Krajobraz po Kwiatkowskim

Marcin Darda
Żadne piwo z premierem nie gwarantuje stanowiska ministra.
Żadne piwo z premierem nie gwarantuje stanowiska ministra. Dziennik Łódzki/archiwum/Paweł Nowak
Udostępnij:
Nie spełni się raczej zapowiedź Tuska, że "Kwiatkowski to jeden z przyszłych szefów PO". Gdy wróci z NIK za 6 lat, PO może już nie istnieć - pisze Marcin Darda. W sensie politycznym gratulacji za rychły transfer posła PO Krzysztofa Kwiatkowskiego z Sejmu do Najwyższej Izby Kontroli nie powinien odbierać on sam, ale Andrzej Biernat, Cezary Grabarczyk i Hanna Zdanowska. Nie w tym sensie, że mu to załatwili (bo chyba nie), ale w takim, że wyjście Kwiatkowskiego z polityki czyści do spodu sytuację w łódzkiej PO, na której korzysta głównie wymieniona trójka. To nie będzie zawieszenie broni między frakcjami i indywidualnymi ambicjami, bo Kwiatkowski godząc się na tę funkcję (głosowanie w Sejmie to formalność) de facto broń już złożył.

Jeśli jego kandydatura to pomysł Donalda Tuska, Kwiatkowski postąpił głównie ze swą dotychczasową logiką, bo premierowi nie sprzeciwiał się nigdy. Tą jedną decyzją Tusk cofnął łódzką PO o trzy lata, do momentu kiedy Kwiatkowski złożył publiczną deklarację, że staruje na szefa partii w Łodzi. Konsekwencją wyboru miała być kandydatura na prezydenta Łodzi. Tego nie chciał Cezary Grabarczyk. I wygrał, proponując Hannę Zdanowską, a zanim do tego doszło, Tusk obu swych ministrów "poprosił" o niekandydowanie na szefa PO w Łodzi. Publiczność spodziewała się wtedy, że poprze Jana Mędrzaka, kontrkandydata Zdanowskiej, ale publiczne tego nie zrobił, co niektórzy pamiętają do dziś.

To wtedy de facto rozpoczęła się budowa frakcji Kwiatkowskiego i bezpardonowa walka, chyba nawet nie o władzę, tylko o odróżnianie się od Hanny Zdanowskiej i jej świty, by zachować perspektywę kandydowania na prezydenta Łodzi. Jeszcze przed wyborami samorządowymi 2010 r. gdy Kwiatkowski jako minister sprawiedliwości wiedział, że Tusk nie da mu szansy na prezydenturę, forsował nieoficjalnie kandydaturę wojewody Jolanty Chełmińskiej. W odwecie Zdanowska i jej ludzie w zarządzie pominęli ludzi Kwiatkowskiego z ekipy komisarycznej przy formowaniu list do Rady Miejskiej. Zabrakło Wiesławy Zewald, Łukasza Magina, Tomasza Sadzyńskiego, a Iwona Boberska i Sebastian Tylman dostali odległe miejsca. Sytuację zmienił dopiero zarząd krajowy PO po interwencji Kwiatkowskiego, bo wszyscy dostali świetne miejsca i zostali radnymi. Ta zadra tkwi w Zdanowskiej i jej zapleczu do dziś, bo ludzie Kwiatkowskiego radnymi zostali kosztem jej faworytów. Dziś w Radzie Miejskiej stanowią wewnętrzną opozycję w sile ośmiu ludzi, ludzi, którzy po nominacji Kwiatkowskiego zostaną sami i PO w wyborach 2014 r. bez zbędnego wysiłku się ich pozbędzie, choć dziś może obiecać im wszystko.

Ale to tylko jedna płaszczyzna, bo odejście Kwiatkowskiego raz politykę upraszcza, innym razem komplikuje. Otóż nie tylko PO straci wewnętrzną opozycję, wyborczy stres opuści także Cezarego Grabarczyka. Unikający kontrowersyjnych sytuacji Kwiatkowski, lidera listy, Grabarczyka w ostatnich wyborach do Sejmu po prostu zmiażdżył. W 2015 r., albo wcześniej, Grabarczyk może być już spokojny, bo Kwiatkowski nie tylko odchodzi z PO, ale oddaje mandat posła. W zarządzie PO powstaje wakat, a posłanką zostaje Elżbieta Królikowska-Kińska, sekretarz partii w mieście i przyjaciółka Zdanowskiej. Kto wie, czy jej odejście nie wypchnie do prezydium Rady Miejskiej Pawła Bliźniuka, wiernego żołnierza prezydent Zdanowskiej. Z drugiej jednak strony nie jest to takie proste, bo też nie wiadomo, czy PO nie utraci przewodniczącego Rady Tomasza Kacprzaka. Wniosek o jego odwołanie złożył klub SLD, ale wyrzuceni i zawieszeni w partii (wciąż nieprawomocnie) ludzie Kwiatkowskiego mogą oddać głosy "za". Głosowanie jest tajne, ale przecież oni nie mają już raczej złudzeń, że bez Kwiatkowskiego już nie mają nic do stracenia. Kolejna dla Platformy komplikacja jest taka, że w miejsce Królikowskiej-Kińskiej do RM wchodzi Henryk Czyżewski, człowiek Partii Demokratycznej. I to w sytuacji, gdy jej lider Witold Rosset opuścił klub PO. Dla klubu PO, gdzie lojalność "kwiatkowskich" wciąż stoi pod znakiem zapytania, może to oznaczać utratę kolejnej szabli.

Odejście Kwiatkowskiego to utrata politycznego partnera dla wojewody Jolanty Chełmińskiej i być może umniejszenie politycznego bezpieczeństwa szefa ŁSSE Tomasza Sadzyńskiego, czy szefa Technoparku Andrzeja Stycznia. To ludzie Kwiatkowskiego, ale z wysokimi notowaniami w branży. Odejście Kwiatkowskiego nie oznacza, że stracą posady, bo on nie odchodzi w nicość, tylko do NIK, a to potężne narzędzie. Ale gdyby pojawił się taki pomysł, to Kwiatkowski nie może już o nich walczyć. Co ciekawe, na mieście słychać też, że straci SLD, bo "Krzysiek zawsze potrafił się z nami dogadać".

Ale nawet w PO są tacy, którzy uważają, że cały ten NIK to ucieczka Kwiatkowskiego. Jeden z działaczy powiada, że w wyborach Kwiatkowski mógłby spokojnie pokonać Zdanowską, i choćby był za to z PO wyrzucony, to partia i tak musiałaby się z nim układać, choćby dlatego, że wielu działaczy PO w magistracie i spółkach "zatrudnia swe rodziny". Naturalne też, że Kwiatkowski traci możliwość zostania p.o. prezydenta w przypadku gdyby doszło do referendum i odwołania Zdanowskiej, a zdaje się, że na to liczył.

Teraz "złym chłopcem" łódzkiej PO będzie John Godson, którego pomysł z rozważaniem kandydowania "przypadkowo" zbiegł się z ogłoszeniem klubu parlamentarnego PO, iż będzie Kwiatkowski kandydatem na szefa NIK. Tyle, że Godson to polityczny singiel, bez zaplecza, zatem nie budzi obaw aparatu PO. Co istotne przy sondażowym spadku PO, brak Kwiatkowskiego na liście może zredukować liczbę łódzkich posłów tej partii z pięciu do trzech, bo to jego wynik zapewnił PO piąty mandat w 2011 r. Nie spełni się raczej także zapowiedź Tuska, że Kwiatkowski to także "jeden z przyszłych przywódców Platformy". Za 6 lat, gdy skończy się jego misja w NIK, partii może już nie być.

Fot. krzysztof szymczak
============06 (pp) Zdjęcie Podpis(34894496)============

============25 (pp) Cytat 16 forum L(34897779)============
Przy sondażowych spadkach PO brak na liście Kwiatkowskiego może oznaczać dwa mandaty mniej. To dzięki jego 70 tys. głosów w 2011 r. PO w Łodzi dostała piąty mandat posła.
============11 (pp) Zdjęcie Autor(34896435)============
Fot. ARCHIWUM polskapresse /paweł nowak
============06 (pp) Zdjęcie Podpis(34896436)============

============11 (pp) Zdjęcie Autor(34896432)============
Fot. ARCHIWUm polskapresse/paweł nowak
============06 (pp) Zdjęcie Podpis(34896433)============

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
studenci
Jaki On tam Szef. Walczył tylko o SWOJE WPŁYWY. WSZYSTKICH MIAŁ w ......... CHCIAŁ SOBIE WSZYSTKICH PODPORZĄDKOWAĆ. Z WSZYSTKIMI SIĘ KŁÓCIŁ. CAŁY CZAS PREZENTOWAŁ W ŁODZI OPOZYCJĘ W PO. DESTRUKTOR. ZAŁATWIŁ SIĘ NA 6 LAT. I BWRDFZO DOBRZE. FACET ZNIKNIE PO NIK-U na ZAWSZE. PA. KOLEGO.
A
ANTY-PO
CZAS NAJWYŻSZY PODJĄĆ WALKĘ O KRAJ DOM RODZINĘ PRACĘ!!!!
Dodaj ogłoszenie