Koncert Queen w Łodzi: legendarne hity, wielka produkcja!

Dariusz Pawłowski
Dariusz Pawłowski
Muzyka Queen jest nieśmiertelna. A w wersji na żywo jest to zespół grający soczysty, mocny, mięsisty rock and roll
Muzyka Queen jest nieśmiertelna. A w wersji na żywo jest to zespół grający soczysty, mocny, mięsisty rock and roll Grzegorz Gałasiński
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Dla wielu osób był to wyczekiwany wieczór - zobaczyć legendarny zespół Queen na żywo i usłyszeć niezapomniane, wspaniałe przeboje w koncertowej wersji. Spotkanie z muzycznymi mistrzami okazało się spełnieniem marzeń - zobaczyliśmy nie tylko grupę w dobrej formie, ale usłyszeliśmy świetnie przygotowany repertuar oraz zobaczyliśmy porywającą produkcję. Gitarzysta Brian May i perkusista Roger Taylor przywołali najwspanialsze wspomnienia, wokalista Adam Lambert zaś udowodnił, że świetnie czuje się w tym gronie, ma swój pomysł na wykonywania piosenek zespołu i nie próbuje być naśladowcą Freddiego Mercury’ego w pełni mając świadomość, że byłoby to skazane na porażkę - wybrał metodę własnej drogi połączonej z oddaniem hołdu wielkiemu poprzednikowi.

Repertuar łódzkiego koncertu Queen oraz reakcje publiczności wypełniającej halę podkreśliły, że jest co cenić i celebrować. Od „Hammer To Fall”, przez „Stone Cold Crazy”, „Another One Bites The Dust”, „Killer Queen”, „Bicycle Race”, kiedy to Lambert jeździł na różowym rowerze przystrojonym w kwiaty, „I Want It All”, „Under Pressure”, „I Want To Break Free”, „Who Wants To Live Forever”, „Radio Ga Ga”, gigantyczne „Bohemian Rhapsody” (długo można by wymieniać hity Queen, a było nawet „Whataya Want From Me” autorstwa Pink, pierwszy przebój Lamberta), po chóralne „We Will Rock You” i „We Are The Champions”. Dostaliśmy fantastyczne show, z genialnie zaprojektowanym i wprowadzonym w widowisko telebimem, wyglądającym jak Święty Mikołaj Rogerem Taylorem, który m.in. zaśpiewał soczysty „I’m In Love With My Car” i brzmieniem Red Special Briana Maya, m.in. we wspaniałym solo i „Last Horizon”. I płynęły łzy jak grochy po twarzach słuchaczy, gdy na ekranie pojawiał się Freddie, by z Mayem zaśpiewać fragment „Love Of My Life”, zabawić się w wokalizy dyrygując publicznością i zniknąć machnąwszy do na ręką. Naprawdę dobrze było tam być.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie