Do jednej z kutnowskich chłodni trafił transport serc wołowych z mazowieckiej rzeźni, w której ubijano chore bydło. Dystrybucja towaru została wstrzymana do czasu sprawdzenia, czy mięso nadaje się do spożycia.

Mięso z rzeźni, w której ubijano chore bydło wykryto w 20 miejscach w Polsce, także w województwie łódzkim. To jednak dopiero początek kontroli lekarzy weterynarii, więc może się okazać, że miejsc z wadliwym mięsem będzie więcej. Sprawą zajęła nawet Komisja Europejska, której inspektorzy przyjadą do Polski 4 lutego. Inne kraje sprawdzają mięso importowane z naszego kraju.

Nadal trwa weryfikacja tego, gdzie mogło trafić mięso z nielegalnego uboju krów w mazowieckiej rzeźni. Według ministerstwa rolnictwa zakład sprzedał 9,5 tony podejrzanego mięsa, z czego 2,7 ton trafiło na eksport.

W piątek (1 lutego) rzeczniczka Komisji Europejskiej poinformowała, że wykryto je w 14 krajach Unii. Oprócz Polski są to: Czechy, Estonia, Finlandia, Francja, Węgry, Litwa, Łotwa, Portugalia, Rumunia, Hiszpania, Szwecja, Niemcy i Słowacja. W tym ostatnim mięso trafiło do stołówek szkolnych, z kolei na Słowenię przez Niemcy wysłano polskie mięso przetworzone na kebaby.

Po tym, jak wojewódzki lekarz weterynarii w Łodzi zapowiedział wzmożone kontrole w rzeźniach w całym regionie, powiatowi lekarze zaczęli odwiedzać z niezapowiedzianą wizytą właścicieli takich działalności. Do inspektoratu weterynaryjnego w Łodzi wpłynęły już wnioski z kontroli w trzech powiatach: tomaszowskim, opoczyńskim i kutnowskim. W tym ostatnim wykryto transport mięso z mazowieckiej rzeźni, w której ubijano chore krowy.

Czytaj także: Więcej kontroli w rzeźniach w Łódzkiem

Ustaliliśmy, że transport 235 kilogramów serc wołowych trafił do chłodni w Kutnie.

– Nie jest to duża ilość mięsa, jednak pochodzi z dużej liczby sztuk, więc nie możemy powiedzieć, że całe mięso jest wadliwej jakości, tylko, że mięso to pochodzi z rzeźni, w której występował ten proceder. To zasadnicza różnica – podkreśla dr Ewa Lecz, zastępca wojewódzkiego lekarza weterynarii w Łodzi. – Zajmujemy się wyjaśnieniem tej sprawy i oceną jakości mięsa. Każda sztuka jest oznakowana, więc można ustalić, skąd pochodziła i w jakim była stanie, gdy trafiła na ubój.

Powiatowi lekarze weterynarii są w trakcie kontroli innych miejsc, w których ubijane jest bydło. W naszym województwie jest ich 59, a w całym kraju 336. To bardzo dużo na tle innych regionów.

– Podczas kontroli sprawdzamy m.in. pochodzenie i identyfikację bydła przeznaczonego do uboju, stan zdrowia, paszporty, łańcuchy żywieniowe i zgodność całej dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej. Oceniamy także stan mięsa w magazynach, sprawdzamy spis dostawców, odbiorców i wykazy w Agencjach Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Wszystko musi się zgadzać zarówno po stronie rolnika, jak i zakładu – dodaje dr Ewa Lech.