Mecz Polska - Anglia: Na Wembley, 40 lat później. Ale tylko...

    Mecz Polska - Anglia: Na Wembley, 40 lat później. Ale tylko o pietruszkę

    Cezary Kowalski

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    No i stało się. Porażka z Ukrainą w Charkowie sprawiła, że o polskim futbolu w wymiarze reprezentacyjnym można mówić wprost i samą prawdę. Nie trzeba już zachowywać politycznej poprawności i bredzić o matematycznych szansach awansu na mundial. Przytakiwać piłkarzom czy selekcjonerowi, którzy przez ponad pół roku wciskali nam wszystkim kit, że nie jest źle, że walczą, że są skoncentrowani, bojowo nastawieni, wierzą w siebie, zawsze są mocni w trudnych sytuacjach, najlepiej to grają właśnie jesienią...
    Mecz Polska - Anglia: Na Wembley, 40 lat później. Ale tylko o pietruszkę

    ©Bartek Syta/Polskapresse

    MECZ POLSKA - ANGLIA / PRZEJDŹ DO RELACJI NA ŻYWO



    Mogli sobie na to pozwolić, bo jakimś niesamowitym zbiegiem okoliczności, dzięki wynikom, które tak a nie inaczej układały się w grupie H, mimo beznadziejnej postawy, wciąż byliśmy w grze. W teorii, bo dla twardo stąpających po ziemi było jasne już w marcu, do czego nadaje się drużyna Waldemara Fornalika. Mówiąc językiem piłkarskim: pozamiatane zostało po pierwszym meczu z Ukrainą w Warszawie, gdzie w kompromitującym stylu przegraliśmy 1:3. A jak ktoś się jeszcze łudził, że drużyna, która nie jest w stanie ograć Mołdawii, nadaje się jednak na mundial, to był po prostu skrajnie naiwny.
    Ten cień szansy był jednak dla naszych zawodników i trenera, którego rola znacznie przerastała, doskonałym alibi. Natomiast prezesowi PZPN Zbigniewowi Bońkowi pętała ręce, bo niezręcznie było mu zwalniać trenera w takich okolicznościach.

    Teraz mamy już jak na tacy, że był to jednak błąd. Trzeba było wówczas podjąć radykalne decyzje. Być może podpaść części publiczności czy też związkowym prawnikom, którzy podpowiadali, że nie będzie się to opłacać finansowo. Teraz jest jasne, że to minione pół roku zostało stracone. O bezradności reprezentacji w formule Fornalika świadczyły choćby powołania na mecz ostatnie j szansy. Aż takiej niekonsekwencji nie prezentował nikt. Dlatego w żadnym wypadku nie można postawić tezy, że ten zespół mimo braku awansu zrobił kroczek do przodu. Nie zrobił. W polskiej piłce nic nie drgnęło od czterech lat. Jesteśmy w tym samym miejscu co za czasów schyłkowego, rozgoryczonego Leo Beenhakkera, którego zaraz po meczu ze Słowenią, gdzieś na parkingu pod stadionem, zwalniał Grzegorz Lato.

    Boniek rozstanie się z Fornalikiem w sposób bardziej cywilizowany, ale podobieństw do tamtej sytuacji jest wiele. Wyprzedzamy w grupie San Marino (lepsi jesteśmy też od Mołdawii), a prezes podobnie jak jego poprzednik będzie zwalniał trenera, którego dostał w spadku (Beenhakkera zatrudnił Listkiewicz).

    O tym, kto zastąpi Fornalika, dyskutuje już cała Polska. I wbrew temu, co się mówi (że z pustego i Salomon nie naleje, że tu nie pomógłby nawet Jose Mourinho itp.), ten wybór może mieć wpływ na nasz futbol w najbliższych latach. Nie jest przecież tak, że nie mamy piłkarzy, którzy cokolwiek znaczą na arenie międzynarodowej. Więcej: mamy nawet do dyspozycji jedną z największych gwiazd w Europie, zawodnika w kwiecie piłkarskiego wieku, który jest już powszechnie rozpoznawany na całym świecie. A bywały długie lata, w których nie mogliśmy się tym pochwalić.

    Do tego, co pokazał sobotni wygrany mecz drużyny do lat 21 ze Szwecją, mamy młodzież, która jest w stanie wykonać szybki krok i wzbić się na international level. Potrzeba jednak faceta, który tych ludzi zbierze i natchnie, pokaże, że Polak potrafi. Nieważne: Polaka czy obcokrajowca, skazywanego za korupcję czy nieskazitelnie czystego. Starego czy młodego, drogiego czy taniego. Czy jest ktoś odpowiedni? Pewnie, że tak. Po to m.in. Boniek został prezesem i zjadł zęby na piłce nożnej, aby dobrze wybrać, wykazać się sprytem i futbolowym nosem. Decyzja rangę ma ogromną, bo od tego momentu nie będzie już alibi, prezes nie będzie mógł powiedzieć, że to nie był jego pomysł. Najczęściej wymienia się nazwiska Dariusza Wdowczyka, Macieja Skorży i Adama Nawałki. Jednak od osoby wysoko postawionej w PZPN dowiedzieliśmy się, że mocno ostatnio wzrosły notowania Michała Probierza, którego ceni Boniek.

    We wtorek zagramy z Anglią. Na Wembley. 40 lat po. O pietruszkę. Przyjemność, aby poekscytować się tym wydarzeniem i okrągłą rocznicą, też wzorowo schrzanili Fornalik i jego piłkarze.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo