Leśnodorski: Szejkowie nie kupią Legii. Skończyły się czasy, kiedy ktoś frajersko wydawał pieniądze

Cezary Kowalski, Mateusz Borek
Bogusław Leśnodorski: Wśród młodzieży jest moda na Legię. Sprzedajemy niewyobrażalne ilości gadżetów klubowych
Bogusław Leśnodorski: Wśród młodzieży jest moda na Legię. Sprzedajemy niewyobrażalne ilości gadżetów klubowych Fot. Bartek Syta
Udostępnij:
- Szanse z Ajaksem oceniam 50 na 50. Nie da się patrzeć, jak oni grają. Rosjanom czy szejkom nie opłaca się kupić udziałów w Legii - mówi prezes Legii Warszawa Bogusław Leśnodorski.

Ajax Amsterdam w obecnej formie wydaje się przeszkodą do pokonania...
Cały czas konsekwentnie twierdzę, że mamy po 50 procent szans.

Ogląda Pan przecież te mecze w lidze holenderskiej.
Widziałem te trzy ostatnie [rozmawiamy przed niedzielnym meczem z Twente, wygranym przez Ajax 4:2 - red.]. I rzeczywiście nie dało się na to patrzeć.

A na Legię?
No muszę przyznać, że ten nasz pucharowy ze Śląskiem we Wrocławiu też nie był dużo lepszy. To było pierwsze starcie po przerwie, wtedy zawsze jest ciężko. Dwa miesiące bez ligi. Zwróćcie uwagę, że najlepsi zawodnicy w Europie grają praktycznie bez przerwy i właśnie regularna gra jest dla nich najlepszą metodą na podtrzymanie formy. Najwyżej w pewnym momencie odpoczywają tydzień lub dwa na ławce rezerwowych. W żadnej poważnej lidze nie ma dwumiesięcznej przerwy.

Nie jest tak, że ważniejsze w hierarchii Henninga Berga jest zdobycie mistrzostwa Polski? Bo jak przegra z wielkim Ajaksem, to się nic nie stanie, a jak nie zdobędzie mistrzostwa, to będzie katastrofa?
W lutym staramy się wygrać wszystko co możliwe, nie ma żadnego podziału. O mistrzostwie pogadamy później. Jest jeszcze przecież cała runda, później podział punktów i runda mistrzowska.

Po półtora roku funkcjonowania wielu twierdzi, że ten nowy system rozgrywek z podziałem punktów jest do d...
Dla nas nie wiadomo, jaki jest. Są plusy i minusy, wiem, że piłkarze mówią, że jest do d... Trochę to jednak wynika z lenistwa. W Legii Warszawa wiedzą, że po trzydziestu kolejkach po trzy punkty na pewno wygrają, a kolejne siedem jest pewnym ryzykiem, bo to przecież tak naprawdę ta końcówka decyduje. Inni jak już awansują wyżej, czy są w środku tabeli i nie chcieliby mieć ryzyka, że znowu będą musieli walczyć o utrzymanie.

Na waszą wyobraźnię musi działać to, że za trzy i pół miesiąca na Stadionie Narodowym w Warszawie odbędzie się finał Ligi Europy...
Staramy się. Jak uda się wyeliminować Ajax, to pozostanie trzech rywali do ogrania. Jeszcze z raz można mieć szczęście i wylosować wygodnego rywala, bo tam wciąż pozostało kilka drużyn niewybitnych, na które moglibyśmy trafić.

Możliwe, że z kolei w przypadku trafienia jakiegoś wielkiego rywala w następnej rundzie mecz odbędzie się na Narodowym?
Ja tam jestem zwolennikiem, aby grać na własnym obiekcie.

Przyznajemy, że byliśmy sceptyczni, jeśli chodzi po pomysł na zatrudnienie w Legii Henninga Berga, ale w tych najważniejszych meczach, kiedy nie eksperymentował i nie wystawiał drugiego składu, widać było, że piłkarze są generalnie dobrze zorganizowani, wiedzą, jak się poruszać po boisku.
Było ryzyko z Bergiem, ale teraz już wiem, że nie ma kogoś takiego jak obiektywnie dobry trener. To jest właśnie ta największa ściema w piłce nożnej. Oprócz niego jest jeszcze kwestia klubu, piłkarzy, jakich ma, i całej masy zmiennych. To nie jest tak, że jakiś superdobry trener przyszedłby do Legii i od razu nie wiadomo, co by było. My uważaliśmy, że musi przede wszystkim wzrosnąć kultura organizacji drużyny, a żaden polski trener tego nie zrobi. Berg jest bardzo sprawiedliwy, co też jest bardzo ważne w momencie, gdy musisz zbudować mentalnie całą grupę ludzi i nie wszyscy będą grali. Kiedy zwykle Legia miała dwunastu dobrych zawodników, to było wiadomo, o co chodzi, oni grali, a młodzi za nimi biegali z torbami. Jak już masz 25 dobrych, to musisz stosować bardzo obiektywny system selekcji przed meczem. Inaczej będzie smród, znajdą się obrażeni. Dziś jeśli ktoś nie gra, to wie dlaczego.
Norwegowie to jednak trochę inna kultura, Berg szybko zrozumiał naszą mentalność?
Paradoks, przynajmniej dla mnie, jest taki, że mając ogólne pojęcie o charakterze Skandynawów, wydawało mi się, że jak ktoś stamtąd pochodzi, to będzie raczej chłodny i zamknięty. A tymczasem ich skłonność do dialogu i otwartość na wymianę myśli jest wielokrotnie większa niż nas w Polsce. Uważam, że my, Polacy, mamy naprawdę dobrych trenerów, kilku z realnie dużym potencjałem, ale nic z nich nigdy nie będzie w szerszym wymiarze. Bo są tak zamknięci w sobie i każdego dobrego młodego traktują jako konkurencję. Wielkość takich trenerów jak Ancelotti czy Mourinho polega na tym, że oni nie muszą się z nikim ścigać i są zadowoleni, jeśli ci współpracownicy są od nich nawet czasem mądrzejsi i w czymś lepsi. Taki "Mou" ma te swoje pięć minut na konferencji, ale za nim stoją tacy, którzy naprawdę mają taaakie łby piłkarskie. Tymczasem u nas bywa tak, że nie jesteś w stanie z trenerem przewalczyć, żeby ktoś dobry, mądry, młody robił meczowe analizy, bo trener uważa, że młody jest zbyt ofensywny. Większość trenerów w Polsce tak ma, że oni się boją skonfrontować. Berg był w szoku, że jak byliśmy na obozie w Gniewinie i w okolicy było jeszcze kilka innych polskich drużyn, to nikt nie przyszedł popatrzeć na nasz trening. Dla niego to jest naturalne, że jak gdzieś jesteśmy i jest możliwość zobaczyć w treningu innych, to sam idzie obejrzeć, pogadać. U nich jest to naturalne, że trzeba pilnować tego, co się dzieje, i samemu konfrontować z innymi, aby nie zasnąć.

Podoba mu się Warszawa?
Chyba tak, ale też dla niego nie wszystko jest takie proste, bo taki trener, który właściwie jest menedżerem w angielskim stylu, musi się opierać na ludziach i pewnie jeszcze trochę czasu minie, zanim pozbędzie się choćby bariery językowej. On chce zbudować jednolitą grupę niepodzieloną na obcokrajowców i Polaków.

Mówi po polsku?
Uczy się intensywnie.

Chcecie stworzyć coś na kształt słynnego Milan Lab, czyli profesjonalnego, także zdrowotnego, ośrodka monitoringu swoich piłkarzy.
Tak, ale dzisiaj ci lekarze działają trochę na wariackich papierach, bez przerwy się przemieszczają, nie mają jednego miejsca, gdzie wykonywać powinni realną pracę. Ale to też tanie nie jest. Lekarzy już kilku mamy, wiele w to inwestujemy, ale droga daleka. Takie laboratorium Bayernu Monachium na przykład kosztuje kilkadziesiąt milionów euro. Marzeniem jest, aby za rok być rok do tyłu za tymi najlepszymi.

Jak po dwóch latach z hakiem, od kiedy jest Pan prezesem i widać, jak mocno się Pan zaangażował w działalność klubową i medialną, skonfrontować powracającą plotkę o rychłej sprzedaży klubu?
Nieee, no gdzie?! To jest niemożliwe.

Podobno mieliście być pomostem między byłym właścicielem a wielkim koncernem, który ma przejąć Legię.
Takiego planu nie było. Ale oczywiście wszystko się może zdarzyć i nagle może się ktoś pojawić, kto wniósłby bardzo dużo i nagle zostałby akcjonariuszem takiego klubu. Gdybyśmy dzięki temu mogli skoczyć o trzy poziomy wyżej, to trzeba by było coś takiego rozważyć. Ale na dziś polska liga jest tak mało atrakcyjna dla tych najbogatszych, że wydaje się to czystą abstrakcją.

Czyli nie wejdzie Gazprom czy inny Lukoil i nie kupi Legii?
A niby po co miałby to zrobić? Przecież lepiej wejść w Schalke.
A Arabowie?
Czasy, kiedy ktoś frajersko wydawał pieniądze, już się pokończyły. Dzieci szejków znad Zatoki zaliczyły już te Harvardy i inne uczelnie, potrafią liczyć pieniądze. W Rosji to samo. Nie przyjadą i nie rzucą stu milionów na stół i nie krzykną: bawmy się. Bo wiedzą, że ze strony biznesowej, ale też wizerunkowej, ostatni klub w Premier League jest lepszą inwestycją niż najlepszy w Polsce.

Jak zatwierdzacie transfery?
Berg, Michał Żewłakow, Jacek Mazurek i ja. Mamy permanentny komitet transferowy, codziennie na ten temat rozmawiamy.

Wydawało się, że poradził Pan sobie z kibicami...
Ale co wy wszyscy z tym dogadywaniem!? Przecież to są dziesiątki tysięcy ludzi, samych grup jest kilkadziesiąt, te wszystkie dzielnice, fankluby. Zaangażowanych bardzo mocno w samo życie Żylety to jest z 20 tysięcy ludzi.

Zainwestowaliście pieniądze w projekt bazy i Akademii, która miała powstać w Sulejówku, a teraz wydaje się, że jednak nic z tego nie będzie...
To jest tragedia. Nie wiem, jak to się dalej potoczy, zgłaszają się inne gminy, wokół Warszawy, ale z każdą jest jakiś feler. Najbliżej jesteśmy teraz tego, aby dwa boiska zbudować na rogu Łazienkowskiej i Czerniakowskiej. To rozwiązałoby problemy treningów. Odbudowujemy także inne sekcje: koszykarską, hokejową, klub bokserski, zapasy, jest sekcja rugby. Ja się, kurde, wychowałem na Fortach Bema. Trenowałem pięciobój nowoczesny. Chciałbym dbać o te bogate tradycje Legii, przenieść to do tej naszej epoki.

Bogusław Leśnodorski chce budować Legię wielosekcyjną. Oprócz piłkarskiej są już sekcje: koszykarska, bokserska, hokejowa, rugby, a także zapasy. Klub pomaga też piłkarzom wodnym

Rugby nigdy w Legii nie było.
Wszyscy mądrzy ludzie nam mówili i była to też trochę taka inicjatywa oddolna, że rugby to jest taka odskocznia, dyscyplina trochę inna niż wszystkie. Trenuje miks chłopaków z trudnych rodzin i z takich bardzo dobrych. Niektórzy tatusiowie chcą po prostu, aby ich dzieci zmierzyły się trochę z życiem. Jest obecnie osiem sekcji, na które mamy znaczący wpływ, i kilkanaście, którym pomagamy, jak piłka wodna. Zresztą mamy bardzo fajną drużynę piłki wodnej. Zachęcam. Generalnie to jest mój konik, aby odbudować Legię wielosekcyjną, bo ja wierzę w taką społeczność legijną. Tym bardziej że wśród rodziców w stolicy jest totalny szał na to, aby wysyłać swoje pociechy na sport. Prawdziwy kosmos. My reprezentujemy rozpoznawalną markę sportową i naturalne, że idą do nas. Otworzyliśmy teraz nabór do sekcji koszykówki i było trzydziestu chętnych na jedno miejsce. W przedszkolach piłkarskich mamy już ze trzy tysiące dzieciaków. Wśród młodzieży jest moda na Legię, w sklepie sprzedajemy jakieś niewyobrażalne ilości gadżetów.

Może na Pana czterdziestkę i dwudziestolecie od czasu ostatniego występu w Lidze Mistrzów udałoby się wreszcie wystąpić w tych rozgrywkach...
Nie jest łatwo, tak jak z tym mistrzostwem. Wszyscy mówią, że już wygraliśmy, a to wcale nie jest takie proste. My mamy tak, że nasi rywale w 90 procentach zawsze grają na maksa i jeszcze trafiają się im akurat z nami najlepsze mecze w sezonie. No poza tym, że czasem sami przegrywamy na własne życzenie, tak jak wtedy, kiedy Duszan Kuciak strzelił sobie dwa gole z Piastem. To się nie powinno zdarzać. Ale nie zdarzają się nam takie spotkania, w których strzelimy szybko kilka bramek i sobie chodzimy. Jak Lechowi czy Śląskowi te mecze przyjaźni, które mają co kilka kolejek. Na Śląsk np. nikt się nie napina. Poza tym cały czas się uczymy i popełniamy mnóstwo błędów wynikających z niewiedzy, i to pewnie jakiś czas będzie jeszcze trwało.

Wideo

Materiał oryginalny: Leśnodorski: Szejkowie nie kupią Legii. Skończyły się czasy, kiedy ktoś frajersko wydawał pieniądze - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie