Mariusz Grzegorzek: Łódzka szkoła filmowa to naprawdę...

    Mariusz Grzegorzek: Łódzka szkoła filmowa to naprawdę wyjątkowa uczelnia

    Anna Gronczewska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Z prof. Mariuszem Grzegorzkiem, rektorem PWSFTviT w Łodzi, rozmawia Anna Gronczewska
    Mariusz Grzegorzek

    Mariusz Grzegorzek ©Krzysztof Szymczak

    Łódzka szkoła filmowa rozpoczyna 65. rok akademicki. Jak czuje się dostojna jubilatka?
    Czuje się dobrze. Przeszła przez okres pewnej rekonwalescencji i chciałaby poszaleć. Niektórzy chcieliby jej wmówić, że jest rencistką - emerytką, bo ma 65 lat. I tak mówiąc językiem mniej żartobliwym, chcieliby się ciągle odwoływać do Romana Polańskiego, Krzysztofa Kieślowskiego, Andrzeja Wajdy, wielkich twórców, którzy rzeczywiście stanowią o legendzie tej szkoły. Natomiast my przypominamy o tym, że jest jednak mnóstwo młodych ludzi, których wychowujemy i którzy tworzą teraźniejszość polskiego kina.

    To inna szkoła niż ta, w której Pan studiował?

    To kompletnie inna szkoła. To szkoła bardziej sfermentowana, bardziej odważna, bardziej w pewnym sensie poszarpana. Bardziej trzeba walczyć o relację student-pedagog. Ludzie są bardziej niezależni, podróżują, mają do dyspozycji cały świat. Oglądają mnóstwo filmów. Mamy całą cyfrową rewolucję. Zwykłym aparatem można nakręcić film. Siłą rzeczy zmieniło się filmowe opowiadanie. Zmieniło się nauczanie, relacje ze studentami, które są jeszcze bardziej partnerskie. Co ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony pozwala zbliżyć się do studenta, ale czasem zaburza pewną dyscyplinę studiów. A w tym zawodzie trzeba jednak być zdyscyplinowanym. Za mojego życia, mówię jak człowiek na łożu śmierci, nastąpiła wielka rewolucja. I mentalna, i technologiczna.

    Podkreślał Pan, że dzisiejsza szkoła filmowa jest bardzo rozwinięta, ma za wiele specjalizacji, za wielu studentów...
    To się powoli samo rozwiązuje. Myśląc o tym, że jest za wielu studentów chodziło o to, że zawsze stawiałem na pewną elitarność tej szkoły. Ale elitarność nie oznacza snobizmu. Młody człowiek przychodząc do tej szkoły poszukuje swojej drogi, jako reżyser, aktor czy operator. Ma możliwość intensywnej relacji z pedagogami, swoimi mistrzami. To determinuje pewne rozwiązania. Nie możemy mieć zbyt wielu studentów. U nas dalej są bardzo rozwinięte egzaminy wstępne, następuje dotknięcie człowieka. Staramy się go poznać, możliwie ze wszystkich stron. Badamy jego własne prace. Myślę, że mamy do kandydatów, a potem studentów, odpowiedzialny i ludzki stosunek. Taki jaki powinien być w sztuce.

    Wiele osób podkreśla, że to wyjątkowa szkoła. Na czym polega ta wyjątkowość?
    Jej wyjątkowość polega na tym, że jest wyjątkowa... Jest tu rodzaj dziwnej atmosfery, genius loci, który powoduje, że ciągle mamy w naszym gronie bardzo wybitnych pedagogów. Sławnych, wybitnych reżyserów, operatorów, aktorów. Ciągle udaje nam się z ogromnej rzeszy młodych ludzi, którzy do nas przychodzą, wyłuskać ludzi, którzy jak nam się wydaje, mają oryginalny sposób widzenia, mówiąc w skrócie talent, który można rozwijać. To powoduje, że wyjątkowość tej szkoły polega na tym, że ona robi to co powinna robić. Czyli niczego nie udaje. Prowadzi prawdziwą rozmowę na temat sztuki, filmu. Ta rozmowa jest wielowymiarowa. Jest i o niebie, i o chlebie. O warsztacie, o tym jak robi się film, o technologii, sprzęcie, jak i o czymś najistotniejszym. To znaczy o tym, co to znaczy być artystą.

    Czy jednym z wielkich sukcesów szkoły nie jest to, że ciągle jest w Łodzi?
    To jej sukces i przekleństwo. Przekleństwo dlatego, że wielu ludziom przeszkadza, że ta szkoła jest w Łodzi. Czasami musi walczyć o pewne rzeczy, ze strony Warszawy odczuwamy takie marginalizujące ruchy. Sytuacja w Łodzi też nie jest najłatwiejsza. Jesteśmy trochę takim gettem. Przyjeżdżają tu ludzie z różnych stron kraju. Ale rzadko kiedy zostają w Łodzi. To jest dla nas bolesne doświadczenie. Taki jest los pedagoga, który ładuje energię, a potem musi wypuścić stado na zewnątrz.

    Dlaczego ludzie szkoły filmowej nie lubią, gdy nazywa się ją "filmówka"?
    Bo nam kojarzy się z "tirówką" czy czymś zwulgaryzowanym. Lubimy, gdy mówi się Szkoła Filmowa w Łodzi.

    Jak będzie przebiegał jubileusz szkoły?
    Będzie szalony! To bardzo ważna dla nas data, więc chcemy by było uroczyście. Uświetni tę uroczystość doktorat honoris causa dla Michaela Haneke. Wieczorem, w szkole, odbędzie się mniej oficjalne spotkanie na którym będzie można porozmawiać, powspominać, poprzytulać się. Poczuć wspólnotę, ale na innym poziomie. Przyjadą nasi absolwenci, mamy zapowiedzianych wielu wspaniałych gości.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo