Aż do sześciu tygodni wydłużył się przeciętny czas oczekiwania na kredyt hipoteczny w polskich bankach. Zdaniem specjalistów, instytucje finansowe stają się coraz bardziej ostrożne i coraz bardziej wnikliwie prześwietlają swoich klientów. Nie bez znaczenia jest też wzmożone zainteresowanie kredytami - stopy procentowe są najniższe w historii, poza tym tylko do końca roku można liczyć na pożyczkę bez wkładu własnego.

O tym, jak ciężko jest dziś pożyczyć pieniądze z banku, przekonała się pani Magdalena z Łodzi: - Podpisałam umowę przedwstępną na kupno mieszkania, transakcję mieliśmy sfinalizować w ciągu miesiąca. Pod koniec lipca złożyłam wnioski o przyznanie kredytu w trzech bankach. W pierwszym od razu powiedzieli, że nie ma szans na szybką decyzję, wyrobią się najwcześniej za półtora miesiąca. Tłumaczyli, że jest długa kolejka, że są dosłownie zalani wnioskami o kredyt - opowiada pani Magdalena.

Po jakimś czasie bank skontaktował się z klientką, ale tylko po to, by poprosić o doniesienie dodatkowych dokumentów. Do dziś nie otrzymała decyzji kredytowej. Również z drugiego banku przez ponad dwa miesiące nie doczekała się wiążącej odpowiedzi. Nie upomina się o nią, bo ostatecznie kredyt przyznano jej w trzecim banku. Lecz i tu musiała czekać wiele tygodni, odpowiedź otrzymała 19 września.

- Dobrze, że sprzedający mieszkanie dwa razy zgodzili się aneksować umowę przedwstępną, inaczej straciłabym cały zadatek - mówi łodzianka.

Z raportu firmy Home Broker wynika, że czas załatwiania formalności kredytowych w polskich bankach wydłużył się obecnie do 5 - 6 tygodni. Wcześniej standardem był termin 4-tygodniowy, w wielu bankach decyzję można było otrzymać w ciągu trzech tygodni. Marcin Krasoń nie tłumaczy jednak tego zjawiska nadzwyczajnym zainteresowaniem klientów, mówi raczej o ostrożności bankowców.

- Sytuacja gospodarcza niby się poprawia, ale Polska wciąż jest w niepewnym miejscu. W bankach nadal panuje obawa, czy jednak nie będzie gorzej, czy ludzie nie będą tracić pracy, czy będą mieli z czego płacić raty - mówi Krasoń i dodaje: - Dlatego zdecydowanie wydłużył się okres analizy zdolności kredytowej każdego klienta. Banki uważniej prześwietlają całą dokumentację, sprawdzają bardzo dokładnie historie kontaktów z innymi bankami, często żądają dokumentów, rachunków, wyciągów z kart. Skąd ta ostrożność? Myślę, że bankowcy nie chcą powielić błędów, które zostały popełnione w latach 2006 - 2008, gdy sytuacja na rynku była dobra, a klientów kuszono łatwym dostępem do kredytów we frankach. Dziś te kredyty wszystkim odbijają się czkawką - mówi Krasoń

Michał Kisiel, analityk finansów osobistych z portalu bankier.pl zauważa, że zainteresowanie klientów kredytami rozkłada się nierównomiernie. Są banki, które nie mają zbyt wielu klientów i takie, które faktycznie nie wyrabiają się z rozpatrywaniem wniosków. Przeważnie ma to związek z oferowanymi akurat promocjami. Często kolejki tworzą się, bo banki w czasie kryzysu zredukowały liczbę zatrudnianych analityków kredytowych.

Najnowszych danych co do popytu na kredyty hipoteczne jeszcze nie ma. W sierpniu Puls Biznesu przywoływał wyliczenia z czerwca, gdy wartość udzielonych kredytów miała sięgnąć 3 miliardów złotych. Zostało to zinterpretowane jako jeden z symptomów ożywienia na rynku kredytów hipotecznych. Dla porównania - w lutym wartość rynku kredytów wynosiła 2,4 mld zł.

Czy będzie to trwały trend? Na pewno zainteresowanie kredytami w jakimś stopniu wzmaga zapowiedź wejścia w życie tzw. rekomendacji "S". Od 1 stycznia nie będzie już nawet formalnej możliwości zaciągnięcia kredytu na 100 procent wartości nieruchomości, trzeba będzie się pochwalić posiadaniem przynajmniej 5-procentowego wkładu własnego (w 2017 roku odsetek ten ma wzrosnąć aż do 20 procent). Trudno jednak powiedzieć, na ile czynnik ten faktycznie napędza klientów do banków, a na ile jest jedynie zagrywką marketingową obliczoną na ten właśnie efekt.

Niewątpliwie zaciąganiu kredytów służą też rekordowo niskie stopy procentowe. Wczoraj Rada Polityki Pieniężnej utrzymała główną stopę referencyjną na poziomie 2,5 proc. Eksperci uważają, że do końca tego roku nie będzie podwyżek stóp, natomiast należy się ich spodziewać w roku 2014, wraz z poprawą tempa wzrostu gospodarczego i wyższą inflacją.