Muzyczna rodzina Darochów: w ich wyborach życiowych nie ma...

    Muzyczna rodzina Darochów: w ich wyborach życiowych nie ma przypadku

    Aida Stępniak

    Dziennik Łódzki

    Dziennik Łódzki

    Od lewej: Anna, Maria i Tomasz Darochowie. Rodzinne trio cieszące się muzyką

    Od lewej: Anna, Maria i Tomasz Darochowie. Rodzinne trio cieszące się muzyką ©Andrzej Heldwein

    Pochodzące z Łodzi rodzeństwo - pianistka Maria, skrzypaczka Anna i wiolonczelista Tomasz Darochowie - tworzą jeden z najznakomitszych w kraju kameralnych zespołów muzycznych
    Od lewej: Anna, Maria i Tomasz Darochowie. Rodzinne trio cieszące się muzyką

    Od lewej: Anna, Maria i Tomasz Darochowie. Rodzinne trio cieszące się muzyką ©Andrzej Heldwein

    Gdy ma się rodzica-artystę, prędzej czy później dziecko zapragnie „od środka” zgłębić niemal baśniowy, kuszący świat sztuki. A co dopiero, jeśli kulturalnym rzemiosłem zajmują się i mama, i tata! Tak było również w przypadku muzycznego rodzeństwa Darochów: Marii, Anny i Tomasza.

    Maria i Anna zgodnie przyznają, że wybór szkoły muzycznej nie był przypadkowy. Rodzice co prawda raczej nie planowali im od najmłodszych lat kariery muzycznej, a już na pewno nie jako rodzinnego zespołu, wspierali ich jednak w artystycznym rozwoju. Najmłodszy z rodzeństwa, Tomasz, zauważa, że przykład grających sióstr także był świetną inspiracją i motywacją.
    Posiadanie rodzeństwa troje artystów uznaje za coś cudownego, a to, że zajmują się tą samą dziedziną, otwiera wiele cennych możliwości.

    - Zawsze mogliśmy liczyć na siebie, dzielić doświadczeniami i spostrzeżeniami. Po każdym koncercie analizujemy i omawiamy jak poszło, co byśmy chcieli zmienić, poprawić. Rzadko się zdarza, że się ze sobą nie zgadzamy. Choć inspiracje bywają różnorodne, każda uwaga jest dla nas bardzo ważna i przyjmujemy je od siebie z wdzięcznością - zauważa Maria.

    Darochowie nie przeceniają jednak znaczenia więzów krwi we wspólnym muzykowaniu.

    - Nie jest tajemnicą, że wyłącznie same geny to tylko parę procent sukcesu w stosunku do pracy, którą poświęcamy od najmłodszych lat do dzisiaj - mówi Anna.

    Wraz z Marią przyznają jednak, że wspólne wychowanie, mieszkanie, studiowanie i fakt, że znają się z każdej możliwej strony niewątpliwie pomaga im w kreowaniu wspólnego brzmienia, szukania inspiracji, pełnym zrozumieniu i przeżywaniu wykonywanej muzyki.

    Po solowych studiach instrumentalnych w Polsce muzycy postanowili szlifować swoje umiejętności z zakresu kameralistyki w niemieckiej Staatliche Hochschule für Musik und Darstellende Kunst Mannheim pod okiem wybitnych profesorów: Michaela Haubera i Michaela Flaksmana. Bardzo dobrze wspominają studia za Odrą. Anna szczególnie chwali sobie możliwości zdobywania scenicznego doświadczenia. Maria z kolei zauważa walory zarówno rodzimego, jak i zagranicznego systemu kształcenia.

    - Studia w Polsce dały mi bardzo dobry warsztat, precyzję oraz ogólną wiedzę - mówi Maria. - Studia w Niemczech poszerzyły moje horyzonty, otworzyły na poszukiwanie własnego brzmienia i osobowości muzycznej. Na pewno warto by było zastosować w Polsce częstsze grywanie studentów publicznie. W Niemczech co najmniej raz w miesiącu mogliśmy liczyć na tzw. „Klassenabend”, co pozwalało oswajać się z graniem przed publicznością, uczyło pozbywania się tremy i poszerzało możliwości repertuarowe.

    Tomasz twierdzi jednak, że powoli różnice między polskimi i niemieckimi metodami nauczania są coraz mniej zauważalne.

    - Jeśli już, to oczywiście zależy to od uczelni i jej pedagogów. Zgodzę się również z moimi siostrami, że w ramach studiów w Niemczech mieliśmy zdecydowanie więcej możliwości występowania publicznie podczas przeróżnych wydarzeń, nie tylko wewnątrz uczelni. Ten aspekt wyjątkowo wpłynął na nasz rozwój - przyznaje Tomasz.

    Studia z zakresu kameralistyki przydają im się nie tylko podczas współpracy w ramach Daroch Trio.

    - Kameralistyka pozwala szerzej spojrzeć na zróżnicowanie barw instrumentów połączonych w jedną całość. Granie kameralne z pewnością doskonali solowe interpretacje, można wydobyć znacznie więcej kolorów z własnego instrumentu - twierdzi Anna.

    - Gra w zespołach ma ogromny wpływ na grę solo. Uruchamia dużo więcej możliwości słuchowych, wprowadza w szerszą przestrzeń interpretacji i czasu w muzyce - dodaje Maria. - Ma to oczywiście również przełożenie na pracę pedagogiczną.

    Według Tomasza aspekty gry kameralnej pojawiają się w każdej dziedzinie artystycznej działalności.

    - Gra w zespołach przede wszystkim wyjątkowo uczy słuchania się nawzajem, dyscypliny, a także kreuje wyobraźnię muzyczną - mówi Tomasz.

    Annę, Marię i Tomasza na co dzień dzieli wiele kilometrów. Anna od lat mieszka w niemieckim Freiburgu, gdzie zajmuje się pedagogiką i współpracuje z Philharmonisches Orchester Freiburg. Do Polski przyjeżdża kiedy tylko może, lecz codzienne życie jej upływa w urokliwym sercu Badenii. Maria na miejsce studiów wybrała Katowice i związała swoje zawodowe życie ze Śląskiem - w tamtejszej Akademii Muzycznej wprowadza adeptów pianistyki w arkana sztuki akompaniamentu i prowadzi zespoły kameralne, a w szkołach muzycznych akompaniuje i uczy gry na fortepianie. Tomasz wiele czasu spędza w podróżach - koncertuje w całej Europie jako solista, kameralista i uczestnik projektów orkiestrowych. Za swoją „bazę” obrał Wrocław, często zagląda jednak do swojej rodzinnej Łodzi, gdzie wykłada na Akademii Muzycznej. Wspólne próby, koncerty i nagrania w ramach Daroch Trio są też swoistą możliwością umacniania rodzinnych więzi.
    1 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo