Łódzkie sanktuaria

    Łódzkie sanktuaria

    Anna Gronczewska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Z sześciu kapliczek w Lesie Łagiewnickim zachowały się dwie: św. Antoniego i św. Rocha. Przed kilku laty zostały pięknie odnowione
    1/5

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©Grzegorz Gałasiński

    W Łodzi odnajdziemy wiele ważnych dla katolików miejsc. Kapliczki w Lesie Łagiewnickim, kościół i klasztor franciszkanów, ale też parafię św.Wojciecha ze słynącym łaskami obrazem Matki Bożej Chojeńskiej, czy też znajdujące się w pobliżu Sanktuarium Matki Bożej Uzdrowienia Chorych.
    Kościół ojców franciszkanów w Łagiewnikach to jeden z najstarszych łódzkich zabytków. W miejscu, gdzie dziś stoi klasztor, ustawiono przed wiekami krzyż. Zrobił to Samuel Żeleski, ówczesny właściciel Łagiewnik, by odkupić winy Jerzego Bełdowskiego, do którego wcześniej należała ta ziemia.

    Okrutne sny i kapliczka św. Antoniego


    Jak głosi legenda, Bełdowski zabił swego poddanego za to, że ten ukradł mu karpia ze stawu.
    Potem dawny właściciel Łagiewnik często śnił się Żeleskiemu. Ze snu wynikało, że strasznie pokutuje. Jego duch miał też straszyć w domu Żeleskich. By pozbyć się tego ducha zaprosił księży, by poświęcili dom i odmówili egzorcyzmy. W pewnym momencie jeden z księży zaklął ducha, a ten miał się do niego odezwać, przyznając, że kazał pobić kijami chłopa, który ukradł mu karpia.

    - Przepraszałem go przed śmiercią, wynagrodziłem żonie, dzieciom, przecież jednak sprawiedliwość Boska tu mi, w tym stawie, czyściec wyznaczyła- miał powiedzieć duch. - Cierpieć tak długo będę, dopóki tu kaplica nie stanie pod wezwaniem św. Antoniego. Po pierwszej mszy św. w niej odprawionej, dopiero będę z czyśćca wyzwolony.

    W okolicy zaczęła też panować zaraza. Żeleskiemu padło pięćset owiec i konie. Nieszczęście przypisywano czarom rzucanym przez czarownice. Samuel nakazał wyszukanie ich w okolicy. Przyprowadzono kobiety ze wsi. Przed śmiercią ocaliła je żona Żeleskiego, Zuzanna. W tym czasie do Łagiewnik przybył krewny Żeleskiego, Kacper Stokowski z Remiszewa. Dziś spoczywa w podziemiach łagiewnickiego kościoła. Doradził kuzynowi, by odmówił nowennę do św. Antoniego. Ten tak zrobił i zaraza ustąpiła.

    Istnieją też inne legendy wyjaśniające genezę kapliczki św. Antoniego. Samuel Żeleski chciał wybudować w Łagiewnikach młyn wodny. Pracę tę powierzył cieśli Jerzemu. Kiedyś Jerzy, człowiek bogobojny, wracał z lasu do domu na obiad i ujrzał nadzwyczajną jasność, która go na moment oślepiła. Nagle usłyszał głos: - Jerzy, cieślo, idź do pana swego i mówi mu niech się nie frasuje i powiedz mu, że taka jest wola Boża, aby tu kaplica pod tytułem św. Antoniego została wystawiona, na tym miejscu, gdzie krzyż stoi.

    "Głos ten miał też usłyszeć pomocnik Jerzego, Maciej Gierlik" - napisał w książce opisującej historię łagiewnickiego klasztoru nieżyjący już ojciec Piotr Mielczarek, franciszkanin. "Po powrocie do domu cieśla bał się o tym opowiedzieć Samuelowi Żeleskiemu. Nie chciał być posądzony, że zmyśla cudowne zdarzenia, by nie pracować. Tym bardziej, że znał losy murarza ze Studziannej, któremu ukazała się Matka Boska. Musiał podać się uciążliwym badaniom, przysięgom."

    Wieść o jego widzeniu rozniosła się jednak po okolicy i dotarła do Samuela Żeleskiego.W tydzień po pierwszym objawieniu Jerzy miał kolejne. Podczas pracy ujrzał postać św. Antoniego, ubranego we franciszkański habit. Święty rzekł do cieśli: - Tobie się ukazuję na jawie, a panu twemu pokazałem się dziś przez sen. Czyńcie co macie czynić, budujcie co macie budować.

    Po tym objawieniu cieśla Jerzy poszedł do Samuela Żeleskiego. Ten przyznał, że miał sen podczas którego ukazał mu się św. Antoni z sześcioma innymi zakonnikami w habitach franciszkańskich.

    Potem Jerzy, wraz z dwoma świadkami wybranymi spośród okolicznej szlachty, pojechał do Częstochowy i tam przed obrazem Matki Boskiej Jasnogórskiej ślubował, że jego objawienia były prawdziwe. Podobne przysięgi składał przed wizerunkami Matki Jezusa w Gidlach, u dominikanów i w Kalwarii Zebrzydowskiej, u bernardynów.

    Uzdrowienie z ciężkiej choroby


    Jednocześnie w okolicy zaczęto mówić o cudach i łaskach doznanych za pośrednictwem św. Antoniego. Pierwszym cudem było uzdrowienie cieśli Jerzego z ciężkiej choroby. Miał gorączkę, myślał, że umrze. Działo się to w chwili, gdy kładł fundamenty pod kaplicę św. Antoniego. Wtedy ukazał mu się św. Antoni i powiedział: Wstań zaraz zdrów, idź i kończ coś zaczął! Gorączka spadła, cieśla wstał zdrowy z łóżka i wrócił do pracy.

    Kolejnym cudem było wskrzeszenie trzyletniego syna Żeleskich. Działo się to, gdy kaplica była już zbudowana. Ich synek bawił się na podwórzu, nagle wszedł między pale przygotowane na budowę. Pale go przygniotły i zabiły. Zuzanna wybiegła na podwórko, zobaczyła martwego syna i zemdlała. Kiedy ją ocucono, pobiegła do kaplicy św. Antoniego, padła krzyżem i prosiła o przywrócenie życia synowi. Dziecko przyniesiono do kaplicy, położono na ołtarzu św. Antoniego. Nagle... ożyło i zaczęło płakać. Miało połamane ręce, nogi, okaleczoną głowę. Za radą ojca Konstantego Plichty zabrano chłopca do domu. Na drugi dzień Zuzanna przystąpiła do spowiedzi, przyjęła komunię świętą. Jako wotum dziękczynne odlała woskową świecę, przyniosła dziecko do kaplicy i jeszcze raz ofiarowała je św. Antoniemu. Wówczas syn został ponownie uzdrowiony. Zniknęły złamania, rana na głowie...
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Naiwne pytanie.

    ksantypa_222 (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 85 / 55

    Nawet w Święta nie stać Was na zamieszczenie artykułu w całości? Taka bieda już Was dosięgła?

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo