18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Kolacja w egipskich ciemnościach

Alicja Zboińska
Potrawy serwuje Tomasz - niewidomy kelner, wspierają go Justyna, która także nie widzi, oraz menedżerka z noktowizorem
Potrawy serwuje Tomasz - niewidomy kelner, wspierają go Justyna, która także nie widzi, oraz menedżerka z noktowizorem Krzysztof Szymczak
Wyłącz wzrok, wyostrzą ci się smak, dotyk, słuch i węch - obiecują właściciele niewielkiej restauracji w centrum Łodzi. - Zjedz kolację w ciemnościach, a będziesz cieszyć się niepowtarzalnym posiłkiem w świecie, którego nie znasz.

Uprzedzają też, że restauracja będzie całkowicie zaciemniona. Mieści się ona w piwnicy budynku, nie ma w niej okien. Właściciele TiTi poszli jednak na całość: zasłonili neon z napisem "wyjście ewakuacyjne", w drzwiach powiesili ciemne kotary, podobnie odgrodzili bar.

Przy pięciu stolikach usiądzie w sumie 20 niewidocznych gości, którzy w szatni muszą zostawić telefony, zegarki, kamery, aparaty fotograficzne. Pomagać będzie im dwoje niewidomych kelnerów, a także menedżer z noktowizorem.

Przed wejściem współwłaścicielka restauracji prosi o wybór menu: zielonego, pomarańczowego i czerwonego. Zamawiający menu zielone zjedzą: babeczki z cukinii z nasionami słonecznika oraz kotleciki z pszenicy i orzechów z sałatką ziemniaczaną i tzatzikami. Menu czerwone to grzanki z pasztetem, szynką, kaszanką i tatarem oraz grillowana polędwiczka wieprzowa z balsamiczną cebulą, risotto po mediolańsku i miks sałat. Zamawiający pomarańczowe menu zjedzą faworki z kurczaka z boczkiem i powidłami śliwkowymi oraz filet z kurczaka faszerowany szpinakiem i serem pleśniowym, z frytkami i warzywami. Do każdego zestawu przewidziano deser niespodziankę.

Współwłaścicielka przypisuje gości do stolików ponumerowanych od jeden do pięciu, a poszczególnym miejscom nadaje litery. Ląduję na miejscu 1D, mój mąż - ma 1C.

Pewność siebie pryska, gdy przy wejściu melduje się młoda dziewczyna. To Justyna, niewidoma kelnerka, która obiecuje opiekować się gośćmi.

- Proszę położyć dłoń na moim ramieniu, zaprowadzę państwa do stolika - zachęca dziewczyna.

Otwiera drzwi i... nastają egipskie ciemności. Gości otacza aksamitna czerń, w której nie są w stanie niczego dostrzec. Justyna uspokaja: - Proszę iść za mną, zaraz państwo usiądą.

Krok za krokiem posuwamy się w stronę niewidzialnego stolika. Siadamy, z przyzwyczajenia rozglądam się dokoła. Podejmuję nieśmiałą próbę dotknięcia stołu. Udaje mi się dotknąć sztućców i znaleźć serwetkę.

Tomasz, niewidomy kolega Justyny, przyprowadza do stolika kolejną parę. Przy stoliku na chwilę zapada dość krępująca cisza. Na szczęście nie trwa długo, nasi znajomi z ciemności decydują się dokonać prezentacji: - Ania i Robert - dociera z naprzeciwka.

- Ala i Sebastian - odwzajemniamy powitanie.

Nie decydujemy się na uścisk dłoni, tym bardziej że przy stoliku pojawia się Tomasz.

- Mam przystawkę dla 1A - rozlega się przy stoliku.

Wkrótce wszyscy mamy przed sobą talerze z tajemniczą zawartością. Okazuje się bowiem, że nikt z naszej czwórki nie zapamiętał wybranego wcześniej menu.

Ostrożnie odstawiam szklankę z winem i dotykam talerza. Udaje mi się wyczuć sałatę i tajemnicze "coś". Sztućce wydają się zbędne, nabieram małe porcje palcami.

Gdy kelner donosi danie główne, okazuje się, że w restauracji, w której nie ma światła, nie powinno być też sztućców. Pokrojenie mięsa nie jest największym wyzwaniem, o wiele trudniej jest nabrać je na widelec i skierować w stronę ust. - A niech to... zgubiłem mięso po drodze i wsadziłem widelec w nos - dobiega z prawej strony. - Od tej pory jem rękoma, nie będę się tym przejmował.
Odkrywam, że co prawda mam w ręku widelec, ale nie mogę nim nabrać mięsa ani sałatki, gdyż trzymam go odwrotnie. Po chwili zastanowienia zaczynam regularnie odrywać mięso kawałek po kawałku, w palce chwytam też szczyptę czegoś, co nazywam kaszą (dopiero po kolacji okazało się, że jadłam risotto z szafranem).

Ania z Robertem zaczynają opowiadać o swojej górskiej pasji. Sebastian odwzajemnia się opowieściami z bunkrów, które uwielbia zwiedzać.

- Gdyby nie ta ciemność, pewnie byśmy koło siebie nie usiedli - zauważa Ania. - W normalnych warunkach nie wybiera się stolików, przy których ktoś już usiadł.

Gwar rozmów przerywa coś w rodzaju uderzenia młotem w dzwon. Tak słychać uderzenie talerza w metalowy słup przy rzędzie stolików. Widać (a raczej nie widać) kelner źle obliczył odległość, ale talerz jest cały.

Justyna i Tomasz regularnie meldują się przy stolikach: - Coś jeszcze podać? Mogę zabrać już talerze?- rozlegają się pytania.

Początkowe skrępowanie ciemnością i niespodziewanym sąsiedztwem zaczyna ustępować. - Dla nas taka kolacja to prawdziwe wyzwanie, my nawet kochamy się przy świetle - w mroku słychać wyznanie. Kolejny brzęk: ktoś zgubił nóż lub widelec. Potwierdza się: sztućce są tu zbędne.

Decyduję się na wizytę w toalecie. Prowadzi mnie Justyna. Odchyla kotary i nagle koniec z egipskimi ciemnościami. Widzę zaciemniony bar, stremowanego właściciela TiTi. Po chwili wracam na salę. Boję się, że po krótkim odpoczynku od ciemności, będzie trudno mi się znów do niej przyzwyczaić. Nic bardziej mylnego, wizyta w mroku staje się dla mnie łatwiejsza.

Okazuje się, że zbliża się godz. 21. Od początku kolacji minęły prawie dwie godziny. Przez ten czas nie spojrzałam na zegarek, choć normalnie kontroluję czas co kilka minut. W TiTi nie miałam na to szans.

Najpierw wychodzą Ania i Robert. Chwilę czekamy, umówiliśmy się bowiem, że nie chcemy się zobaczyć, pozostaniemy sąsiadami z ciemności. Tomasz ich odprowadza, prosimy go do siebie. Kelner prowadzi nas do wyjścia, mijają jedne z najdziwniejszych godzin w naszym życiu.

Kelnerzy mają już plan, jak sprawić, by obsługa była jeszcze lepsza. Postanowili go jednak nie zdradzać, poznają go dopiero kolejni goście podczas kolejnej kolacji w ciemnościach.

Tuż przed godz. 21 powietrze z płuc wypuszcza Wojciech Andziak, właściciel TiTi. Wcześniej nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo jest zestresowany. Poczuł to, gdy pierwsi goście zaczęli opuszczać restaurację. Zarazem nie zdawał sobie sprawy, jak w ciemnościach biegnie czas. Miał nadzieję, że gdy goście będą się zajadać menu zielonym, czerwonym lub pomarańczowym, zdoła odpocząć. Wszystko potoczyło się tak szybko, że na odpoczynek zabrakło czasu. Może uda się przy następnej kolacji, już w styczniu?

***

Wiadomo już, że kolejna kolacja w ciemnościach odbędzie się 13 stycznia, a jeśli będą chętni, właściciele restauracji TiTi są skłonni organizować je co piątek. Specyficzną kolację będzie można zjeść o godz. 19, a także o godz. 21.30. Miejsca będzie można rezerwować mejlowo ([email protected]), telefonicznie (42 207-10-10).

Cena kolacji to 60 złotych od osoby plus koszt napojów.

Zapisz się do newslettera

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie