Kiedy na polach na Retkini rosło zboże i pasły się krowy... Historia wsi która stała się łódzkim osiedlem. Archiwalne zdjecia

Anna Gronczewska
Jedna z rolniczych rodzin ze wsi Retkinia
Jedna z rolniczych rodzin ze wsi Retkinia Krzysztof Szymczak/reprodukcja
Dzisiaj Retkinia to wielkie osiedle mieszkaniowe, nazywane największą sypialnią miasta Łodzi. Ale przez długie lata była jedynie podłódzką wsią. W granice Łodzi została włączona dopiero po zakończeniu II wojny światowej. Jeszcze jednak przez wiele lat rosło tam zboże.

Starsi mieszkańcy osiedla mieszkaniowego Retknia pamiętają, że gdy dostawali swe wymarzone mieszkanie w blokach z ich okien było widać pola, na których rosło zboże, a obok pasły się krowy.

Wiejskie elementy na Retkini można było oglądać przez długie lata. Dyrekcja i uczniowie Szkoły Podstawowej nr 11 im. Marii Kownackiej, jednej z retkińskich szkół, postanowili przypomnieć te dawne czasy. Dzięki zgromadzonym przez nich zdjęciom w Galerii Urzędu Miasta Łodzi można było oglądać wystawę "Dawno temu na Retkini".

- Najpierw w naszej szkole zorganizowaliśmy konkurs fotograficzny - mówi Joanna Krajewska, wicedyrektor Szkoły Podstawowej nr 11, jedna ze współorganizatorek wystawy. - Jego tematem była Retknia oczami dzieci. Na jednym ze zdjęć utrwalono stary budynek przy ulicy Balonowej. Potem zgłosili się do nas mieszkańcy, którzy udostępnili stare zdjęcia, między innymi Andrzej Tłoczek, Wojciech Ślązak czy pan Adamus. Udało się zgromadzić około stu zdjęć. Najstarsze pochodzi z 1918 roku.

W 1914 roku ks. Paweł Załuska, pierwszy proboszcz retkińskiej parafii, wydał ze swym bratem Leonardę książkę poświęconą historii Retkini i jej mieszkańcom. Z zamieszczanych tam opisów wynika, że przed latami na terenie tego osiedla były bory, knieje pełne dzikich zwierząt.

- Ludność miała obowiązek raz do roku podczas łowów księcia ciągnąć sieci myśliwskie i inne przybory do Piotrkowa- pisali w swej książce bracia Załuska.

Pierwsze wzmianki o Retkini pochodzą z 1398 roku. Jej nazwa pojawia się w akcie erekcyjnym kościoła w Pabianicach. Wspomina też o niej w swych pamiętnikach Jan Długosz. Pisał, że między 1370 a 1480 rokiem miała 12 łanów kmiecych. Każdy kmieć musiał płacić kapitule na św. Marcina roczny wyczynsz, czyli po 20 skudów i 3 grosze z łanu, po 2 kapłony i 30 jaj. Między 1511 a 1553 rokiem Retkinia należy do kapituły krakowskiej parafii Pabianice, a potem do parafii Łodzia. Posiada 12 łanów, 15 zagrodników, 24 kmieci, jednego komornika, młyn o jednym kole i karczmę.

W XVII wieku Retkinia odczuwa boleśnie najazdy Szwedów, Moskali, wojsk saskich. Z czasem też dosięgają ją różne zarazy. Na skutek rozbiorów Retkinia przechodzi w ręce Prusaków, Księstwa Warszawskiego i Skarbu Polskiego. Ten ostatni odsprzedaje 15 włók lasu z obrębu Retkini synom generała brygady byłych wojsk polskich, Siemiątkowskim. W 1841 roku właścicielem wsi Retkinia zostaje Mateusz Lubowidzki, członek Rady Stanu Królestwa Polskiego. Ale po trzynastu latach odsprzedaje ją Wilhelmowi Nenckiemu.

Od 1860 roku Retkinia wchodzi w skład gminy Brus. W 1864 roku dochodzi do uwłaszczenia chłopów. Potem ma miejsce komasacja gruntów. Za punkt, od którego mierzono ziemię służyła jedyna murowana obora, a o przydziale gospodarstwa decydował ciągniony los. W wyniku tej operacji na terenie Retkini powstaje sześć osad: Długa Kolonia, Nowa Kolonia, Działy, Brzózki, Piaski i Zagrodniki. Brzózki znajdowały się okolicy dzisiejszej ul. Hufcowej, Kolonia Długa ciągnęła się wzdłuż ul. Balonowej, Działy - to okolice nieistniejącej już ul. Śrutowej, równoległej do al. Wyszyńskiego. Piaski obejmują teren dzisiejszej ul. Kusocińskiego i ul. Piaski, a Zagrodniki - to okolice ul. Olimpijskiej, ul. Zagrodniki.

W 1881 roku na terenie wsi Retkinia mieszkało 270 mężczyzn i 290 kobiet. Wieś miała 1356 morgów gruntu, z tego 946 morgów ziemi ornej.

W październiku 1905 roku na Retkini powstało Stowarzyszenie Spożywców. Później przekształciło się ono w Spółdzielnię, która po II wojnie światowej reaktywowała się i weszła w skład Spółdzielni Spożywców "Społem". We wrześniu 1913 roku zawiązała się kasa pożyczkowo-oszczędnościowa, która przyjęła nazwę Kasy Stefczyka.

Na Retkini zorganizowano tajną "Drużynę Strzelecką". Jej członkowie przygotowywali się do walki o niepodległość Polski. W oparciu o nią stworzono tu sekcję Polskiej Organizacji Wojskowej.

W 1918 roku liczyła ona ponad 30 żołnierzy. W listopadzie tego samego roku brali udział rozbrajaniu Niemców na ulicach Łodzi. A dwa lata wcześniej, w Boże Narodzenie, na Retkinię przybył oddział legionistów. Liczył 400 żołnierzy. Legioniści na Retkini przebywali do września 1917 roku. Pomagali rolnikom w pracach polowych. Było to o tyle ważne, że po wybuchu wojny władze carskie zarekwirowały retkińskim gospodarzom wszystkie konie.

Przez wiele lat Retkinia należała do parafii św. Mateusza w Pabianicach. Kazimierz Plocek, retkinianin od pokoleń, opowiadał nam, że w Pabianicach u Pierwszej Komunii Świętej była jego babcia.

- Do kościoła w Pabianicach było dziesięć kilometrów - wyjaśniał pan Kazimierz. - Szło się pieszo, brało w chusteczce chleb na drogę. No i oczywiście boso. Buty zakładało się dopiero przed kościołem. Nawet jak szło się do Pierwszej Komunii Świętej.
Dlatego już w 1828 roku mieszkańcy wsi Retkinia zaczęli zabiegać o przyłączenie ich wsi do łódzkiej parafii. Starania na nic się zdały. Ale wraz z nadejściem nowego wieku pojawiła się szansa na utworzenie retkińskiej parafii.

W 1907 roku powiększono małą kapliczkę stojącą przy dawnej ul. Zagrodniki. To rejon obecnej ul. Olimpijskiej, w pobliżu ul. Maratońskiej. Kapliczka była niewielka, bo mogła pomieścić kilka osób, ale co jakiś czas przyjeżdżał ksiądz z Pabianic i odprawiał w niej msze święte. Podobno już ta kapliczka była pod wezwaniem Najświętszego Serca Jezusowego. W czasie wojny zniszczyli ją Niemcy. Krzyż z tej kapliczki, pochodzący z 1851 roku, stoi do dziś koło retkińskiego kościoła.

15 kwietnia 1908 roku biskup kujawsko-kaliski Stanisław Zdzitowiecki, wyznacza ks. Pawła Załuskę, dotychczasowego administratora parafii w Rzgowie, by zajął się organizacją nowej parafii w podłódzkiej wsi Retknia.

W 1908 roku wybudowano niewielki, drewniany kościółek, w okolicach dzisiejszej ul. Retkińskiej, tu gdzie do dziś stoi pierwsza retkińska świątynia. Wyglądem przypominał stodółkę. Pierwszą mszę świętą odprawiono w niej 15 sierpnia 1908 roku. Ale zaraz ks. Paweł Załuska przystąpił do budowy murowanego kościoła. W następnym roku, 22 maja, biskup kujawsko-kaliski Stanisław Zdzitowiecki święcił już kamień węgielny pod budowę kościoła na Retkini. Jak zapisał potem w swojej książce poświęconej Retkini ks. Załuska, biskupa bardzo serdecznie przyjęto. Przekazał on parafianom specjalne błogosławieństwo od papieża św. Piusa X.

W budowę świątyni włączyła się cała wieś. Choć nie była ona duża - liczyła 110 gospodarstw. Kazimierz Plocek wspominał, że konie jego dziadka przez 24 godziny woziły materiały na budowę kościoła.

- Pomagali też bracia dziadka, a było ich w sumie czterech - dodawał pan Kazimierz. - Pracowali oczywiście za darmo!
Ks. Załuska organizował zbiórki pieniędzy na budowę, loterie, z których dochód był przeznaczony też na ten cel. Jeździł po okolicznych cegielniach i wypraszał cegły, by można było wznieść mury świątyni. Na budowę przeznaczył też dochód z dwóch książek, które napisał.

5 czerwca 1910 roku biskup Zdzidowiecki erygował na Retkini nową parafię. Jej pierwszym proboszczem mianował ks. Pawła Załuskę. Jednocześnie nowa parafia otrzymała wezwanie Najświętszego Serca Jezusowego. Tymczasowego poświęcenia kościoła dokonał ks. Edward Szulc, proboszcz parafii św. Mateusza w Pabianicach. On też odprawił pierwszą mszę świętą w nowej parafii. Nowy kościół zbudowany został z czerwonej cegły, w gotyckim stylu. Otynkowany został wiele lat po wojnie.

Ks. Paweł Załuska zaczął urządzać nowy kościół. W grudniu 1910 roku sprowadził i poświęcił dzwon. Nadano mu imię Paweł, nietrudno się domyśleć, że na cześć pierwszego proboszcza retkińskiej parafii. W 1911 roku ks. Załuska całą parafię poświęcił Najświętszemu Sercu Jezusowemu.

Pierwszego proboszcza zapamiętano m.in. jako gorącego patriotę. Zorganizował m.in. obchody 500-tnej rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Na tę okazję wykonano metalowy krzyż procesyjny z odpowiednim napisem. Do dnia dzisiejszego stoi on w prezbiterium retkińskiego kościoła. Prowadził też działalność oświatową wśród rolników. Sprowadzał nowe maszyny rolnicze, na przykład siewniki, nowe odmiany roślin, sadzonki.

Przed wojną Retkinię uważano za spiżarnię Łodzi. Mieszkało tu około 6 tysięcy ludzi. Takich jak Janina Plocek, retkinianka z dziada pradziada. Zapewniała nas przed laty, że kiedyś była to piękna wieś. Duże gospodarstwa, z żyzną ziemią. Prowadzili je Krasińscy, Witkowie, Niewiadomscy i wielu innych. Gospodarstwa miały przeciętnie po 7-8 akrów, największe liczyło 40. W Domu Ludowym wybudowanym przy kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego, znajdującym się do dziś przy ul. Retkińskiej znajdowała się szkoła, choć pierwsza dla wsi Retkinia i Rokicie mieściła się przy ul. Obywatelskiej. Przed wojną była to światła wieś.

- Retkiniacy to byli wykształceni ludzie, mój wuj, Franciszek Plocek był przedwojennym posłem i senatorem, mieliśmy pięć nauczycielek, mieszkał u nas sędzia, kilka osób miało maturę, która była wtedy tak ważna jak dzisiaj studia - zapewniał pan Kazimierz.

Retkińskie Koło Gospodyń Wiejskich niedawno obchodziło 100-lecie powstania. We wsi założono Kółko Rolnicze i Ochotniczą Straż Pożarną. W okresie międzywojennym Retkinia znajdowała się w gminie Brus. Miała trzech wójtów. Byli nimi: Ignacy Placek, Ignacy Klimek i Zygmunt Kaczorowski.

W czasie okupacji, w 1941 roku, Niemcy włączyli Retkinię w granice Łodzi. Ale polskich mieszkańców z niej wysiedlono. Retkiński kościół zamieniono na magazyny, a jej proboszcza ks. Władysława Chojnackiego aresztowano. W 1942 roku został zamordowany w obozie koncentracyjnym w Dachau. Mieszkańcy Retkini włączyli się do działalności konspiracyjnej. Spotkała ich za to sroga kara. W 1942 roku wysiedlono polskich mieszkańców wsi. Większość wywieziono na roboty do Niemiec i Francji, a także do Generalnej Guberni. W więzieniach i obozach koncentracyjnych zginęło około 150 mieszkańców Retkini.

Retkinia ponownie stała się częścią Łodzi w 1946 roku. Decyzja o budowie tu osiedla zapadła już pod koniec lat sześćdziesiątych. Józef Niewiadomski, były prezydent Łodzi i pierwszy sekretarz Komitetu Łódzkiego PZPR, tłumaczył nam, że podjęto ją, bo brakowało mieszkań dla łodzian. Plan zakładał, że trzeba wybudować 55 tysięcy nowych.

- Zwykle miasta rozbudowywane są na północ i południe, ale u nas na północy był Zgierz, a na południu Pabianice, a więc wybrano wariant wschodnio-zachodni, tak powstały Retkinia i Widzew-Wschód - wyjaśniał Józef Niewiadomski. Przekonywał, że decyzja o lokalizacji osiedla nie zapadła w Urzędzie Miasta przy ul. Piotrkowskiej, ani w komitecie przy al. Kościuszki. Decydowali o tym urbaniści i architekci. Studia prowadziło Biuro Programowania i Projektowania Rozwoju Łodzi, w którym pracowało około czterystu osób.

Nieżyjący już Wiktor Kapuciński, rdzenny retkinianin, zajmujący się przez lata historią Łodzi, opowiadał nam, że już przed wojną mówiło się, iż Łódź wchłonie Retkinię. Tak też się stało. Najpierw w 1955 roku uruchomiono linię tramwajową na Retkinię. Jeździł tam tramwaj linii "19". Jechał jedynym torem, a krańcówkę miał przy retkińskim kościele.

- Wcześniej 20 minut musiałem do autobusu czy tramwaju pieszo iść do Dworca Kaliskiego, tym co mieszkali dalej zajmowało to z 40 minut - wspominał Wiktor Kapuciński. Linia tramwajowa dla wielu retkinian była powodem do radości, ale byli i tacy, co twierdzili, że jest złą wróżbą.

- Było już po Retkini! - mówił Wiktor Kapuciński. Wróżba się spełniła. Kazimierz Plocek o tym, że w miejscu ich wsi powstanie osiedle, dowiedział się w 1970 roku.

- Zebrania były tak burzliwe, że urzędnicy bali się do nas przyjeżdżać! - opowiadał pan Kazimierz Plocek. On mieszkał przy ul. Hufcowej. Razem z rodziną wysiedlono go do bloków, ale dom pozostał. Urządzono w nim pocztę. On dostał trzy pokoje w bloku przy ul. Babickiego. W zasadzie nie dostał, ale jak każdy z wysiedlonych musiał za nie zapłacić. Państwo wywłaszczało rolników z Retkini za grosze. Żalą się, że ledwo starczało na mieszkanie w blokach.

- A przecież wiele domów mogło zostać, tak jak mój, ale oni na siłę je rozbierali! - twierdził Kazimierz Plocek. Niektóre domy były nowe. Miały po dwa-trzy lata. Plocek nie mógł przystosować się do mieszkania w blokach. Przeprowadził się do małego domku, który miał na kawałku ziemi, jaka została mu przy ul. Prądzyńskiego, niedaleko lotniska na Lublinku. Mieszkał tam dwanaście lat... Potem, po ponad dwudziestu pięciu latach starań, odzyskał swoją dawną posiadłość.

W miejscu, gdzie był rodzinny dom i ogród Wiktora Kapucińskiego, stanęła Szkoła Podstawowa nr 15. Z ogrodu rodziców zostało tylko jedno drzewo.

Janina Plocek miała szczęście. Jej domu nie zburzono. Inni retkinianie musieli, tak jak Kazimierz Plocek i rodzice Wiktora Kapucińskiego, opuszczać swoje domy, gospodarstwa. Wielu pamięta, że kwitły drzewa w sadach, a wjeżdżały w nie buldożery i wszystko niszczyły. Dochodziło do dramatów. Starsi ludzie nie mogli się pogodzić, że muszą opuścić domy, w których spędzili całe życie. Jeden z mieszkańców wsi podobno popełnił nawet samobójstwo.

Wielu mieszkańców Retkini pamięta chwile, gdy zaczęto budować pierwsze bloki. Janina Plocek miała wtedy gospodarstwo ogrodnicze przy ul. Sztormowej. Uprawiała pomidory, ogórki. Kiedy tylko szła do domu gotować obiad, żołnierze, którzy budowali osiedle, zakradali się do szklarni... Poskarżyła się dowództwu. Miała zakontraktowaną sprzedaż pomidorów, ogórków i chciała się wywiązać z umowy. Zaznaczyła tylko, że jak by za straty miały płacić rodziny żołnierzy, to rezygnuje z odszkodowania.

- Ale wojsko przyjechało, zobaczyło jak to wygląda i od tej pory miałam spokój - wspominała nam pani Janina.

Pierwszy blok na osiedlu Retkinia wybudowano w 1972 roku. Znajduje się on przy al. Wyszyńskiego (dawniej ul. Thalmana). I ma numer 2. Gdy go zasiedlano, na uroczystość przyjechał sam Edward Gierek. Ostatnie bloki z wielkiej płyty wybudowano na Retkini w 1985 roku.

Zakaz handlu w niedzielę. Co się zmieni?

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Boże ja się wychowałem w woj łódzkim i na Retkinii mam rodzinę , na ul Wioślarskiej. Mieszkam tak daleko od Łodzi, ale moje serce jest ciągle tam.Tam była moja młodość , pierwsza miłość. Bardzo tęsknię, ale życie napisało swój scenariusz.!!!!!!!!!

G
Gość

Jeszcze w latach 70 krowy pasły się na terenie między linią kolejową a ulica Kasprzaka.

x
xxx

W latach 60-tych często jeździliśmy w kolegą na wagary tramwajem linii 19 do pętli zlokalizowanej wtedy w rejonie ówczesnej i dzisiejszej remizy strażackiej. Gdy wysiedliśmy z tego tramwaju na krańcówce szliśmy miedzą przy jakimś gospodarstwie do torów kolejowych. Fajne to były wycieczki gdyż tramwaj jechał przez tereny rolnicze gdzie były łany zbóż i pasły się krowy.

M
Miejscowy.
27 października 2014, 22:40, as:

Na widzewie wschodzie tez tak bylo,jeszcze chyba osiemdziesiątym roku;z jednej strony Rokicinskiej staly juz wiezowce ,z drugiej roslo zboze,maki.A krowy mozna jeszcze dzis zobaczyc na drodze do selgrosu,i czasem na Olechowie.Ale najbardziej szkoda tego zdziczalego juz calkiem sadu przylegającego do lasku,od ul.Augustow.

Tak był wszędzie gdzie wchodziły bloki.

Trochę dalej od sadu był mały cmentarz wiejski. I dziś jest tam EC4.

A przy torach do dziś jest gospodarstwo. Obok trafostacji.

Podobnie jest na Olechowie, Teofilowie, itd.

J
Jerzy
Retkinia jakiś czas należała także do Parafii Górka Pabianicka
a
as
Na widzewie wschodzie tez tak bylo,jeszcze chyba osiemdziesiątym roku;z jednej strony Rokicinskiej staly juz wiezowce ,z drugiej roslo zboze,maki.A krowy mozna jeszcze dzis zobaczyc na drodze do selgrosu,i czasem na Olechowie.Ale najbardziej szkoda tego zdziczalego juz calkiem sadu przylegającego do lasku,od ul.Augustow.
p
pani z Teofilowa
tak było na Teofilowie. Pamiętam wszystko - gospodarzy, krowy, zyto, szkołę nr 140, drogę ze szlaki ....
Dodaj ogłoszenie