Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Kiedyś to były zimy. Wspominamy mrozy i śnieżyce sprzed lat

Anna Gronczewska
Anna Gronczewska
Krzysztof Szymczak/archiwum Dziennika Łódzkiego
zima trwa w najlepsze. Zapowiadane są siarczyste mrozy a także opady śniegu. Znów pojawiają się problemy z jazdą po Łodzi. Opóźniała się komunikacja miejska. Jednak to nic w porównaniu z „zimami stulecia”, które nawiedziły kilka razy nasze miasto.

Kiedyś to były zimy...

Niewiele osób już pamięta, że wyjątkowo mroźna była też pierwsza wojenna zima. Temperatura sięgała minus czterdziestu stopni! Na kolejną „zimę stulecia” łodzianie czekali do 1963 roku. Wtedy temperatura wynosiła minus 30 stopni Celsjusza. Nad Łodzią pojawiła się zadymka śnieżna.

- Tramwaje kursują z przerwami, niezgodnie z rozkładem jazdy – pisał ówczesny „Dziennik Łódzki”. - Zwrotnice, których jest w mieście ponad 700, zamarzają dosłownie w mgnieniu oka. . W swoim czasie wprowadzono w życie pewien pomysł racjonalizatorski polegający na podkładaniu pod zwrotnicami ponad dwumetrowej długości grzałek elektrycznych. Na razie założono próbnie tylko 16 grzałek. To bardzo niewiele w stosunku do potrzeb. Na razie zwrotnice czyszczone są ręcznie.

Natomiast Milicja Obywatelska przeprowadzała we wszystkich dzielnicach kontrolę stanu trotuarów i jezdni. Jej wyniki nie były najlepsze. Wielu dozorców i właścicieli nieruchomości nie wypełniało obowiązku uprzątania zwałów śniegu z ulic...Wielkie kłopoty przeżywała kolei. Pociągi przyjeżdżały do Łodzi z kilkugodzinnym opóźnieniem. Jeden z pociągów, jadący od strony Łowicza zatrzymał się na stacji Łódź – Żabieniec. Wystarczyła minuta postoju, by śnieg zasypał całe tory. Pociąg nie mógł już ruszyć..Sklepy na przedmieściach miastach nie otrzymały dostaw towaru. Mroźna zima sprawiła, że odwołano lekcje, we wszystkich łódzkich szkołach. Ale tylko podstawowych. Średnie były czynne, o ile temperatura wewnątrz budynku nie spadła poniżej 15 stopni Celsjusza.

Nauka przez radio

Mieczysław Woźniakowski, ówczesny kurator oświaty i wychowania w Łodzi uspokajał uczniów i nauczycieli, że z tego powodu nie będzie przedłużony rok szkolny. By dzieci nie straciły czasu przeznaczonego na naukę to lekcje odbywały się przez....radio.

- Codziennie będziemy nadawali audycje przeznaczone dla młodzieży pozostającej w domu – wyjaśniał w wywiadzie udzielonym „Dziennikowi Łódzkiemu” kurator Woźniakowski. - Będą one rodzajem skondensowanych wykładów. Dzieci będą pracowały w swoich mieszkaniach. Uruchomimy punkty konsultacyjne wszędzie, gdzie to możliwe. W ogrzanych pokojach szkolnych, w świetlicach zakładów opiekuńczych. Apeluje do rodziców i wszystkich, którzy mogą ułatwić dzieciom kontynuowanie nauki. Nauczyciele nie będą mieć święta. Mają dyżurować w punktach konsultacyjnych.

Andrzej Pieślak, dziś 69-letni łodzianin pamięta te czasy. Chodził wtedy do trzeciej klasy Szkoły Podstawowej nr 138, mieszkał przy ul. Człuchowskiej.

- Rzeczywiście lekcje odbywały się przez radio – wspomina. - Zbieraliśmy się w grupach, w domu jednego z kolegów. Trzeba pamiętać, że nie wszyscy mieli radia. Spiker łódzkiego radia, Arnold Borowik, dobrze zapamiętałem to nazwisko, czytał lekcje. Mówił, którą czytankę trzeba przeczytać. Ułożyć zdanie do konkretnego obrazka, które zadania z matematyki rozwiązać.

Sylwester w pociągu

Do dziś wspominany jest atak zimy stulecia 1978 i 1979 roku. Tę wydarzenia sprzed 40 lat bardzo dobrze zapamiętał nieżyjący Józef Niewiadomski, który był wówczas prezydentem Łodzi.

Rozpoczęła się ona już 30 grudnia 1978 roku – wspominał nam Józef Niewiadomski. - Razem z nieżyjącym już Romanem Mospinkiem jeździliśmy po łódzkich budowach. Tak jak zwykle odwiedzaliśmy budowane bloki przed tzw. odbiorem. I już wtedy zaczęła padać marznąca mżawka. Nie wyglądało to sympatycznie. Natomiast ta „zima stulecia” rozpoczęła się na dobre 31 grudnia. Był to sylwester. Żona poprosiła, bym odwiózł ją do fryzjera. Miałem wtedy „malucha”. Zawiozłem ją na ul. Moniuszki. Jednak zobaczyłem, że dzieje się coś niedobrego. Pojechałem szybko do Urzędu Miasta. Trzeba pamiętać, że to był zupełnie inny okres. Nie mieliśmy przecież gospodarki rynkowej. Gdy brakowało chleba, mleka to odpowiadał za to prezydent miasta.

Prezydent Niewiadomski zwołał więc do urzędu w alarmowym trybie dyrektorów wydziałów odpowiadających w Łodzi za energię, ciepło, zaopatrzenie.

