Łodzianin Jan Kowalewski, słynny oficer wywiadu, który złamał szyfry bolszewickie podczas wojny w 1920 r., to postać wciąż pełna zagadek

Sławomir Sowa
Sławomir Sowa
Zbiór studiów i szkiców "Genarał brygady Jan Kowalewski (1892-1965) - oficer wywiadu i kryptolog", został wydany przez oddział IPN w Łodzi
Zbiór studiów i szkiców "Genarał brygady Jan Kowalewski (1892-1965) - oficer wywiadu i kryptolog", został wydany przez oddział IPN w Łodzi Fot. DŁ
Sformułowanie, że Jan Kowalewski został zapomniany nie jest ścisłe. Na pewno nie zapomniał o nim wywiad brytyjski. Po śmierci pułkownika Kowalewskiego w 1965 roku, z jego mieszkania londyńskiego zniknęło całe jego archiwum. Można się tylko domyślać, że zostało przejęte przez służby brytyjskie - mówi dr hab. Dariusz Rogut, dyrektor oddziału IPN w Łodzi, redaktor naukowy zbioru studiów i szkiców "Genarał brygady Jan Kowalewski (1892-1965) - oficer wywiadu i kryptolog", wydanej przez oddział IPN w Łodzi

Jak na swoje zasługi pułkownik Jan Kowalewski został bardzo późno odkryty, bo dopiero niespełna 20 lat temu. Do tego jego odkrywca prof. Grzegorz Nowik swojej przełomowej publikacji nadał tytuł „Zanim złamano Enigmę”, aby odwołać się do historii szerzej znanej. Co sprawiło, że pułkownik Kowalewski został praktycznie zapomniany i to nie tylko dlatego, że na niepamięć skazały go władze PRL?

Przyczyn było wiele. Jeśli chodzi o rządy sowieckich kolaborantów w Polsce, to taka postać jak Kowalewski, twórca polskiego radiowywiadu, który walnie przyczynił się do naszego zwycięstwa w wojnie polsko-bolszewickiej, nie mógł być na piedestale, ponieważ gdyby to on był bohaterem, to oznaczałoby przyznanie, że zdrajcami są komuniści. Dlatego był wymazany z naszej wiedzy historycznej, ze świadomości społecznej.

Ale na emigracji pułkownik Kowalewski też nie był postacią, która cieszyła się jakimś wielkim rozgłosem. Anders, Maczek tak, ale nie on.

Rzeczywiście, głównymi postaciami byli jednak generałowie, symbolizujący wielki czyn zbrojny żołnierza polskiego. Służba oficerów wywiadu i kontrwywiadu zawsze pozostaje w cieniu. Musi upłynąć wiele lat, zanim fakty ujrzą światło dzienne, a zasługi zostaną upublicznione. Jan Kowalewski działał też w trochę innym środowisku emigracyjnym. To wszystko sprawia, że nie był tak rozpoznawalną postacią jak powinien być.

Dopiero badania profesora Nowika dotyczące Bitwy Warszawskiej i radiowywiadu ujawniły, kto stał za sukcesem w obszarze dekryptażu - porucznik Kowalewski stojący na czele biura radiowywiadu, twórca zespołu kryptologów nie tylko zresztą wojskowych. Wtedy kiedy prof. Nowik pisał o sukcesach porucznika Kowalewskiego jako kryptologa, w tym samym czasie ukazał się artykuł dr. Jana Stanisława Ciechanowskiego o działalności pułkownika Kowalewskiego w Portugalii.

No właśnie. Jan Kowalewski jest znany dziś przede wszystkim jako człowiek, który złamał bolszewickie szyfry, ale już znacznie mniej powszechna jest wiedza o jego działalności jako attache wojskowego w Moskwie na przełomie lat 20. i 30. i w okresie II wojny światowej w Lizbonie, gdzie pracował nad wyrwaniem z kręgu państw Osi Węgier, Rumunii i Bułgarii.

To wynika z faktu, że ten okres w karierze pułkownika Kowalewskiego jest wciąż niedostatecznie opracowany naukowo. O działalności w Moskwie mamy wiedzę tak naprawdę tylko z jego wspomnień i raportów, które są częściowo dostępne w Polsce. Archiwa sowieckie są zamknięte, nie wiemy w jaki sposób pułkownik Kowalewski był rozpracowywany przez sowieckie służby, co wiedzieli konkretnego na jego temat.

W pewnym momencie chyba zorientowali się, z kim mają do czynienia., bo wyrzucili go z Moskwy.
Niestety, jeden z naszych oficerów wywiadu w referacie Wschód okazał się zdrajcą i ujawnił nie tylko naszą agenturę w Rosji, ale i naszych oficerów wywiadu, w tym Kowalewskiego.

Podobnie okrojoną wiedzę mamy na temat działalności Jana Kowalewskiego na placówce w Rumunii, już po wyrzuceniu z Rosji. Nie znamy zawartości rumuńskich archiwów, nie prowadziliśmy tam badań.

Jeżeli nawiążemy jeszcze do Enigmy, to Rejewski, Różycki i Zygalski byli matematykami, kryptologami, ludźmi o dość wąskiej specjalizacji, niczego im nie ujmując. Kowalewski to zupełnie inny format. Z jednej strony kryptolog, ale z drugiej człowiek od misji specjalnych, tajnej dyplomacji, niesłychanie ustosunkowany, autor analiz wywiadowczych.

Tak, to postać wybitna, którą bardzo trudno włożyć w jakieś ramy. To nie tylko oficer wywiadu i kontrwywiadu, ale także dyplomata. Często się mówi, że wyprzedzał swoimi koncepcjami współpracowników i przełożonych. To nie był oficer zadaniowy, ale człowiek o bardzo szerokich horyzontach i wielkiej wyobraźni.

Poświęcony Kowalewskiemu film dokumentalny zatytułowano „Człowiek, który zatrzymał Rosję”. Nie ma w tym lekkiej przesady?

Oczywiście samą wojnę polsko-bolszewicką wygrał Naczelny Wódz Józef Piłsudski. To nie ulega wątpliwości. Natomiast podstawą tego sukcesu były osiągnięcia Jana Kowalewskiego i jego grupy w radiowywiadzie. Gdyby nie oni, marszałek na pewno nie miałby takiej wiedzy i brakowałoby mu podstaw do podjęcia decyzji o kontrofensywie w miejscu i czasie, gdzie przyniosła ona zwycięstwo.
Ja powiedziałbym, że swoją pracą jako kryptolog Kowalewski Rosję zatrzymał, a Piłsudski ją pokonał. Oczywiście pamiętając o olbrzymim poświęceniu polskiego społeczeństwa i bohaterstwie naszych żołnierzy.

Sądzi pan, że do sukcesów ówczesnego porucznika Kowalewskiego przyczyniła się jego służba w carskiej armii i znajomość obowiązujących tam procedur i rosyjskiej mentalności? Czasem łatwiej zmienić procedury niż ludzi i ich nawyki.

Moim zdaniem ta wiedza Kowalewskiego w ogromnym stopniu wpłynęła na jego sukces. Znajomość regulaminów i instrukcji armii rosyjskiej sprawiła, że mniej więcej wiedział jak wygląd przepływ informacji w armii bolszewickiej, w której służyli przecież dawni oficerowie carscy. Znał przy tym doskonale język rosyjski. Kiedy do tego wszystkiego dodać jego inteligencję i intuicję, w efekcie otrzymujemy sukces w dekryptażu sowieckich depesz.

Jest rzeczą zdumiewającą, że Jan Kowalewski potrafił się odnaleźć właściwie w każdym środowisku, na każdym froncie, niejako przy okazji nawiązując cenne kontakty. Między bitwą warszawską a objęciem funkcji attache wojskowego w Moskwie był oficerem wywiadu w III powstaniu śląskim, a później uczył dekryptażu japoński wywiad.

Moim zdaniem na jego pozycję w kręgach politycznych, wojskowych i służb specjalnych miały wpływ jego osobowość i charakter. Miał niesłychaną łatwość nawiązywania kontaktów. Kiedy był na placówce w Rumunii w latach 30., poznał króla Rumunii Karola II, którego później, w czasie II wojny światowej, z innym oficerem polskiego wywiadu przerzucił nielegalnie z Hiszpanii do Portugalii.

Było to możliwe dzięki temu, że król mu zaufał, ponieważ go znał. Kowalewski znał zresztą dobrze wielu wyższych oficerów armii i wywiadu rumuńskiego. Podobnie było z Japończykami. Zachował tak dobre relacje, że choć podczas wojny Japonia była w gronie wrogich państw, Kowalewski wykorzystywał japońskie kontakty do zorganizowania systemu łączności z Londynem.

W biografii Kowalewskiego jest dość charakterystyczny epizod polityczny. W 1937 roku objął ważną funkcję w Obozie Zjednoczenia Narodowego, ale wkrótce się z nią pożegnał, kiedy próbował nawiązać kontakty z PPS i PSL, które były w opozycji. To by wskazywało, że widział interes państwa ponad podziałami politycznymi.

Dokładnie. On wyprzedzał wyobraźnią polityczną swoją epokę i środowisko. Sam był piłsudczykiem, ale próbował w tym środowisku coś zmienić. Wydaje mi się, że skonfliktował się wtedy z szefem OZN-u, który nie rozumiał potrzeb rozszerzenia współpracy politycznej na różne środowiska. Mówię „wydaje mi się”, ponieważ niewiele wiadomo na temat tego epizodu. Takich słabo lub w ogóle niezbadanych obszarów w życiu pułkownika Kowalewskiego jest bardzo wiele. Dlatego też w wydanej pod moją redakcją książce, na którą składa się kilkanaście szkiców, wyraziłem nadzieję, że kiedyś powstanie obszerna jego biografia.

Kto miałby ją napisać?
Moim zdaniem kompleksową biografię Jana Kowalewskiego powinien napisać zespół kilku badaczy, ponieważ wymaga ona ogromu pracy, w tym przeprowadzenia kwerendy w archiwach m.in. Wielkiej Brytanii, Rumunii, Portugalii, nie mówiąc już o Rosji.

We wspomnianej książce po każdym szkicu następuje streszczenie w języku angielskim. To próba zainteresowania postacią Jana Kowalewskiego szerszego kręgu odbiorców, w tym historyków, nie tylko z Polski?

W tym kierunku zmierzaliśmy, ale mamy też plan, aby w przyszłym roku tę publikację w całości wydać w języku angielskim, może nawet w wersji elektronicznej. Mam nadzieję, że Jan Kowalewski, który przez długie lata nie istniał także w światowym obiegu naukowym i historycznym, zostanie dostrzeżony i doceniony, tak jak dostrzeżeni i docenieni zostali polscy kryptolodzy, którzy złamali kod Enigmy.

Choć muszę zaznaczyć, że sformułowanie, iż Jan Kowalewski został zapomniany nie jest ścisłe. Na pewno nie zapomniał o nim wywiad brytyjski. Po śmierci pułkownika Kowalewskiego w 1965 roku, z jego mieszkania londyńskiego zniknęło całe jego archiwum. Można się tylko domyślać, że zostało przejęte przez służby brytyjskie, bo przecież Kowalewski także po wojnie współpracował z wywiadem brytyjskim jako ekspert od Związku Sowieckiego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wystawa "Biczowani" w galerii ORAC

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Wiecie kim był Marchlewski? A może Hibner, czy Włada Bytomska?

NIKIM

To komuna w czasach PRL potrzebowała swoich świętych męczenników i wygrzebywała takie marginalne postacie bez żadnego znaczenia dla historii.

To samo robi IPN.

Kowalewski był jednym z setek tysięcy, przy całym szacunku dla jego dokonań. A po wojnie był już zupełnie nikim, po prostu imigrantem mieszkającym w UK.

Tylko znudzone misie w IPN na swoich ciepłych posadkach chcą TWORZYĆ historię. Nie badać, a TWORZYĆ Z NICZEGO. Stąd to poszukiwanie świętych. Zupełnie jak w PRL.
G
Gość
Zniknęło??? Posprzątali śmieci po zmarłym staruszku i tyle.
G
Gość
Wiedza pułkownika w 1969 roku była dobra wyłącznie do muzeum. W tym czasie kryptografia była na tyle rozwinięta, że bez komputerów ani rusz. Tak, już wtedy.
G
Gość
Pierdy, nie artykuł.
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie