Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Menedżerka klubu go-go walczy o zasiłek chorobowy

Alicja Zboińska
Menedżerka układała choreografię tańca na rurze
Menedżerka układała choreografię tańca na rurze 123RF
Zakończył się proces menedżerki i choreografki klubu go-go z Łodzi, która walczy z ZUS o wypłatę zasiłku chorobowego. Zakład uznał bowiem, że umowa o pracę, jaką zawarła z szefem klubu, była pozorna, a kobieta w rzeczywistości tam nie pracowała. Łodzianka nie zgodziła się z tym orzeczeniem, sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Łodzi.

Podczas środowej rozprawy zeznawali: przedsiębiorca, który chciał zorganizować w klubie imprezę integracyjną dla swoich pracowników, dwie byłe tancerki oraz mąż łodzianki.

Właściciel firmy budowlanej zeznał przed sądem, że to od męża łodzianki dowiedział się o tym, że kobieta pracuje w klubie nocnym. Spotkał się z nią, by poznać warunki zorganizowania spotkania integracyjnego dla pracowników.

- Dostałem od niej ofertę cenową, ale było za drogo i moich pracowników nie było na to stać - zeznał w sądzie. - W imprezie udział miało wziąć 15 chłopaków, mieli mieć darmowy wstęp i lampkę wina.

W lipcu 2011 roku z łodzianką kontakt miała była już tancerka tego klubu nocnego, a obecnie pracownica biura rachunkowego. W klubie pracowała w latach 2010-2011. Była tancerka w lipcu 2011 roku uczyła się nowych układów tanecznych, a jej nauczycielką była właśnie łodzianka, która pozwała ZUS.

- Miałam zajęcia indywidualne dwa albo trzy razy w tygodniu - wspominała w sądzie. - Trwały po 2-3 godziny. Zaczynały się koło godziny 17, a choreografka miała klucze do klubu i go otwierała.

Pracownica biura rachunkowego tłumaczyła, że klub był czynny od godz. 20, a choreografka i menedżerka była w nim nie tylko w trakcie zajęć, ale i obserwowała występy tancerek w czasie godzin pracy klubu.

Podobnie zeznawała kolejna - też była już - tancerka, obecnie bezrobotna, związana z klubem od 2009 do 2012 roku.

- Gdy choreografka przestała tam pracować, nikt już nas nie uczył tańca - powiedziała była tancerka.

O wizytach w klubie nocnym opowiadał mąż łodzianki. Tłumaczył, że był w towarzystwie żony.

- Żona szła do pracy najczęściej na godz. 17, czasem wracała po godz. 20, czasem w środku nocy - zeznawał łodzianin. - Żona uczyła choreografii, organizowała też imprezy. Opowiadała mi o swojej pracy, pokazywała układy zarówno w internecie, jak i na żywo w klubie. W domu opracowywała nowe układy.

Wiele emocji wzbudził stan zdrowia łodzianki. Kobieta przebywała bowiem na zwolnieniu lekarskim, związanym z chorobą kręgosłupa. Leczyła się jednak u lekarza pierwszego kontaktu, a nie u ortopedy. Przedstawicielka ZUS chciała poznać daty zwolnień łodzianki, terminy rehabilitacji, ale kobieta ich nie pamiętała.

Okazuje się, że łodzianka nie pracuje już w klubie nocnym. Pracę straciła pod koniec czerwca z powodu redukcji etatów.
Wyrok zostanie ogłoszony 20 listopada.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki