Kryzysowa miłość

Joanna Leszczyńska
Joanna Leszczyńska
Joanna Leszczyńska DziennikŁódzki/archiwum
"Trudno tak razem być nam ze sobą..." - śpiewają Edyta Bartosiewicz i Krzysztof Krawczyk. Gdyby było łatwo, nie byłoby tyle rozwodów. Co trzecia para w Polsce zostaje zwolniona przez sąd z małżeńskiej przysięgi.

Można już jednak mówić o powolnym, ale jednak odwrocie od tej tendencji. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny liczba rozwodów maleje. W rekordowym pod względem rozwodów 2006 roku rozeszły się życiowe drogi 72 tysięcy małżeństw. W 2010 roku rozstało się 61,3 tys. par, a w ciągu trzech kwartałów tego roku osobne życie zaczęło prowadzić 48 tysięcy par, czyli tyle samo co w ubiegłym roku. Czym można wytłumaczyć tę drobną poprawę?

Demografowie zauważają, że spadek rozwodów ma swoją przyczynę w światowym kryzysie gospodarczym. Kryzys wszystkich nas martwi i nie bardzo przyjmujemy do wiadomości nieśmiałe argumenty, że kryzys ma też swoje dobre strony. Nie tylko wyzwala innowacyjność u ludzi, ale jak się okazuje, jest specyficznym hamulcowym w rozwodach. Liczba rozwodów spada od 2008 roku. Akurat wtedy zaczęła się walić światowa gospodarka. Niepewna sytuacja na rynku pracy, konieczność spłaty kredytu mieszkaniowego skłania ludzi do bardziej przemyślanych decyzji życiowych - uważają demografowie.

To samo mówią prawnicy w kancelariach, specjalizujących się w rozwodach. Podobna tendencja występowała już wcześniej. I wcale nie są to czasy prehistoryczne. Oto bowiem w 1992 roku, kiedy szalała transformacja i waliły się podstawy ekonomicznego bytu wielu Polaków, rozwiodło się 26 tysięcy polskich par, bez mała połowa w porównaniu z 1985 rokiem.

Czy zatem kryzys na trwale ograniczył rozwodowy boom? Trudno powiedzieć. Wprawdzie w sondażach, dotyczących najważniejszych życiowych celów, na pierwszym miejscu Polacy wymieniają udane życie rodzinne. Niestety, realizacja tego celu okazuje się trudna. Kobiety, które zazwyczaj robią pierwszy krok w kierunku rozwodu, coraz rzadziej godzą się na życie w nieudanych związkach, a sprzyja temu społeczne przyzwolenie na życie w pojedynkę. Po drugie, Polacy coraz bardziej krytycznie oceniają swoje małżeństwa, coraz częściej uważają, że można lepiej sobie ułożyć życie i robią to. Sprzyja temu emigracja do pracy za granicę.

Ludzie stali się bardziej niecierpliwi, brakuje im czasu, by popracować nad swoim związkiem. Znakiem czasu są młode pary, którym w miłości przeszkodziła kariera i nadmierna chęć sukcesu. Zwykle nie decydują się na dziecko, bo każdy zajęty jest pracą. Uff, dużo jest tych przyczyn, dla których ona i on wychodzą z sali sądowej w inną stronę. Ale być może perspektywa podziału majątku i szarpaniny, jak przeżyć, okaże się skutecznym straszakiem. I zmusi do refleksji, żywcem wyjętej z piosenki Bartosiewicz i Krawczyka: "Bez siebie nie jest lżej, lecz trzeba nam dbać o tę miłość, nie wolno stracić jej ".

Joanna Leszczyńska

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
ksantypa_222

Ciekawi mnie ilość fikcyjnych rozwodów. Wszak matka samotnie wychowująca dzieci otrzymuje wsparcie z budżetu, A "byli" małżonkowie żyją dalej razem w najlepsze płodząc kolejne pociechy!

w
wiedza

nie mozna brac pod uwage danych wyrwanych z kontekstu

k
ksantypa_222

Bo to była miłość na 3/4!!!

Dodaj ogłoszenie