Marcin Daniec: Dopóki będzie istnieć naiwność ludzka, to...

    Marcin Daniec: Dopóki będzie istnieć naiwność ludzka, to będą istnieć prokuratorzy

    Alicja Zboińska

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    Z Marcinem Dańcem, satyrykiem, artystą kabaretowym, rozmawia Alicja Zboińska.
    Marcin Daniec

    Marcin Daniec ©Andrzej Banaś / Polskapresse

    Oszuści sprzedają wodę jako cudowny preparat, mający umożliwić odbiór telewizji cyfrowej. Podszywają się pod chorego księdza i proszą o pieniądze na leczenie lub komornika, który sprzedaje wyjątkowo tani cukier. Chyba nawet satyryk miałby problem z wymyśleniem takich sytuacji?
    Muszę powiedzieć, że jestem zły i zazdrosny i gdyby nie negatywny skutek tych akcji, to redakcja "Dziennika Łódzkiego" powinna ufundować nagrodę dla każdego z tych gagatków. W tym kontekście aż głupio użyć słowa "podziwiam" na określenie ich pomysłowości, ale coś w tym jest. Dwadzieścia lat temu ułożyłem slogan: "Gdyby aktywność niektórych naszych rodaków przelać na pozytywny grunt, to już dawno mielibyśmy drugą, a nawet trzecią Japonię".


    A dziś jak Pan by to skomentował?
    Po dwudziestu latach od tamtego powiedzonka odpowiedni jest refren: "Nie znasz granic naiwności, choćbyś na łeb upadł". W niektóre historie naprawdę trudno uwierzyć, choć ludzie się nabierają.

    W swojej pracy wysłuchał Pan wielu nieprawdopodobnych historii. Pewnie część z nich posłużyła za inspirację do występów?
    Przez 34 lata inspirowałem się historiami, opowiadanymi przez ludzi. Sądzę, że w 80 procentach duże skecze są inspirowane tymi historiami i opowieściami. Zaczynam się obawiać, czy nie znajdzie się nagle 38 milionów satyryków, którzy będą domagać się ode mnie tantiem. I to z odsetkami.

    Nie było trudno uwierzyć w te opowieści?
    Dzieją się naprawdę niewiarygodne rzeczy, a obecnie duża część z nich nadaje się do zbadania przez prokuratora. Zawsze mówiłem, że dopóki będzie istniał człowiek, będzie istniał kabaret. Teraz należałoby zmienić powiedzonko na następujące: dopóki będzie istnieć naiwność ludzka, to będą istnieć prokuratorzy.

    Nie spotkała Pana nigdy sytuacja tego typu?
    Padłem raz ofiarą oszusta w Mielcu. Młody człowiek sprawiał wrażenie dziennikarza, miał nawet odpowiednią plakietkę z napisem international press. Poprosił mnie o wywiad, obserwował występ na żywo, a dopiero potem okazało się, że nie jest dziennikarzem. Powiedział, że chciał mnie poznać i zobaczyć mój występ za darmo. Było to związane z moją pracą, a próbowano mnie też wkręcić na telewizję cyfrową.

    Sugerowano, że nie będzie Pan mógł oglądać ulubionych programów, jak nie podpisze umowy na dostawę telewizji cyfrowej?
    Usłyszałem następujące zdanie: jak będzie padało, to u pana będzie śnieżyło. Od razu zorientowałem się, że coś jest nie tak i pozornie zgodziłem się na podpisanie umowy. Zacząłem jednak stawiać warunki: że musi przyjść do mnie pięciu pracowników, z czego jeden to kobieta. Czterej natomiast mają trzymać nieprzemakalny koc w czasie instalacji anteny. Mają też podać hasło, które miało brzmieć: "To my, nieudacznicy". Okazało się następnie, że była to prowokacja dziennikarzy Radia Zet. Nie dałem się jednak wkręcić. Rozsądek zadziałał i tego życzę tym, którzy nas czytają.

    Rozmawiała Alicja Zboińska

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Łysa pała

    Wazelina (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Pozdrawiam z domu Podhalan i dziękuję za dowcipy o chłopaku z Kołobrzegu nie mogę się doczekać następnej wizyty pamiętam i nie chcę się rozpisywać Nineczko dupolizie .

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo