- Mama zawsze bierze w sklepie paragon, a jak się coś zepsuje, to zanosi do sklepu, żeby naprawili - tłumaczy 6,5-letni Adaś, który chodzi do przedszkola nr 202 w Łodzi. Wczoraj placówkę przy ul. Sędziowskiej odwiedzili urzędnicy kontroli skarbowej, którzy bawili się z przedszkolakami w sklep, a przy okazji uczyli, dlaczego klienci powinni upominać się o paragony. To kolejna odsłona kampanii edukacyjnej i letniej akcji "Nie bądź jeleń, weź paragon".

Urzędnicy kontroli skarbowej do przedszkola zabrali zabawki: kasę sklepową, pieniądze oraz zadrukowane kartki z nagłówkiem "paragon". Stolik, na którym stanęła kasa, zastąpił ladę, a jeden z chłopców został sprzedawcą. Dzieci powtarzały za urzędnikami:
- Poproszę lizaka i paragon - rozlegało się w przedszkolu.

Po skończonych zakupach urzędniczki pytały dzieci, co należy zrobić z pieniędzmi ze sklepowej kasy.

- Wypłacić część pracownikom - padła odpowiedź.

- Kupić nowy towar - zaproponował kolejny przedszkolak.

- Wpłacić do banku - uznał mały przedsiębiorca.

Dzieci były też zgodne co do tego, że pieniądze należą się im samym. Urzędniczki próbowały wytłumaczyć im, co to jest budżet państwa.

- Mówiłam, że jest to wielka skarbonka, do której wszyscy wrzucamy pieniądze - powiedziała nam Mariola Grabowska, rzecznik Urzędu Kontroli Skarbowej w Łodzi. - Tłumaczyłam, że wszyscy musimy dbać o to, by nie była pusta. A żeby tak się stało, trzeba brać paragony w sklepie.

Pięcioletnia Wiktoria zakupy najbardziej lubi robić w towarzystwie taty lub babci.

- Nie wiem, czy biorą paragon, ale teraz będą o tym przypominać - obiecała dziewczynka.

Starszy o półtora roku Adam na zakupy chodzi z mamą. Chłopiec najbardziej lubi kupować klocki Lego.

- Mama zawsze bierze paragon - mówi chłopiec. - Wiem, że jest potrzebny, bo jak coś się popsuje, to trzeba mieć paragon, żeby towar był naprawiony.

Piątkowa wizyta urzędników w przedszkolu, to część edukacyjna kampanii "Nie bądź jeleń, weź paragon". Akcja ma na celu nakłonienie handlowców do rejestrowania transakcji na kasach fiskalnych, gdyż w ten sposób likwiduje się szarą strefę, wspomaga uczciwą konkurencję. Kupujący natomiast zyskują możliwość złożenia reklamacji, porównywania cen, lepszej kontroli domowego budżetu.

Za złamanie przepisów grozi mandat w wysokości od 160 zł (jedna dziesiąta minimalnego miesięcznego wynagrodzenia) do 3.200 zł (dwukrotność tego wynagrodzenia). Do końca wakacji urzędnicy prowadzą wzmożone kontrole w tym zakresie.