Laur dla "Płynących wieżowców", wyróżnienie dla "Papuszy"....

    Laur dla "Płynących wieżowców", wyróżnienie dla "Papuszy". Sukces polskiego kina w Karlowych Warach

    Lucjan Strzyga

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Laur dla "Płynących wieżowców", wyróżnienie dla "Papuszy". Sukces polskiego kina w Karlowych Warach
    1/2
    przejdź do galerii
    Polskie kino doskonale wypadło na prestiżowym 48. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Karlowych Warach. "Płynące wieżowce" - pierwszy polski film o tematyce gejowskiej - otrzymał główną nagrodę w prestiżowym konkursie "East Of The West", a "Papuszę" Joanny i Krzysztofa Krauzów uhonorowano festiwalowym wyróżnieniem.
    Dla Polaków festiwal był szczególnym powodem do dumy. "Płynące wieżowce" Tomasza Wasilewskiego zdobyły główną nagrodę w prestiżowym konkursie "East Of The West", a "Papuszę" Joanny i Krzysztofa Krauzów uhonorowano festiwalowym wyróżnieniem. Dodatkowym polskim akcentem był fakt, że przewodniczenie jury przypadło Agnieszce Holland. Dzięki niej impreza nabrała cech światowości.

    "To dobrze zrealizowany film świetnego reżysera, który w sposób przejmujący porusza wątek homoseksualizmu we współczesnej kulturze" - tak o obrazie Wasilewskiego napisali zgodnie krytycy akredytowani przy tegorocznym festiwalu.
    "Płynące wieżowce" zdystansowały bowiem nie tylko rywali w swojej sekcji, ale wygrały w nieformalnym rankingu festiwalowych recenzentów. Wasilewski doczekał się w Karlowych Warach wielu podobnych opinii. "Ten film to uniwersalne, dojrzałe dzieło. Widać po nim dojrzewanie wielkiego talentu reżyserskiego" - pisano po projekcji "Płynących wieżowców" i nie znalazł się nikt, kto tej opinii starałby się w jakikolwiek sposób zaprzeczyć.

    Faktycznie, Wasilewski pokazał film, który trudno szybko zapomnieć. Historia młodego chłopaka (Mateusz Banasiuk), mieszkającego z matką (Katarzyna Herman) i dziewczyną (Marta Nieradkiewicz), którego poukładane życie ulega nagłej zmianie, pokazana jest w sposób niezwykle sugestywny. A także daleki od kompromisów, bowiem powodem życiowego zawirowania staje się dla Kuby fascynacja innym mężczyzną (Bartosz Gelner). Nie godząc się z naturą, próbuje wrócić do ustalonego trybu życia, okazuje się jednak, że jest już za późno.

    Zrealizowany w pozornie nieśpiesznym rytmie film Wasilewskiego aż kipi od emocji. Można powiedzieć, że w polskim kinie nie było dotąd tak wyrazistego podjęcia tematyki homoseksualnej, poszukiwania swojego miejsca w życiu, odkrywania tożsamości. "Polska nie miała wcześniej głównego bohatera homoseksualisty czy biseksualisty. Nawet jeśli takie wątki pojawiały się w polskim kinie, bardzo często były przedstawione prześmiewczo, komicznie, stereotypowo" - tak Wasilewski tłumaczył w wywiadach motywy podjęcia tego tematu w swoim filmie. I dodawał: "Nie robiłem go po to, żeby walczył o czyjeś prawa albo cokolwiek zmieniał. Filmy, które robię, robię dlatego, że chcę opowiadać historie o ludziach na tyle prawdziwie, na ile to możliwe".

    Owo deklarowane przez Wasilewskiego zainteresowanie tematyką społeczną widać było zresztą również w debiutanckim filmie reżysera, pokazywanym rok temu w Karlowych Warach, a noszącym tytuł "W sypialni". Jego bohaterką jest Edyta (Katarzyna Herman), która rozpaczliwie poszukując bliskości, wikła się w beznadziejne i zwykle pozbawione uczuć romanse. Tegoroczny pokaz "Płynących wieżowców" stał się dla niektórych powodem do tezy, że Wasilewski jest wręcz ulubieńcem Karlowych Warów.

    Ale powody do zadowolenia mieli też Joanna i Krzysztof Krauzowie, autorzy "Papuszy", przejmującej biografii pierwszej cygańskiej poetki. Wielkim atutem są czarno-białe zdjęcia autorstwa Krzysztofa Ptaka i Wojciecha Staronia. Muzykę napisał Jan Kanty Pawluśkiewicz, a w rolach głównych pojawiają się na ekranie Jowita Budnik, Antoni Pawlicki i Zbigniew Waleryś. Egzotyczna "Papusza" wzbudziła w Karlowych Warach spore zainteresowanie. Widzowie i krytycy pamiętali zapewne "Mojego Nikifora", który w 2004 roku wygrał festiwal i otrzymał również nagrodę za najlepszą rolę dla Krystyny Feldman. "Papusza" jest właściwie dalszą częścią tamtej podróży w świat zainteresowań małżeństwa Krauzów.

    Zakończony w sobotę festiwal w Karlowych Warach przejdzie do historii jako nad wyraz udany. Zapisze się też w pamięci kinomanów, prócz wysokiego poziomu prezentowanych filmów, także kilkoma ciekawostkami. Na pewno Kryształowym Globem, a co za tym idzie nagrodą 25 tys. dol., którą otrzymali twórcy obrazu "A nagy füzet" (w ich imieniu nagrodę odebrał reżyser János Szász), czwartą już wersją "Aleksandra" pokazaną przez Olivera Stone'a, a także smutkiem czeskiego twórcy Jana Hřebejka, który został wygwizdany przez rodaków podczas odbioru nagrody za "Honeymoon". My wracamy z nagrodami, co znaczy, że z polskim kinem nie jest wcale tak źle.

    Lubisz polskie filmy? Chcesz obejrzeć coś ciekawego wieczorem w telewizji, ale nie wiesz, co jest emitowane? Sprawdź program telewizyjny!

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Polecamy

    Menadżer Roku 2018

    Menadżer Roku 2018

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny