Koniec dopłat do in vitro

Redakcja
Rządowy program dopłat do procedury in vitro był szansą dla wielu łódzkich par. Nowy minister zdrowia podkreśla, że leczenie niepłodności nie może być sprowadzone wyłącznie do in vitro
Rządowy program dopłat do procedury in vitro był szansą dla wielu łódzkich par. Nowy minister zdrowia podkreśla, że leczenie niepłodności nie może być sprowadzone wyłącznie do in vitro Krzysztof Szymczak
Ponad 400 dzieci urodziło się w regionie łódzkim dzięki zapłodnieniu metodą in vitro w ramach rządowego programu, w całym kraju - ponad 3,6 tys. maluchów. Gdyby nie zabieg, pary nie doczekałyby się dziecka. Koszty procedury są duże, niemal 10 tys. zł.

Nowy minister zdrowia, Konstanty Radziwiłł, zapowiedział koniec rządowych dopłat do in vitro.

- Wydawanie ponad 90 mln zł na program, który nie jest jedynym rozwiązaniem problemu niepłodności, a z drugiej strony budzi bardzo zasadnicze opory etyczne dużej części społeczeństwa, wydaje się po prostu niecelowe - mówił Konstanty Radziwiłł. - Problem leczenia niepłodności nie może być sprowadzany do in vitro. To jest nadużycie z punktu widzenia medycznego.

Program leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego rozpoczął się w lipcu 2013 r. i przewidziany był do końca czerwca 2016 r. Sejm VII kadencji przedłużył program w ostatnich dniach urzędowania do grudnia 2019 r. Przeznaczono na na to ponad 300 mln zł. Nowy minister zdrowia zmienił jednak plany i refundację procedury in vitro zapewnił jedynie do połowy przyszłego roku.

- W zamian będziemy refundować inne metody leczenia niepłodności, które są nastawione na diagnozę, szukanie i leczenie przyczyn niemożności poczęcia dziecka - tłumaczy minister Radziwiłł.

W województwie łódzkim program cieszył się ogromnym zainteresowaniem. Pieniądze na jego realizację dostały dwie kliniki: Szpital Gameta w Rzgowie oraz NZOZ Salve Medica w Łodzi. Brak rządowych pieniędzy odczują nie tylko pacjentki, ale i placówki, które dzięki temu cieszyły się popularnością. Choć nie mówią tego oficjalnie, dla nich to cios.

- Zainteresowanie jest ogromne i przerosło nasze oczekiwania - mówi Aleksandra Gozdek-Piekarska z kliniki Gameta w Rzgowie koło Łodzi.

W klinice z rządowego programu skorzystały 1542 pary. Do tej pory urodziło się 302 dzieci, kolejnych kilkadziesiąt pacjentek jest w ostatnim trymestrze ciąży i niebawem na świat przyjdą kolejne dzieci. W klinice Salve Media w trakcie procedury jest ponad 400 par. Na świat przyszło 110 maluchów, a ponad 160 pacjentek jest w ciąży, kilka z nich nawet po raz drugi, po urodzeniu pierwszego dziecka również poczętego w ramach programu.

- Nasza skuteczność ciąż jest znacznie powyżej średniej krajowej i powyżej średniej zakładanej w programie Ministerstwa Zdrowia - mówi Katarzyna Matuszkiewicz, menedżer w klinice Salve Medica.

Zakładając, że kontrakt do końca półrocza będzie utrzymany na takim samym poziomie, Salve ma do wykonania ponad 90 procedur. W pierwszej kolejności będą mogły skorzystać pary już zakwalifikowane do programu. W Gamecie zaś z rządowego dofinansowania skorzysta około 500 par.

Nie wszyscy jednak liczą na dopłaty z budżetu państwa. W Gamecie z in vitro poza programem skorzystało ponad tysiąc par.

In vitro z miejskiej kasy?

Miejski program dofinansowania procedury in vitro proponowała dwa lata temu grupa łódzkich radnych PO.
Program miałby obowiązywać przez trzy lata, a radni chcieli powołać radę programową, która zajęłaby się opracowaniem szczegółowych założeń programu. Zapowiadano, że para mogłaby liczyć na 6 tys. zł dofinansowania: po 2 tys. zł za każdy z trzech możliwych do sfinansowania zabiegów in vitro. Szacowano, że z programu mogłoby skorzystać ok. 250 par rocznie. Programu jednak nie zrealizowano.
- Wprowadzono wtedy rządowy program leczenia, dlatego bezcelowe było dublowanie go naszym miejskim, skoro resort przeznaczył na to pieniądze - tłumaczy radny Mateusz Walasek, jeden z inicjatorów łódzkiego programu.
Radny Walasek dodaje, że można wrócić do dyskusji, jednak należy poczekać na konkretne decyzje resortu zdrowia, zanim rada podejmie jakieś kroki. Innego zdania jest radny PiS Marcin Zalewski. Podkreśla, że in vitro nie powinno nazywać się leczeniem, a państwo lub miasto powinny dofinansować faktyczne metody leczenia niepłodności.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

C
Cierzoń
Żeby urodziło się jedno dziecko z in vitro, to najpierw tworzy się większą ilość dzieci, z których te, które nie zostaną wszczepione, lądują w beczkach z ciekłym azotem - są zawieszone między życiem a śmiercią. To nie jest dobra metoda dla dzieci.
Dodaj ogłoszenie