Ustaliliśmy plan gry, co trzeba zrobić, by zabezpieczyć się przed atakiem zimy – dodaje Józef Niewiadomski. - Prezydent Łodzi był wówczas odpowiedzialny na przykład za zaopatrzenie miasta w ziemniaki. Wojewódzka Spółdzielnia Ogrodniczo – Pszczelarska kopcowała około 18 tysięcy ton kartofli. Bałem się, że mogą zmarznąć. Przede wszystkim zabezpieczaliśmy dostawy do Łodzi paliw. Ich zbiorniki znajdowały się w Koluszkach. Trasa łącząca Łódź z Koluszkami musiała być systematycznie odśnieżana. Trzeba było też zadbać szczególnie o punkty odbioru mleka. Wtedy prezydent Łodzi był też wojewodą tego małego województwa łódzkiego. Już 2 stycznia powołaliśmy sztab, który dziś nazwalibyśmy kryzysowym. Wtedy jednak takiej nazwy nie nosił.

W PRL-u nie było kryzysu. Ten sztab jednak funkcjonował. Spotykaliśmy się codziennie o siódmej rano i ustalaliśmy co powinno robić się w danym okresie. Była to rzeczywiście bardzo trudna zima. W Warszawie wysiadła wtedy elektrociepłownia „Siekierki”. Chyba 500 tysięcy warszawiaków nie miało ciepła w mieszkaniach. W łódzkich mieszkaniach było ciepło. Mieliśmy tylko drobną awarię taśmociągu w EC IV, na Widzewie. Na szczęście udało się ją szybko usunąć

Łodzianka Mariola Pawlak chodziła wtedy do piątej klasy szkoły podstawowej. Pamięta, że kilka dni przed pamiętnym sylwestrem 1978 roku rodzice dostali telegram. Umarł stryj jej ojca, który mieszkał pod Skierniewicami. Pogrzeb miał być w sylwestra, o godzinie 13.00.

- Rano, z wiązanką pogrzebową wybraliśmy się na Dworzec Łódź – Fabryczna - opowiada Mariola. - Na dworzec dostaliśmy się z Retkini bez problemów. Około godziny ósmej zajęliśmy miejsca w pociągu jadącym do Warszawy. Niestety upływały godziny, a my dalej siedzieliśmy w pociągu na Dworcu Łódź Fabryczna. Przez okna przedziału widać było, że pada coraz większy śnieg, nasila się wiatr.

Mariola i jej rodzina około godziny 12.30 postanowili opuścić chłodny przedział pociągu relacji Łódź – Warszawa. Uznali, że nie mają szans, by dotrzeć na pogrzeb na czas.

W pobliżu dworca, na ul. Targowej mieszkał brat mojej mamy – wspomina Mariola Pawlak. - Postanowiliśmy pójść do niego. Gdy wyszliśmy z pociągu zadymka była coraz większa, ale udało się dojść na ul. Targową. Wujek i ciocia byli trochę zdziwieni, gdy ujrzeli w drzwiach naszą rodzinę z wiązanka pogrzebową...

Ale to nie koniec przygód Marioli z „zimą stulecia”. Wieczorem razem z rodziną wyszła na Plac Zwycięstwa, by wrócić tramwajem na Retkinię.

- Ledwo doszliśmy do przystanku na którym nie było nawet widać śladu szyn, pokrywała je blisko metrowa warstwa śniegu – dodaje. - Tak więc do domu wróciliśmy dopiero w Nowym Roku, 1979. Ale chyba 2 czy 3 stycznia...

Nowa zima stulecia

Na kolejną „zimę stulecia” trzeba było poczekać niecałe dziesięć lat. Miała miejsce w 1987 roku.
30 stycznia w Łodzi zanotowano 30,1 stopnie mrozu. Gazety z tamtego czasu informowały o tym ile pociągów i autobusów trzeba było odwołać. Między innymi z Łodzi nie można było się dostać do Lublina, Krakowa czy Bielska Białej. Natomiast łódzki oddział PKS odwołał aż 300 kursów autobusów! Pojawiły się już wtedy problemy z ogrzewaniem w mieszkaniach.

- Czy może być ciepło mieszkańcom naszych domów skoro elektrownie przesyłają nam wodę chłodniejszą o 50 stopni Celsjusza? - pytał na łamach „Dziennika Łódzkiego” ze stycznia 1987 roku Bohdan Brojek, ówczesny wiceprezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Lokator”. -Jeszcze zimniej jest w tych domach, które ogrzewa EC-I. Tam woda ma temperaturę 60 stopni Celsjusza zamiast wymaganych przy takich mrozach – 140 stopni. Dodatkowo cierpią ci, którzy mieszkaniach szczytowych, wiadomo że ściany przemarzają.

Pamiętnej zimy mieszkańcy wielu łódzkich wieżowców skarżyli się też, że nikt nie regularnie nie opróżnia zsypów. Przekleństwem dla fabryk w Łodzi były ograniczenia w zasilaniu elektrycznym. W rozmowie z dziennikarzem „Dziennika Łódzkiego”, Eugeniusz Jóźwiak, ówczesny dyrektor ds. produkcji zakładów „Feniks” mówił, że odetchnął z ulgą, gdy włączono 14 stopień zasilania. To był jego zdaniem luksus w porównaniu z tym, gdy obowiązywał 20 stopień zasilania.

- Przy takim stopniu zasilania musieliśmy na przykład wyłączać w zakładzie wentylację – tłumaczył dyrektor „Zenitu”. - Nie jest to korzystne dla produkcji. Zaległości „Feniksu” stanowią 60 tysięcy par wyrobów.

Mrozy z 1987 roku sprawiły, że w wielu łódzkich szkołach zawieszono naukę. Decyzję podejmowały dzielnicowe inspektoraty oświaty.

Kiedyś to były zimy. Wspominamy mrozy i śnieżyce sprzed lat

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki