Mieczysław Kabaj: W Polsce jest totolotkowy rynek pracy

    Mieczysław Kabaj: W Polsce jest totolotkowy rynek pracy

    Joanna Leszczyńska

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Mieczysław Kabaj: W Polsce jest totolotkowy rynek pracy

    ©Grzegorz Gałasiński/archiwum

    W Polsce brakuje 2 milionów miejsc pracy, żeby rynek pracy funkcjonował normalnie. Jeżeli rząd, parlament, władze lokalne nie postawią sobie w najbliższych pięciu latach jako strategicznego celu utworzenie 2 mln miejsc pracy, to czeka nas kolejna, duża fala emigracji. Z prof. Mieczysławem Kabajem, ekspertem rynku pracy, rozmawia Joanna Leszczyńska.
    Mieczysław Kabaj: W Polsce jest totolotkowy rynek pracy

    ©Grzegorz Gałasiński/archiwum

    W kwietniu bezrobocie w Polsce spadło z 14,3 procent do 14 procent, głównie dlatego, że zaczęły się prace sezonowe. Ale w porównaniu z kwietniem minionego roku, stopa bezrobocia jest wyższa o 1,1 procent.

    Ta stopa nie oddaje prawdy o bezrobociu. Chociażby dlatego, że nie wlicza się w nią 350 tysięcy ludzi, którzy pracują w niepełnym wymiarze pracy, a chcieliby w pełnym, lecz nie ma ofert.
    Powiem szczerze, że dla bezrobotnego tzw. stopa bezrobocia rejestrowanego to czysta abstrakcja. Tak samo jak stopa bezrobocia, liczona według unijnej definicji bezrobocia, według której bezrobocie wynosi u nas 10,6 procent.

    To już brzmi lepiej...
    Ale według tej metody bezrobotny to człowiek, który nie przepracował jednej godziny w tygodniu, a pracujący to ten, kto przepracował przynajmniej jedną godziną w tygodniu. Co to jest ta jedna godzina w tygodniu! Dlatego ta stopa bezrobocia, tak liczona, jest niższa niż stopa rejestrowanego bezrobocia.

    Dlaczego?
    Bezrobotny, przychodząc do urzędu pracy, patrzy na tablicę i chce wiedzieć, ile jest aktualnie miejsc pracy i czy któreś mu odpowiada. Jeżeli na jedną ofertę pracy jest dwóch, trzech, pięciu bezrobotnych, to jeszcze mieści się w granicach jego wyobraźni. Ale w Polsce aktualnie mamy średnio około 54 bezrobotnych na jedną ofertę pracy. Są takie powiaty, gdzie jest dwustu, trzystu, a nawet czterystu bezrobotnych na jedną ofertę pracy! Poza tym są to oferty bardzo ubogie. 80 procent to płace minimalne: 1600 złotych brutto. Czasami 90 procent to oferty na czas określony: na miesiąc, dwa, trzy.

    I to jest prawda o bezrobociu?
    Tak, oczywiście, nie wszystkie oferty pracy trafiają do urzędów. Na całym rynku pracy, według badań GUS-u, dotyczących popytu na pracę, w ubiegłym roku było 33 bezrobotnych na jedną ofertę pracy. Ta liczba też przekracza wyobraźnię człowieka. To nie jest normalny rynek pracy, ale totolotkowy.

    Pracodawcy prywatni z Lewiatana chcą, by bezrobotny, który odmówi pierwszej oferty, był wykreślony na 9 miesięcy z rejestru bezrobotnych i stracił dostęp do bezpłatnej służby zdrowia. To rozsądny pomysł?
    Bezsensowny, właśnie dlatego, że tych ofert jest w wielu urzędach bardzo mało. To są drakońskie metody dyscyplinowania bezrobotnych. W Europie coś podobnego jest absolutnie niespotykane. Problemu bezrobocia nie rozwiąże się za pomocą biurokratycznych, administracyjnych metod. Na szczęście, ministerstwo się wycofało z tego.

    Ale są ludzie, rejestrujący się tylko po to, by korzystać z bezpłatnej służby zdrowia...
    Część bezrobotnych, ilu, nikt tego nie potrafi wyliczyć, przychodzi tylko po ubezpieczenie zdrowotne. Od dawna postuluję, by ubezpieczenia bezrobotnych wyprowadzić poza urzędy pracy. Niestety, dyrektorzy urzędów pracy mają skrzywienie zawodowe, jeżeli narzekają, że bezrobotny nie chce podjąć pracy. Niech powiedzą, ile i jakich mają ofert. Jeżeli chcę zweryfikować, czy ktoś naprawdę przychodzi do urzędu po pracę, czy po ubezpieczenie, to ja mu muszę zaoferować godziwą pracę. Ale tego urzędy pracy nie mogą zrobić.

    Bo nie potrafią?
    Nie, po prostu w Polsce jest globalny deficyt miejsc pracy. W ubiegłym roku robiłem ekspertyzę dla Sejmu i wyliczyłem, że brakuje 2 milionów miejsc pracy, żeby rynek pracy funkcjonował normalnie. Jeżeli rząd, parlament, władze lokalne nie postawią sobie w najbliższych pięciu latach jako strategicznego celu utworzenie w Polsce 2 mln miejsc pracy, to czeka nas kolejna, duża fala emigracji.

    Rozmawiała Joanna Leszczyńska

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo