Na ulicach Rzeczycy zaroiło się od gwiazd

Anna Gronczewska
Mikołaj Grabowski przygotował w Rzeczycy kolejną część "Opisu obyczajów ks. Kitowicza"
Mikołaj Grabowski przygotował w Rzeczycy kolejną część "Opisu obyczajów ks. Kitowicza" fot. Jakub Pokora
Do Rzeczycy zawitał wielki świat. Pierwszy raz sześć lat temu. W ubiegłym tygodniu gościł tu po raz drugi. Na ulicach tej niespełna dwutysięcznej wsi leżącej koło Tomaszowa Mazowieckiego można było spotkać gwiazdy polskiego filmu i teatru.

Spacerowali nimi Tomasz Karolak, Magda Boczarska, Iwona Bielska, Mikołaj Grabowski czy Wojciech Błach. W miniony piątek, w miejscowej remizie, odbyła się ogólnopolska premiera spektaklu "O północy przybyłem do Widawy... czyli Opis obyczajów III" - na podstawie tekstów ks. Jędrzeja Kitowicza, Henryka Rzewuskiego i cudzoziemców odwiedzających Polskę w czasach Stanisława Augusta.

Życie w Rzeczycy mija spokojnie. Wizyta znakomitych gości nie burzy jego rytmu. Premierę wyznaczono na godzinę 19. Po siedemnastej z kościoła św. Katarzyny wychodzą parafianie, który brali udział w Drodze Krzyżowej. Zofia Lipska i Helena Kołodziejczyk po nabożeństwie spieszą się do domu. Mówią, że spektakl wystawiono już wczoraj, dla miejscowych. Dziś przyjdą do remizy sami ważni. Nie widziały spektaklu, bo przecież lata już nie te, by do teatru chodzić. Ale były wnuki.
- Podobało się im i podobno same gwiazdy występowały - mówi Zofia Lipska.

Jan Nowacki wsiada na rower, który zostawił przy kościelnym murze. O tym, że ma być premiera nie słyszał. - Mieszkam na samym końcu Rzeczycy, więc nic do mnie nie dotarło - mówi.
Kazimierza Bojdo spotykamy przy sklepie. W czwartek był w remizie i oglądał przedstawienie. Bardzo mu się podobało.

- Na przykład taki Wojtek Błach, który gra w "Plebanii" Jurka był świetny - ocenia aktorów. - Nie przypuszczałem, że tak dobrze zagra dramatyczną rolę. No i jeszcze zwróciła moją uwagę Iwona Bielska. Kiedy grała w serialu "Adam i Ewa" to jej nienawidziłem. To znaczy jej roli. A w czwartek to mi się bardzo podobała.

Przed dziewiętnastą przed remizą jest już tłoczno. Każdy chce zająć jak najlepsze miejsce na sali. Niektórzy dziwią się, że scena jest tym razem tam, gdzie siedzą widzowie, a widzowie zajęli miejsce na scenie. Gasną światła. Pojawiają się aktorzy.

- Kochana Polsko, złota Polska, jakże cię nie żałować - śpiewają do muzyki Zygmunta Koniecznego. Potem słychać coraz głośniejsze śmiechy. Widzów bawią obyczaje z czasów Augusta III Sasa, choć co wnikliwsi zauważają odniesienia do współczesności. Salwy śmiechu rozlegają się, gdy Mikołaj Grabowski nalewa do kieliszka brunatną ciesz, która nazywa się "kołtonówką". Aktor chwilę waha się przed przechyleniem kieliszka.

- Boi się wypić! - krzyczy z widowni jedna z pań. Po chwili aktorzy z piersiówkami wyskakują na widownie i częstują publiczność wódką. Panowie z uśmiechem wypijają "czystą", którą dostali z rąk Magdy Boczarskiej.

- Oj smakowało, smakowało - mówił po spektaklu jeden ze starszych panów.
A potem gromkie oklaski. Miejscowi strażacy wręczyli aktorom toporek i hełm. Z dumą paradował w nim Tomasz Karolak. - Dziękuje za możliwość wystąpienia w Rzeczycy - mówi po premierowym przedstawieniu jego reżyser, a zarazem jeden z aktorów Mikołaj Grabowski, dyrektor Teatru Starego w Krakowie. - Od momentu, gdy pierwszy raz przyjechałem do Rzeczycy tkwiło we mnie to miejsce, ta sala, ten ks. Kitowicz. Nie byłoby pierwszego i drugiego "Opisu obyczajów", gdyby nie ksiądz. Nie byłoby ich trzeciej części gdyby nie ks. Henryk Linarcik...

Losy ks. Henryka Linarcika tak się ułożyły, że ciągle pojawiała się w nich Rzeczyca i ks. Kitowicz. Jako uczeń XXXI LO w Łodzi należał do szkolnego koło Krajoznawczo - Turystycznego. Kiedyś wziął udział w rajdzie PTTK nad Pilicą. Tak dotarł pierwszy raz do Rzeczycy. Gdy stał przed miejscowym kościołem i tablicą poświęconą ks. Jędrzejowi Kitowiczowi nie pomyślał, że kiedyś będzie tu proboszczem. Pisarz, który urodził się w Wielkopolsce, w 1778 r. po przyjęciu święceń przyjechał do Rzeczycy i objął tutejszą parafię. Mieszkał tu dwadzieścia sześć lat, aż do śmierci w 1804 roku. Tu napisał swoje największe dzieła "Opis obyczajów za panowania Augusta III" oraz "Pamiętniki, czyli Historia Polski".

- Po powrocie do Łodzi opowiadałem w szkole o Rzeczycy i ks. Kitowiczowi - wspomina ks. Linarcik. - Pod wpływem tych opowieści nieżyjąca już nauczycielka języka polskiego, Krzysztofa Joachimek, jedną z lekcji poświęciła ks. Kitowiczowi.

Przed wstąpieniem do seminarium duchownego ks.Henryk związany był z parafią Przemienia Pańskiego w Łodzi. Tam jednym z wikarych był ks. Stanisław Przybyłowski, który pochodził z Rzeczycy. Kiedy ks. Linarcik został ekonomem diecezji łowickiej, przyjeżdżał do Rzeczycy na wizytacje. W 2004 roku został proboszczem tutejszej parafii św. Katarzyny. Do Rzeczycy przyjechał w czerwcu, a okazało się, że 3 kwietnia minęła dwusetna rocznica śmierci ks. Jędrzeja Kitowicza.

- Rocznicę tę uczczono w Poznaniu, w Muzeum Czartoryskich w Krakowie otwarto wystawę poświęconą Kitowiczowi, tymczasem w Rzeczycy nikt o tym wydarzeniu nie pamiętał - opowiada ks. Linarcik.

Odwiedził więc wójta gminy Marka Pałasza. Zaczęli myśleć jak uczcić pamięć pisarza związanego z Rzeczycą. Uczniowie gimnazjum zorganizowali akademię poświęconą ks. Kitowiczowi. Odbyła się sesja naukowa, w której wzięła udział dr Maria Dernałowicz z Polskiej Akademii Nauk, autorka przedmów do ostatnich wydań "Opisów obyczajów". Na miejscowym cmentarzu, w miejscu gdzie pochowano ks. Kitowicza odsłonięto pamiątkowy obelisk. Jednak kulminacyjnym punktem obchodów 200. rocznicy śmierci pisarza była druga część "Opisu obyczajów", którą wystawiono na deskach sali widowiskowej Ochotniczej Straży Pożarnej w Rzeczycy. Spektakl ten swoją premierę miał w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie.
Początkowo nikt nie wierzył, że do małej Rzeczycy da się sprowadzić Mikołaja Grabowskiego, jego brata Andrzeja, Jana Frycza. Ks. Linarcik postanowił spróbować. Zadzwonił do Teatru Starego w Krakowie, którego dyrektorem jest Mikołaj Grabowski, reżyser i pomysłodawca "Obyczajów". Miał szczęście. Dyrektor akurat wrócił z urlopu.

- Powiedziałem, że jestem dwudziestym piątym plebanem w Rzeczycy po ks. Kitowiczu - wspomina ks. Henryk Linarcik. - Wspomniałem, że minęła rocznica śmierci księdza i warto by to uczcić wystawieniem spektaklu w Rzeczycy. Mikołaj Grabowski powiedział, że od razu kupuje ten pomysł, ale za kilka dni da mi ostateczną odpowiedź. Spektaklu tego już nie grali, więc musiał porozmawiać z aktorami. Potem zadzwonił i powiedział, że przyjadą do Rzeczycy.

Kiedy wystawiano spektakl nikt nie przypuszczał, że po 6 latach odbędzie się tu premiera trzeciej części "Obyczajów"...

Próby do spektaklu "Kiedy nocą przybyłem do Widawy, czyli Opis Obyczajów nr. 3" rozpoczęły rozpoczęły się w styczniu.

Tomasz Karolak to dziś jeden z najpopularniejszych polskich aktorów. Grał m.in główną rolę w serialu "39 i pół", występował w "Testosteronie", "Lejdis", "Miłość na wybiegu", "Ciacho". Teraz jest jurorem w nowym programie "Polsatu" - "Tylko nas dwoje". Zapewnia, że z wielką przyjemnością wystąpił w Rzeczycy. - Gdy Mikołaj Grabowski powiedział, że premiera odbędzie się w Rzeczycy, w miejscu gdzie żył ks. Kitowicz, to jednocześnie poprosił byśmy przyjrzeli się temu z perspektywy tego miejsca - mówi Karolak. - To przedstawienie tutaj dojrzewało. Przyjechaliśmy na pięć dni do Rzeczycy i "próbowaliśmy" spektakl. Nigdzie się nie spieszyliśmy, czuliśmy prawdziwą, teatralną pracę, komunę...

Tomasz Karolak założył w Warszawie prywatny teatr IMKA. Obiecał, że z każdą prapremierą wystawianej w niej sztuki będzie jeździł do Rzeczycy. Twierdzi, że jego teatr będzie kontynuacją Teatru Nowego w Łodzi z czasów, gdy jego dyrektorem był Mikołaj Grabowski. Tomasz Karolak występował w nim cztery lata. Grali w nim też inni aktorzy z trzeciej części "Obyczajów": Oskar Hamerski, Wojciech Błach, Magda Boczarska i Andrzej Konopka.

Urszula Popiel już drugi raz występuję przed rzeczycką publicznością. Sześć lat temu wystąpiła tu z drugą częścią "Obyczajów". - Liczyliśmy na dobre przyjęcie i nie zawiedliśmy się - mówi aktorka.
Oskar Hamerski przyznaje, że publiczność w Rzeczy reagowała bardzo spontanicznie na to co dzieje się na scenie. - Wiele lat temu żył taki pan, który nazywał się Juliusz Osterwa - dodaje. - Założył teatr Reduta i jeździł z nim po Polsce, by mieć kontakt z normalnymi ludźmi. Tu mieliśmy nawiązanie do tego samego.
Magda Boczarska przyznaje, że widownia w Rzeczycy była bardziej wymagająca i uważna niż inna publiczności. - Jest jedyna w swoim rodzaju - dodaje aktorka, która gra teraz główną rolę w filmie "Różyczka" Jana Kidawy - Błońskiego.

Iwona Bielska, prywatnie żona Mikołaja Grabowskiego, cieszy się, że wreszcie mogła wystąpić przed widownią w Rzeczycy. Była w obsadzie drugiej części "Obyczajów", ale gdy wystawiano ją w tutejszej remizie, akurat chorowała.

- Bardzo się cieszę, że mogę występować w Rzeczycy, bo to moje rodzinne strony - podkreśla. - Jestem łodzianką, ale w Spale i Sulejowie spędzałam wakacje. Te strony są mi bardzo bliskie. Z wielką przyjemnością patrzę na te urzekające, równe, otaczające okolice krajobrazy...

Tomasz Karolak podkreśla niesamowitą rolę jaką w tym całym przedsięwzięciu odegrał ks. Henryk Linarcik. - To niesamowity człowiek, proboszcz - mówi. - Nie wspomnę już o obiadach, którymi nas podejmował w czasie całej pracy nad tym spektaklem. My czytaliśmy Pismo Święte w kościele. Błogosławił nas ks. Linarcik, ks. biskup. Mieliśmy tu poparcie kulinarno - duchowe.

Premiera w Rzeczycy była dla jej mieszkańców dużym przeżycie. Ale Kazimierz Bojdo oburza się, gdy słyszy, że nareszcie zawitał do nich wielki świat. - Nie czuję się gorszy, że mieszkam w Rzeczycy - mówi. - Trenowałem sprinty w Łódzkim Klubie Sportowym. Po całej Polsce jeździłem. Mam w domu medale, dyplomy z różnych spartakiad. Mam się czuć gorszy, bo mieszkam na wsi?

Krystyna Szczur jest właścicielką rodzinnych "Delikatesów". Była na sztuce w remizie, przed premierą. Przyznaje, że jest zaskoczona. Na plus. Samym spektaklem i księdzem Jędrzejem Kitowiczem.- Nie zdawałam sobie, że takie fajne rzeczy pisał - twierdzi. - Pamiętam, że kiedy jednej z głównych ulicy, przy której stoi między innymi kościół i nasz sklep, nadawali imię ks. Kitowicza to byliśmy lekko załamani. Żeby tak się nazywała Mickiewicza, Żeromskiego, ale Kitowicza? Dziś mogę powiedzieć, że takie myślenie źle o nas świadczyło.

Pani Krystynie najbardziej podobał się taki wysoki aktor, w berecie i swetrze.- Jak się nazywał nie pamiętam, ale widziałam go w reklamie w telewizji, coś związane z czasem reklamował - mówi pani Krystyna. - Chyba to Andrzej Konopka. Ogólnie bardzo mi się podobało. Aktorzy nawiązali kontakt z publicznością. Częstowali wódką! Prawdziwą! A kiedy w jednej ze sceny wspominali o kryzysie, że trzeba kupić cukier, to ktoś z widowni krzyknął, że jeszcze drożdże są potrzebne...Generalnie to sztuka o dawnych obyczajach, choć każdy odnalazł i własne przywary.

Mikołaj Grabowski nieśmiało wspominał o tym, że może będzie i czwarta części obyczajów. Ale gdyby ją realizował, to poprosiłby miejscową straż pożarną o zainstalowanie w sali remizy kaloryferów...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie