Morderstwo na 1 Maja w Łodzi. Kto zabił Kamilę, studentkę Politechniki Łódzkiej. Niewyjaśnione morderstwo na Starym Polesiu sprzed lat

Anna Gronczewska
archiwum Dziennika Łódzkiego
Życie Kamili zakończyło się nagle, na schodach kamienicy przy ul. 1 Maja. Było to pięćdziesiąt lat temu. Studentka Politechniki Łódzkiej zginęła od ciosów nożem, które zadał jej przypadkowo spotkany mężczyzna. Czy był nim Edward F.?

Grób Kamili znajduje się na Cmentarzu Starym przy ul. Ogrodowej. Beata Kąkola, pracownica łódzkiego banku, ile razy przychodzi do ojca na cmentarz widzi mogiłę młodej dziewczyny. Znajduje się kilka grobów od miejsca, gdzie spoczął jej tata.

– Grób jest zadbany, leżą na nim kwiaty – mówi Beata. – Ile razy jestem na cmentarzu, to zawsze zatrzymuje się przy nim. Zawsze ciekawiło mnie co się stało, że tak młoda dziewczyna poszła do ziemi?

Kamila została zamordowana w piątek późnym wieczorem

Tragiczna historia Kamili ma swój początek w piątek, 8 maja 1970 roku. Akurat w całym kraju ludzie świętują imieniny Stanisława. Dochodzi godzina 23.00 Kamila wraca do domu z dwudniowej, studenckiej wycieczki. Kamila powoli zbliża się do końca studiów. Jest na piątym roku Wydziału Mechanicznego Politechniki Łódzkiej. Po dwudniowym wyjeździe spieszy się do domu. Razem z mężem, asystentem na jej uczelni, wynajmują mieszkanie w oficynie kamienicy przy ul. 1 Maja 23...

Wydawało się, że tu złapanie mordercy homoseksualistów jest kwestią czasu.

Seryjny morderca łódzkich gejów. Sprawa mordercy homoseksual...

Nagle mieszkańcy domu słyszą przeraźliwy krzyk kobiety, która wzywa pomocy. Dozorczyni wyjrzała nawet przez okno. Zobaczyła tylko mężczyznę, który wychodził z klatki, przeszedł przez podwórko i zniknął w bramie.

Drzwi w końcu otworzył jeden z lokatorów. Jak podają w swojej książce „Pitaval łódzki” Jarosław Warzecha i Adam Antczak, był to Andrzej M. Usłyszał pukanie do drzwi. Gdy je uchylił, zobaczył zakrwawioną dziewczynę. Słaniała się na nogach. Ostatkiem sił doszła do kuchni. Usiadła na stołku. On pobiegł dzwonić po pogotowie i milicję. Dziewczyną zajęła się żona. Ułożyła ją na podłodze, ale jeszcze przed przyjazdem pogotowia dziewczyna umarła.

Milicjanci, którzy przyjechali na ul. 1 Maja zobaczyli zakrwawioną dziewczynę leżącą na podłodze.

Morderstwo w kamienicy przy 1 Maja

– Na pierwszy rzut oka widać było, że zwłoki są zalane krwią, na szyi widnieje duża kuta rana – tak zapisali w swych notatkach milicjanci do których dotarli Jarosław Warzecha i Adam Antczak. – Kutych ran było więcej, między innymi na rękach, co wskazywało, że zamordowana próbowała się bronić. Sprawca zadał ofierze aż siedem pchnięć ostrym narzędziem.

Znaleziono też torebkę ofiary. A w niej 600 zł, zegarek, bransoletkę, pierścionek. To świadczyło, że zbrodnia nie miała charakteru rabunkowego. Milicjanci zaczęli szukać mordercy i jednocześnie motywu zabójstwa. Szybko ustalono, że Kamila od dwóch lat była mężatką. Jej małżeństwo uchodziło za szczęśliwe. Dziewczyna była bardzo dobrą studentką, uprawiała pływanie. Nie miała wrogów.

Szybko sprawdzono też wszystkich uczestników wycieczki z którymi była Kamila. Wykluczono, że ktoś z nikt mógł być sprawcą zbrodni. Jedna z mieszkanek kamienicy zeznała milicjantom, że około 23.00 czytała książkę, gdy usłyszała jak ktoś przekręca zamek we drzwiach. Gdy do nich doszła zobaczyła przesuniętą zasuwę, choć zapewniała, że tego nie zrobiła.

Anię widziano w okolicach łódzkiego Centralu

Tajemnicze zaginięcie dziewczynki. Co się stało z Anią Janow...

Milicjanci wyodrębnili kilka grup z których mógł pochodzić sprawca. Informacja o próbie włamania kazała stróżom prawa szukać go w środowisku włamywaczy mieszkaniowych. Brano też pod uwagę ludzi notowanych za dokonywanie rozbojów, mających zaburzenia psychiczne na tle seksualnym, sadystycznym.

Kto jest mordercą łódzkiej studentki?

Jednak poszukiwania nie przynosiły rezultatu. Milicjanci poprosili nawet biegłego psychiatrę o sporządzenie przybliżonej sylwetki zabójcy. Stwierdził on, że zbrodni tej „dokonała najprawdopodobniej osoba normalna, a charakter przestępstwa wskazuje, że był to czyn niezamierzony. To dowodzi i czas i miejsce i użyte narzędzie, ale także sposób oddalenia się sprawcy z miejsca przestępstwa”.
Mijały miesiące, a śledztwo w sprawie zabójstwa Kamili stało w miejscu. Tak było do października 1970 roku. Wtedy to zatrzymano 24-letniego Edwarda F. Na początku nikt nie przypuszczał, że może on mieć coś wspólnego z zabójstwem. Milicjanci zatrzymali go, bo znęcał się nad żoną. Nie było to pierwsze zatrzymanie. Do mieszkania Edwarda przy al. Kościuszki często zaglądali milicjanci. Do awantur byli też przyzwyczajeni sąsiedzi. Wiedzieli, że po pijanemu wybija szyby w domu.

Edward F. pochodził z robotniczej rodziny. Ojciec był elektrykiem. Matka zajmowała się domem. Razem z babcią mieszkali w tej samej kamienicy co syn, tylko piętro wyżej. Edward uczył się przez dwa lata w dwuletniej zawodówce, ale rzucił szkołę i pojechał na Dolny Śląsk. Zaczął chodzić do szkoły górniczej. Ale badania wykazały, że ręka którą przed laty złamał nie pozwala mu pracować w kopalni. Usunięto go ze szkoły. On w zemście włamał się do szkolnego budynku i podpalił szafkę z dokumentami. Skazano go za to na rok więzienia. Potem był w wojsku. Milicjanci ustalili też, że jako młody, 17-letni chłopak miał sprawę za gwałt na nieletniej dziewczynie.

Teraz Edward pracował w Łódzkim Przedsiębiorstwie Budownictwa Uprzemysłowionego. Był uważany za bardzo dobrego, sumiennego pracownika. Należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Płacił regularnie składki organizacji partyjnej, nie opuszczał zebrań. Był też honorowym dawcą krwi, jednym z najlepszych w województwie.

– Do 1970 roku oddał 8 litrów krwi – piszą w swojej książce Jarosław Warzecha i Adam Antczak. Od czterech lat był żonaty, miał dwoje dzieci.

Jak milicja wpadła na trop mordercy?

Wróćmy do zatrzymania Edwarda 5 października 1970 roku. Milicjanci przeglądając jego kartotekę zaczęli się zastanawiać czy nie mógł być on zabójcą Kamili. W tej sprawie liczył się przecież każdy ślad...

Ta zbrodnia wstrząsnęła nie tylko Łodzią. Na torach kolejowych znaleziono walizkę z poćwiartowanymi częściami ludzkiego ciała. Kim była ofiara i kto ją zabił?Czytaj na kolejnych slajdach

Poćwiartowane ciało w walizce na torach koło Skierniewic. Hi...

Edward zaprzeczył, że ma cokolwiek wspólnego z zabójstwem studentki Politechniki Łódzkiej. Podaje alibi na dzień zabójstwa. Mówił, że był wtedy u teściów w Łęczycy. Milicjanci nie do końca wierzą w to alibi.Zostaje aresztowany. 3 listopada zeznaje, że zabił Kamilę.

Opowiada, że 8 maja pracował na popołudniowej zmianie. Miał wyjść z pracy o 21.00, ale skończył ją już o 17.00. Jeden z kolegów obchodził imieniny. Było przecież Stanisława. Zebrali się z kilkunastoma kolegami i uczcili solenizanta wypiwszy 20 litrów bimbru. Około 21.00 poszedł w stronę domu. Najpierw zajrzał do rodziców. Pokręcił się chwilę i zszedł na dół, do żony. Był porządnie pijany, bo do mieszkania sprowadzała go babcia. W domu poleżał trochę na kanapie. Ale chciał się jeszcze napić. Zszedł do pobliskiego baru „Smakosz”. Był już zamknięty. Wsiadł w tramwaj i dojechał do rogu ul. Obrońców Stalingradu(dziś Legionów) i Cmentarnej. Udał się w kierunku ul. Żeromskiego. Liczył, że tam będzie otwarta restauracja. Jednak nie wpuszczono go do środka.

Postanowił wrócić do domu. W okolicach ul. Więckowskiego spotkał pijanego mężczyznę. Szybko doszli do porozumienia. Nowy kumpel miał przynieść pół litra. Wypili go na małym skwerku. Podeszło do nich dwóch młodych chłopaków. Jeden miał nosić pseudonim „Rudy”, a drugi „Siwy”. Szukali zaczepki. W końcu jeden uderzył Edwarda. Doszło do bójki. Nagle ktoś krzyknął, że zbliżają się milicjanci. Zaczęli uciekać. Edward uciekł w kierunku ul.1 Maja. Miał wejść do bramy pod numerem 25, ale tam stała jakaś para. Wszedł więc do sąsiedniej. Tam zaczął wycierać zakrwawioną twarz. Nagle usłyszał kroki, wszedł do oficyny, schował się na trzecim piętrze.

– Zacząłem schodzić naprzeciw idącej osoby - zeznawał w czasie śledztwa Edward F. – Na wysokości drugiego piętra zobaczyłem idącą w moim kierunku kobietę w okularach. Kobieta na mój widok - w dalszym ciągu nos mi krwawił – krzyknęła: O Boże! O Jezu! Ludzie!. Coś powiedziałem tej kobiecie, by nie krzyczała, a chwilę później zauważyłem, że leży ona na podeście zbroczona krwią. Jednocześnie stwierdziłem, że w ręku posiadam nóż, który kilka dni wcześniej zabrałem z domu do pracy w celu naostrzenia.
Potem wybiegł z kamienicy i pobiegł w kierunku Cmentarza Starego. W jednym z grobowców ukrył nóż. Usnął pod murem cmentarnym. Gdy się obudził wrócił do domu. Gdy czytał komunikaty o zabójstwie Kamili pomyślał, że może on jest zabójcą. Nawet kilka razy odwiedził kamienicę przy ul. 1 Maja 23, by się upewnić. W lipcu o tym, że może być mordercą powiedział żonie, ale ta nie uwierzyła. Żona w zeznaniach potwierdziła jego słowa. Choć mu nie wierzyła, zapytała Edwarda dlaczego to zrobił. Mąż odpowiedział: Organizacja mi kazała.

Proces mordercy Kamili

Milicjanci znaleźli w jednym z grobowców nóż, który zabita została Kamila. Edward stanął przed sądem. Jak donosił „Dziennik Łódzki” z kwietnia 1971 roku oskarżony odwołał swoje zeznanie. Stwierdził, że nie był w oficynie kamienicy przy ul. 1 Maja 23. Wszedł tylko do bramy. Tam się przewrócił. Gdy z niej wyszedł zatrzymał auto i pojechał do teściów do Łęczycy. O zabójstwie przeczytał w gazetach. Powiedział żonie, że jest mordercą, by ją nastraszyć. A oskarżył się, bo podejrzewała go o ciągłe romanse. W ten sposób chciał uratować swoje małżeństwo.

- Teraz pogodziłem się z żoną i nie będę odpowiadał za cudze czyny – zeznawał przed sądem.

Edwarda pogrążył jednak kolega z którym przebywał na badaniach psychiatrycznych. Miał się chwalić, że w dniu zabójstwa pił wódkę, a potem poszedł za jakąś dziewczyną, bo miała pierścionki i zegarek. Na schodach ją uderzył, ale nie zdążył niczego zabrać, bo otworzyły się drzwi. Wydać go miała żona, która o wszystkim doniosła milicji. Jednocześnie koledzy Edwarda z pracy przyznawali, że lubił fantazjować.

Prokurator żądał dla Edwarda F. kary śmierci. Sąd uznał go winnym, ale okazał się bardziej łaskawy. Skazał go na 25 lat pozbawienia wolności. Może wziął pod uwagę to, że był honorowym krwiodawcą i przykładnym członkiem partii? A może to nie on jednak był zabójcą. Gdyby wtedy można było badać DNA, to dziś nie pozostałby nawet cień wątpliwości.

Czas zimowy i letni przez kolejne 5 lat

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
26 września, 9:22, Bartek:

"duża kuta rana" czy wy czytacie to co piszecie ? Z czego kuta z żelaza ?

26 września, 11:21, Korektor:

Znalazłeś literówkę. To najważniejsze osiągnięcie w całym twoim zas.ranym życiu. Wnukom będziesz o tym opowiadał.

Nie literówka tylko bląd ortograficzny.

G
Gość

Gazeta zdycha. Piszą o zdarzeniach sprzed kilku dekad.

B
Bert
26 września, 9:22, Bartek:

"duża kuta rana" czy wy czytacie to co piszecie ? Z czego kuta z żelaza ?

26 września, 11:21, Korektor:

Znalazłeś literówkę. To najważniejsze osiągnięcie w całym twoim zas.ranym życiu. Wnukom będziesz o tym opowiadał.

Kiedyś istniała tak instytucja jak korekta ale teraz w polskojęzycznych mediach używa się automatycznego tłumacza.

N
Navrot Elcar
26 września, 09:22, Bartek:

"duża kuta rana" czy wy czytacie to co piszecie ? Z czego kuta z żelaza ?

Bartku , napisane jest wyraznie , ze tak zapisali w swojej notatce milicjanci. Cieszyc sie wypada , ze zamiast kłuta napisali kuta , a nie kóta ;)

B
Bartek

"duża kuta rana" czy wy czytacie to co piszecie ? Z czego kuta z żelaza ?

Dodaj ogłoszenie