Kamil Durczok przed sądem w Piotrkowie. Zeznania biegłych ws. wypadku Durczoka na autostradzie A1. Czy dziś zapadnie wyrok?

Marek Obszarny
Marek Obszarny

Wideo

Proces Kamila Durczoka przed sądem w Piotrkowie: podczas drugiej rozprawy, 17 marca 2021, zeznawali biegli i świadkowie. Proces zakończy się jeszcze dziś i wszystko wskazuje na to, że nie utrzyma się główny, najcięższy zarzut stawiany przez prokuraturę - spowodowania niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym.

Proces Kamila Durczoka przed sądem w Piotrkowi]

W środę, 17 marca 2021 o godz. 9 rozpoczęła się druga rozprawa w procesie Kamila Durczoka. Dziennikarz za spowodowanie po pijanemu kolizji z pachołkami samochodem BMW X6 M na autostradzie A1 koło Piotrkowa - zgodnie z aktem oskarżenia - odpowiada jak za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym w stanie nietrzeźwości. Jeśli sąd podtrzyma taką kwalifikację czynu, grozi mu nawet do 12 lat więzienia.

Podczas drugiej rozprawy Kamil Durczok nie pojawił się w sądzie w Piotrkowie. Jego obrońca, adwokat Łukasz Isenko, przedstawił zaświadczenie lekarskie informujące o chorobie oskarżonego, ale prosił, żeby proces kontynuować mimo nieobecności dziennikarza. Sąd stwierdził, że obecność oskarżonego na tym etapie nie jest obowiązkowa i kontynuował proces.

Pierwszym świadkiem wezwanym przez sąd był Zbigniew S., emerytowany policjant. W dniu zdarzenia kierował radiowozem, który dyżurny piotrkowskiej komendy zadysponował na A1.

Przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie, w środę, 27 stycznia, ruszył proces Kamila Durczoka

Ruszył proces Kamila Durczoka. Dziennikarz pojawił się w sąd...

Później zeznawał trzyosobowy zespół biegłych z zakresu toksykologii i chemii na okoliczność uzupełnienia wydanej przez siebie pisemnej opinii w tej sprawie. Chodziło o kwestie związane z reakcjami organizmu na leki, których obecność stwierdzono w próbce krwi pobranej od Kamila Durczoka.

Do przesłuchania pozostał jeszcze tylko jeden świadek - policjantka z policyjnego patrolu, która była na miejscu razem ze Zbigniewem S., ale po sugestii sądu prokurator Anna Mosur wycofała wniosek o jej przesłuchanie przed sądem, gdyż byłoby one możliwe najwcześniej na przełomie kwietnia i maja i o kilka miesięcy opóźniło zakończenie procesu.

W tej sytuacji przewodnicząca składu orzekającego, sędzia Małgorzata Krupska-Świstak, zamknęła przewód sądowy. Obrońca Durczoka wnosił wprawdzie o odroczenie mów końcowych i stanowiska stron, bo jak podkreślił, jego klient chciał osobiście wziąć udział w tym etapie procesu, ale sąd tego wniosku nie uwzględnił.

Sąd dał obrońcy i prokuratorowi godzinę na przygotowanie się do mów końcowych i uprzedził o możliwe zmianie kwalifikacji czynu na dwa odrębne - z art. 178 par. 1 kk (Kto, znajdując się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego, prowadzi pojazd mechaniczny w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2) oraz z art. 86 par. 1 kw ( Kto na drodze publicznej, w strefie zamieszkania lub strefie ruchu, nie zachowując należytej ostrożności, powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny).

Wszystko wskazuje więc na to, że najcięższy zarzut prokuratury - sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym - nie utrzyma się.

Proces dziennikarza ruszył pod koniec stycznia. Podczas pierwszej rozprawy Kamil Durczok skorzystał z prawa odmowy wyjaśnień i podtrzymał wszystkie swoje wcześniejsze wyjaśnienia składane na etapie postępowania przygotowawczego. Przyznał się do spowodowania kolizji w stanie nietrzeźwości, ale nie do sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym.

W odczytanych przez sąd wyjaśnieniach ze śledztwa Durczok tłumaczył, że przeżywał trudny okres w życiu osobistymi i zawodowym. Pod koniec lipca wyjechał na kilka dni na Półwysep Helski, aby się zrelaksować. Przyznał, że podczas wieczoru poprzedzającego powrót samochodem pił wino, piwo i whisky, a rano wypił jeszcze duże piwo.

- Czułem, że mogę prowadzić - oceniał w tych wyjaśnieniach.

Dodał, że do kolizji doszło, gdy sięgał po telefon. Zawadził wtedy o worki z piaskiem na pasie rozdzielającym jezdnie i uderzył w pachołki. Twierdził, że nie jechał z nadmierną prędkością.

- Jest mi potwornie wstyd, jestem skończony w zawodzie, nie mam prawa wypowiadać się publicznie - dodał.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie