Leszek Moczulski: Rosja ledwo dyszy. Ugrzęzła na Ukrainie i czeka, aż coś szczęśliwego się zdarzy

Agaton Koziński
Leszek Moczulski
Leszek Moczulski Wojciech Matusik / Polskapresse
Udostępnij:
- Rosja była naprawdę wielkim mocarstwem w czasie wojen napoleońskich, gdzieś do roku 1825. Wtedy w Europie trzeba było się z nią liczyć. Ale od tamtej pory ten kraj stopniowo leci w dół - mówi prof. Leszek Moczulski, historyk, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Zbliża się rocznica bitwy warszawskiej. A czy powinniśmy się obawiać, że dojdzie do jej powtórki?
Nie sądzę. Może za jakieś 200 lat?

Ruchy rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą, kolejne pomruki Kremla nie powinny nas niepokoić?
Wie pan, taką wojnę, jaka teraz trwa na Ukrainie, Rosjanie mogą prowadzić. Ale Polska znajduje się w innej sytuacji. Przypomnę, że należymy do NATO. Sojusz istnieje od 1949 r. i nigdy nie zdarzyło się, by ktoś napadł na jednego z jego członków.

Nie można jednak wykluczyć, że kiedyś będzie ten pierwszy raz.
Owszem, nie można. Ale by miała to być Rosja? Ona jest agresywna - ale przede wszystkim w słowach.

Aneksja Krymu w 2014 r. przeczy Pana tezie.
Trzeba pamiętać o specyfice ówczesnej sytuacji. Wtedy na Ukrainie nie było rządu. Stary prezydent właśnie uciekł za granicę, a drugi dopiero obejmował władzę. To państwo praktycznie nie miało armii, nie było nikogo, kto mógłby podjąć jakąś poważną decyzję. Rosja to wykorzystała i zajęła Krym - w dodatku udało jej się tego dokonać właściwie bez walk.

Łamiąc przy okazji prawo międzynarodowe. Jaką mamy pewność, że znów się na to nie zdecydują?
Rosja ugrzęzła, już dawno temu. Z Ukrainy wycofać się nie może, bo to by oznaczało utratę twarzy. Kroku naprzód też zrobić nie może, bo Rosja ledwo dyszy, a wznowienie działań oznaczałoby kolejne sankcje nałożone na ten kraj. Utkwili - i czekają, licząc, że może coś szczęśliwego się zdarzy. Może w USA wygra Donald Trump i będzie robił to, o czym mówi w kampanii wyborczej? Na razie jednak Putin jest w sytuacji bardzo trudnej.

Na razie Putin buduje sojusz z Turcją. O co te dwa kraje mogą wspólnie grać?
Turcja rzeczywiście może mieć plany odzyskania części ziem, które wchodziły w skład Imperium Osmańskiego przed 1918 r., zwłaszcza w Syrii północnej, gdzie mieszka sporo Turków. Nie wykluczam, że Recep Erdogan ma ochotę na taki ruch. Ale na pewno na Wiedeń nie pójdą.

Pewnie nie pójdą nawet na Grecję. Ale sam fakt, że zajmują kawałek Syrii byłby wyraźnym sygnałem, że można naruszać ustalony ład międzynarodowy, za pomocą wojska na nowo kreślić granice państw. To groźne zjawisko samo w sobie.
Turcja toczy własną grę, w dużej mierze wynikającą z sytuacji wewnętrznej tego kraju. Niedawny nieudany pucz w Turcji najlepiej tego dowodzi. Ale nie będą naruszać zasad międzynarodowych - przede wszystkim dlatego, że Turcja należy do NATO, to Sojusz dba o bezpieczeństwo tego państwa. Na pewno Ankara nie zamierza z NATO wychodzić.

A jednocześnie rozmawiają z Rosją. O czym?
O tym samym, o czym Merkel rozmawiała z Putinem.

To tylko biznes? Nic więcej?
Tak - choć pod słowem biznes rozumiem nie tylko pieniądze. W ich rozmowach może chodzić o wiele różnych rzeczy. Na przykład o Armenię. Ten kraj był zawsze w jak najgorszych stosunkach z Turcją - i ten kraj w naturalny sposób szuka wsparcia u Rosji. Jeśli więc Moskwa zacieśnia relacje z Ankarą, to dla Erywania może to oznaczać kłopoty. Ale pamiętajmy, że Armenia nie leży w Europie. Reguła obowiązująca na naszym kontynencie, że tu się nie zmienia granic przemocą, tego państwa nie musi obejmować. Zresztą Rosję też trudno uznać za państwo będące w kręgu cywilizacji europejskiej.
Tonuje Pan obawy przed Rosją, gdy tymczasem w Polsce ciągle wypatrujemy zagrożenia z jej strony i każdy mały nawet ruch traktujemy bardzo poważnie. Robimy wiele hałasu o nic?
Od dawna. Akurat 40 lat powstała w Polsce antykomunistyczna opozycja, której byłem jednym z przywódców. Już wtedy się nie baliśmy Związku Radzieckiego. Dlaczego więc teraz mamy się bać słabej Rosji?

Bo sami jesteśmy słabi. NATO jest dużo słabsze niż 40 lat temu.
Narzędziem władztwa rosyjskiego jest generowanie strachu przed Rosją. Działa to nawet na wielkie mocarstwa, takie jak Stany Zjednoczone. One boją się nie tyle Rosji, co samej wojny, dlatego są skłonne do ustępstw. Rosja od początku istnienia swego państwa korzystają z tego strachu. Ale wystarczy ten strach przełamać, by Moskwę zneutralizować.

Widać, że Zachód ma sporo z tym problemów.
Rosja była naprawdę wielkim mocarstwem w czasie wojen napoleońskich, gdzieś do roku 1825. Wtedy w Europie trzeba było się z nią liczyć. Ale od tamtej pory ten kraj stopniowo leci w dół.

W międzyczasie wygrywając II wojnę światową.
Na amerykańskich czołgach.

Umiejętność poruszania się na scenie międzynarodowej też jest dużą sztuką.
USA szukały partnera w Europie wschodniej - i wybrała Związek Radziecki, który był biedny i potrzebował pieniędzy. Pamiętam, jak sam rozmawiałem z George’em Bushem, który wtedy był wiceprezydentem przy Ronaldzie Reaganie, który wprost mi powiedział, że USA potrzebują Rosji. Jeszcze w czasie wojny Waszyngton liczył, że wspólnie z Moskwą będzie rządzić światem. Na amerykańskim sprzęcie Rosjanie doszli do Berlina - a później pokazali światu zęby. I co z tego wynikło? Nic. Nie mogło z tego nic wyjść, bowiem Rosja ma ograniczony potencjał geopolityczny. Jedynie, co u niej jest wielkie, to terytorium - tyle, że w połowie to jest wieczna zmarzlina. Właśnie dlatego Rosja nie jest w stanie być stale potęgą międzynarodową.

Jak to zrozumieć, że w Warszawie nie ma łuku triumfalnego, ani żadnego innego pomnika upamiętniającego zwycięstwo 15 sierpnia 1920 r. nad bolszewikami?
Skoro przez blisko 100 lat nie powstał, to znaczy, że nikt nie odczuwał potrzeby jego zbudowania.

Naprawdę uważa Pan, że Polacy nie mieli takiej potrzeby? Da się to racjonalnie wyjaśnić?
Nie, takich spraw nie da się wyjaśnić w sposób racjonalny. Przecież jednocześnie Polacy byli bardzo dumni z tego zwycięstwa. Także w okresie PRL-u. Pomnik w takiej sytuacji jest kwestią drugorzędną. Najważniejsze, że o tej bitwie się pamięta.

Pomniki pomagają tę pamięć utrwalać. I są dużo mniej ulotne.
Ale jak pamięć uleci, pomnik staje się niezrozumiały.

Kto powinien zostać uwieczniony pomnikiem? Piłsudski? Tadeusz Rozwadowski? A może francuski doradca wojskowy gen. Maxime Weygand?
Jeśli miałaby to być jedna osoba, to tylko Piłsudski. On był głównym autorem tego zwycięstwa. Opracował jego plan, a następnie go zrealizował.

Akurat spór o to, kto opracował plan tej bitwy, trwa do dziś. Niebagatelny wkład wnieśli też dowódcy, których nazwiska przed chwilą przywołałem.
Koncepcja uderzenia znad Wieprza była powtórzeniem wcześniej opracowanej strategii uderzenia w rejonie Wołynia. Mechanika tych planów była identyczna. Najpierw kontratak w kierunku wołyńskim, żeby odrzucić i zahamować na jakiś czas siły sowieckie. Początkowo planowano, że ten manewr zostanie zastosowany w okolicach Wołynia, później uznano, że tę kontrakcję lepiej będzie przeprowadzić znad Bugu, w okolicach Chełma, ostatecznie jednak skończyło się atakiem znad Wieprza.
Co było nie tak w pierwszych dwóch koncepcjach?
Za pierwszym razem ten manewr się nie udał, bowiem padł Brześć. Armia generał Sikorskiego nie zdołała go utrzymać - bez specjalnej winy Sikorskiego zresztą. Tymczasem nie było możliwości wykonania tej akcji bez oparcia o jakąś twierdzę. Potrzebne to było choćby do tego, żeby mieć możliwość zgromadzenia amunicji, czy żywności. To sprawiło, że zdecydowano się przesunąć miejsce realizacji tego planu do tyłu. Wybrano Dęblin.

Solidną twierdzę zbudowali tam Rosjanie w czasie zaborów w połowie XIX wieku.
Piłsudski nawet jeździł do Dęblina, by na miejscu przekonać się, w jaki sposób nadaje się do takiej operacji. Generała Rozwadowskiego nie było wtedy jeszcze w Polsce, brał udział w Konferencji w Spa. Rozwadowski wziął udział dopiero w samej bitwie warszawskiej - był wtedy szefem sztabu generalnego. Ale na pewno nie był autorem planu jej rozegrania. To samo dotyczy Francuzów. Ich także nie było w Warszawie w chwili, gdy zapadały kluczowe decyzje dotyczące strategii działania. Weygand był przede wszystkim obserwatorem w Polsce. Francuzi zresztą nie cenili zbytnio polskiej armii - zmieniło się to dopiero po zwycięstwie w bitwie warszawskiej.

Opowiada Pan o strategii tej bitwy. Ale uderza w niej jeden szczegół. Polska armia zorganizowała się, mimo że przez 123 lata zaborów nie istniała. Jak to było możliwe?
Przede wszystkim dlatego, że armia sowiecka była gorzej zorganizowana niż nasza. Umiała sobie radzić z wojskami białogwardyjskimi - ale dlatego, że to był ten sam niski poziom myślenia.

Uważa Pan, że Rosjanie od początku byli skazani na porażkę z Polakami?
Tak nie twierdzę. Oni działali głównie masą, nie zwracając uwagi na straty, ale jednak to była armia wystawiona przez ponad 100-milionowy naród. Tamtejsze wojsko było pełne zapału - rozbudzonego rewolucją, ale także możliwością rabunku, gwałtu. Jedno i drugie było bardzo silną motywacją. Jednocześnie jednak ta armia w wielu przypadkach była bezradna wobec lepszego przeciwnika. Dotyczy to także dowódców, o których powstało wiele legend jak wielkimi oni byli wodzami. Być może to dotyczyło wojny domowej - ale już nie później. Daleko jej było choćby do armii niemieckiej.

Ale już sam fakt, że była zwarta armia mógł wystarczyć. Czy to było takie oczywiste, że Polska w 1920 r. miała oddziały, a dla nich amunicję, żywność, konie?
Na pewno armia radziecka miała przewagę w tym sensie, że była większa, jakoś tam ułożona i pewna siebie, bowiem do tej pory odnosiła same zwycięstwa. Natomiast Polsce pomogły Niemcy, które w czasie I wojny światowej przez dwa lata budowały zręby państwa polskiego. Proszę pamiętać, że w chwili, gdy kończy się wojna, ono jest już częściowo zorganizowane. Działają szkoły, wyższe uczelnie, samorządy, ministerstwa. W listopadzie 1918 r. Polska jest przygotowana do istnienia - tym się odróżnia choćby od sytuacji na Ukrainie, czy na Litwie. W takiej sytuacji pojawia się człowiek, który naprawdę jest wielkim mężem stanu, czyli Piłsudski.

Szybko przejmuje władzę od stworzonej przez Niemców i Austriaków Rady Regencyjnej.
Nie dość, że przejmuje, to jeszcze sprawnie zaczyna ją wykorzystywać do urządzania kraju. Działa w bardzo trudnych warunkach. Wtedy ma jeszcze na karku półmilionową armię niemiecką, które są gotowe do walki i znajdują się na terenie Polski. Dziś mało doceniamy akcję rozbrajania Niemców połączona z działaniami dyplomatycznymi dotyczącymi wyprowadzenia ich akcji z naszego terenu - bo te działania naprawdę mogły dać różny efekt. Ale skończyły się tym, że Niemcy zostawili broń i ewakuowali się do Rzeszy. Choć to nie oznaczało jeszcze spokoju.
Co było innym problemem? Sowieci?
Nie, w Rosji trwał wtedy porewolucyjny zamęt. Natomiast Polski nie chciały uznać państwa zachodnie, które uważały działania Piłsudskiego przy organizacji państwa polskiego za niemiecką intrygę. Uznanie rządu polskiego za granicą ma miejsce dopiero po zorganizowaniu w Polsce wyborów parlamentarnych w styczniu 1919 r.

Czyli polska niepodległość na samym początku była oparta na niemieckim zaborze?
Inaczej było z armią. Polacy służący w czasie zaborów w rosyjskim wojsku to byli żołnierze koszarowi. Nie mieli doświadczenia z walki, gdyż Rosja od wojny z Turcją nie wikłała się w konflikty. Ale byli to żołnierze i oficerowie myślący, dobrze wykształceni, a nie tępe zupaki. Wśród nich byli choćby Władysław Anders, czy Władysław Sikorski. Widać więc, że w chwili odzyskiwania niepodległości Polska miała kadrę wojskową.

Teraz rysuje Pan obraz Polski w 1918 r., która miała właściwie wszystko, i administrację, i armię, i szkoły.
Nie, o idylli mówić nie można. Nowe państwo rodzi się z niczego - tyle, że ten poród zaczął się przed 11 listopada 1918 r. Ale trwał on bardzo długo. Impetu nabrał w czasie wojny, przekraczając w jej trakcie kolejne bariery, które wcześniej wydawały się być nie do przełamania. W ówczesnej Polsce nie było na przykład ani jednego zakładu zbrojeniowego. Dopiero w czasie powstania wielkopolskiego zdobyto na Niemcach pierwsze tego typu zakłady.

Mówi Pan, że nowe polskie państwo ciągle przekraczało granice, które wydawały się nie do przekroczenia. To może należało przekroczyć jeszcze jedną: dogadać się w 1919 r. z Ukrainą przeciwko Moskwie? Taką tezę postawił Piotr Zychowicz.
Pan Zychowicz pisze książki, żeby wywołać sensację - ale nie uważam ich za książki poważne. Współpraca polsko-ukraińska w tamtym okresie była bardzo trudna, gdyż w 1918 r. oba państwa toczyły ze sobą walki i to na dwóch frontach: na froncie galicyjskich i wołyńskim. Dopiero w lutym 1919 r. Symon Petlura, dowódca nadnieprzańskiej armii ukraińskiej, został przywódcą państwa - i dopiero on uznał, że toczenie wojny z Polską jest bezsensem. Zaczął szukać porozumienia z Warszawą - i ostatecznie okazał się być jedynym przywódcą kraju sąsiadującego z Polską, który kupił koncepcję Piłsudskiego budowania silnej przeciwwagi dla dwóch mocarstw sąsiadujących z naszym regionem.

Między Petlurą i Piłsudskim była chemia, oni się dobrze dogadywali. Dlaczego więc ich sojusz nie był możliwy?
Bo obie strony dzieliły emocje - a walki we wschodniej Galicji te emocje jeszcze podsycały. Dopiero na jesieni 1919 r. dochodzi do porozumienia między Polską i Ukrainą, a na wiosnę roku następnego udało się wypracować trwały układ sojuszniczy. Łatwo dziś powiedzieć, że wystarczyło się odpowiednio porozumieć w 1919 r. Dla osoby choć odrobinę znającej historię jest jasne, w których punktach to porozumienie było potrzebne.

Tyle, że - jeśli dobrze rozumiem Pana słowa - są to wnioski ahistoryczne.
Tak. Przecież w 1919 r. ówcześni rządzący nie znali historii, która my dziś znamy. Ani Piłsudski jej nie znał, ani Dmowski, ani Petlura. Zbudowanie porozumienia między nimi nie było proste. Udało się to dopiero w marcu 1920 r. - a i wtedy Piłsudski miał duży problem, by przekonać do niego Polaków, podobnie zresztą jak Petlura z przekonaniem do niego Ukraińców. Oddzielna sprawa, że w 1919 r. wcale nie było czytelne, przeciwko komu należałoby ten sojusz zawrzeć.
Przeciwko Moskwie.
Ale której? Czerwonym, czy białogwardzistom? W 1919 r. wcale to nie było takie czytelne. Więcej, wtedy wydawało się, że to biali wezmą górę. Gdyby nie to, że dowództwo białogwardzistów nie umiało się ze sobą porozumieć i ciągle się ze sobą kłóciło - omijając z tego powodu konferencję pokojową w Paryżu - to pewnie z tego starcia wyszliby górą. To kolejny element jeszcze bardziej komplikujący ówczesną układankę.

Z tego, co Pan mówi, bitwa warszawska była nieunikniona - trudno było tak pokierować ówczesną historią, żeby jej uniknąć. Jak ważne było to zwycięstwo na przestrzeni dziejów? Porównać ją można ze zwycięstwem pod Kłuszynem? A może pod Grunwaldem?
Jeśli szukać takich porównań, to zdecydowanie wagę tego zwycięstwa trzeba porównać z bitwą pod Grunwaldem. Kłuszyn był ważnym zwycięstwem militarnym, ale dużo mniej dał politycznie.

Mniej? Dzięki temu zwycięstwu zdobyliśmy Moskwę w 1610 r.
Tak, ale tak naprawdę sami w tej Moskwie nie chcieliśmy być. Większość Sejmu była przeciwna schodzenia do poziomu, który dla nich był poziomem Mongolii. Sam marszałek Żółkiewski, który wtedy dowodził armią, nie był tym zainteresowany. Dlatego właśnie z bitwą kłuszyńską bitwy z 1920 r. nie ma co porównywać. Natomiast jak najbardziej można ze zwycięstwem pod Grunwaldem, czy oboma zwycięstwami pod Chocimiem. Te wszystkie bitwy łączy jedno.

Zwycięstwo?
Nawet nie to - bardziej fakt, jak bardzo to zwycięstwo było niezbędne. Porażka w każdym z tych starć sprawiłaby, że Rzeczpospolita znalazłaby się w tragicznym położeniu. Przecież nikt by Polsce nie przyszedł na pomoc, za każdym razem byliśmy zdani sami na siebie. Właśnie dlatego te zwycięstwa są tak bardzo cenne.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Leszek Moczulski: Rosja ledwo dyszy. Ugrzęzła na Ukrainie i czeka, aż coś szczęśliwego się zdarzy - Polska Times

Komentarze 19

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

~MO
Kto był silniejszy, Napoleon czy Hitler?
Obaj zajęli większość Europy i kawałek Afryki, ale Napoleon na dłużej.
Sukcesy militarne w Rosji Napoleon miał większe, ale pomagali mu w tym Polacy. A Hitlerowi przeszkadzali.
W
Warszawiak
Rosja rozumiana jak Związek Radziecki była największa podczas władzy trzech tytułowych przywódców. Hitler był silniejszy od Napoleona, a osiagnął znacznie mniejsze sukcesy militarne przeciw Rosji. Na szczęście imperia upadają, i Polsce zdarzyło się wielkie szczęście upadku ZSRR za naszego życia.
H
Hauuuuu
ona trwa na dobre tylko w innym opakowaniu, kogo ty cmic idziesz.
p
pocaluj sie w ......
ze Stanami Zjednoczonymi Europy szpionie na dwie strony.
c
chyba przestala dyszec
widac spadlo z niego odium TW.
r
rola
To Moczulski ledwo dyszy...
A
Art
To codzienne, wręcz nachalne, obsmarowywanie Rosji i straszenie Rosją jest już prześmieszne. Raz piszą, jaka to Rosja biedna itd, jaki to sukces sankcji. Albo że już upada. A potem piszą, jakie to gigantyczne sumy wydaje Moskwa na zbrojenia. Ostatnio czytałem, że Putin nadużywał alkoholu i bił żonę, że ma na raka, potem że jest chory psychicznie, że ma 40 mld$, których nikt nie widział i nie wie gdzie są, no ale ma i koniec. A jutro znów napiszą, że rosyjska gospodarka jest w fatalnym stanie tak jak armia, a pojutrze o mega pieniądzach wydanych na armię, albo na coś innego, i tak w kółko!
Dzień bez rozpadającej się Rosji i panicznie przestraszonego Putina byłby dniem straconym dla mediów stających na głowie by znaleźć cokolwiek co by pokazało Rosję w niekorzystnym świetle.
a
adrian
Moczulski przez całe lata 80. był więziony. Zupełnie inaczej niż Wałęsa, którego w trakcie stanu wojennego zawieziono do wygodnej willi w Arłamowie, gdzie mógł sobie popijać alkohol. A kogo dzisiaj uważa się za agenta ? Patrz na fakty.
Poza tym o ile wiem, proces Moczulskiego TRWA.
t
tissol
Nigdy nie był agentem, a trybunał w Strasburgu potwierdził, że jego proces był źle przeprowadzony i nakazał go przeprowadzić od nowa. Trwa to do dzisiaj. Dopowiedz ten koniec, idioto.
t
tissol
Powiedz to sobie do lustra.
s
spokojny
Oglądam codziennie rosyjskie programy TV i potwierdzam. Z tym, że priorytet stanowi wyrąbanie korytarza najkrótszą drogą z Rosji do enklawy kaliningradzkiej a ta droga wiedzie przez Polskę. Formalnie z Białorusi, ale przypominam, że ZBIR (Związek Białorusi i Rosji) ma wspólne granice i wspólną wojskowość. Dodam, że wojska rosyjskie mogłyby w ciągu kilku dni stanąć w Warszawie, bo nie ma siły żeby je powstrzymać w razie inwazji.

Rosja ma ok. 1500 samolotów. Gdyby rzucili w pierwszej fali tylko pół tysiąca na Polskę byłoby jak we wrześniu 1939. Naszych paręnaście F-16 to za mało żeby powstrzymać ewentualny atak Rosji na Polskę, w którym armia rosyjska w ciągu kilku dni bez większych przeszkód stanęłaby na linii Wisły. Po czym NATO faktycznie rozpoczęłoby wsparcie dla Polski na zachodzie kraju, prewencyjnym wejściem Bundeswery do Polski. Na co Rosja zagroziłaby użyciem broni atomowej, proponując zawieszenie broni i rokowania. NATO i Polska się rzecz jasna zgadzają. W efekcie Rosjanie się wycofują do domu w zamian za wyjście Polski z NATO (i kilku innych krajów) oraz neutralność Polski na zasadzie „finlandyzacji“ z czasów zimnej wojny.

Jedynym wyjściem byłoby stworzyć potęgę Stanów Zjednoczonych Europy i spać spokojnie jak USA, ale my wolimy Unię rozwalać na nacjonalistyczne państewka a Putin o tym wie i się cieszy.
A w razie czego niech nas broni Potężne Imperium Węgierskie.
Jesteśmy silni, zwarci, gotowi i nie oddamy ani guzika.
Jak zwykle.
H
Hauuuuu
A ona nie wróci.
Ta rozgrabiona Polska, rozgrabione autostrady, biedni ludzie w swych samochodach...
Okropne braki w zaopatrzeniu, nie ma mortadeli na kartki, ani cukru...
A było tak dobrze! Partyjnym, milicjantom i SB-kom.
H
Hehe
Czemuż to ukochana władza ludowa więziła przez tyle lat swojego agenta?
Czemuż to ten agent założył KPN - partię, która otwarcie domagała się wyjścia wojsk radzieckich z Polski i wystąpienia z Układu Warszawskiego?
Czemu wreszcie o tym człowieku władza napisała książkę, równie podłą jak obecne wypociny cenckiewiczów i innych gebelsików?

Nie, kochanieńki, to się da wytłumaczyć tylko w jeden sposób: L. Moczulski naprawdę był wrogiem ustroju.
M
Macisław Płatow
Jeżeli Rosja ledwo dyszy ,to dlaczego tak PANICZNIE Polski Rząd Ich się boi?Dlaczego NATO,USA unika starca z Rosją? Naród Polski z Narodem Rosyjski ZAWSZE się dogada.
I
I odpowiedzi
Tonuje Pan obawy przed Rosją, gdy tymczasem w Polsce ciągle wypatrujemy zagrożenia z jej strony i każdy mały nawet ruch traktujemy bardzo poważnie. Robimy wiele hałasu o nic?

Kto powinien zostać uwieczniony pomnikiem? Piłsudski? Tadeusz Rozwadowski? A może francuski doradca wojskowy gen. Maxime Weygand?

Odpowiedz prof. Moczulskiego: Jeśli miałaby to być jedna osoba, to tylko Piłsudski. On był głównym autorem tego zwycięstwa. Opracował jego plan, a następnie go zrealizował.

Ale redaktorowi nie wystarczylo: Akurat spór o to, kto opracował plan tej bitwy, trwa do dziś. Niebagatelny wkład wnieśli też dowódcy, których nazwiska przed chwilą przywołałem.

Summa summarum, krytykowany tutaj prof. Moczulski wydal wlasciwe odpowiedzi na niezbyt wlasciwe pytania.
Przejdź na stronę główną Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie