Odwaga, która uratowała Lipsk

Hanna Gill-Piątek
Hanna Gill-Piątek
Hanna Gill-Piątek Krzysztof Szymczak/archiwum
Mamy problem z dużą ilością pustostanów w mieście? Poprzemysłowe obiekty sypią się w oczach? Wstawmy okna i oddajmy je po kosztach eksploatacji "strażnikom domów", którzy zrobią prosty remont, ogrzeją, zadbają. Wszystko pod warunkiem szybkiej wyprowadzki, jeśli właściciel będzie miał pomysł i środki na zagospodarowanie. Wiadomo, zamieszkane niszczeje znacznie wolniej, a i wzrost bezpieczeństwa w okolicy nie jest bez znaczenia.

W mieście straszą zaniedbane kamienice, a miasto nie ma kasy na remonty? Sprzedajmy je okazyjnie kooperatywom mieszkaniowym, małym spółdzielniom lub stowarzyszeniom, które pod nadzorem konserwatora zrobią gruntowną renowację. Nadwyżkowe lokale będą zwracać inwestycję dzięki wpływom z czynszu, ale warunkiem jest, że będą to tanie lokale na wynajem, bo to zapobiega windowaniu cen najmu w okolicy i innym niekorzystnym dla miasta procesom.

Czy to pomysły szalonego lewaka? Nie, to sprawdzone niemieckie doświadczenia w zakresie rewitalizacji. Dzięki nim Lipsk z upadającego miasta stał się modelowym przykładem rozkwitu wschodnich landów. W zeszłym roku przybyło mu ok. 10 tys. mieszkańców, głównie młodych.

A programy dla "strażników domów" (Wächterhäuser) czy kooperatyw to tylko jedne z pomysłów, dzięki którym Lipsk odmienia się w oczach. Parki na pustych terenach, inwestycje w centra kultury na osiedlach, wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw, a także - jeśli ktoś sobie życzy - możliwość postawienia domku jednorodzinnego wśród starej zabudowy, byle bez naruszania historycznej pierzei (Leipziger Selbstnutzer Modell).

"Lipsk pod trzema względami przypomina Łódź" - pisze Przemysław Filar na łamach Instytutu Obywatelskiego - "Są to: olbrzymie zasoby zabudowy z XIX wieku, kolejowy dworzec doczołowy oraz silny przemysł lekki, który upadł po przemianach 1989 roku.

W latach trzydziestych XX wieku populacja Lipska wynosiła 750 tysięcy mieszkańców, jednak przerwanie tradycyjnych więzów gospodarczych (jedynie Targi Lipskie ratowały część z nich) z Zachodem spowodowało zmniejszenie się przemysłu (poza tekstylnym były to drukarstwo, elektrotechnika i inne), a w konsekwencji spadek liczby mieszkańców do 530 tysięcy (...). Po 1990 roku miasto straciło 90 procent miejsc pracy w przemyśle i 20 procent mieszkańców, a kolejne 10 procent uciekło na przedmieścia".

Podobieństw jest więcej, choćby problem bezrobocia, ale są też różnice. W Niemczech reprywatyzację przeprowadzono szybko po 1990 roku, więc struktura własnościowa miast różni się znacznie od polskiej na korzyść własności prywatnej. To sprawia, że władze nie zajmują się wyłącznie zasobem gminnym, ale są zmuszone do podjęcia szerokiej współpracy z różnymi podmiotami.

Szerzej mówił o tym podczas warsztatów w Łodzi Andreas Billert, specjalista w zakresie rewitalizacji. Dlatego wcześnie zaczęta odnowa niemieckich miast jest od początku wielkim polem negocjacji z właścicielami kamienic i wspólnotami mieszkaniowymi. Na przykładzie Lipska widać dobrze, że taka kooperacja przynosi doskonałe efekty: oprócz wsparcia można stawiać konkretne warunki, jak zwiększenie zasobu mieszkań pod wynajem o umiarkowanych czynszach.

Łódź stawia na tym polu pierwsze kroki. Od kilku lat prywatni właściciele mogą uzyskać od miasta pomoc finansową w remontach, choć w praktyce tych środków jest zawsze za mało. Pewne jaskółki zmiany widoczne są też w uchwalonej dwa lata temu "Polityce Mieszkaniowej Łodzi 2020+". Nazwa jest myląca, bo dokument skupia się wyłącznie na gminnym zasobie lokalowym, jakby pozostali mieszkańcy Łodzi nigdzie nie mieszkali. Ale zapisane zostały tam narzędzia wsparcia dla wspólnot.

Miasto ma pośredniczyć w uzyskaniu środków na remonty, doradzać i pomagać w organizacji. Do końca 2012 roku miał powstać "Katalog Wsparcia" zawierający spis źródeł, z których mogą korzystać prywatne podmioty. Niestety, jak dowiedziałam się z otrzymanego wczoraj pisma z UMŁ, ciągle na niego czekamy.

W połowie lutego władze zorganizowały spotkanie ze wspólnotami mieszkaniowymi, na którym padły zapowiedzi strumienia pieniędzy na remonty z Narodowego Programu Rewitalizacji. To dobra wiadomość. Z drugiej strony omawiane były problemy wspólnot zamieszkujących zabytkowe kamienice. Jednym z bardziej prozaicznych są okna, które każdy chciałby wymienić na tanie plastiki. Na drodze stoi jednak czujny konserwator i każe odtwarzać zabytkową stolarkę drewnianą.

Różnica w cenie kilkukrotna, bo to na razie niszowy rynek. Łatwo wpaść na pomysł, że dysponując armią bezrobotnych moglibyśmy z pomocą miasta tworzyć wyspecjalizowane spółdzielnie stolarskie, korzystając ze środków na ekonomię społeczną. I nie tylko taniej remontować Łódź, ale eksportować okna i wiedzę na temat renowacji XIX-wiecznych zabytków. Ale do tego musielibyśmy jak Lipsk odważyć się na nowatorskie rozwiązania. Może kiedyś spróbujemy...

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

ł
łodzianin
a jaka jest "przeciwwaga" któa nie jest skrajnym idiotyzmem spod znaku "wywalić wszystkich, podnieść czynsze do rynkowych, a jak sie nie opłaca to zburzyć to wszystko w cholerę i sprywatyzować całą resztę"?

grzecznie pytam
j
jb
Od lat jestem ciekawa czemu w Dzienniku Łódzkim nie pisze jakiś korwinista czy inny prawicowiec będący przeciwwagą dla tej pani.
Dodaj ogłoszenie