Nie szukajmy po świecie, trenerzy są w kraju

Marek Kondraciuk
Merytorycznych argumentów za tym, żeby pozwolić Anastasiemu na kontynuowanie wątpliwej jakości dzieła po prostu nie ma
Merytorycznych argumentów za tym, żeby pozwolić Anastasiemu na kontynuowanie wątpliwej jakości dzieła po prostu nie ma Sylwia Dąbrowa/Polskapresse
Los trenera reprezentacji Polski siatkarzy Andrei Anastasiego wydaje się przesądzony. Trudno sobie nawet wyobrazić, żeby po spektakularnych porażkach na olimpiadzie w Londynie 2012 oraz w Lidze Światowej i mistrzostwach Europy 2013 dostał czwartą szansę na najważniejszej imprezie w historii polskiej siatkówki, mistrzostwach świata 2014 m.in. w Łodzi.

Merytorycznych argumentów za tym, żeby pozwolić Włochowi na kontynuowanie wątpliwej jakości dzieła po prostu nie ma. Nie sądzę, żeby nawet on sam je znalazł. Zresztą, jeśli PZPS do tej pory nie żądał od niego raportów z analizami przyczyn porażek, to pewnie nie postawi takiego wymogu i teraz.

Wśród kandydatów na następcę Andrei Anastasiego wymieniane są najczęściej nazwiska znakomitości zagranicznych: Nowozelandczyka Hugh McCutcheona, Rosjanina Władimir Alekno, Argentyńczyka Jona Uriarte i Kanadyjczyka Glenna Hoaga. Od tego dominującego nurtu odróżnia się tylko głos legendy siatkówki Ryszarda Boska, który zwrócił uwagę, że np. Rosjanie i Finowie postawili na rodzimych fachowców i to wcale nie z nazwiskami z pierwszych stron gazet i dobrze na tym wychodzą.

Idea zatrudnienia Polaka w perspektywie mistrzostw świata Poland 2014 jest niepopularna, ale wydaje się jednak, że bardzo ciekawa i godna głębszych refleksji.

Od porażki drużyny Stanisława Gościniaka na olimpiadzie w Atenach 2004 reprezentacja siatkarzy miała wyłącznie trenerów zagranicznych: Raula Lozano, Daniela Castellaniego i Andreę Anastasiego. Każdy z nich osiągnął pojedynczy sukces, z którego uczynił sobie polską wizytówkę. Żaden jednak nie zbudował trwałej wartości, choć przy zatrudnianiu ich była to niemal myśl przewodnia. Żaden też nie wywarł nawet najmniejszego wpływu na gabinet cieni składający się z młodych, obiecujących trenerów, którzy w założeniu mieli czerpać z warsztatu Argentyńczyków i Włocha w imię świetlanej przyszłości polskiej siatkówki. Przy zagranicznych gwiazdach nie wypłynął żaden kandydat na przyszłego selekcjonera. Słowo w słowo możne te myśli przyłożyć również do polskich rozdziałów karier byłego trenera kadry siatkarek Marco Bonitty, piłkarzy Leo Beenhakkera,
koszykarzy Muliego Katzurina, Alesa Pipana i teraz Dirka Bauermanna. Wszyscy wytworzyli wokół siebie klimat wielkiego rozczarowania, bo oczekiwaliśmy od nich znacznie więcej i to przecież za wielkie pieniądze.

Z zagranicznej myśli szkoleniowej najwięcej polski sport skorzystał dzięki przedstawicielowi niemieckiej szkoły trenerskiej w siatkówce... Andrzejowi Niemczykowi oraz niemieckiej i hiszpańskiej w piłce ręcznej... Bogdanowi Wencie.

Może więc pora wrócić do korzeni? Jestem przekonany, że zatrudnienie polskiego trenera niesie mniejsze ryzyko klapy na mistrzostwach świata niż postawienie na kolejną zagraniczną gwiazdę. Czy są kandydaci? Moim zdaniem tak. Dobrym rozwiązaniem wydaje mi się na przykład powierzenie kadry duetowi Andrzej Kowal i Jacek Nawrocki, a konfigurację tej pary i
ustalenie zakresu kompetencji można różnie ukształtować. Czy jest czas na budowanie nowej drużyny? Jest. Rosjanie po olimpiadzie w Londynie zaufali rodzimym trenerom bez głośnych nazwisk, pozostawili zarówno w żeńskiej, jak i w męskiej reprezentacji jednostki, a rok później w cuglach zdobyli oba złote medale na mistrzostwach Europy i mają bodaj jeszcze silniejsze reprezentacje od poprzednich.

Wydaje się także, że nadszedł idealny moment do zorganizowania okrągłego stołu. Zamiast wsłuchiwać się głównie we własny głos sternicy PZPS mogliby przy nim posłuchać również co o sytuacji w polskiej siatkówce sądzą oponenci i jakie mają recepty na naprawę. Wojna na górze nie jest nikomu potrzebna i nie służy sportowi.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Faktycznie, nie warto szukać po świecie, bo dobrego trenera równie trudno znaleźć na świecie jak i w kraju. W Polsce typowe jest to, że ludzie uprawiający swoje zawody są w nich z reguły marni. Najlepiej to widać właśnie w sporcie. Nawet pan redaktor piszący na tematy sportowe i pasjonujący się sportem udowadnia, że mało się na tym zna.

Dodaj ogłoszenie