Łódź. Sąd Apelacyjny zmienił wyrok dla Dawida B. Jaki wyrok dla króla dopalaczy za trucie łodzian? Dopalacze zakazane. Wyrok za dopalacze

Michał Kaźmierczak
Michał Kaźmierczak
Wiesław Pierzchała
Wiesław Pierzchała
Przypomnijmy, że 31-letni dzisiaj Dawid B. w grudniu 2019 roku został skazany przez Sąd Okręgowy w Łodzi na trzy i pół roku więzienia. Za to, że – według śledczych – produkował i handlował szkodliwymi dla zdrowia dopalaczami. Wyrok był nieprawomocny, więc obie strony – obrona i prokuratura – odwołały się. Sprawa trafiła do sądu wyższej instancji. - Uważaliśmy, że wyrok był zbyt niski. Dlatego odwołaliśmy się i wnioskowaliśmy, aby kara została podniesiona do siedmiu i pół roku pozbawienia wolności. Sąd Apelacyjny wziął pod uwagę nasze argumenty. Uznał, że kara dla Dawida B. była zbyt niska i ją zaostrzył – mówi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Czytaj dalej na kolejnym slajdzie: kliknij strzałkę „w prawo", lub skorzystaj z niej na klawiaturze komputera. Polskapress
Dawid B. zwany „królem dopalaczy” posiedzi w więzieniu nie trzy i pół roku, lecz pięć lat! Decyzję o surowszej i dotkliwszej karze podjął Sąd Apelacyjny w Łodzi. Wyrok ten jest już prawomocny.

Przypomnijmy, że 31-letni dzisiaj Dawid B. w grudniu 2019 roku został skazany przez Sąd Okręgowy w Łodzi na trzy i pół roku więzienia. Za to, że – według śledczych – produkował i handlował szkodliwymi dla zdrowia dopalaczami. Wyrok był nieprawomocny, więc obie strony – obrona i prokuratura – odwołały się. Sprawa trafiła do sądu wyższej instancji.

- Uważaliśmy, że wyrok był zbyt niski. Dlatego odwołaliśmy się i wnioskowaliśmy, aby kara została podniesiona do siedmiu i pół roku pozbawienia wolności. Sąd Apelacyjny wziął pod uwagę nasze argumenty. Uznał, że kara dla Dawida B. była zbyt niska i ją zaostrzył – mówi Krzysztof Kopania, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Dopalacze wywoływały strach, panikę i urojenia

W opinii specjalistów dopalacze wytwarzane przez Dawida B. były tak szkodliwe, że sześciu pokrzywdzonych zostało narażonych na utratę życia lub na ciężki uszczerbek na zdrowiu. Zażywanie dopalaczy wywoływało takie skutki jak: strach, panika, urojenia, wymioty, oczopląsy, halucynacje, skoki ciśnienia i szybkie bicie serca. Pokrzywdzeni tłumaczyli się, że kupowały i zażywały dopalacze z ciekawości, bo były modne, dla zabawy lub z głupoty.

Chwytliwe nazwy: Koko Mięta czy Koko Cherry

Prokuratura zarzuciła Dawidowi B., że w 2010 roku w Łodzi i innych miastach w kraju poprzez sieć sklepów Smart Szop, których był właścicielem, handlował dopalaczami określając je jako artykuły kolekcjonerskie. Ponadto wyprodukował i wprowadził do obrotu produkty o tak chwytliwych nazwach, jak Koko Mięta, Koko Cherry, Exotic Koko, Black Widow, Smart Shiva, Mister Brain czy Hammer. Z tego powodu sprowadził niebezpieczeństwo dla zdrowia wiele osób, które uległy zatruciu i trafiły do szpitala. Lista pokrzywdzonych liczyła 52 nazwiska. Co znamienne, jedna osoba zmarła, ale śledczym nie udało się udowodnić, że nastąpiło to wskutek spożycia dopalaczy.

Proces w Sądzie Okręgowym trwał trzy lata. Przesłuchano ponad stu świadków. Podczas głosów stron prokuratura domagała się dla „króla dopalaczy” siedmiu lat więzienia, zaś obrona wnioskowała o jego uniewinnienie.

Kim jest Dawid B. król dopalaczy?

Dawid B. swój pierwszy sklep z dopalaczami otworzył w Łodzi, przy ul. Piotrkowskiej w 2008 roku. Pomysł na intratny biznes zaczerpnął z Wielkiej Brytanii, gdzie pracował przez dwa lata, jako pomoc kuchni a później barman. W rozpoczęciu działalności, jak sam utrzymywał, pomogła mu pożyczka od kolegi - kilknaście tysięcy złotych. W pierwszym roku interes miał przynieść 5 mln zł zysku! Król dopalaczy zachęcony sukcesami zaczął rozszerzać swą działalność. W 2010 roku miał ich już ponad 100.

- 105, z tego trzy w Łodzi. Największy mieści się przy ul. 6 Sierpnia. Ma 160 metrów kwadratowych powierzchni. Jest tam m.in. salon gier oraz automaty z jedzeniem i piciem. Można w nim dobrze się bawić nawet przez dłuższy czas. Każdy mój sklep dziennie odwiedza ponad 1000 osób. W weekendy o pół tysiąca więcej. Sklepy z dopalaczami mam we wszystkich największych miastach kraju. Nie otwieramy ich tylko w miejscowościach liczących poniżej 20 tys. mieszkańców, chyba że kontrahent tego bardzo chce - wyjaśniał na początku września 2010 roku w rozmowie dla Expressu Ilustrowanego.

"Król" zatrudniał wówczas 80 osób, które - jak sam mówił - zarabiały od 2 do nawet kilkunastu tysięcy złotych.

Rozwój biznesu sprawił, że do kieszeni 23-letniego wówczas Dawida B. popłynęła rzeka pieniędzy. Król "woził się" po kraju luksusowymi samochodami. W jego stajni stały m.in. porsche cayenne i kultowe 911. Zaledwie trzy miesiące po wywiadze był zmuszony je... sprzedać.

Upadek króla dopalaczy

Wraz z rozwojem firmy rosła liczba doniesień dotyczących potencjalnych ofiar oferowanych w sklepach używek. Dawid B. dementował jednak, że za śmiercią i zapaściami stoją produkty, które rozprowadzał.

- Nie męczy pana sumienie, że po dopalaczach umierają ludzie? - pytali w tym samym wywiadzie dziennikarze Expressu Ilustrowanego
- Oczywiście, że nie. Nie ma żadnego udowodnionego zgonu po zażyciu dopalaczy. Przyczyną śmierci 21-latka, który zmarł w IMP, był zawał serca. Również w przypadku 24-latka, który zmarł na schodach klubu muzycznego, sekcja zwłok nie wykazała, aby przyczyną były dopalacze. Chciałbym zaznaczyć, że rząd polski nie zrobił nic, aby doprowadzić do kontrolowanego handlu dopalaczami. Zgodnie z prawem możemy sprzedawać je wszystkim, nawet nieletnim. Nie robimy jednak tego. W Łodzi w każdym moim sklepie są ochroniarze, którzy mają obowiązek legitymowania osób niepełnoletnich. Staramy się je chronić przed dopalaczami.

Miesiąc po wywiadzie do sklepów Dawida B. w całym kraju wkroczyli pracownicy Sanepidu w asyście policji. Zabezpieczono towar, który się w nich znajdował, a wejścia do nich zaplombowano. Dzień później król dopalaczy w blasku fleszy, zerwał plomby zabezpieczające wejście do jego placówki przy ul. 6 sierpnia i wszedł do środka. W tym samym blasku nieco później tego samego, z tego samego sklepu, skutego wyprowadzili go policjanci. Do aresztów trafiło również 45 innych osób, które mimo zakazu chciały kontynuować sprzedaż dopalaczy.

Koniec z dopalaczami! Czas na... napoje energetyczne!

Na początku stycznia 2011 roku, o Dawidzie B. znów zrobiło się głośno. Król dopalaczy, wówczas już praktycznie bez majątku. Na kilka godzin przed rozpoczęciem zmagań w zakopiańskim Pucharze Świata w skokach narciarskich, zwołał on konferencję prasową, której poinformował o swoim nowym pomyśle na biznes. Chciał wprowadzić na rynek napoje energetyczne. Dochód z ich sprzedaży miał trafiać do specjalnej akademii, która miała wspierać aktywną młodzież. Dawid B. ujawnił wówczas, że pierwszym obdarowanym miał być 23-letni skoczek narciarski Łukasz Rutkowski, który na dobry początek dostał... kilka tysięcy puszek trunku.

Król serwuje wątróbkę

Kolejne medialne doniesienia o Dawidzie B. pojawiły się dopiero 2012 roku. Jak donosił media, były już wówczas biznesmen serwował placki i wątróbkę w jednym z lokali w centrum Torunia. Luksusowe porsche zamienił na kilkuletnią skodę.

Król testował "towar" na pracownikach?

W 2015 roku do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko Dawidowi B. i jego współpracownikom, którzy handlowali niebezpiecznymi dla zdrowia substancjami.
Dla króla dopalaczy pracowali dwaj "chemicy", którzy odpowiadali m.in. za skład produktów. Są to Piotr P. i Ireneusz C. Obaj usłyszeli zarzuty, że ustalali skład chemiczny dopalaczy i je produkowali, przez co sprowadzili niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia 35 osób. Wśród nich trzej amatorzy używek - Norbert W., Krzysztof K. i Tomasz K. - zostali narażeni na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia. Natomiast Łukaszowi K. zarzucono, że wbrew decyzji głównego inspektora sanitarnego wprowadził do obrotu wyroby podobne do produktu Tajfun, mogące zagrozić zdrowiu lub życiu.

Wówczas okazało się też, że gdy Dawid B. w swojej firmie wprowadzał nowy produkt, to jego próbki rozdawał pracownikom razem z... ankietami do wypełnienia, które zawierały pytania dotyczące samopoczucia po spożyciu. W ten sposób zyskiwał wiedzę, jak oddziaływają na potencjalnych kupców.

Polacy boją się biedy

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
olo

ale...m...nda

P
Paweł Misiak

Nieprawdopodobne, wysyłam do wszystkich znajomych. Po raz pierwszy w życiu słyszę że sąd apelacyjny zaostrza karę. Zawsze łagodzili. Idzie lepsze?

Dodaj ogłoszenie