Młodzi stawiają na uczciwych!

Anna Gronczewska
Od lewej: Łukasz Gałasiński, Aleksandra Karłow, Marek Makulec i Agnieszka Waszczykowska.
Od lewej: Łukasz Gałasiński, Aleksandra Karłow, Marek Makulec i Agnieszka Waszczykowska. Grzegorz Gałasiński
Do nich należeć będzie przyszłość miasta, na razie jednak muszą wybrać tych, którzy będą przez najbliższe cztery lata rządzić ich rodzinną Łodzią - pisze Anna Gronczewska.

Mają po 19 lat. Urodzili się już w nowej Polsce. Kolejki po telewizor, mięso na kartki czy buty są dla nich jak film science fiction. W niedzielę pierwszy raz pójdą do urn wyborczych, by zdecydować kto zostanie prezydentem Łodzi, miasta w którym przyszli na świat.

Agnieszka Waszczykowska, Aleksandra Karłow, Marek Makulec i Łukasz Gałasiński zdali w tym roku maturę. Dziś studiują na pierwszym roku budownictwa Politechniki Łódzkiej. Te wybory nie są dla nich pierwszymi. Łukasz i Marek debiut zaliczyli, gdy wybierali posłów do Europarlamentu.

- Teraz głosujemy już trzeci raz! - zaznaczają. Dziewczyny zagłosują drugi raz, choć gdyby nie katastrofa smoleńska, to pierwszy raz oddawałyby swoje głosy w wyborach właśnie teraz.
Wszyscy są zgodni, że trzeba chodzić na wybory. Agnieszka tłumaczy to prosto.

- Gdy idziemy na wybory, oddajemy głos, to w jakiejś części bierzemy odpowiedzialność za decyzje, które podejmują potem ludzie, na których głosujemy - mówi Agnieszka Waszczykowska. Ola szybko dodaje, że gdy nie idzie się na wybory, to nie ma się prawa narzekać na to, co zrobili ludzie, którzy rządzą miastem, bo przecież na nich się nie głosowało.

- Gdy idziemy na wybory, to dajemy sobie prawo do takich narzekań! - śmieje się Ola Karłow. Dodaje, że ona ma jeszcze jedną motywację. Na wybory chodzi cała rodzina, więc choćby z tego powodu nie może się wyłamywać.

- Wiem, że jedna osoba niewiele zmieni, ale ten jeden głos może coś znaczyć - przekonuje Ola.
Marek uważa, że teraz, zanim odda się głos na konkretnego kandydata, można się wiele rzeczy o nim dowiedzieć: z gazet, telewizji, Internetu.

- Możemy przyjrzeć się tym ludziom i wiedzieć potem, czego od nich wymagać! - twierdzi Marek Makulec. - Jeśli wybieramy daną osobę, to jednocześnie popieramy to, co chce zrealizować. Jeżeli podobają się nam ich pomysły na Łódź, to na nią głosujemy.

Dla Łukasza przed wyborami liczy się tylko to, czy kandydat, na którego ma oddać głos, jest uczciwy, bo generalnie nie ma dobrego zdania, co do uczciwości rządzących.

- Popieram tych, którzy teoretycznie nie są medialni, ale nie będą potem czegoś psuć - przekonuje Łukasz. Cieszy się, że może już brać udział w wyborach, jest pełnoprawnym obywatelem.
- Wcześniej cierpiałem nawet nie z tego powodu, że nie głosowałem, ale że inni mogli to robić, dokonując niewłaściwych wyborów! - mówi Łukasz Gałasiński.

Marek dobrze zapamiętał swoje pierwsze wybory. Zawsze mama mówiła, że idzie na wybory, a on niech poczeka na nią w domu. Gdy nadeszły wybory do Europarlamentu usłyszał wreszcie: Choć Marek, idziemy zagłosować!

- Pokazałem pierwszy raz oficjalnie swój dowód osobisty, który od niedawna miałem - wspomina swoje pierwsze głosowanie Marek. - Potem było sprawdzanie listy. W końcu mogłem zakreślić swojego kandydata. Miałem przekonanie, że partia, którą poparłem, ma szanse wygrać.
Agnieszka podczas swoich pierwszych wyborów poparła tego samego kandydata na prezydenta RP, co rodzice.

- Rodzice mają większe doświadczenie i zaufałam im - wyjaśnia studentka Politechniki Łódzkiej.

Ola pamięta, że w czasie wyborów prezydenckich była na działce. Mogła tam zostać i nie przyjeżdżać do Łodzi. Zdecydowała się jednak pojechać na wybory. Nie tylko dlatego, że był to jej pierwszy raz. Również z poczucia obowiązku.

Łukasz podczas swoich pierwszych wyborów szukał długo kandydata, na którego mógłby postawić.
- Szukałem autorytetu - tłumaczy. - Rozmawiałem na ten temat z rodzicami, kolegami bliżej interesującymi się polityką. Ale nie znalazłem takiego kandydata. Zauważyłem za to, jakimi przesłankami kierują się ludzie idący na wybory. A to tym, że kandydat ładnie wygląda w telewizji, albo rozdaje cukierki. To straszne! Ludzie kierują się emocjami, a nie racjonalnymi względami.

Młodzi ludzie nie pamiętają czasów PRL. Według Łukasza, świat jednak niewiele się zmienił. W Polsce jest tylko większa jawność, ale struktura władzy pozostaje taka sama, choć nie ma takiej centralizacji, jak kiedyś.

- Kiedyś wiele rzeczy utajniano, teraz wie się więcej, choćby na temat władzy - dodaje Ola. Przyznaje jednak, że trudno jej uwierzyć, że jedzenie kiedyś było na kartki.

- Ja to jednak wolałbym chyba żyć w tamtych czasach - przekonuje Łukasz. - Wtedy miał człowiek pewny byt. Raz lepszy, raz gorszy, ale pewny. Teraz jak człowiek raz się przewróci, to potem nie za bardzo ma się jak podnieść.

Sytuacja w Polsce nie podoba się też Agnieszce. Zwłaszcza, gdy porówna ją z tym, co dzieje się w innych krajach. Czasem babcia z dziadkiem wspominają dawne czasy i opowiadają, jak to zdobyli telewizor stojąc kilka dni w kolejce.

- A moją mamę zmuszano do jedzenia pomarańczy! - śmieje się Marek. - Akurat "rzucono" je do sklepu i dziadek je kupił. Potem mama musiała je jeść, by się nie zepsuły.

Ale Markowi Polska się podoba, choć ma kilka wad. Jako jedną wymienia to, co działo się przez wakacje z krzyżem spod pałacu prezydenckiego.

- To była tragedia! - mówi. - Przecież krzyż jest symbolem chrześcijaństwa. Jeśli biskup każe go przenieść, to katolicy powinni posłuchać swojego hierarchy kościelnego. Dobrze za to, że jest wolność, każdy może jeździć po świecie.

Łukasz ma wątpliwości, co do jakości kształcenia. Uważa, że kiedyś stało ono na wyższym poziomie.

- Masz rację! - pobiera go Agnieszka. - Wystarczy porównać matury obecne i te nawet sprzed dziesięciu lat. Te stare stały na znacznie wyższym poziomie! Były trudniejsze.
Młodzi łodzianie zdają sobie sprawę, że wybór prezydenta miasta to bardzo poważna sprawa. Marek ma nadzieje, że w końcu Łódź będzie Europejską Stolicą Kultury.

- Należy tylko dobrze ją do tego przegotować! - mówi Marek. - Nie może być tak, jak teraz. Wszystkie miasta się modernizowały, przygotowywały, a Łódź postawiła na reklamę. Za to, że wymyśli się ładne logo, nikt nam nie da takiego tytułu.

Zdaniem Agnieszki nowy prezydent powinien coś zrobić z rozkopanymi ulicami. Należy też poprawić komunikację miejską, bo ta bardzo kuleje. Agnieszka wie, co mówi, bo niemal codziennie dojeżdża autobusem na uczelnię.

- Nie mam wielkich wymagań od nowego prezydenta - mówi z kolei Ola. - Chciałabym tylko, aby zakończono budowę kanalizacji na mojej ulicy. Trwa już dwa lata...

Łukasz chciałby, aby nowy prezydent był dobrym organizatorem. By odpowiednio koordynował na przykład administrację miejską.

- Żeby nie było tak, że gdy ktoś traci pracę, to ląduje potem w Zieleni Miejskiej, na przeczekanie - Łukasz stawia konkretne postulaty. - By remonty były przemyślane. A nie robione tak, że najpierw wymienia się asfalt, potem go niszczy, bo należy zmienić rury i znów nakłada asfalt. Przecież dziecko z gimnazjum wie, że nie tak się powinno działać.

Według Łukasza nowy prezydent Łodzi powinien być przede wszystkim inteligentny.
- I mieć też charyzmę, bo wtedy łatwiej załatwić pewne sprawy - dodaje Ola.

Marek chce, by pokazał co mają robić ludzie. Był przede wszystkim dobrym gospodarzem miasta.
- By nie dochodziło do sytuacji, gdzie jest firma, która odśnieży kilometr drogi za 700 złotych, a on wybiera taką, która bierze za to dwa tysiące! - mówi Marek. Zdaniem Agnieszki, nowy prezydent musi być też uczciwy i nie powinien się bać podejmowania trudnych decyzji.

Nie chcą zdradzać, na kogo postawią. Choć Łukasz podjął już decyzję, co do radnego, na którego odda głos. - Mieszkam na Widzewie i widzę, że ten radny wiele robi dla tego miejsca - tłumaczy swój wybór Łukasza. - Widać efekty jego pracy. I o to chodzi. Nawet nie pamiętam jego nazwiska. Ale to charakterystyczna osoba.

Marka denerwuje, że przed wyborami każdy obiecuje wiele. Zwłaszcza dla młodych. Oferuje pracę, wsparcie.

- Już się nauczyłem, że te wszystkie obietnice należy podzielić przynajmniej przez dwa! - twierdzi.
Łukasz sam zastanawiał się, czy nie kandydować na radnego. Uznał, że jeszcze za wcześnie. Musi nabrać doświadczenia. O kandydowaniu w przyszłości myśli też Marek. Dziewczyny nie mają takich marzeń. Agnieszka wolałaby zająć się pracą charytatywną.

Wszyscy chcieliby, aby Łódź była czystym, bezpiecznym miastem. By zadbano o wygląd łódzkich kamienic, które są skarbem Łodzi. Ale młodzi ludzie nie wiedzą, czy zwiążą z nią przyszłość. Marek już myśli o wyjeździe z Łodzi.

- Nie ma tu kierunku, który w przyszłości chce studiować, a więc inżynierii ruchu drogowego - wyjaśnia Marek Makulec. Agnieszka Waszczykowska po skończeniu studiów chciałaby wyjechać za granicę i tam zamieszkać. Wyjazdu z Łodzi nie wyklucza też Łukasz Gałasiński. Tylko Ola Karłow chce tu zostać. Przyzwyczaiła się do Łodzi i wierzy, że kiedyś będzie w niej lepiej.

Wideo

Dodaj ogłoszenie