Kiedyś to były mrozy. Czy pamiętacie zimę stulecia?

Anna Gronczewska
Krzysztof Szymczak/Narodowe Archiwum Cyfrowe
Udostępnij:
W ostatnich dniach zanotowano w Łodzi ostre mrozy. Niedawno też przypada kolejna rocznica zimy stulecia, która nadeszła z sylwestrem 1978 roku. Jak radziliśmy sobie ze śniegiem i mrozem?

Łódzka zima stulecia

Słuchając opowieści dziadków, wspominających przedwojenne czasy można było usłyszeć, że wtedy zima ze śniegiem i mrozem nie była nowością. Jednak ta z początku 1929 roku dała się we znaki nie tylko łodzianom, ale i mieszkańcom całego kraju. W „Kurjerze Łódzkim”, który ukazał się 14 lutego tego roku możemy przeczytać takie tytuły ja „Łódź pod obuchem mrozu”. Temperatury sięgały wtedy ponad minus trzydzieści stopni Celsjusza.

- Fala mrozów jest tym bardziej dokuczliwa, że napłynęła niespodziewanie – czytamy w „Kurjerze Łódzkim”. - Mieszkańcy Łodzi nie byli odpowiednio przygotowani do odparcia gwałtownego ataku zimna. Nie przewidziały wszak również tego instytucje użyteczności publicznej, a przede wszystkim kolej.

Kolej została niemal sparaliżowana. Efektem było tego, że do Łodzi przestały docierać transporty z węglem. Pociągi osobowe docierały do celu często z czterogodzinnym opóźnienie. Na skutek mrozu pękały szyny, zadymki sprawiały, że nie można było przejechać. Powodowało to, że często pociągi stawały na kilka godzin w szczerym polu.

Na niektórych przystankach kolejowych poczekalnie są nieogrzewane, bufety zamknięte, pasażerowie pozbawieni ciepłej strawy przebywają w zimnych pociągach – skarżyli się dziennikarze „Kurjera Łódzkiego”.

Ukazuje się, że mrozy odbiły się wtedy też na...połączeniach telegraficznych. Sieć została bowiem uszkodzona. Łódź na kilka dni została pozbawiona łączności telefonicznej z Warszawą. Jednak największym problemem był brak węgla. Wykorzystywali to drobni sprzedawcy, którzy windowali jego cenę. Podobno zrobili na tym złoty interes. Pozbawieni węgla łodzianie gotowi byli ponoć płacić każdą cenę, by zdobyć, jak pisał „Kurjer” ten „czarny diament”. Na skutek mrozów spadała o połowę „frekwencja w łódzkich tramwajach”. Zamknięto większość cukierni, kawiarni, część sklepów. Przerwano zajęcia w szkołach. Na zajęcia uczęszczali tylko uczniowie ostatnich klas przygotowujący się do matury...Ze względu na panujące mrozy pocztę roznoszono nie cztery, a dwa razy dziennie...

Szkoła z radia

Niewiele osób już pamięta, że wyjątkowo mroźna była też pierwsza wojenna zima. Temperatura sięgała minus czterdziestu stopni! Na kolejną „zimę stulecia” łodzianie czekali do 1963 roku. Wtedy temperatura wynosiła minus 30 stopni Celsjusza. Nad Łodzią pojawiła się zadymka śnieżna.

- Tramwaje kursują z przerwami, niezgodnie z rozkładem jazdy – pisał ówczesny „Dziennik Łódzki”. - Zwrotnice, których jest w mieście ponad 700, zamarzają dosłownie w mgnieniu oka. . W swoim czasie wprowadzono w życie pewien pomysł racjonalizatorski polegający na podkładaniu pod zwrotnicami ponad dwumetrowej długości grzałek elektrycznych. Na razie założono próbnie tylko 16 grzałek. To bardzo niewiele w stosunku do potrzeb. Na razie zwrotnice czyszczone są ręcznie.

Natomiast Milicja Obywatelska przeprowadzała we wszystkich dzielnicach kontrolę stanu trotuarów i jezdni. Jej wyniki nie były najlepsze. Wielu dozorców i właścicieli nieruchomości nie wypełniało obowiązku uprzątania zwałów śniegu z ulic...Wielkie kłopoty przeżywała kolei. Pociągi przyjeżdżały do Łodzi z kilkugodzinnym opóźnieniem. Jeden z pociągów, jadący od strony Łowicza zatrzymał się na stacji Łódź – Żabieniec. Wystarczyła minuta postoju, by śnieg zasypał całe tory. Pociąg nie mógł już ruszyć...Reporter „Dziennika Łódzkiego” pisał o wielkim rozczarowaniu jakie przeżyli pracownicy zakładów „Olimpia”, którzy o godzinie 21.15 skończyli drugą zmianę. O godzinie 22.00 wielu z nich stało na przystanku tramwajowej przy ul. Piotrkowskiej, przy ich fabryce. Niestety tramwaj nie nadjeżdżał. Musieli pieszo wracać do domu. Tak jak robotnicy „Wifamy”...Trudności z dojazdem do pacjentów miało łódzkie Pogotowie Ratunkowe. Między innymi na ul. Suwalską, Przyrodnicza, Przybyszewskiego. Sklepy na przedmieściach miastach nie otrzymały dostaw towaru. Mroźna zima sprawiła, że odwołano lekcje, we wszystkich łódzkich szkołach. Ale tylko podstawowych. Średnie były czynne, o ile temperatura wewnątrz budynku nie spadła poniżej 15 stopni Celsjusza. Mieczysław Woźniakowski, ówczesny kurator oświaty i wychowania w Łodzi uspokajał uczniów i nauczycieli, że z tego powodu nie będzie przedłużony rok szkolny. By dzieci nie straciły czasu przeznaczonego na naukę to lekcje odbywały się przez....radio.

Codziennie będziemy nadawali audycje przeznaczone dla młodzieży pozostającej w domu – wyjaśniał w wywiadzie udzielonym „Dziennikowi Łódzkiemu” kurator Woźniakowski. - Będą one rodzajem skondensowanych wykładów. Dzieci będą pracowały w swoich mieszkaniach. Uruchomimy punkty konsultacyjne wszędzie, gdzie to możliwe. W ogrzanych pokojach szkolnych, w świetlicach zakładów opiekuńczych. Apeluje do rodziców i wszystkich, którzy mogą ułatwić dzieciom kontynuowanie nauki. Nauczyciele nie będą mieć święta. Mają dyżurować w punktach konsultacyjnych.

Andrzej Pieślak, dziś 68-letni łodzianin pamięta te czasy. Chodził wtedy do trzeciej klasy Szkoły Podstawowej nr 138, mieszkał przy ul. Człuchowskiej.

Rzeczywiście lekcje odbywały się przez radio – wspomina. - Zbieraliśmy się w grupach, w domu jednego z kolegów. Trzeba pamiętać, że nie wszyscy mieli radia. Spiker łódzkiego radia, Arnold Borowik, dobrze zapamiętałem to nazwisko, czytał lekcje. Mówił, którą czytankę trzeba przeczytać. Ułożyć zdanie do konkretnego obrazka, które zadania z matematyki rozwiązać.
Pojawiły się obawy czy w mieście nie zabraknie chleba. A obawy były uzasadnione, bo w Łódzkich Zakładach Piekarniczych zamarzły rury. „Dziennik Łódzki” zapewniał jednak, że awarię szybko usunięto. Pojawiały się za to kłopoty z transportem chleba do sklepów, zwłaszcza na peryferie miasta. Reporterzy „Dziennika” ustalili, że na przykład w sklepie przy ul. Rudzkiej, około 17.00 nie było chleba. Nie brakowało też kłopotów z gazem. Powodem było zamarzanie pionów gazowych. Obliczono, ze zamarzły w blisko dwóch tysiącach łódzkich domach

Brakowało prądu

Do dziś wspominany jest atak zimy stulecia 1978 i 1979 roku. Tę wydarzenia sprzed 40 lat bardzo dobrze zapamiętał Józef Niewiadomski, który był wówczas prezydentem Łodzi.

- Rozpoczęła się ona już 30 grudnia 1978 roku – wspominał nam nieżyjący już Józef Niewiadomski. - Razem z n Romanem Mospinkiem jeździliśmy po łódzkich budowach. Tak jak zwykle odwiedzaliśmy budowane bloki przed tzw. odbiorem. I już wtedy zaczęła padać marznąca mżawka. Nie wyglądało to sympatycznie. Natomiast ta „zima stulecia” rozpoczęła się na dobre 31 grudnia. Był to sylwester. Żona poprosiła, bym odwiózł ją do fryzjera. Miałem wtedy „malucha”. Zawiozłem ją na ul. Moniuszki. Jednak zobaczyłem, że dzieje się coś niedobrego. Pojechałem szybko do Urzędu Miasta. Trzeba pamiętać, że to był zupełnie inny okres. Nie mieliśmy przecież gospodarki rynkowej. Gdy brakowało chleba, mleka to odpowiadał za to prezydent miasta.

Prezydent Niewiadomski zwołał więc do urzędu w alarmowym trybie dyrektorów wydziałów odpowiadających w Łodzi za energię, ciepło, zaopatrzenie.

Ustaliliśmy plan gry, co trzeba zrobić, by zabezpieczyć się przed atakiem zimy – dodawał Józef Niewiadomski. - Prezydent Łodzi był wówczas odpowiedzialny na przykład za zaopatrzenie miasta w ziemniaki. Wojewódzka Spółdzielnia Ogrodniczo – Pszczelarska kopcowała około 18 tysięcy ton kartofli. Bałem się, że mogą zmarznąć. Przede wszystkim zabezpieczaliśmy dostawy do Łodzi paliw. Ich zbiorniki znajdowały się w Koluszkach. Trasa łącząca Łódź z Koluszkami musiała być systematycznie odśnieżana. Trzeba było też zadbać szczególnie o punkty odbioru mleka. Wtedy prezydent Łodzi był też wojewodą tego małego województwa łódzkiego. Już 2 stycznia powołaliśmy sztab, który dziś nazwalibyśmy kryzysowym. Wtedy jednak takiej nazwy nie nosił.

W PRL-u nie było kryzysu. Ten sztab jednak funkcjonował. Spotykaliśmy się codziennie o siódmej rano i ustalaliśmy co powinno robić się w danym okresie. Była to rzeczywiście bardzo trudna zima. W Warszawie wysiadła wtedy elektrociepłownia „Siekierki”. Chyba 500 tysięcy warszawiaków nie miało ciepła w mieszkaniach. W łódzkich mieszkaniach było ciepło. Mieliśmy tylko drobną awarię taśmociągu w EC IV, na Widzewie. Na szczęście udało się ją szybko usunąć.

- Tak gwałtownego ataku zimy nie notowaliśmy w Łodzi od kilkunastu lat! - pisała ówczesna prasa.- Gwałtowne opady, niska temperatura i porywisty wiatr sparaliżowały w sobotę i niedzielę ruch w mieście. Jak poinformowało nas biuro meteorologiczne na Lublinku w ciągu dwóch dni spadło w Łodzi 16 centymetrów śniegu, choć w niektórych miejscach jego pokrywa przekraczała 50 centymetrów. Porywisty wiatr dochodził do 12 – 13 metrów na sekundę. Minimalna temperatura sięgała minus 20 stopni Celsjusza.

Komunikacja stanęła

W niedzielę około godziny 17.00 stanęła cała komunikacja miejska, śnieg zasypał w wielu miejscach tory.

- Część tramwajów pozostało na trasach – pisał „Dziennik Łódzki” - Ostatni ściągnięto z Retkini 1 stycznia rano. Należy podkreślić postawę motorniczych i okolicznych mieszkańców. Ci pierwsi nie zostawili tramwajów choć mogli iść do domu. A na przykład mieszkańcy Retkini widząc siedzących w tramwajach motorniczych przynieśli im gorące posiłki.

Podawano też, że utrudniony był ruch ulicami miasta, choć na pełnych obrotach pracowały wszystkie pługopiaskarki. Na ul. Zakładową wysłano pług wirnikowy, by umożliwić tamtędy jazdę aut dowożących paliwo do EC IV.

- Atak zimy sparaliżował również ruch na kolei – informował „Dziennik Łódzki”. - W niedzielę kilkadziesiąt pociągów utknęło w Koluszkach. Odwołano wiele pociągów podmiejskich. Natomiast dalekobieżne przyjeżdżały i odjeżdżały z wielogodzinnym opóźnieniem. Powoli jednak zaczęto przywracać komunikację pasażerską. Z czasem odwołane były tylko dwa pociągi ma trasie Łódź – Koluszki. Pozostałe miały jednak duże opóźnienia. Z pociągów towarowych kursowały tylko te, które przewoziły węgiel i paliwa płynne.

Sytuacja w Łodzi była tragiczna. Z dziennikarzami spotkał się nawet Bolesław Koperski, I sekretarz Komitetu Łódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Podkreślał, że pojawiły się między innymi problemy z działaniem systemu energetycznego.

- Należy pamiętać, że w tej dziedzinie Łódź jest samowystarczalna tylko w pięćdziesięciu procentach – tłumaczył Bolesław Koperski. - Każde napięcie w krajowym systemie energetycznym automatycznie powoduje wyłączenia energetyczne w naszym mieście. W walce ze skutkami zimy ważne jest utrzymanie ścisłego reżimy oszczędności w energetyce. Liczy się każda żarówka. Dlatego zwraca się na regulacje oświetlenia i zabezpieczenie systemów grzewczych w nieczynnych zakładach i instytucjach. Prosimy o racjonalne wykorzystanie energii w miejscach zamieszkania. Wyłączanie zbędnych żarówek, ale też niepotrzebnych przy tak silnym mrozie lodówek i innych podobnych urządzeń.

Apelowano też do gospodarzy domów o wykorzystanie tylko niezbędnych żarówek do oświetlania klatek schodowych, a także by dopilnowywali zamykanie drzwi.

Pamiętny sylwester

Łodzianka Mariola Pawlak chodziła wtedy do piątej klasy szkoły podstawowej. Pamięta, że kilka dni przed pamiętnym sylwestrem 1978 roku rodzice dostali telegram. Umarł stryj jej ojca, który mieszkał pod Skierniewicami. Pogrzeb miał być w sylwestra, o godzinie 13.00.

- Rano, z wiązanką pogrzebową wybraliśmy się na Dworzec Łódź – Fabryczna - opowiada Mariola. - Na dworzec dostaliśmy się z Retkini bez problemów. Około godziny ósmej zajęliśmy miejsca w pociągu jadącym do Warszawy. Niestety upływały godziny, a my dalej siedzieliśmy w pociągu na Dworcu Łódź Fabryczna. Przez okna przedziału widać było, że pada coraz większy śnieg, nasila się wiatr.

Mariola i jej rodzina około godziny 12.30 postanowili opuścić chłodny przedział pociągu relacji Łódź – Warszawa. Uznali, że nie mają szans, by dotrzeć na pogrzeb na czas.

- W pobliżu dworca, na ul. Targowej mieszkał brat mojej mamy – wspomina Mariola Pawlak. - Postanowiliśmy pójść do niego. Gdy wyszliśmy z pociągu zadymka była coraz większa, ale udało się dojść na ul. Targową. Wujek i ciocia byli trochę zdziwieni, gdy ujrzeli w drzwiach naszą rodzinę z wiązanka pogrzebową...

Ale to nie koniec przygód Marioli z „zimą stulecia”. Wieczorem razem z rodziną wyszła na Plac Zwycięstwa, by wrócić tramwajem na Retkini.

- Ledwo doszliśmy do przystanku na którym nie było nawet widać śladu szyn, pokrywała je blisko metrowa warstwa śniegu – dodaje. - Tak więc do domu wróciliśmy dopiero w Nowym Roku, 1979. Ale chyba 2 czy 3 stycznia...

Minus 30 stopni...

Na kolejną „zimę stulecia” trzeba było poczekać niecałe dziesięć lat. Miała miejsce w 1987 roku.
30 stycznia w Łodzi zanotowano 30,1 stopnie mrozu. Gazety z tamtego czasu informowały o tym ile pociągów i autobusów trzeba było odwołać. Między innymi z Łodzi nie można było się dostać do Lublina, Krakowa czy Bielska Białej. Natomiast łódzki oddział PKS odwołał aż 300 kursów autobusów! Pojawiły się już wtedy problemy z ogrzewaniem w mieszkaniach.

- Czy może być ciepło mieszkańcom naszych domów skoro elektrownie przesyłają nam wodę chłodniejszą o 50 stopni Celsjusza? - pytał na łamach „Dziennika Łódzkiego” ze stycznia 1987 roku Bohdan Brojek, ówczesny wiceprezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Lokator”. -Jeszcze zimniej jest w tych domach, które ogrzewa EC-I. Tam woda ma temperaturę 60 stopni Celsjusza zamiast wymaganych przy takich mrozach – 140 stopni. Dodatkowo cierpią ci, którzy mieszkaniach szczytowych, wiadomo że ściany przemarzają.

Pamiętnej zimy mieszkańcy wielu łódzkich wieżowców skarżyli się też, że nikt nie regularnie nie opróżnia zsypów. Przekleństwem dla fabryk w Łodzi były ograniczenia w zasilaniu elektrycznym. W rozmowie z dziennikarzem „Dziennika Łódzkiego”, Eugeniusz Jóźwiak, ówczesny dyrektor ds. produkcji zakładów „Feniks” mówił, że odetchnął z ulgą, gdy włączono 14 stopień zasilania. To był jego zdaniem luksus w porównaniu z tym, gdy obowiązywał 20 stopień zasilania.

- Przy takim stopniu zasilania musieliśmy na przykład wyłączać w zakładzie wentylację – tłumaczył dyrektor „Zenitu”. - Nie jest to korzystne dla produkcji. Zaległości „Feniksu” stanowią 60 tysięcy par wyrobów.

Józef Niewiadomski przypominał, że podczas „zimy stulecia” w 1987 roku sparaliżowany był cały kraj.

- Był to bardzo trudny czas – wspominał Józef Niewiadomski. - Sparaliżowana była komunikacja kolejowa. Wtedy Teatr Nowy w Łodzi obchodził jubileusz. Zostaliśmy na ten jubileusz zaproszeni jako władze miasta. Pamiętam, że dyrektorem teatru był Kazimierz Dejmek. Bardzo krytycznie odniósł się do tej zimy. Stwierdził, że nastąpił wtedy paraliż kraju, za który władze państwa ponosiły odpowiedzialność. Na boku z nim wtedy polemizowałem. Jednak dziś muszę przyznać, że miał sporo racji.

Mrozy z 1987 roku sprawiły, że w wielu łódzkich szkołach zawieszono naukę. Decyzję podejmowały dzielnicowe inspektoraty oświaty..

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mikołajów i Odessa bramą do Morza Czarnego

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie