Pejzaże Jana Stanisławskiego w Muzeum Miasta Łodzi

    Pejzaże Jana Stanisławskiego w Muzeum Miasta Łodzi

    Wiesław Pierzchała

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Wystawę dzieł Jana Stanisławskiego zwanego „poetą pejzażu” otwarto w Muzeum Miasta Łodzi. O randze wydarzenia najlepiej świadczy to, że na ekspozycję przyjeżdżają mieszkańcy Warszawy.
    Pejzaże Jana Stanisławskiego w Muzeum Miasta Łodzi

    ©Materiały prasowe

    Jan Stanisławski mawiał, że duszą świata jest światło słoneczne. I to widać na jego najlepszych obrazach z „Ulami na Ukrainie” na czele.

    Fascynowała go przyroda- nawet w małym szczególe. Dlatego z upodobaniem malował jej - pełne uroku i nastroju - wycinki, na których pokazywał nam urodę traw i ziół, malw i bodiaków. Był piewcą życia, ale stale myślał o przemijaniu. Stąd na jego obrazach uschnięte jabłonie i słoneczniki zdające się wołać: - Memento mori!

    I właśnie dzieła tego artysty, który - jak na znakomitego pejzażystę przystało stworzył swój własny styl - możemy podziwiać na przygotowanej przez Monikę Nowakowską wystawie w Muzeum Miasta Łodzi, czyli w stylowych wnętrzach pałacu Izraela Poznańskiego. Jest to ekspozycja kameralna, liczy bowiem 30 obrazów i 10 grafik, ale za to przekrojowa, a więc reprezentatywna dla całej twórczości czołowego przedstawiciela Młodej Polski.

    Zobacz też:Muzeum Miasta Łodzi oraz Poleski Ośrodek Sztuki w Łodzi objęły nowe dyrekcje

    - Nie ulega wątpliwości, że ta ekspozycja to duże wydarzenie artystyczne i kulturalne, o czym świadczy fakt, że w otwarciu wystawy wzięli udział liczni kolekcjonerzy i historycy sztuki. Zresztą w ogóle publiczność dopisała. I nic dziwnego, bowiem jest to rzadka okazja, żeby w jednym miejscu obejrzeć tyle prac Stanisławskiego. To smakowity kąsek dla koneserów - przyznaje Barbara Kurowska, dyrektor Muzeum Miasta Łodzi.

    O randze wydarzenia świadczy także to, że jest to pierwsza indywidualna wystawa mistrza Stanisławskiego w Łodzi. Wprawdzie przed wojną prezentowano jego dzieła, ale jedynie na zbiorowych ekspozycjach.

    - Trzy pejzaże Stanisławskiego pokazano w listopadzie 1926 roku na wystawie wnętrz stylowych w siedzibie Miejskiej Galerii Sztuki w parku Sienkiewicza w Łodzi. Ponadto jego „Pejzaż ukraiński”, który możemy oglądać na obecnej ekspozycji, był prezentowany przed wojną w Miejskim Muzeum Sztuki w Łodzi, o czym świadczy nalepka z tyłu obrazu. Dlatego przy jego wieszaniu żartowaliśmy, że dzieło wróciło do „macierzy” - uśmiecha się Monika Nowakowska.

    Obrazki z bodiakiem, we złotawem słońcu takiem

    Zgromadzone obrazy i grafiki pochodzą z Muzeum Narodowego w Krakowie, które - dzięki iście królewskiemu darowi wdowy po malarzu Janiny Stanisławskiej - posiada najlepszy i najcenniejszy zbiór prac malarza zwanego przez przyjaciół Atamanem. Niestety, w Krakowie nie udało się wypożyczyć tych obrazów, które są na stałej wystawie, dlatego w Łodzi nie zobaczymy „Uli na Ukrainie” i innych arcydzieł.

    Pozostałe obrazy i grafiki pochodzą ze zbiorów prywatnych, stąd unikatowa okazja, aby je zobaczyć. Wystawę w pałacu Izraela Poznańskiego wsparli kolekcjonerzy z Kalisza, Warszawy i łodzianie. Wśród nich jest Henryk Wołczański, który udostępnił litografię „Villa d Este” oraz Andrzej Papiewski, który wypożyczył dwie kolejne litografie: znakomity, tajemniczy „Zmrok” oraz „Kościół św. Marka w Wenecji”.

    Innych perełek na wystawie nie brakuje. Zaraz przy wejściu mamy dwie grafiki ze słynnym motywem „Topole nad wodą”, który dobrze znamy z obrazu olejnego. Nie jest wykluczone, że właśnie to działo miał przed oczyma Leopold Staff pisząc swój słynny wiersz „Wysokie drzewa”. Już z daleka wzrok przyciągają wiszące obok siebie dwa pejzaże, na których widzimy dolinę Dniestru i malownicze rozlewiska Dniepru. Zwróćmy uwagę na kłębiaste, efektowne chmury, których nikt z takim mistrzostwem - oprócz Ferdynanda Ruszczyca i Konrada Krzyżanowskiego - nie malował. Warte kontemplacji są też „Kwitnące jabłonie”, „Brama wśród drzew” czy „Chata. Popówka na Ukrainie”.

    Czytaj:Muzeum Miasta Łodzi szuka obrazów Jana Stanisławskiego

    Obrazy Stanisławskiego rozpoznajemy nie tylko po motywach, jak skąpane w słońcu łąki, sady, malwy, jabłonie, bodiaki, słoneczniki i inne rośliny, lecz także po ich skromnej wielkości. Nie dziwi więc, że przyjaciel Atamana, Stanisław Wyspiański, trafnie oddał ich istotę słynną frazą z „Wesela”: - Żebym miał kąt z bożej łaski, maleńki jak te obrazki, co maluje Stanisławski. Z jabłoniami i z bodiakiem, we złotawem słońcu takiem…

    I właśnie takiej wielkości są „obrazki” na wystawie przy ul. Ogrodowej. Z jednym wyjątkiem. Chodzi o okazały nokturn „Wieczór”, który artysta najpewniej namalował w 1905 roku podczas swej ostatniej wyprawy w rodzinne strony na Ukrainie.

    Ataman jako książę bohemy i lew salonowy

    A owe strony to głęboka Ukraina (woj. kijowskie). Malarz urodził się w Olszanie. Była to senna, uboga, tonąca latem w słońcu i kurzu mieścina położona koło powiatowej Zwinogódki. Warto o niej wspomnieć, bowiem głucho o niej w opracowaniach. Otóż Olszana z fabryką cukru była stolicą majątku składającego się z kilkunastu rozrzuconych w okolicy folwarków należących do znanego potentata Władysława hr. Branickiego z Białej Cerkwi.

    Był to tak zwanyklucz olszański. Miejscowym lekarzem był wujek Jana Stanisławskiego. Stąd obecność rodziców przyszłego artysty i jego narodziny w miasteczku otoczonym stepami z bodiakami i kurhanami. I stąd pejzaże i klimaty przewijające się w całej twórczości Atamana, który wprawdzie osiedlił się w Krakowie, ale na Ukrainę - m.in. do Bojarki, Popówki czy Pustowarni - ciągle wracał.

    Zobacz też:Muzeum Miasta Łodzi. Nowa wystawa o Łodzi wielokulturowej [ZDJĘCIA, WIDEO]

    W grodzie Kraka Jan Stanisławski, jako stały bywalec salonów i kawiarni, był niezwykle popularny. Trudno było sobie wyobrazić, aby bez jego obecności odbyła się kolejna premiera kabaretu literackiego Zielony Balonik w Jamie Michalikowej.

    Twórca tzw. pejzażu czystego, czyli bez obecności człowieka, był rubaszny, dowcipny i ogromnej postury - jakby skrzyżowanie pana Zagłoby i Franciszka Fiszera. Jako wykładowca malarstwa był uwielbiany przez studentów, których często zabierał na wyprawy plenerowe poza miasto. Co ciekawe, jego ulubionym uczniem był pochodzący z Łodzi Henryk Szczygliński zwany „Szczygłem”. Jan Stanisławski stał na czele krakowskiej bohemy. Jego powiedzonka i bon moty przeszły do legendy. Stanisława Wyspiańskiego nazywał „dudkiem z żółtą brodą”. W winta, z którego narodził się brydż, grał w parze z Leonem Wyczółkowskim. Ten jednak nie należał do wytrawnych graczy. Dlatego raz „Ataman” nie zdzierżył: rzucił kartami w głowę partnera i huknął: - „Z durniami nie gram!”. Biedny „Wyczół” rozpłakał się, zaś autor „Bodiaków pod słońce” oprzytomniawszy zaczął go ściskać i przepraszać.

    Nasz bohater lubił dobrą i wykwintną kuchnię, więc nie mógł przeboleć, że Ferdynand Ruszczyc z Bohdanowa preferuje proste potrawy litewskie. Dlatego tak go podsumował:- „Ruszczyc to wielki talent, ale cóż z tego, kiedy dać mu jeść to tak samo, jak konia owsem nakarmić”. Gdy spotkał w Krakowie Józefa Chełmońskiego z córkami zaproponował, że wieczorem zabierze je do teatru. W odpowiedzi usłyszał:- Nie, nie. Niedawno były u dentysty, tak że na dziś już im wystarczy rozrywki.

    Wystawę w muzeum można oglądać do 25 czerwca.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo