Nasi też dobrzy

    Nasi też dobrzy

    Dariusz Pawłowski

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Tina Turner w Zapchlicy Równej? Właściwie bym się nie zdziwił. Dziś każda gmina, nie tylko chce obchodzić swoje dni, ale zarazem świętowanie musi się odbywać pełną gębą, najlepiej gębą bardzo popularnego artysty. Stąd letnie dożynki gwiazd, od Rodowicz po Urszulę, których zresztą - jak wykazują programy imprez w całym kraju - wcale nie mamy tak dużo.
    Dariusz Pawłowski

    Dariusz Pawłowski ©Grzegorz Gałasiński

    Artyści z topu pielgrzymują zatem po Polsce kosząc publiczną kasę, lokalni bonzowie zdobywają głosy na najbliższe wybory, a lud ma chwile radości. Mechanizm znany od starożytnych Rzymian i Greków, a nawet dłużej. A skoro to działania tak utrwalone, szybkich zmian spodziewać się nie należy, artyści zaś będą się dzielić na tych, którzy w letnich dożynkach biorą udział aktywny, i tych którzy zazdroszcząc stawek będą twierdzić, że nigdy w życiu by w czymś takich udziału nie wzięli.

    W tle zaś tej ogólnopolskiej słonecznej wesołości pozostają artyści znakomici, choć nie "zaliczeni" przez telewizje, związani z miejscami wiosenno-wakacyjnych świąt i innych imprez dla mas. Lokalni znaczy się. Często potrafiący zabawić widownię nie gorzej niż ci znani najbardziej. Nie mówiąc o tym, że taniej.

    Można zrozumieć, gdy przegrywają z najlepszymi, bo przyjazd największych do miejsc najmniejszych może być dla tamtejszych mieszkańców jedyną okazją do spotkania z takim wykonawcą na "żywo" i przeżyciem do wspominania przez lata. Ale jeżeli np. w Łodzi lansuje się młodych i zdolnych, ale podobnych tysiącom śpiewających, kandydatów na osobowości wybieranych przez jurorów bez osobowości w rozmaitych telewizyjnych "Voice'ach", "Mustbemusicach" i innych show, to robi się krzywdę wszystkim. Tymże wykonawcom, bo zanim wejdą w show-businnes uczy się ich chałturzenia; słuchaczom, bo wmawia się im, że to już artyści i wspomnianym łódzkim muzykom, bo miast żywić ich w ich mieście, każe się im siedzieć w domu.

    A może w domu zostawiliby swój prowincjonalizm i pretensjonalizm organizatorzy imprez i decydenci z finansujących je miejscowości?

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo