Radni z klubu Koalicji Obywatelskiej w Radzie Miejskiej w Łodzi chcą, aby rząd wstrzymał masową rzeź dzików. PiS przekonuje, że odstrzał jest koniecznością, aby nie rozprzestrzeniał się wirus ASF (afrykański pomór świń), a poza tym w województwie łódzkim zabitych zostanie stosunkowo niewiele tych zwierząt. Kamil Polański z Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt proponuje, aby odłowić łódzkie dziki i wywieźć je do lasów. To rozwiązanie sprawdzało się w Łodzi od lat, ale zostało zatrzymane. W Polsce żyje około 230 tys. dzików. Zabitych może być nawet 210 tys. osobników. Odstrzał rozpocznie się w najbliższy weekend (12-13 stycznia) i będzie kontynuowany przez dwa kolejne weekendy.

Radni KO Antonina Majchrzak i Mikołaj Stefanowski przekonują, że odstrzał dzików nie zatrzyma wirusa ASF. Doprowadzi jedynie do zagłady populacji dzików w Polsce. Radni postanowili zaapelować do rządu, aby wstrzymał akcję masowej rzezi dzików. Ich dziki powinny był odławiane z miast i przewożone do lasów, gdzie będą miały naturalne warunki do życia. Przyznają jednak, że dzików w Łodzi jest za dużo. Ich zdaniem problemem dzików powinni zająć się naukowcy i leśnicy, a nie politycy i myśliwskie lobby.

- Od 2005 roku odławialiśmy dziki z okolic osiedli mieszkaniowych - mówi Kamil Polański z Ośrodka Rehabilitacji Dzikich Zwierząt w Łodzi. - Z roku na rok nasze działania były coraz bardziej skuteczne, bo mieliśmy coraz więcej sprzętu. Jednorazowo potrafiliśmy odłowić 20 dzików. Przez 10 lat wywieźliśmy ponad tysiąc dzików z miasta. Tylko w 2017 roku odłowiliśmy 200 osobników. Od ubiegłego roku nasze działania zostały wstrzymane, ponieważ nie mamy gdzie wywozić zwierząt poza miasto. Nikt nie chce ich przyjąć. Mamy zgodę na odławianie i wywóz, ale nie mamy gdzie wysiedlić dzików. Sytuacja jest patowa.

W Łodzi żyje 450 dzików. Dla dobra ich populacji powinno być ich 150-200. Powinny żyć na południu Łodzi w okolicach Lublinka i na północy w Lesie Łagiewnickim. Okazuje się, że mieszkają w całym obwodzie miasta.

- W województwie łódzkim nie stwierdzono obecności wirusa ASF. To oznacza, że myśliwi będą strzelali do zdrowych dzików. Odtworzenie populacji tych zwierząt będzie bardzo trudne - narzeka radny Mikołaj Stefanowski. - Rozumiem, że dzików jest za dużo, ale sprzeciwiam się odstrzałowi na taką skalę. Mam nadzieję, że myśliwi pójdą po rozum do głowy i nie będą strzelać, chociaż obawiam się, że stawka 650 zł za ustrzeloną lochę zachęci ich do strzelania.

- Wirus można powstrzymać, jeśli hodowcy zwierząt zadbają o czystość i higienę swoich hodowli - dodaje Antonina Majchrzak. - Rząd podjął pochopną decyzję o odstrzale, choć nie miał informacji naukowej, że odtrzał powstrzyma wirus.

Potwierdza to Kamil Polański. Jego zdaniem nie tylko dziki mogą przenosić wirus ASF. Robią to również psy, drapieżniki, a zwłaszcza ludzie. Mogą przenosić go również muchy i komary.

- Odstrzał dzików na taką skalę jest niezasadny - twierdzi Kamil Polański. - Brak dzików spowoduje zmiany w ekosystemie. Odtworzenie populacji będzie trwało wiele lat, nawet jeśli dziki mają dużą możliwość regeneracji populacji.

W województwie łódzkim żyje około 6 tys. dzików. W ubiegłym roku było ich 6 tys. Wojewoda Łódzki wydał zgodę na odstrzał 584 dzików.

- Najwięcej dzików ma być odstrzelonych w powiecie piotrkowskim, bo tam jest zagłębie hodowli trzody chlewnej. Co dwudziesta świnia na naszym stole pochodzi z tego regionu. Gdyby doszło tam do zakażenia wirusem to byłaby gigantyczna degradacja środowiska i problemy dla całego województwa - przekonuje Marta Grzeszczyk, radna PiS. - Odłowienie i wywiezienie dużej liczby dzików w inne miejsce spowodowałoby zmiany w ekosystemie.