Kogo zawieje wiatr od Fali

Marcin Darda
Marcin Darda
Marcin Darda Dziennik Łódzki/archiwum
To, co dla urzędników było tylko sugestiami, a nie dowodami, prokuraturze wystarczyło do wszczęcia śledztwa.

Faktem jest, że sprawą ewentualnych przekrętów w Aquaparku Fala zajmuje się prokurator, a potem być może pochyli się nad nią sąd i nie mnie oceniać teraz, kto co ma za paznokciami w tej sprawie. Ale, niestety, nie mogę się powstrzymać i wyjdę przed szereg. Patrząc z boku, sprawa jest prosta jak barszcz. Jest prezes, któremu coś śmierdzi w rozliczeniach z dzierżawcą baru na Fali, a smród jest siarczysty, bo sprawa może dotyczyć oszustwa na pół miliona w skali roku. Zmienia więc system rozliczeń tak, aby transakcje części baru szły przez kasę aquaparku i od razu obrót rośnie, co jeszcze prezesa utwierdza w przekonaniu, że dzierżawca może nie wszystkie ciasteczka wbijać w fiskalną kasę. Idzie więc prezes dalej i montuje monitoring w innej części baru, by mieć oko na kasę. Wywiązuje się awantura, pełnomocnik dzierżawcy jest przecież radnym osiedlowym, należy też do ważnego kółka PO, czego nie omieszka wspomnieć przy świadkach - tak przynajmniej miał mówić prezes w prokuraturze, ale nie wiemy, czy to co mówił znajdzie potwierdzenie. Dzierżawca kamerę zasłania flagą piracką, pisze też skargę do prezydent Łodzi. Tej samej prezydent, której dyrektor biura jest także członkiem tego samego ważnego kółka PO. To oczywiście niczego nie przesądza, ale właśnie to kółko zdecydowało, że pani prezydent jest też szefową partii w mieście. Pełnomocnik dzierżawcy skarży się więc pani prezydent, że: "przedmiot dzierżawy został uszkodzony", "bezprawnie zdemontowano wewnętrzny system kontroli firmy", prezes zaś swym zachowaniem "uwłacza jego - dzierżawcy - godności".

Specyficzne poczucie rzeczywistości, jeśli zauważyć, że ów wewnętrzny system kontroli to po prostu atrapa kamery, która nic nie może kontrolować. Mienie? W całości jest własnością Aquaparku, co można przeczytać w dokumentach, do których udało się nam dotrzeć. Nad uwłaczaniem godności też się trudno pochylić na poważnie, jeśli zważyć, że pracownik dzierżawcy pokazał środkowy palec operatorowi świeżo zamontowanej kamery. O wszystkim wiedziała rada nadzorcza, ale jej szef mówi, że wyliczenia prezesa to tylko sugestie, nie dowody. Ale te sugestie wystarczyły prokuraturze do wszczęcie śledztwa. Ten sam szef rady nadzorczej i de facto pracownik magistratu, wytyka prezesowi, że spotkał się z prokuratorem już po tym, jak przestał być prezesem , a nie wcześniej, co jest sugestią, że kreuje on jakąś wredną gierkę. Prezydent dodaje, że gierkę polityczną, bo przecież jest czas kampanii.

Gdybym ja był tym prezesem, to najpierw uderzyłbym z informacjami do rady nadzorczej, żeby ta sama rada potem mnie nie oskarżała, że wyprowadzam wrażliwe informacje o spółce na zewnątrz, czyli do prokuratury. A że prezes doniósł do prokuratury po tym, jak go wyrzucono, to też jest logiczne. Jako prezes mógł kontrolować monitoring. Gdy przestał nim być - już nie. A wiadomo, że system na Fali co jakiś jest resetowany...

Prezes poległ, ale zanim poległ otrzymał - jak twierdzi - ultimatum od wiceprezydenta miasta: składasz dymisję i możesz wrócić do magistratu, jeśli nie - lecisz ze stołka z biletem w jedną stronę. Co jest najbardziej w tej sytuacji zatrważające? Że gazety pisały o tym jeszcze przed podjęciem śledztwa przez prokuraturę, a po dziś dzień, ani wiceprezydent, ani jego urzędnicy nie wydali żadnego dementi, czy nawet oświadczenia w tej sprawie. A wrażenie jest takie, że szlachetnie milcząc przyznają prezesowi rację. Jeśli argumentem za nabraniem wody w usta jest fakt, że przecież prokurator bada sprawę, a wszelkie komentarze to ingerencja w śledztwo, to uprzejmie przypomnę, że cytowana propozycja wiceprezydenta pojawiła się w mediach zanim prokuratura wszczęła śledztwo.

Jak zakończy się to śledztwo, nie wie dziś zapewne nawet prokurator. Nie wiem, czy prokuratura zbada wątek nacisków, o których mówi były już prezes Fali, a których autorami miała być prezydent i jej zastępca. Póki co prokuratura sprawdza czy nie doszło do oszustwa na szkodę fiskusa. Dlatego wolałbym, by prezes w kwestiach "naciskowych" się mylił. Bo jeśli on się nie myli, byłby to znak, że prezydent i jej pierwszy zastępca nie mają kwalifikacji moralnych, by zajmować swoje stołki. Bo wtedy hipotetycznie można wyciągnąć wniosek, że bardziej od interesu spółki miejskiej interesował ich kłopot średniego szczebla działacza PO.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie