MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kierowcy głupieją, gdy widzą zbyt wiele znaków

Grzegorz Maliszewski
Zdaniem kierowców, m.in. w Łodzi jest zbyt wiele znaków
Zdaniem kierowców, m.in. w Łodzi jest zbyt wiele znaków fot. Krzysztof Szymczak
Dobra wiadomość dla kierowców. Do połowy roku na drogach krajowych w całym kraju zniknie wiele absurdalnych znaków ograniczających prędkość.

Drogowcy z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przez ostatnie miesiące sprawdzili oznakowanie na blisko 17 tys. km dróg krajowych.

- Weryfikacji poddana została organizacja ruchu pod kątem możliwości usunięcia z nich zbytecznych, nieuzasadnionych lub zbyt restrykcyjnych ograniczeń prędkości, które ograniczają przepustowość drogi - mówi Artur Mrugasiewicz z GDDKiA w Warszawie.

Okazuje się, że wyniki kontroli są pomyślne dla kierowców. Do połowy kwietnia GDDKiA zaprojektowała ponad 250 zmian organizacji ruchu. Aż 176 dotyczy znaków ograniczających prędkość. Co ciekawe, w kolejnych 83 przypadkach zwiększono prędkość dopuszczalną. W 99 miejscach zmieniono natomiast zakres obszaru zabudowanego, na którym kierowcy musieli zwalniać do 50 km/h. W 24 miejscach zmieniono oprogramowanie sygnalizacji świetlnej, która wstrzymywała ruch. Kontrolerzy przyznają, że najwięcej do usunięcia było znaków w woj. dolnośląskim.

Remanent znaków zrobiono także w województwie łódzkim.

- Przeglądy dokonywane są na bieżąco, tak więc aż tak wielu poprawek nie mieliśmy - mówi Maciej Zalewski z łódzkiego oddziału GDDKiA. W miejscowości Nowa Wieś (droga krajowa nr 1) przesunięta została tablica informująca o terenie zabudowanym. Szybciej kierowcy będą mogli jeździć przez Walichowo, przez które biegnie krajowa ósemka. Tam zamieniono znak obszar zabudowany na ograniczenia do 70 km/h. Z kolei w Gaszynie znaków było za dużo i zdjęto znak ograniczający do 50 km/h.

To, że warto likwidować w niektórych miejscach znaki ograniczające prędkość, widać na przykładzie gierkówki. W kilku miejscach usunięto znaki ograniczające prędkość do siedemdziesiątki i pięćdziesiątki.

- Zdecydowanie poprawiło to przepustowość tej trasy, wiele ograniczeń prędkości stało w niepotrzebnych miejscach, teraz ruch się upłynnił - mówi Andrzej Grzegorczyk, dyrektor Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. - Dla kierowców groźne są duże różnice prędkości, które powodują właśnie takie ograniczenia, bo proszę sobie wyobrazić sytuację, kiedy ktoś jedzie autostradą ze znaczną prędkością i musi wyhamować do 50 km/h albo mniejszej jeszcze prędkości. Niestety, ruch na trasach szybkiego ruchu jest w ten sposób dławiony.
Po drogach krajowych pod lupę pójdą także drogi wojewódzkie w całej Polsce. Wniosek o kontrolę do urzędów marszałkowskich zamierza złożyć Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego.

- Na tych drogach wcale nie jest lepiej, dlatego taka kontrola jest potrzebna - mówi Andrzej Grzegorczyk.

Jak twierdzi, błędy w oznakowaniu popełniane są także w miastach i mniejszych miasteczkach.

Zgadza się z tym zdaniem łowicki radny, który wytropił w Łowiczu 20 miejsc, gdzie znaki wprowadzają kierowców w błąd. Listę dał burmistrzowi.

Łowicki ratusz skierował interpelacje radnego do działającej przy staroście łowickim komisji organizacji ruchu drogowego. Co roku wiosną dokonuje ona lustracji oznakowania w powiecie.

W Łodzi najwięcej problemów było niedawno na ul. Przędzalnianej. Z powodu remontów zakazany był w tym miejscu skręt w ul. Tymienieckiego i Milionową. - Remont się skończył, a stare znaki stały jeszcze przez jakiś czas i myliły drogę kierowcom - skarżył się łódzki kierowca Krzysztof Matyszewski.

Zarząd Dróg i Transportu w Łodzi przyznaje, że wprowadzające w błąd znaki drogowe są zmorą kierowców. - Najwięcej skarg otrzymujemy po remontach - przyznaje Renata Borkowska, rzeczniczka Zarządu Dróg i Transportu w Łodzi. - Winni temu są wykonawcy remontów, którzy po zakończeniu prac nie uporządkowali oznaczenia.

Przyczynkiem do szczegółowych kontroli znaków są zawstydzające statystyki. Według najnowszych danych, Polska zajmuje drugie miejsce w Europie pod względem liczby znaków przypadających na kilometr drogi.

- Powoduje to szum informacyjny, kierowca nie może skupić się na tak dużej liczbie znaków - mówi Tadeusz Wiesław Bratos ze Stowarzyszenia Psychologów Transportu.

Współpraca: Rafał Klepczarek, Agnieszka Jasińska

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki