Łódź. Proces w sprawie tragedii na obozie harcerskim w Suszku. Horror podczas nawałnicy. Prokuratura oskarża komendantów

Wiesław Pierzchała
Wiesław Pierzchała
Do tragedii doszło w 2017 roku.
Do tragedii doszło w 2017 roku. brak
Nagle zaczął wiać silny wiatr. Potem już tylko grzmiało, silnie wiało i mocno padało. Na niebie co rusz pojawiały się pioruny i w ich blasku było widać padające drzewa. Poza tym było ciemno i niczego nie było widać. Uciekliśmy w stronę jeziora.

Tak w relacji 17-letniego Mikołaja D., ucznia jednego z łódzkich ogólniaków, wyglądała tragiczna w skutkach nawałnica, jaka 11 sierpnia 2017 roku przeszła nad obozem harcerskim w Suszku na Pomorzu. Jako świadek zeznawał on w czwartek 14 stycznia w Sądzie Rejonowym Łódź – Śródmieście.

Drzewa padały jedno za drugim

Z jego zeznań wynikało, że podczas obozu w Suszku, który był jego czwartym lub piątym obozem harcerskim, należał do zastępu „Niedźwiedzi”. Kiedy zaczęła się nawałnica, jedno z pierwszych drzew runęło na namiot komendy. Potem zaczęły padać kolejne drzewa. Sytuacja stała się tak dramatyczna, że Mikołaj D. z kolegami schowali się pod łóżkami. Jednak nie do końca była to dobra kryjówka, bowiem zalało namiot i pod łóżkami było coraz więcej wody.

Uciekli do jeziora i schowali się w wodzie

W pewnym momencie Mikołaj D. i koledzy wybiegli z namiotu i „gęsiego” pobiegli w stronę jeziora, które było znacznie bliżej niż miejsce zbiorki w takich drastycznych sytuacjach – młody lasek zwany młodnikiem. 17-latek zeznał, że w wodzie zanurzył się na głębokość 160 cm. Czuł się tam bezpieczny, ponieważ w pobliżu nie było drzew. W wodzie spędził półtorej godziny, po czym – gdy nawałnica przeszła – udał się do młodnika, gdzie kadra policzyła harcerzy.

Wkrótce do obozu przedarli się przez zwalone drzewa okoliczni mieszkańcy oraz strażacy i policjanci. Rozpalono trzy ogniska, aby się ogrzać. Mokre drewno nie chciało się palić, więc użyto benzyny. Potem harcerze trafili do pobliskiej szkoły.

Zginęły dwie harcerki: 13-letnia Asia i 14-letnia Olga

Podczas nawałnicy zginęły dwie harcerki: 13-letnia Asia i 14-letnia Olga, które zostały przygniecione przez drzewa. W sprawie tej tragedii na ławie oskarżonych zasiadają: 28-letni Mateusz I., który był wtedy komendantem i 51-letni jego zastępca Włodzimierz D., a także 69-letni Andrzej N., ówczesny szef wydziału bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego starostwa w Chojnicach.

Komendanci na ławie oskarżonych

Prokuratura zarzuciła komendantom nieprawidłowości w organizacji obozu harcerskiego i akcji ewakuacyjnej, narażenie jego uczestników na utratę zdrowia lub życia oraz nieumyślne spowodowanie śmierci dwóch harcerek. Natomiast Andrzej N., który jest już na emeryturze, usłyszał zarzut niedopełnienia obowiązków polegający na tym, że nie przekazał na niższy szczebel alertu pogodowego z Gdańska, w którym była mowa o nadchodzącej nawałnicy.

Podwyżki cen. Gdzie największe? W Polsce

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie