Joanna Szostak: Młode dziewczyny są coraz bardziej brutalne

    Joanna Szostak: Młode dziewczyny są coraz bardziej brutalne

    Agnieszka Jasińska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Z Joanną Szostak, kierownikiem internatu w Schronisku dla Nieletnich i Zakładzie Poprawczym dla Dziewczyn w Warszawie-Falenicy, rozmawia Agnieszka Jasińska
    Młode dziewczyny nie mają dzisiaj żadnych autorytetów poza pieniędzmi

    Młode dziewczyny nie mają dzisiaj żadnych autorytetów poza pieniędzmi ©Wojciech Matusik

    Ze statystyk policyjnych wynika, że młode dziewczyny są coraz bardziej agresywne i bezwzględne. Czy Pani również zaobserwowała to zjawisko?
    Tak, zgadzam się z tym. W zakładzie poprawczym pracuję od 18 lat. Z roku na rok trafiają do nas coraz bardziej agresywne dziewczyny. Dopuszczają się coraz poważniejszych przewinień.

    Jakiego typu są to przewinienia?
    Kiedyś dziewczyny trafiały do nas przede wszystkim za kradzieże. Dzisiaj chodzi przede wszystkim o przemoc. W grę wchodzi siła, agresja. Dziewczyny są coraz bardziej brutalne.

    Czy atakują rówieśników czy osoby starsze?
    Nie ma dla nich żadnego znaczenia czy napadają na osobę słabszą czy silniejszą.
    Kiedyś zapytałam dziewczyny, skąd się u nich bierze agresja. Odpowiedziały mi, że agresja jest jak zaraźliwa choroba. Jeśli któraś z rówieśniczek jest brutalna, to zaraża innych tą agresją. Dziewczyny chcą się do takiej agresorki dostosować, chcą być takie same, nie chcą odstawać od grupy.

    Czy dlatego tak często młode dziewczyny atakują we dwie, w trzy...?
    Agresja rodzi agresję. Wydaje im się, że siła jest właśnie w dwóch, trzech osobach.

    Jak wybierają ofiary?
    Najczęściej ofiary są zupełnie przypadkowe. Dziewczyny zwykle nie planują napadów.

    Czy agresywne nastolatki to problem tylko patologicznych rodzin?
    Absolutnie nie. Bardzo często problem ten dotyczy dysfunkcyjnych rodzin. Chodzi o rodziców, którzy na przykład bardzo dużo pracują i nie mają czasu na rozmowę z dziećmi albo takich, którzy nie potrafią poradzić sobie z wychowaniem nastolatka.
    Rodzice nie zawsze orientują się, jak ich dzieci spędzają wolny czas, z kim się spotykają, jakie mają zainteresowania. To podstawowy błąd. Młode dziewczyny nie mają dzisiaj żadnych autorytetów poza pieniędzmi.

    Czy zdarza się, że atakują dla pieniędzy?
    Tutaj czynnik finansowy nie jest najważniejszy. Czasami dziewczyny napadają dla kilkuset złotych, czasami dla 50 groszy. Dla nich liczy się przede wszystkim adrenalina, chęć pokazania rówieśników na co je stać.

    Czy dziewczyny atakują tylko obce osoby?
    Nie tylko. Zdarza się, że ofiarą młodych napastniczek zostaje także ktoś z rodziny: mama, tata, rodzeństwo. To są bardzo trudne sprawy.

    Kiedy rodzice orientują się, że z dzieckiem dzieje się coś złego?
    Czasami nie zauważają tego, co się dzieje z nastolatkiem i dochodzi do tragedii. Jednak zdarzają się też tacy rodzice, którzy dzwonią do nas po poradę, chociaż dziecko nie trafiło do zakładu poprawczego. Widzą, że coś złego się dzieje i chcą temu zapobiec.

    Jak się pracuje z takimi młodymi agresorkami?
    Trzeba bardzo dużo z nimi rozmawiać, poświęcać im czas. Drążyć, skąd się wzięła u nich agresja. Prowadzimy treningi zastępowania agresji. Są rozmowy m.in. z psychologiem i psychiatrą.

    Chcą rozmawiać?
    Nie zawsze. Nie wszystkie dziewczyny po prostu potrafią rozmawiać. Ale z dziewczynami i tak jest łatwiej niż z chłopcami. Dziewczyny są bardziej otwarte. Jednak mimo to nastolatki, które do nas trafiają, przyznają po czasie, że pierwsze dni w zakładzie poprawczym były dla nich bardzo trudne. Denerwuje ich to, że ciągle ktoś do nich przychodzi, czegoś chce. Nie są do tego przyzwyczajone. Czasami przez kilkanaście lat nikt z nimi nie rozmawiał.

    Czy dziewczyny atakują też wychowawców w poprawczaku?
    U nas nie zdarzają się takie akty agresji. Nie ma przemocy fizycznej, czasami zdarza się przemoc werbalna. Za niewłaściwe zachowanie stosujemy wobec dziewczyn środki dyscyplinarne. To na przykład zakaz wychodzenia na przepustkę albo zakaz noszenia prywatnych ubrań.

    Ile wychowanek udaje się sprowadzić na dobrą drogę?
    Według naszych statystyk, na 10 wychowanek, które opuszczają zakład poprawczy w danym roku, średnio 7-8 udaje się zresocjalizować. Nie jest to zły wynik.

    Rozmawiała Agnieszka Jasińska

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo