Kim byli dawni patroni łódzkich ulic, którzy zostali zdekomunizowani?

  • Dziennik Łódzki

Anna Gronczewska

Szymon Harnam pewnie nie przypuszczał, że blisko 90 lat po swojej śmierci będzie wywoływał takie emocje. Wojewoda łódzki postanowił sprawdzić czy znany nie tylko w Łodzi i Polsce Zespół Tańca Ludowego „Harnam” im. Jadwigi Hryniewieckiej może nosić taką nazwę i czy nie powinna podlegać dekomunizacji. Kim był Szymon Harnam i inni byli patroni łódzkich ulic?

Szymon Harnam był łodzianinem. Urodził się 22 listopada 1908 roku. Związał się z ruchem komunistycznym. Przed wojną mówiono na niego Szaja, a nazwisko pisano przez ch. Miał partyjny pseudonim „Szajek”. Po wojnie jego nazwisko zaczęto pisać przez h. Szymon Harnam nie miał jeszcze 20 lat, gdy wstąpił do Związku Młodzieży Komunistycznej. Był też członkiem komunistycznej frakcji Związku Zawodowym Robotników i Robotnic Przemysłu Włókienniczego w Polsce. W ZMK „Szajek” odpowiadał za kolportaż prasy komunistycznej, malował propagandowe hasła na murach. Pracował też dla Komunistycznej Partii Polskiej. Pomagał jej w organizowaniu kampanii protestacyjnej w sprawie unieważnienia głosów oddanych na Blok Jedności Robotniczej w wyborach do Rady Miejskiej w Łodzi, które odbyły się w październiku 1927 roku. Szymon Harnam był trzy razy aresztowany za działalność komunistyczną i skazany na dwa lata więzienia. Wyszedł z niego w 1928 roku, ale nie zaprzestał działalności komunistycznej. 14 października przed fabryką, która wtedy należała do rodziny Biedermannów, zorganizowano wiec z okazji 12. rocznicy wybuchu Rewolucji Październikowej. Na miejsce przybyła policja, by rozgonić manifestantów. Szymon Harnam zginął od kuli jednego z nich. Po wojnie został patronem tego zakładu.

Nie dał się aresztować

Przedwojenna łódzka prasa nie rozpisywała się o tym wydarzeniu. Wyjątkiem był „Głos Poranny”, związany z Polską Partią Socjalistyczną. Podawał dokładne okoliczności śmierci Harnama.

- Na ul. Smugowej doszło do krwawego wypadku - pisał „Głos Poranny”. - Około godziny 4.30 po południu, gdy robotnicy mieszczącej się obok fabryki Biedermanna zaczęli opuszczać mury fabryczne jakiś młody człowiek, przyzwoicie ubrany zaczął mówić do nich przemówienie polityczne. Obecny na miejscu wywiadowca policyjny widząc, że koło przemawiającego zebrała się grupa robotników, zbliżył się do nich i chciał aresztować przemawiającego. Ten początkowo się nie opierał. Potem kilka razy uderzył agenta i chciał uciec. Agent widząc, że agitator stawia silny opór wyjął pistolet. Po chwili padł strzał, rozległ się jęk, a nieznajomy runął na ziemię zalewając się krwią.

Wezwano pogotowie. Lekarz określił stan Harnama jako bardzo ciężki. Ustalono, że rannym jest 21-letni Szaja Charnam, zamieszkały przy ul. Lipowej 12. Przewieziono go do szpitala im. św. Józefa.

- Charnam, jak się potem okazało, był dobrze znany łódzkiej policji ze swej działalności politycznej i karany przez łódzki sąd okręgowy - wyjaśniał dziennikarz „Głosu Porannego”. - Policja pojechała do mieszkania rodziców Charnama przy ul. Lipowej. Zastała tam jego rodziców, siostrę i 10-letniego braciszka. Rewizja nie dała żadnych rezultatów.

Pisano jednak, że w czasie rewizji do mieszkania Charnamów wszedł jakiś człowiek. Nie posiadał dokumentów. Podał, że ma 24 lata i nazywa się Roman Podkopalski, nie miał stałego miejsca zamieszkania. Został aresztowany.

- Dodać należy, że Charnam był obywatelem rosyjskim, a w ostatnimi czasy starał się o obywatelstwo polskie - pisał „Głos Poranny”.

Na drugi dzień poinformowano, że Szymon Charman zmarł w szpitalu na skutek odniesionych ran. Podawano też, że po Łodzi zaczęła krążyć informacja, że ten młody człowiek zginął na skutek policyjnej zasadzki.

- Podobno wcześniej do „Szajka” zadzwoniła jakaś niewiasta i umówiła się z nim na ul. Smugowej o 5.30 - wyjaśniał „Głos Poranny”. - Gdy ten oczekiwał na tajemniczą kobietę z tłumu robotników padł strzał, który pozbawił Charnama życia. Dodać należy, że według tych wersji Szaja należał do partii komunistycznej, lecz ostatnio stał się konfidentem. Jego zabójstwo miało być dziełem komunistów...

Po wojnie nowa władza uznała Szymona Harnama za bohatera. Został patronem dawnych zakładów Biedermanna i jednej z ulic na Bałutach, która odchodziła od ul. Wojska Polskiego. Po ostatniej dekomunizacji rządu PiS Harnam przestał być patronem tej ulicy. Został nim Herman Konstadt, znany żydowski przedsiębiorca i działacz społeczny. Grób Szymona Harnama znajduje się w komunalnej części cmentarza na Dołach.

Tych ulic też już nie ma

Z mapy Łodzi zniknęły też inne nazwy ulic, których patroni zostali zdekomunizowani. W mieście nie ma już ul. Dąbrowszczaków na Bałutach, która odchodziła od ul. Rąbieńskiej i upamiętniała XIII Brygadę im. Jarosława Dąbrowskiego, która walczyła podczas wojny domowej w Hiszpanii przeciwko wojskom generała Franco. Teraz jej patronem jest Jacek Bierezin. To łódzki poeta, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego, działacz „Ruchu”, współpracownik KOR, więzień polityczny. Internowany w stanie wojennym. W roku 1982 wyemigrował do Francji, gdzie współpracował z „Kulturą” i Radiem Wolna Europa. Zginął tragicznie w Paryżu, w 1993 roku. Z mapy Łodzi zniknęła ul. Hanki Sawickiej. Naprawdę nazywała się Hanna Szapiro. Urodziła się w Krakowie, w 1917 roku w żydowskiej rodzinie. Była kuzynką słynnego „Kisiela”, czyli Stefana Kisielewskiego. Przed wojną związała się z ruchem komunistycznym. Po jej wybuchu zaczęła działać w konspiracji. Została członkiem Polskiej Partii Robotniczej i redaktorem komunistycznego pisma konspiracyjnego „Walka Młodych”.

- Teraz została mi już tylko jedna miłość, do Związku Radzieckiego - miała powiedzieć, gdy w sierpniu 1942 roku zmarł jej ukochany ojciec Bernard. W marcu 1943 roku Hanka Sawicka wpadła w zasadzkę zastawioną przez gestapo. 18 marca została zamordowana przez hitlerowców na Pawiaku. Patronem dawnej ul. Hanki Sawickiej, która znajduje się na łódzkiej Sikawie jest teraz poeta, laureat Nagrody Nobla, Czesław Miłosz.

Swojej ulicy w Łodzi, na osiedlu studenckim Lumumbowo nie ma już rodzeństwo Fibaków: Helena, Henryk i Zdzisław. Byli członkami organizacji młodzieżowej „Promieniści”, związanej z Gwardią Ludową i ruchem komunistycznym. Organizacja powstała we wrześniu 1941 roku. Jej twórcami byli kilkunastoletni chłopcy, a ich komendantem został Stanisław Gajek. Walczyli z Niemcami. Podpalili stodoły we wsi Klęki i Srebrnej, zamieszkałej przez Niemców. Rozkręcili szyny kolejowe na trasie Stryków - Zgierz. Doprowadziło to do wykolejenie wojskowego pociągu. Napadli na skład broni przy ul. Piotrkowskiej, gdzie zdobyli pistolety, karabiny i amunicję. Dokonali napadu na mieszkanie żandarma w Pabianicach, gdzie także zdobyli broń. Przez pewien czas ukrywali się w lasach koło Głowna. W ręce Niemców wpadł Stanisław Gajek, którego wywieziono do obozu koncentracyjnego. Natomiast jego zastępca Franciszek Prożek został rozstrzelany przez Niemców na Pawiaku. Niektórzy z ich oddziału wrócili do Łodzi, kilku skierowano do innych miejscowości. Organizacją kierowała wtedy Henryka Fibak ps. „Henia”, ale i ona została rozbita przez Niemców. Hitlerowcy zamordowali jej dzieci - Henryka, Helenę i Zdzisława. Rodzeństwo Fibaków było patronem ulicy na Lulumbowie od 1971 r. Teraz nosi nazwę Strajku Łódzkich Studentów 1981 roku.

Swojej ulicy na Bałutach nie ma też już wspomniany wcześniej Franciszek Prożek, też członek „Promienistych”. Jej patronem został znany kompozytor Wojciech Kilar. Swoją ulicę stracił też pisarz Leon Kruczkowski. Jego książka „Niemcy” przez wiele lat byli lekturą obowiązkową. Urodził się w 1900 roku w Krakowie. W tym mieście studiował chemię w Wyższej Szkole Przemysłowej. Przed wojną był bliski ideowo z PPS Lewica. Walczył jako oficer w Kampanii Wrześniowej. Całą wojnę spędził w obozie jenieckim. Potem wrócił do kraju. Był jednym z twórców lewicowego pisma „Twórczość”. Wstąpił w szeregi PPR, a później Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Został członkiem Krajowej Rady Narodowej, był posłem do sejmu PRL, a do 1948 roku wiceministrem kultury i sztuki. Od 1949 do 1956 roku pełnił funkcję prezesa Polskiego Związku Literatów. Należał do aktywnych działaczy Światowego Ruchu Obrońców Pokoju. Zmarł w 1962 roku. Zamiast Leona Kruczkowskiego patronem ulicy na łódzkiej Dąbrowie zostało Konspiracyjne Wojsko Polskie. Powstało na początku 1945 roku, żeby walczyć z nową władzą. Działało w okolicach Radomska, Piotrkowa Trybunalskiego, ale też w w Wieluniu, choć na mniejszą skalę. Utworzono też tzw. śląską grupę wojewódzką. Twórcą, dowódcą i ideologiem Konspiracyjnego Wojska Polskiego był Stanisław Sojczyński „Warszyc”. Liczyło około 2,5 tysiąca żołnierzy.

- Nie podoba mi się ta zmiana - twierdzi Sławomir Sowiński, mieszkaniec jednego z bloków znajdującego się wcześniej przy ul. Kruczkowskiego. - Moim zdaniem został obdarty ze skóry literata i dramaturga, po to by pokazać portret politycznego trupa związanego z PZPR. Jest jeszcze jedna sprawa. Na Dąbrowie większość ulic upamiętnia literatów. Są tu między innymi ulice Nałkowskiej, Gojawiczyńskiej czy Odyńca. Jeśli już nie podobał się Kruczkowski to patronem ulicy mógł zamiast niego zostać Czesław Miłosz czy Jacek Bierezin, Nie mam nic przeciw Konspiracyjnemu Wojsku Polskiemu, ale wiele ludzi nawet nie wie co to było za wojsko.

Swojej ulicy nie ma już też Lucjan Rudnicki. To pisarz związany PPS, a potem Komunistyczną Partią Polski. Urodził się w 1882 roku w Sulejowie, a zmarł w 1968 roku w Warszawie. Po II wojnie światowej był między innymi współzałożycielem Stowarzyszenie Wolnomyślicieli i Ateistów. Teraz patronem jego ulicy jest Karol Dedecius. To wybitny łodzianin. Urodził się w Łodzi w 1921 roku, w kamienicy przy ul. Wólczańskiej 146. Choć po wojnie zamieszkał w Niemczech to nie zapominał o rodzinnym mieście. Był wybitnym tłumaczem literatury polskiej na język niemiecki. W Darmstadt założył Instytut Kultury Polskiej i był jego pierwszym dyrektorem. Zmarł w 2016 roku we Frankfurcie nad Menem.

W Łodzi nie ma już ul. Przodowników Pracy, a jest ul. Romskich Ofiar Getta Łódzkiego. 5 listopada 1941 roku do getta zaczęły przyjeżdżać pierwsze transporty Romów. Umieszczono ich w czterech kamienicach znajdujących się w obrębie dzisiejszych ulic: Wojska Polskiego, Obrońców Westerplatte, Głowackiego i Starosikawskiej. Do 9 listopada przywieziono do getta około 5 tysięcy Romów. Mieszkali w strasznych warunkach. Chorowali na tyfus. Biuletyn Kroniki Getta podawał, że tylko w grudniu 1941 roku umarło 400 Romów z tego obozu. Mieszkający w sąsiedztwie Żydzi opowiadali, że podjeżdżają tam ciężarówki i wywożą gdzieś Romów. Jak się później okazało wieziono ich do obozu w Chełmnie nad Nerem. Oblicza się, że na tyfus umarło około 700 Romów. Resztę wywieziono do Chełmna. Tam zostali rozstrzelani lub zagazowani. Teraz mają swoja małą uliczkę w rejonie ul. Franciszkańskiej, a więc blisko stacji Radegast, skąd transporty śmierci ruszały do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem.

W biografiach Lucjana Szenwalda podaje się, że był komunistycznym poetą, choć debiutował w grupie „Skamander”, tak jak Julian Tuwim, Kazimierz Wierzyński i Antoni Słomiński. Później wstąpił do Komunistycznej Partii Polski. Po wybuchu wojny znalazł się we Lwowie. Został żołnierzem I Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Walczył pod Lenino. Zginął w 1944 roku na skutek ran odniesionych w wypadku pod Kurowem. Szenwald nie doczekał wyzwolenia ziem polskich przez Armię Czerwoną, ale także stracił w Łodzi swoją ulicę. Zamiast Szenwalda patronem ulicy, która łączy ul. Rzgowską i Tuszyńską jest Mieczysław Hertz. Urodził się w 1870 roku. Jego ojciec Maksymilian był znanym warszawskim lekarzem. Zasłynął między innymi tym, że zebrał 80 tysięcy rubli na dom sierot, który znajdował się przy ul. Krochmalnej w Warszawie. Prowadził go słynny doktor Janusz Korczak.

Mieczysław Hertz uczył się w gimnazjum w Warszawie i Dorpacie. Po maturze studiował na Wydziale Handlowym Politechniki w Rydze. Łódzki etap swojego życia rozpoczął w 1892 r. Przyjechał do Łodzi, żeby założyć tu biuro handlowe. Prowadził je z powodzeniem przez następne kilkadziesiąt lat. Mieczysław Hertz angażował się w życie Łodzi. W 1916 roku został wybrany do łódzkiej Rady Miejskiej. Został w niej członkiem Koła Polskiego. Po zakończeniu I wojny światowej Mieczysław Hertz odszedł z polityki. Brał za to udział w życiu społeczno-gospodarczym Łodzi. W 1931 roku został wiceprezesem Izby Przemysłowo - Handlowej. Jej prezesem był zamordowany przez Niemców po wybuchu II wojny światowej Robert Geyer.

Na co dzień Mieczysław Hertz był przedstawicielem belgijskiej firmy „Solvay”, która produkowała sodę. Gdy wybuchała II wojna światowa Hertz był w Łodzi, znalazł się nawet w składzie pierwszej Rady Starszeństwa w Gminie Wyznaniowej Żydowskiej w Łodzi., którą wybrali Niemcy. 17 października zgłosił się na jej pierwsze posiedzenie. Niemcy wywieźli jej członków do radogoskiego więzienia. Mieczysław Hertz przebywał tam kilka tygodni. Później został deportowany do Generalnej Guberni. Znalazł się w Krakowie, skąd przedostał się do Warszawy. Mieszkała tam jego siostra Amelia. Nie wiadomo w jaki sposób znalazł się warszawskim getcie. Został w nim zastrzelony 18 stycznia 1943 roku.

Swoją ulice na Bałutach straciła również Zula Pacanowska. Naprawdę miała na imię Róża. Urodziła się w Łodzi, w żydowskiej rodzinie inteligenckiej, była córką kupca. Uczęszczała do znanego łódzkiego Gimnazjum Zofii Pętkowskiej i Wiktorii Macińskiej. Wstąpiła do Komunistycznej Partia Polski i PPS Lewica. 10 lat spędziła w sanacyjnych więzieniach. Ostatni wyrok przestała odbywać w 1939 roku. Po wybuchu wojny znalazła się na terenie Litzmannstadt Ghetto. Podobno zorganizowała tam akademię pierwszomajową. Po tzw. Wielkiej Szperze we wrześniu 1942 roku została wywieziona do obozu w Chełmnie nad Nerem i tam straciła życie w komorze gazowej. Nowym patronem „jej” ulicy został Majzel Eliasz Chaim, od 1872 roku do śmierci w 1912 roku, naczelny rabin Łodzi.

Patronem dawnej ulicy Tekli Borowiak został natomiast amerykański aktor, nazywany królem westernów John Wayne. Przed II wojną światową była to ul. Marty, a potem Pińska. Po jej zakończeniu tę niewielką uliczkę na Stokach przejęła właśnie Tekla Borowiak. Przez całe swoje życie związana była z Łodzią, a przede wszystkim Widzewem. Urodziła się tam w 1894 roku. Widzew był jeszcze wsią. Jako młoda dziewczyna zaczęła pracować w Widzewskiej Manufakturze. Szybko została działaczką związkową, a następnie delegatem fabrycznym. Nazywano ją „ciotką”. A w latach 20. XX wieku została działaczką Komunistycznej Partii Polski. W 1929 roku znalazła się w Związku Sowieckim. Po powrocie wraz z innymi towarzyszami została aresztowana. Ostatecznie sąd uniewinnił ją i wyszła na wolność. Nie zaprzestała działalności komunistycznej. To ona między innymi organizowała strajki w Widzewskiej Manufakturze. W 1933 roku spędziła kilka miesięcy w areszcie. Po wybuchu II wojny światowej była organizatorką Frontu Walki za Naszą i Waszą Wolność.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

12.03.2019, 08:44

Interesujące, czy pan Rau, jako pracownik wielu zagranicznych uczelni w latach 80, był członkiem PZPR? Często dekomunizacją zajmują się byli członkowie PZPR z PiS.

11.03.2019, 12:20

Imieniem - L. Kruczkowskiego i T. Borowiakowej nazwano dwia przejścia między "tyłami" szeregowców (dojazdy do garaży, zaplecza posesji) na osiedlu Stoki (Widzew). Można ...

11.03.2019, 11:47

Widzę że mądrości marksistów wypływają niczym zapchane szambo. Broniące komunistów i proletariatu bolszewickiego gazety pokazują swoją twarz.
Komuna to zaraza która daje ludziom złudne marzenia o utopii, Marks był by z Was dumny towarzysze a Marcuse skakał by z radości widząc obecną zarazę środowisk LGTBXYZ..
A wszystko w imię WOLNOŚCI! Tylko zbadajcie sobie pytanie, czym jest prawdziwa wolność.

11.03.2019, 11:15

Rau to też Polskie nazwisko?

11.03.2019, 10:56

za to teraz sa ulice bandytów zwanymi wyklętymi i pejsiatych kutafonow

11.03.2019, 10:37

Czyli podpadli bo walczyli o prawa robotników lub walczyli z Niemcami? W sumie logiczna dekomunizacja .. tylko kiedy w takim razie zniknie ulica Tuwima?

11.03.2019, 09:51

Nie ma to jak przedstawić komunistów w dobrym świetle. Żałosne.

11.03.2019, 09:19

naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć, czym rodzeństwo Fibaków podpadło. na pewno nie działalnością w czasie wojny chyba...

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3