie wielkie wrażenie. Zaczęłam się UE przyglądać z tego punktu widzenia. I był taki moment, kiedy zrozumiałam, że to zdanie nie jest pozbawione sensu. To była sprawa konwencji antyprzemocowej i wprowadzenie tego punktu płci kulturowej. Wprowadzenie języka feminizmu i genderyzmu do tej konwencji było taką demonstracją władzy lewicy. A przecież gdyby wyjąc ten punkt i inne z lewackiego języka - podpisałyby się pod tym wszystkie kobiety. Ale oni woleli zaszczepić swój język w tej konwencji antyprzemocowej, niż zyskać więcej jej zwolenników. Byłam wtedy przerażona i kiedy jeszcze podpisał to prezydent Komorowski z taki machnięciem ręki: a tam…

Pani nie uważała, że to jest takie „a tam!”?
Nie, uważałam, że to bardzo poważna sprawa. Oczywiście to, że byłam przeciwko tej konwencji, przysporzyło mi wielu wrogów, bo oczywiście natychmiast stałam się kimś, kto broni przemocy. Pamiętam programy, w których spotkałam się z posłankami PO, i zostałam oskarżona o to, że sprzyjam brutalnym mężczyznom. Mówię o tym dlatego, że moja wymarzona Polska środka zależy w dużym stopniu od stosunku do Unii i od myślenia o tym, po co ona jest. Dopóki jest po to, żeby tworzyć obszar spójny gospodarczo, to jest OK. Natomiast jeżeli Unia ma być nośnikiem idei kształtowania człowieka i te idee mają status nakazu, to zaczyna być bardzo niebezpieczne. Dziś odpowiedź na pytanie: „Jaka Polska?”, trzeba zacząć do pytania: „Jaka Unia? Jakie są kompetencje Unii?”. Gdyby tam coś się zmieniło, Polska mogłaby być krajem środka, a nie krajem takiego czy innego ostracyzmu. Dlatego nie jestem z żadnym z ugrupowań - jestem jednak z tymi, którzy trwają w oporze.

Wideo

Materiał oryginalny: Joanna Szczepkowska: Nie można sprzyjać zmianom, jeśli są przeprowadzane metodą zamordyzmu - Polska Times

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

V
Vivant
Moje odczucia sa b. podobne, wyglada na to ze wielu chodzi o to abysmy zwariowali. stracili wewnetrzny kompas jakim jest zdrowy rozsadek, a wtedy bedziemy latwi do zmanipulowania i rzadzenia. Rodacy Polacy nie dajcie sie, bo im nie was chodzi, a Pani Pani Joanno niech sie Panie nie zmienia. Serdecznie pozdrawiam.
l
lump
... albowiem suweren grzebiący po śmietnikach i koszach na psie odchody żeby przeżyć tak zgłupiał, że da się pociąć na żyletki za prawdziwie wolny raj solidarnych bandziorów, złodziei, reprywatyzatorow, watowiczów i wszelkiej maści szumowin opływających zagrabioną narodową kasą.
Gołodupce tutaj piszące, jak byście czegoś się dorobili przez te 25 lat cudownego kapitalizmu, to byście nie pisali w obronie koryta "białych kapitalistycznych arystokratow" a liczyli % i kombinowali jak skołować więcej.
1-2-3-4
Nazwy własne... quasi-Polak, pseudo-Polak, eks-Polak... pisze się z dużej litery!
I wydaj w końcu jakiś komentarz. Ten może być w językach innych, niż polski, jednak nie pa ruski
G
Gość
Euro-lewacy pieklili się całymi tygodniami, jak to jest możliwe, że Prezes dostał tak wysokie poparcie na 95%
W tym tygodniu postawiono grubianina za podwójnego kandydata, bo na szefa partii i zarazem na urząd kanclerski
No, słyszysz dobrze, postawiono i cześć, bo uprzednio przecież żadnych wyborów kandydatów nie było
W południe postawiono, a wieczorem miał już wymalowany sondaż w jakim Kanclerz przeskoczył o ilość punktów
A do tego wszystkiego również odskoczył o ponad 100% swojego poprzednika,naturalnie, w mig sonadażach
Na ten numer, wzrostu notowań jednej partii i przed wyborami, to się chyba tylko lemingi załapią, bo inni już wcale
Potem już były same ministrów denominacje i nominacje. Prezydent wręczał denominację i za minutę nominację
Wybór grubianina spowoduje, że wspólna UE nam dziurkami powychodzi. Za jego panowania przybędzie jej wiele
więcej, coś na byt Soviet Union. Jednakże z taką różnicą, że jeździć od wsi do wsi będzie można bez zaproszeń
jak wiz ze stemplami. I mundurki w pracy pozostaną dalej różnokolorowe, więc nie zunifikowane jak w Korea
Podatki w modelu więcej Europa, płacić masz zunifikowane, np. CIT 40%, a nie skromne 15% od Morawieckiego
@pansam, przekażcie waszemu Prezesowi, że demokrację ma czynić na ten sam model demokratyczny zza Odry
Ministrów, prezesów partii, się denominuje i nominuje. Naturalnie, co bez ugadania z KODową i naczelna Gazeta
I nie zapomnij o tym, że Prezes ma być sympatyczny wobec Królowej i do tego dla was cokolwiek załatwić
Foto-pocztów i złotych ksiąg z gładkimi hasełkami, to już mamy całe skrzynie i ich więcej się w nich nie pomieści
Mam pryncypia, Kanclerzem UE ma pozostać nam panująca. Na żadne inne eksperymenty pójść nie należy!
a
abcd
ale bełkot - widać że pisane po pijanemu
polski język trudna język szczególnie dla polaków lepszego sortu
p
pansam
ogolnie sympatia i pani ma racje. jesli chodzi o EU i Thatcher, to prosze pamietac, ze Unie zakladali chrzescijanscy intelektualisci po wojnie- Wlosi, Francuzi, Niemcy. Dopiero gdzies tak od 80-90 lat zaczeli ja przejmowac i dominowac lewicowi doktrynerzy i grubianie, tacy jak obrzydliwiec Schulz. I to oni swoja nachalna skrajnie radykalna indoktrynacja doprowadzili do obecnej reakcji- odwrotu od Unii i nawrotu panstw narodowych.
X
XXX
A jednak mozna
G
Gość
I dobrac do spowiedzi, jakies kobiece chyboczace sie rozwazania?
Trzeba by damie wskazac, ze socjalizm byl i nie wroci
Panstwo PO-skie samo sie zutylizowalo
Oba "imperia" nie poroca do tej damy
Nie powroca dlatego, ze one nie mialy myslicieli rodzaju Kaczynski
Dodaj ogłoszenie