Leser z Widzewa, który został męczennikiem

    Leser z Widzewa, który został męczennikiem

    Matylda Witkowska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Kiedy stanął przed Niemcami ze strachu trząsł się tak bardzo, że nie był w stanie wydusić z siebie jednego zdania. A jednak nie wycofał się i być może uratował życie całej wiosce. O bł. Karolu Hermanie Stępniu, jedynym łodzianinie, który został wyniesiony na ołtarze - pisze Matylda Witkowska
    Ojciec Grzegorz Piórkowski pokazuje boczny ołtarzyk z portretem i relikwią błogosławionego Hermana: "To jedyny łodzianin z krwi i kości, który

    Ojciec Grzegorz Piórkowski pokazuje boczny ołtarzyk z portretem i relikwią błogosławionego Hermana: "To jedyny łodzianin z krwi i kości, który trafił na ołtarze". ©Matylda Witkowska

    Urodzony dokładnie sto lat temu Karol Stępień nie był człowiekiem, którego od dzieciństwa otaczała aura świętości. Groziło mu wydalenie z zakonu i zwrot pieniędzy za naukę w gimnazjum. A jednak uparł się, by zostać franciszkańskim księdzem i oddać życie za swoich parafian.

    Chłopiec z problemami

    Na świat przyszedł 21 października 1910 roku w biednej, robotniczej rodzinie, która mieszkała przy obecnej ulicy Niciarnianej.

    O początkach jego życia wiadomo niewiele, bo w utworzonej rok po jego narodzinach parafii św. Kazimierza nikt rodziny Stępniów już nie pamięta.
    Wiadomo, że od dziecka był błyskotliwie inteligentny i z doskonałym wynikiem skończył w Łodzi szkołę powszechną. Potem zgłosił się do niższego seminarium duchownego franciszkanów we Lwowie. Tam ukończył gimnazjum i trafił do franciszkańskiego nowicjatu w Łagiewnikach, gdzie otrzymał zakonne imię Herman.

    O tym, że daleko mu było do świętości, świadczą opinie przełożonych z tego okresu. "Nienaturalny i próżny" - napisał magister nowicjatu. "Po maturze radziliśmy mu, żeby sobie poszedł" - notował kolejny przełożony.

    Jednak Karol uparł się, by pozostać w zakonie i solennie obiecywał poprawę. Słowa dotrzymał, a przełożeni doceniając jego zdolności intelektualne wysłali go do Rzymu na studia. Tam otrzymał święcenia kapłańskie.

    - W młodości był leserem i sprawiał kłopoty wychowawcze. I lubię go właśnie dlatego, że był taki ludzki - przyznaje ojciec Grzegorz Piórkowski, proboszcz franciszkańskiej parafii Matki Bożej Anielskiej, która jako jedyna w Łodzi ma relikwie o. Hermana.

    Karol się poprawia

    Późniejsze opinie o ojcu Hermanie bardziej już przypominają żywoty świętych. Był pobożny i oddany regule zakonnej, a po święceniach w Rzymie nie chciał narażać zakonu na olbrzymie koszty podróży i zrezygnował z przyjazdu do Łodzi na swoją prymicję.

    Po studiach został wysłany do Radomska, a potem do Wilna, gdzie tuż przed wojną objął funkcję wikarego w leżącej obecnie na terenie Białorusi wsi Pierszaje. Tam, pamiętający go do dziś najstarsi parafianie, wspominają go ze łzami w oczach i w samych superlatywach.

    Parafianie docenili go zwłaszcza w czasie wojny, gdy teren zajęły najpierw wojska sowieckie, a potem niemieckie. Herman już wtedy ryzykował życie, jeżdżąc do Wilna po zaopatrzenie dla siebie i parafian.

    - Na początku wojny było jeszcze nienajgorzej, a potem to już kawałka chleba nie było. A księża dzielili się czym mogli - wspominają mieszkańcy.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    ksiądz

    starachowiczanin (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Ja pamiętam Piórkowskiego jako ucznia TM w Starachowicach. jako chuligana i nieuka, z którym były ciągłe kłopoty wychowawcze ! jak ktoś taki moźe być księdzem?

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo