Kto ma decydować o wydaniu zgody na zmianę płci? [WYWIAD]

rozm. Joanna Leszczyńska
Aleksandra Robacha
Aleksandra Robacha Paweł Łacheta
Rozmowa z Aleksandrą Robachą, seksuolożką.

Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało projekt ustawy, która ureguluje sytuację osób transseksualnych. Projekt wywołał burzę w tym środowisku, szczególnie zapis o wystąpieniu pacjenta do specjalnej komisji o wydanie orzeczenia, umożliwiającego odbycie okresu próbnego. Dopiero test próby, połączony z terapią hormonalną, ma być podstawą do wydania przez sąd zgody na korekcję zmiany płci i zabieg chirurgiczny...
Jestem przeciwna tego rodzaju rozwiązaniom. Zaburzenia tożsamości są definiowane i klasyfikowane jako zaburzenia chorobowe. Próba stworzenia jakiejś komisji, która miałaby wydawać zgodę na podjęcie działania terapeutycznego, jest dla mnie mało zrozumiała. Nie wiem, czemu by to miało służyć.

W trakcie testu życia człowiek ma się nauczyć funkcjonowania w nowej roli i sprawdzić, czy spełnia ona jego oczekiwania. Edyta Baker z fundacji "Transfuzja" denerwuje się, że o zakwalifikowaniu do tego testu ma decydować trzech lekarzy na podstawie ogólnych kryteriów i że okres próby będzie narzucał pacjentom zachowania, na które być może nie będą mieli ochoty.
Nie dziwię się protestom środowiska transseksualnego. Pacjenci w trakcie diagnozy i wcześniej przechodzą taki test. Dlatego nie widzę potrzeby takiej komisji. Oczywiście, jest potrzeba, by pacjent, podejmując rolę społeczną, zgodną z własną tożsamością płciową, miał taki trening. Najczęściej pacjent, który przychodzi do lekarza, chcąc by ten go zdiagnozował, jest w takim treningu od lat, bo tak funkcjonuje i tak żyje. Tworzenie ciała, które miałoby decydować, czy pacjent ma prawo podjąć taką procedurę czy nie, wydaje mi się, delikatnie rzecz nazywając, bzdurne i niepotrzebne nikomu. Bo pacjent zgłasza się do lekarza z konkretnym problemem - swoją chorobą. I lekarz decyduje, czy jest osobą transseksualną, czy nie.

Na czym polega proces diagnostyczny?
Pacjenta trzeba zdiagnozować medycznie i psychologicznie. Minimum trwa to dwa lata. Wymaga to kilkunastu, a nieraz kilkudziesięciu wizyt. Czasami ten proces trwa dłużej niż dwa lata, w zależności od tego, czy pacjent ma jeszcze inne problemy zdrowotne i emocjonalne. Podczas tego procesu pacjent musi udowodnić, że rzeczywiście ma problem zaburzenia tożsamości, musi pokazać, że odnalazł się w roli społecznej, żeby nie miał wątpliwości i abyśmy my, lekarze, mieli przekonanie, że pacjent później sobie poradzi.

Jak często nie stwierdza Pani transseksualizmu?
Liczb nie podam, bo nie prowadzę takich badań, ale nie każdy, kto przychodzi do gabinetu i mówi, że ma zaburzenia tożsamości de facto je ma. Mogą występować zaburzenia tożsamości związane z zupełnie inną sprawą niż transseksualizm, na przykład wynikające z chorób psychicznych, organicznych uszkodzeń mózgu, czy związane z guzami mózgu. Tylko osoby transseksualne są potem "przepuszczane" przez całą procedurę administracyjną i terapeutyczną zmiany płci.

Czy zmiany prawne są w ogóle potrzebne?
Uważam, że regulacje są potrzebne w kierunku prawno-administracyjnym, by ułatwić ludziom procedurę administracyjno-sądową. W latach 80. występowała procedura pozaprocesowa. Po prostu pacjent zgłaszał się do sądu i przedstawiał swoją argumentację. Była to zdecydowanie łatwiejsza procedura. Nie było występowania przeciwko własnym rodzicom, jak jest teraz. Polega to na tym, że pacjent zwraca się do sądu, by ten ustalił jego płeć i w tym celu pozywa rodziców. Założenie jest bowiem takie, że rodzice, wyrabiając metrykę urodzenia dziecka, dokonali błędnego rozpoznania jego płci. Tylko dlatego rodzice są pozywani. To bardzo utrudnia cały proces, zwłaszcza że prawo nie jest w stanie opisać wszystkich sytuacji życiowych. Na przykład może być tak, że jedno z rodziców jest gdzieś "w świecie", nie można do niego dotrzeć i cała procedura administracyjna zatrzymuje się. To jest kompletnie bez sensu. Tym bardziej że mamy do czynienia z pacjentem pełnoletnim i nieubezwłasnowolnionym. Takie uregulowania są potrzebne, ale nie te, wnikające w proces diagnostyczny.

Jak często występuje transseksualizm i jakie są jego przyczyny?
Występuje raz na 50 tysięcy urodzeń. W Polsce częściej kobiety mają zaburzenia tożsamości, zdiagnozowane jako transseksualizm, niż mężczyźni. Mam pod opieką około 300 pacjentów z całego kraju. Co roku zgłasza się kilkudziesięciu nowych. Przyczyna transseksualizmu związana jest z zaburzeniami neuroprzekaźników w życiu płodowym. Nadal nie wiadomo, jakie są ich przyczyny.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie