reklama

Nitras: Premier wyczyścił spółki z ludzi PO. Kompetentne osoby zostały odwołane

Joanna MiziołekZaktualizowano 
FOT.BARTEK SYTA/Polskapresse
- Proces oczyszczania spółek z działaczy partyjnych obserwuję od wielu miesięcy. Premier w sposób konsekwentny już dawno kazał oczyścić rady nadzorcze z polityków Platformy. Jestem w stanie wskazać wiele nazwisk. W tym nazwisk ludzi bardzo kompetentnych, którzy niejako przy okazji zostali odwołani - mówi Sławomir Nitras, europoseł PO, w rozmowie z Joanną Miziołek.

Taśmy Serafina to kompromitacja klasy politycznej?
Nie potrafię się nadmiernie ekscytować rozmową taka jak ta. Wokół instytucji publicznych i wewnątrz nich jest tak wielu ludzi w podobny sposób rozmawiających, podobnie funkcjonujących, z własnego doświadczenia dobrze znam ten typ tzw. działacza. To oczywiście jest mało budujące, ale nasz kraj, i to nie tylko polityka, bardzo często tak wygląda. Karuzela popierających się nawzajem, mało wyrafinowane intrygi, niestety bardzo często łączone z brakiem kompetencji. Bardzo dobrze, że te taśmy zostały ujawnione, jak widzę, wbrew intencjom nagrywającego. I tym lepiej. Nie spodziewam się wielkiego przełomu, ale może jakiś krok w kierunku poprawy standardów dzięki temu uczynimy. I paradoks polega na tym, że to nie jest tylko problem słabości ludzi w konkretnych instytucjach. Mówimy o ARR, która jest niepotrzebna. Zbędna. To instytucja, która prowadziła kiedyś interwencje na rynku rolnym, a po wejściu do UE tego czynić nie wolno. A ta agencja dalej istnieje i wielu polityków potrafi nie tylko udowodnić, że jest niezbędna, ale też ją skutecznie obronić. I tak jest, niestety, w wielu innych miejscach. Podam przykład powiatów wokół wielkich miast. Praktycznie nie mają podległych instytucji. Szkoły są w miastach, szpitale podobnie. A mają podobne ilości urzędników co wielkie powiaty, które zarządzają szkołami, szpitalami. To problem nie tylko polityki, ale również innych środowisk.

Jakich środowisk?
Na przykład uczelni wyższych, środowisk medycznych, prawniczych. To jest oczywiście kwestia mentalności. Chociaż zachodzą w Polsce procesy, które te zjawiska eliminują. Idziemy w dobrym kierunku. Między innymi dzięki Unii Europejskiej. Kiedyś standardy w ogóle nie obowiązywały. A dziś jednak coraz bardziej tak. Niestety dalej mamy szkoły bez dzieci, bo nikt nie chce do nich chodzić albo po prostu w danym miejscu nie ma wystarczającej ich liczby, przychodnie na papierze, które opędzają się od pacjentów, wydziały uczelni wyższych bez naboru, za to z dobrze mającymi się wykładowcami. Bardzo trudno jest to zmieniać. Jest to w nas bardzo głęboko. Dzisiaj nie można reform wprowadzać tak radykalnie jak w latach 90., powinniśmy o funkcjonalnym modelu państwa rozmawiać spokojnie i konsekwentnie je zmieniać. Gonić kraje lepiej zorganizowane. Bez ekscytacji.

Ale premier się ekscytuje.
Premier jest zakładnikiem spraw bieżących. Nie może przecież nie reagować na tak oburzające nagrania. Premier ma świadomość i ja widzę bardziej lub mniej udane próby zmiany stanu rzeczy. Konsekwentna prywatyzacja, choćby taka rzecz jak zewnętrzne egzaminy gimnazjalne, maturalne, które pokazują szkoły dobre i złe. Próba wprowadzenia prawa, które zrównuje czas pracy wszystkich Polaków, bo przecież odziedziczyliśmy system, w którym obok siebie żyją 35-letni emeryci i ludzie, którzy ciężko pracują ponad 45 lat i dostają żebracze emerytury. Ale my sami takie przykłady jawnych niesprawiedliwości akceptujemy. Bronimy przecież Karty nauczyciela, uprawnień emerytalnych, niepotrzebnych instytucji kosztem tego, że państwo musi na to wszystko zabierać połowę wynagrodzenia ludziom zarabiającym 2200 zł brutto. I to przez całe ich życie. To są bardzo skomplikowane procesy, na które nakłada się polityka, kampanie wyborcze, w których łatwo narzucić obraz, że polityk, który chce zmian, zabiera ludziom ich prawa czy przywileje.

Czyli Donald Tusk nie mówi nam całej prawdy?
To, co powiem, może nie zabrzmieć wiarygodnie, bo jestem członkiem partii rządzącej, podwładnym premiera. Ale proszę uwierzyć, że proces oczyszczania spółek z działaczy partyjnych obserwuję od wielu miesięcy. Premier w sposób konsekwentny już dawno kazał oczyścić rady nadzorcze z polityków Platformy. Jestem w stanie wskazać wiele nazwisk. W tym nazwisk ludzi bardzo kompetentnych, którzy niejako przy okazji zostali odwołani.

Na przykład?

Na przykład Marek Tałasiewicz. Był wiceprezesem stoczni szczecińskiej. Za rządów SLD dostał zarzuty prokuratorskie i na rok poszedł do więzienia. Wyszedł, półtora roku temu wygrał sprawę, został uniewinniony. Jest niewątpliwie wielkim autorytetem w sprawach stoczniowych i portowych. Był w radzie nadzorczej portu szczecińskiego. Tylko dlatego, że ma legitymację PO, został usunięty z tego stanowiska. Premier uznał rok temu, że pewne rzeczy wymknęły się spod kontroli i niezależnie od kompetencji nie chce członków PO w spółkach. To trudne dla partii i jej lidera, ale jako premier uznał, że to chyba jedyna metoda. Miał do tego prawo. Mam nadzieję na pozytywne efekty. Pamiętać należy tylko, że to nie może być jedyne kryterium. Brak legitymacji partyjnej nie jest świadectwem kompetencji.
Dlaczego od roku, skoro jest w rządzie cztery lata?
Po pierwsze, tak było w polityce od zawsze. Proszę sprawdzić, co działo się za czasów PiS czy SLD. Donald Tusk jest pierwszym premierem, który dostrzegł sytuację i próbuje ją zmienić. Można mieć pretensje, nawet uzasadnione, że późno, ale jednak to robi. Apeluję do pani i środowiska dziennikarskiego, jak już napiszecie, że robi to za późno, to potem konsekwentnie ten proces wspierajcie. To ważne.

A nie jest tak, że Donald Tusk przymykał oko przez te cztery lata?
To nie jest sytuacja, która tworzy się z dnia na dzień, tylko sukcesywnie narasta. Pewne branże w Polsce dorobiły się profesjonalnego managementu. I te firmy są dużo bardziej odporne na wprowadzanie do nich ludzi z politycznego wyłącznie nadania. Jednak są też branże, firmy, które nie stworzyły swojego własnego, kompetentnego managementu. I to w nich bardzo często pojawiają się politycy. Proszę też wziąć pod uwagę, że jeżeli minister skarbu załatwi przykładowej cioci pracę, to pani o tym napisze. Ale jeżeli prezes spółki dogada się z kolegą i załatwi żonie pracę, to już nie. Ja znam przykłady dużych państwowych firm, w których całkiem oficjalnie funkcjonują preferencje przy zatrudnianiu dla rodzin pracowników. I czy to jest wina premiera, posłów? Ile trzeba mieć siły, determinacji, żeby to zmienić? Ile nas to kosztuje?

Politycy to chyba ludzie, od których więcej wymagamy?
A od prawników, lekarzy, prezesów firm nie? Chyba również? Te firmy, które zbudowały management, bronią się przed wpływami politycznymi. Istnieją bardzo dobre i bardzo złe firmy państwowe. Mogę podać przykłady wielu przedsiębiorstw, w których nikt nie odważy się proponować prezesów z politycznymi wyłącznie kompetencjami. Postawmy się jednak w innej sytuacji: minister skarbu ma realny problem. Jacyś panowie zarządzają spółka, ona generuje straty, ma przerosty zatrudnienia, niby dysponuje majątkiem, ale nie potrafi zarobić, a majątek zaraz będzie mniejszy niż zobowiązania. Musi postarać się więc o kogoś zaufanego, żeby nad taką sytuacją zapanował. Znajduje się często pod naciskiem lokalnych polityków i tak w spółkach pojawiają się politycy, ludzie o niewystarczających kompetencjach. Inna sprawa, że bardzo trudno namówić do takiej pracy ludzi, którzy zarządzają prywatnymi firmami. W państwowych spółkach trzeba liczyć się z wieloma zależnościami, niższym wynagrodzeniem.

Zmierzamy do tego samego. Kadra się nie ukształtowała, bo były układy polityczne. Czyli będziemy iść ciągle w tę samą stronę?
Nie chcę z panią polemizować, tylko pokazać, że problem jest znacznie głębszy. Latający menedżerowie, którzy znają się na wszystkim i na niczym, plus członek zarządu z ramienia pracowników dbający, aby ich nie zwalniano. Prezes nie narusza interesu związków zawodowych, więc nie przeprowadza niezbędnej restrukturyzacji. Jest koniunktura, wyniki są dobre, a prezes usprawiedliwiony. Tyle że potem przychodzą dekoniunktura, gigantyczne straty, prezes odchodzi i przychodzi następny. Zwalnia, próbuje wykonywać jakieś ruchy, ale zaprzestaje, kiedy znów nastaje koniunktura i wyniki się poprawiają. Ta kadra się nigdy nie wykształtowała. A właściciel, czyli Skarb Państwa pozostaje ułomny.

Nominacja Aleksandra Grada na prezesa spółki państwowej to wiarygodny krok?
Wyobraźmy sobie sytuację, w której jest pani ministrem skarbu. Ma pani poczucie, że przed panią jest do zrealizowania ważny projekt. Polega on na wybudowaniu pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej. Proszę stworzyć profil człowieka, który powinien się tym zająć.

Dobry menedżer.
Nie ma jeszcze czym zarządzać. Elektrownia nie istnieje, ale oczywiście zgoda.
Musi to być człowiek z wizją.
Zgoda. Ale to chyba trochę za mało i zbyt ogólnie.

Sądzi Pan, że powinien mieć poparcie polityczne?
Powinien mieć silną pozycję. Także zawodową. Ma przed sobą kilka zadań. Po pierwsze, znaleźć dla elektrowni dobrą lokalizację. Przeprowadzić proces tak, żeby społeczność lokalna zaakceptowała tę lokalizację. Dla przykładu spójrzmy na prezesa Kaplera. Zbudował nam piękny stadion i zrobił to tanio, porównując z innymi podobnymi inwestycjami. Sprzeciwiam się taniemu populizmowi, że prezes Kapler za dużo zarabiał. W terminie wykonał gigantyczną inwestycję. Czemu Kapler się nie sprawdził? Jest menedżerem wziętym z rynku. Nikt nie mógł podważyć sposobu jego wyboru, był transparentny i wybrano człowieka kompetentnego. Ale poza tym, że jest bardzo sprawny i zna się na rzeczy, zabrakło mu doświadczenia w kontaktach z opinią publiczną, dziennikarzami. Wdał się w niepoważny spór o centymetr wysokości bramki, krótkofalówki w garażu. W prywatnej firmie zrealizowałby cel szybko i sprawnie. Tam, gdzie mamy pieniądze publiczne, te procesy są inne. Prezes Kapler tego nie zrozumiał i zamiast zostać wielkim budowniczym, przewrócił się na błahej sprawie. Tam, gdzie powinien wykazać się pewną ostrożnością i dyplomacją, wychodził i mówił: "Ja tu buduję i proszę mi się nie wtrącać". To są bardzo skomplikowane procesy społeczne. W grę wchodzą gigantyczne pieniądze publiczne. Nie zawsze ludzie z biznesu mają tę wrażliwość.

Na pewno można znaleźć i takich, którzy mają.
Tworzymy profil. Zgodziła się pani na razie z tym, że musi to być człowiek, który przekona do swoich racji społeczność lokalną.

Czyli to musi być ktoś, kto ma wpływy polityczne tam, gdzie się buduje?
Nie. Musi zwyczajnie do tych ludzi wyjść i ich przekonać. Inny przykład. W moim regionie jest wieś nad morzem, Gąski. Elektrownia jądrowa musi się znajdować nad morzem. Poprzedni prezes PGE jedną konferencją prasową sprawił, że w tej i dwóch sąsiednich gminach 90 proc. mieszkańców powiedziało: "W żadnym wypadku, żadnej elektrowni". Świetny menedżer, wzięty z rynku. Nie mamy technologii atomowej. To jest coś, co możemy kupić od Amerykanów, Koreańczyków, Francuzów. O powodzeniu tego zakupu nie zdecyduje tylko cena, ale też interesy polityczne Polski. To gigantyczne operacje, w które zaangażowane są między innymi służby specjalne. Kandydat musi być człowiekiem znanym na wylot także tym służbom, a Aleksander Grad takim człowiekiem jest. Na pewno posiada też dojrzałość menedżersko-polityczną, która pozwala mieć do niego w tej materii zaufanie. On nie będzie budował, będzie inwestował. A przedsięwzięcie, któremu musi stawić czoła, wymyka się regułom rynkowym.

Premier był wiarygodny, kiedy mówił o odpolitycznianiu, a teraz zgadza się, żeby Grad objął to stanowisko?
Nie wybiera się prezesa takiej firmy w otwartym konkursie. Nie ma normalnego państwa na świecie, w którym te procedury odbywają się inaczej. Zadania budowy elektrowni musi podjąć się człowiek w stu procentach wiarygodny. A budowniczego elektrowni atomowej z doświadczeniem zresztą chyba w Polsce nie mamy.

Skoro Aleksander Grad był takim dobrym ministrem skarbu, czemu nie został szefem resortu skarbu na drugą kadencję?
Nie jest to pytanie do mnie. Proszę pytać premiera, pana Grada. Ja mogę stwierdzić, że to kompetentny i poważny człowiek. Może premier uznał, że cztery lata to wystarczająco długo w tak newralgicznym miejscu. Jednak minister Grad uporządkował wiele spraw, dziedzin, znacząco przyśpieszył prywatyzację.
A sprawa stoczni?
Szczególnie w Szczecinie i Trójmieście ta sprawa obciąża wielu ludzi. Pan Grad również nie może postrzegać jej w kategoriach swojego sukcesu.

Stocznie to polski przemysł strategiczny.
Dla mojego regionu tak. Statki nie są niezbędne do tego, aby państwo funkcjonowało. Gaz, prąd, woda. Ale nie stocznie. Co nie zmienia faktu, że to bardzo ważna branża przemysłu, powiązana z wieloma innymi, generująca wiele miejsc pracy. Nie jest jednak strategiczna, tzn. że państwo nie musi jej kontrolować. Lepiej, żeby ta branża była prywatna.

Ale kiedy Pan patrzy na stocznie, które się marnują, to co Pan myśli?
Przegraliśmy rynek stoczniowy pod rządami SLD. Niemcy mają sześć stoczni gotowych do przejęcia przez tego, kto tylko będzie chciał w nie zainwestować. One stoją zamknięte. W Europie przemysłu stoczniowego praktycznie nie ma. Moim zdaniem to jest problem polityki konkurencji Unii Europejskiej. Nas obowiązuje polityka konkurencji UE, która zabrania dotowania tej branży, natomiast na Dalekimi Wschodzie czy nawet w USA stocznie są mocno dotowane. W takiej sytuacji stocznie europejskie po prostu nie mają racji bytu. Nie są w stanie konkurować. Polityka konkurencji, skądinąd słuszna i dająca ogromne korzyści wewnątrz Unii, nie sprawdza się tam, gdzie europejskie firmy muszą konkurować poza Unią. Gdyby traktować stocznie w Europie jak projekt Airbusa np., to Europa byłaby potęgą w tej branży. A gdyby z kolei Airbus podlegał polityce konkurencji obowiązującej w UE, to taki samolot, taka firma nie istniałyby już. Polskie stocznie, nie tylko w Szczecinie, ale także w Gdańsku i Gdyni, dostały od rządu pomoc. Była ona zgodna z wytycznymi Komisji Europejskiej. Ale nie zrealizowały planów związanych z pomocą publiczną. Unia Europejska pozwala subsydiować pewne branże pod warunkiem osiągnięcia w określonym czasie trwałej rentowności. A stocznie dostały pomoc i takiej rentowności nie osiągnęły. Potrzebna była kolejna pomoc, w związku z czym Komisja Europejska powiedziała: "Koniec". To jest problem polityki konkurencji Unii Europejskiej wobec dziedzin takich jak przemysł stoczniowy. Moim zdaniem wymaga ona korekty, ale to temat na oddzielną rozmowę.

Wróćmy więc do bieżącej polityki. Premier Donald Tusk mówi, że syn Stanisława Kalemby odchodzi z agencji, a ten jednak zostaje. Jak to jest?
Nie wiem, jak to jest.

Jak na tym nieporozumieniu wyszedł premier wizerunkowo?
Ja nie zajmuję się tymi rzeczami. Nie znam się na tym.

Politycy zajmują się nepotyzmem, a są poważniejsze problemy. To Pana słowa?
Tak nie powiedziałem. Próbuję tylko powiedzieć, że choć są w polityce wielkie sprawy, można się potknąć o mały kamyczek. I tych większych nie załatwić.

Jakie są te większe?
Chociażby kwestia budżetu, utrzymania wzrostu gospodarczego. Stymulacji podatkowej gospodarki po to, żeby utrzymać wzrost. Może nawet zmiany struktury dochodów budżetu państwa. Nie da się budżetu oprzeć na pensjach ludzi, którzy zarabiają 2000 zł. Ci ludzie nigdy nie dorobią się niczego i jest to nieefektywne z punktu widzenia rozwoju gospodarczego. Trzeba szukać nowych rozwiązań. Podam przykład Lasów Państwowych. Gigantycznej instytucji, ogromnego majątku naszego wspólnego, który praktycznie nie daje nam żadnego dochodu. To są wyzwania, przed którymi stoi ten rząd.
I ich nie realizuje.
Realizuje. Trzeba mieć siłę polityczną i nie potykać się o drobne rzeczy, jak kryzys koalicji z powodu jakichś taśm np., żeby tego typu projekty wprowadzać w życie. Sprawa taśm może zdestabilizować rząd, i to bardzo złe dla Polski.

A Platforma Obywatelska przewraca się o drobne kwestie?
Na razie nie. Premier musi być silny. Nie tylko Donald Tusk, ale jakikolwiek premier w ogóle. Po to, żeby miał siłę wprowadzać odważne reformy. Koalicja musi być stabilna, a większość parlamentarna jest potrzebna właśnie po to, żeby móc reformować. My tego w ogóle nie doceniamy. Byłem w polskim Sejmie, kiedy głosowano reformę wieku emerytalnego. I byłem też w Strasburgu i w Paryżu w momencie, kiedy prezydent Sarkozy przeprowadzał podobne, choć mniej odważne zmiany we Francji. Podnosił wiek emerytalny z 60 do 61 lat. Efekty był taki, że Paryż zalały strajki. Zablokowane było całe miasto, nie jeździły autobusy ani metro, zamknięto szkoły. A strażacy na znak protestu oblewali pianą prefektury. Miasta były sparaliżowane, a rząd się potykał. Tak długo, aż przegrał wybory. O PO i rządzie można mówić różnie, ale jak oglądałem, zresztą będąc w budynku Sejmu, protest Solidarności, to sprawność i determinacja, z jaką rząd przyjął tę trudną reformę, musi budzić podziw i szacunek.

A nie uważa Pan, że media są raczej przychylne rządowi Tuska?
Nie będę oceniał, które media są komu przychylne. Ja się na tym nie znam. Kiedy np. rolnik z Podkarpacia ma żniwa i akurat cieszy się dobrą pogodą, rolnik z Zachodniopomorskiego nie mówi mu: "Ty to masz fajnie, bo u mnie w tym roku cały czas padało". Media są rzeczą obiektywną. Potrafią pomagać, potrafią przeszkadzać, ale podobnie jak pogoda są od rządu niezależne.

Rząd ma się czym pochwalić?
Przeprowadził reformę emerytalną.

To tylko jedno.
Nicolasowi Sarkozy'emu zajęła ona cztery lata, a temu rządowi pół roku. Od exposé i zapowiedzi do wejścia ustawy w życie.

A rosnące bezrobocie?
W Hiszpanii wynosi ono 25 proc., a wśród młodych ludzi utrzymuje się na poziomie 50 proc. W Polsce bezrobocie jest na poziomie 11-12 proc., a wśród młodzieży - 25 proc. Obydwa te wskaźniki są dwa razy niższe. Tego problemu nie rozwiąże się w ciągu jednego dnia. To jest proces, który wymaga np. zmian podatkowych. Jeśli wprowadzilibyśmy np. kwotę wolną od podatku do 1000 zł miesięcznie, to byłaby ulga realna, która pozwoliłaby zatrudnić pracowników i pobudzić konsumpcję, zwiększyć oszczędności obywateli. To jest wyzwanie dla rządu, które wymaga znalezienia innych źródeł dochodów dla budżetu, np. opodatkowujących majątek bardziej niż pracę.
Rząd będzie szedł w tym kierunku? Pan to potwierdza?
To nie moja rola. Nie potwierdzam, ale bardzo namawiam.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Materiał oryginalny: Nitras: Premier wyczyścił spółki z ludzi PO. Kompetentne osoby zostały odwołane - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 16

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

u
ups.

Kłamczuch i tyle. Niech wygoni szwagra z gabinetu marszałka sejmiku woj zach-pom.

z
zet

"Premier wyczyścił spółki z ludzi PO. Kompetentne osoby zostały odwołane" - takie kompetemtne jak sam Nitras! Rasowy politruk!

N
Nasz_Dziennik

Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK (31 lipca 2012):

Jesienią ubiegłego roku na łamach "Naszego Dziennika" ostrzegałem, że budżet 2012 to megamistyfikacja.

Wielu analityków już w ubiegłym roku określało budżet państwa na 2012 r. jako wirtualny, a zarazem błędny po stronie prognoz, życzeniowy i nierealny po stronie wykonania. Oczywistym było dla profesjonalistów, choć nie dla większości mediów zajmujących się gospodarką i finansami, że jest to wyłącznie wyraz kreatywnej księgowości MF Jana Vincenta Rostowskiego, ze skrajnie zawyżonymi dochodami podatkowymi, nierealnym bezrobociem i mocno zaniżoną inflacją.

Był to tak naprawdę budżet półroczny, byle do Euro 2012. Dziś ten podobno "wyważony" budżet ministra Rostowskiego ewidentnie się wali. Przypadek, brak profesjonalizmu i realizmu czy świadoma propaganda sukcesu oparta o sztuczki księgowe?

Zadłużenie Skarbu Państwa zamiast maleć zaczyna rosnąć wbrew zapewnieniom ministra Rostowskiego. W stosunku do ubiegłego roku wzrosło już o ponad 30 mld zł, a przez 5 ostatnich lat o blisko 350 mld złotych. W październiku tego roku trzeba będzie dokonać odkupu obligacji SP na kwotę ponad 22 mld złotych. Krajowy Fundusz Drogowy jest już zadłużony na ponad 44 mld zł, samorządy na ponad 62 mld, zaś długi wielkich miast to już blisko 30 mld złotych.

Wielu z tych pozycji MF nie zalicza do łącznej sumy zadłużenia, stosując podwójne standardy księgowości. Nie zalicza on również do długu publicznego kwot należnych z tytułu tzw. nadwykonań w szpitalach i służbie zdrowia, które sięgają już blisko 2,5 mld zł, jak również roszczeń firm budowlanych, które wzrosły do astronomicznej kwoty 3,7 mld złotych. Wykonanie deficytu budżetu państwa w połowie tego roku zbliżyło się do 80 proc. z zakładanych na cały rok 35 mld złotych.

Po pięciu latach księżycowej ekonomii, kilku wirtualnych budżetach i totalnym wzroście zadłużenia publicznego, do kwoty blisko 900 mld złotych, rząd sięga dziś w rozpaczliwy wręcz sposób po wyprzedaż resztek dochodowych przedsiębiorstw - PKO, BP, PZU SA czy wreszcie wyprzedaż sanatoriów, a nawet możliwość wyprzedaży polskich lasów.

Międzynarodowi spekulanci walutowi, przewidując załamanie się polskich finansów publicznych w 2013 roku, już dziś sztucznie umacniają polskiego złotego, by wyjść z Polski ze swymi kapitałami po lepszej cenie. Mówi o tym nawet raport zamówiony przez NBP w ostatnich dniach.

Z pewnością grożą nam podwyżki podatków i opłat, w tym na pewno podatków i opłat lokalnych, całkowite wstrzymanie niedokończonych inwestycji drogowych i rabunkowa wyprzedaż resztek majątku narodowego.

Przed nami jeszcze kryzys sektora bankowego w Polsce prawie całkowicie uzależnionego od kłopotów ich zagranicznych banków - właścicieli. Unia bankowa będzie dla nas śmiertelnie niebezpieczna. Bankowy Fundusz Gwarancyjny właśnie przygotowuje rozwiązania prawne tzw. uporządkowanej likwidacji, regulacyjnie niewypłacalnych banków - tzw. resolution.

Sztuczki księgowe, wirtualne budżety oraz kosmicznie rosnące zadłużenie były w ostatnich latach fundamentem bajki o "zielonej wyspie". Zbliża się jednak ponura rzeczywistość budżetowa 2013 roku, czyli huragan "Vincent". Czarna dziura polskich finansów publicznych i budżetowe tsunami a.d. 2013 coraz wyraźniej wyłania się z za horyzontu.

p
polo

Chyba zapominałeś zażyć dzisiaj ciepła lewatywę, stąd twoja nerwowość.
Zrób to jak najszybciej, a poczujesz się dużo lepiej.

m
ma nas za idiotów?

No, może współwyznawcy sekty moskiewskiej wierzą jeszcze w te bajdy. POmatolizm to choroba, która szybko nie przechodzi. Naiwność porównywalna do tej, którą pokazali ci, co zawierzyli swoje oszczędności Amber Gold. Też wiele obiecywał, a jak wyglądał, te piękne biura, ta reklama, ci śliczni panowie i panie. EUROPA! A pieniądze poooooooooszły!

K
Krasi

Znowu ten PR. Jakie czyszczenie spółek z ludzi PO? Gdyby to zrobić, to tak jakby od razu skazać się na przegranie kolejnych wyborów ....
Wszystko co jest teraz robione przez PO to tzw. gra pozorów i PR-u

w
wojskowy

Odezwal sie specjalista od flaszek !!!!!!

e
ewa

O jakiej zagladzie piszesz , chyba twojego mozgu !!!!!!!!!!!!!

Z
Zaksocjalista

Tego bełkotu Nitrasa nie można czytac nie rzucając bluzgi, facet sobie kpi z nas wszystkich ale u złodzieji z PO(-reaktywacja wcześniejszego KLD-) to forma nad wyraz powszechna.

p
polo

Nitras o pijaństwie w PO;
"Nigdy nie miałem zwyczaju pić alkoholu. W moim domu się nie piło, na studiach też nie za bardzo. Ale gdy wszedłem do Sejmu, to się okazało, że polityka to także alkohol. Spotkaniom czy rozmowom towarzyszył często. W ciągu pierwszych dwóch lat kadencji Sejmu wypiłem więcej niż przez całe życie. Ale w pewnym momencie uznałem, że to jest coś chorego. Pamiętam, 4 grudnia zeszłego roku podjąłem decyzję, o której powiedziałem kilku kolegom: że ja po prostu nie piję. Czułem, że za chwilę mogę znaleźć się na wirażu".

To fragment wywiadu, jakiego Nitras udzielił "Rz" w 2008 r.
Nitras broni Tuska bo ma w tym interes. Kilka lat temu zajmował wysoką pozycję
na półce z flaszkami PO. Obecnie pilnuje interesów Tuska w Brukseli.

N
Nitras

Za pomocą "zaprzyjaźnionych" mediów (określenie Andrzeja Wajdy) Tusk wmówił Polakom, że CBA to zbędna instytucja, gnębiąca niewinnych ludzi. Żaden układ nie istnieję, jest wytworem chorej wyobraźni. Posłanka Sawicka to tylko biedna skrzywdzona miłość, a doktor G. to wręcz bohater, dobroczyńca ludzkości, szykanowany przez okrutny i zły reżim. Złodzieje stali się nagle niewinni jak te lilie polne, a ścigający ich funkcjonariusze – agenci CBA, prokuratorzy – mianowani zostali czarnym ludem.

A gdy już objęli władzę, to w pierwszej kolejności uderzyli w instytucje walczące z korupcją. Przetrącili kręgosłup CBA, prokuraturę zamienili w niedotykalną korporację, zmienili ustawę o NIK, likwidując protokoły kontroli, tak aby Izba pisała raporty bardziej ogólne, bez kłopotliwych szczegółów.

Nic zatem dziwnego, że rozmaite Rychy, Miry, Zbychy z PO oraz podobna do nich Śmietanka z PSL-u uznała to za jasny sygnał – można kraść.

A potem były już tylko kolejne zamiatane pod dywan afery, z hazardową na czele i znów jasny sygnał – jak złapią za rękę, to mówimy, że to nie nasza ręka. Nikt nam nie zrobi nic.

I seria samobójstw – tu się prezes zastrzelił, tam dyrektor powiesił – udziału osób trzecich nie stwierdzono.

Władza sprawowana przez PO i PSL jest po prostu sama w sobie korupcjogenna. Ona korupcję lubi, ona korupcji sprzyja, a układy korupcyjne jej sprzyjają z wzajemnością. W obronie obecnej władzy nie będą szczędzić pieniędzy ani sił.

l
lennox

Gdyż komu chce się wyczytywać truizmy i infantylne hasła propagandowe. Notabene powtarzane i powszechnie znane! Ten kluczyk jest również wielce pożyteczny społecznie, a zarazem i edukacyjnie. Albowiem dobrze służy w procesie rozwoju wielu osób. Ohydna partyjna propaganda nie rzuca się natychmiast w oczy, no i trzeba za nią zapłacić. Zawsze kolegom mówiłem, że osoby zasiadające w redakcji GW powinne tym osobom z Times’a buty pucować. Mam nadzieję, że chyba nie przyjdzie redakcji taka myśl, aby ten kluczyk zlikwidować. Nie daj Boże, bo grafika ładna to i osoby niezbyt atrakcyjne intelektualnie należy wkładać pod kluczyk. A zresztą, czy wraca się do żon, które wybrały kolegów? Owszem, są i tacy, lecz czy owi są mężczyznami...

h
hose186

Cała PO to banda nieudaczników, doprowadzili kraj do całkowitej zagłady.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Nitras: Premier wyczyścił spółki z ludzi PO. Kompetentne osoby zostały odwołane

G
Gliceryna

Donald Tusk wyczyścił spółki Skarbu Państwa z kompetentnych ludzi-więc co pytam?-pozostali niekompetentni?

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3