Nie czuję uroków krótkiej pamięci

    Nie czuję uroków krótkiej pamięci

    Jacek Grudzień

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Pamiętam taką historię z ubiegłorocznych wakacji opisywaną potem długo przez media. Rodzina wybrała się na wakacje do Grecji. Samolotem - jak oferują biura podróży. Wybrali się z małym dzieckiem. Przy odprawie grzecznie pokazali dowody, pytani o dokument malucha zdziwili się, bo był według nich zbyt zbyt mały na dokumenty. Jeszcze bardziej się zdziwili gdy dowiedzieli się, że bez ważnego paszportu "mały obywatel" lecieć nie może. Afera dotyczyła tego, że zdecydowali się polecieć, a dziecko zostawili pod opieką obsługi lotniska, aż dotrze ktoś z rodziny.
    Jacek Grudzień jest szefem i publicystą Łódzkiego Ośrodka Telewizyjnego

    Jacek Grudzień jest szefem i publicystą Łódzkiego Ośrodka Telewizyjnego ©Grzegorz Gałasiński

    Przykuło moją uwagę, że "wycieczkowicze" zapomnieli, że do podróży między krajami są potrzebne dokumenty! Przecież nieraz także państwo mogli słyszeć historię jak to ktoś jadąc samochodem do krajów UE zapominał dokumentów i nic złego się nie działo. Do Pragi i Berlina można bez problemu dotrzeć nie legitymując się przed nikim.

    Kiedyś obywatele budzeni w środku nocy byli w stanie recytować datę zakończenia ważności paszportu. Dziś w wielu domach w szufladach leżą "przeterminowane" dokumenty i popłoch zaczyna się wtedy gdy trzeba wyjechać "poza Europę".

    Paszporty stały się dokumentami drugiej kategorii. W czasach socjalizmu były dokumentami marzeń. Nie można ich było trzymać w domu. Zdobyć mogli je jedynie szczęśliwcy lub ludzie uprzywilejowani.

    Spotkałem się w tym tygodniu ze znajomym, który opowiadał mi o spotkaniu z młodzieżą i pytaniach o to jakby żyli gdyby zlikwidowano Unię Europejską. Radośnie odpowiadali: jakby u nas przestało nam się podobać to byśmy wyjechali do pracy w Anglii. W żaden sposób nie mogli uwierzyć, że wraz z końcem zjednoczonej Europy nie będzie można tak po prostu pojechać do pracy. W ogóle nie będzie tak prosto jechać, bo wrócą kontrole graniczne i wiele ograniczeń, na przykład wizy. Ale mimo, że od wejścia Polski do strefy Schengen minęło niewiele czasu nie tylko młodzież nie wie, albo nie pamięta, że jadąc do Czech lub Niemiec można być w jakikolwiek sposób kontrolowanym.

    Do dobrego się szybko przyzwyczajamy i nowinki szybko stają się normą. Pewnie dlatego pozostałości zasieków i budynków po kontrolach granicznych traktujemy jak świadectwa bardzo odległej przeszłości. Ci którzy podczas wakacyjnych wojaży odwiedzają kilka europejskich krajów zapewne z trudem sobie wyobrażają, że każda "zmiana" państwa na inne może oznaczać wymianę pieniędzy. Bo tak bardzo już przyzwyczailiśmy się do euro mimo że u nas jeszcze długo będzie królować złotówka. Wjazd do kraju gdzie nie można płacić europejską walutą traktujemy jak dziwne utrudnienie.

    Odnoszę wrażenie, że cywilizacyjnego przełomu jaki przyniosła Unia Europejska nie zauważyliśmy i przyjmowanie jej dobrodziejstw jako czegoś, co się po prostu należy tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu. W wakacje często słyszę głosy jak dobrze było w czasach socjalizmu, bo zakłady pracy fundowały wczasy i kolonie dla dzieci. Bardzo szybko zapominamy, że poczucie bezpieczeństwa było mocno reglamentowane. Podróże do Włoch, które dziś łatwo jest realizować w tamtych czasach były nierealnym marzeniem. Toskanię oglądaliśmy na zdjęciach wycinanych z kalendarzy i oprawianych w ramy. Bo nawet jeśli komuś udało się zdobyć wizy, paszport, zgody na wyjazd, to i tak mało kogo było stać na spędzenie tam choćby dnia.

    Zastanawiam się czy naprawdę tak chętnie byśmy wrócili do czasów w których na samochód trzeba było pracować kilkadziesiąt lat, a jak już się miało pieniądze to do wyboru były maluch, fiat 125 i dla "wyższej półki" Polonez. Czy mogą państwo sobie wyobrazić, że czteroosobowa rodzina latem 2103 roku jedzie na dwutygodniowe wakacje i pakuje się z zapasami jedzenia, śpiworami, namiotem i pozostałym dobytkiem do malucha, który dachowego bagażnika nie ma? Dziś jest to chyba niemożliwe, w tamtych czasach było normą.

    Gdy rozmawiam z kierowcami odnoszę wrażenie, że klimatyzacja w autach jest od zawsze. Jej awarie sprawiają ogromne kłopoty, bo oczywiste jest to, że bez klimy nie da się jechać. A słyszę to także od ludzi, którzy nie tak wiele lat temu mieli opracowane specjalne systemy wietrzenia, otwierania okien, wieszali w oknach wilgotne ręczniki. Dziś można by to nazwać eko-klimatyzacją.

    Zmysłu racjonalizatorskiego z pewnością mamy mniej niż kiedyś. Dziś wszystko można kupić - nie trzeba wymyślać. To czego bardzo brakuje mi w wakacje to kartek pocztowych, które odchodzą w zapomnienie. Wakacyjny rytuał liczenia bliskich osób, którym chcemy wysłać pozdrowienia, kupowanie znaczków to także coś, czego dzisiejsi nastolatkowie mogą nie zrozumieć.
    Zresztą co tu pisać o kartkach pocztowych, skoro maile już stają się czymś archaicznym i coraz rzadziej są wykorzystywane. Zastępują je m.in. media społecznościowe. Stacjonarny komputer jest już traktowany jak zabytek i nie zdziwię się jak usłyszę pytanie : A po co robiono takie duże, skoro i tak potrafiły mniej niż telefon komórkowy? Tym którzy jeszcze przed wakacjami, wygodnego odpoczynku życzę.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo