Peter Gabriel zagrał koncert w Atlas Arenie [ZDJĘCIA]

    Peter Gabriel zagrał koncert w Atlas Arenie [ZDJĘCIA]

    Dariusz Pawłowski, mek

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Peter Gabriel zagrał koncert w Atlas Arenie [ZDJĘCIA]
    1/76
    przejdź do galerii

    ©Grzegorz Gałasiński

    Peter Gabriel - legendarny współzałożyciel grupy Genesis - zagrał w poniedziałek koncert w łódzkiej Atlas Arenie. Łódź to kolejny przystanek na trasie upamiętniającej 25-lecie wydania platynowego albumu Petera Gabriela "So".
    Wiele koncertów w łódzkiej Atlas Arenie to rozrywka najwyższej próby. Peter Gabriel podniósł ją do poziomu sztuki. Jego poniedziałkowy występ to z pewnością jedno z wydarzeń nie tylko obecnego roku.

    Artysta postawił na wyrafinowaną prostotę. Nie epatował kosmicznymi wizualizacjami, porywającą pirotechniką i elektroniką najnowszej generacji. Wszystko załatwiły genialna reżyseria światła (m.in. umieszczonego na manualnie prowadzonych po scenie wielkich wysięgnikach, robiących show i kolosalne wrażenie); kamery przed, nad i na scenie oraz teatralne skłonności wokalisty. No i oczywiście muzyka.

    Gabriel podzielił wieczór na trzy części. Pierwsza, akustyczna, miała - jak zapewniał muzyk - przypominać nieco próby zespołu. Druga to już solidne, elektryczne granie. Trzecia zaś to deser - repertuar z legendarnej, wydanej przed ponad ćwierćwieczem płyty "So", która okazała się największym sukcesem komercyjnym Petera Gabriela. Później okazało się, że czeka nas jeszcze fantastyczna wiśnia na tym torcie...

    Nie da się nie czuć, że Gabriel kocha to co robi, a wiąże się to m.in. z olbrzymim szacunkiem okazywanym publiczności. Jak się okazało, można to zrobić w tak oczywisty sposób, jak ominięcie przekonania, że angielski to język, który muszą znać wszyscy mieszkańcy planety. I podczas przyjazdu do takiego "kraiku" jak Polska można sprawić, że widownia (przynajmniej ta pozbawiona kompleksów) poczuje się doceniona. Artysta najpierw odczytał zgrabną polszczyzną z kartki podziękowania i niełatwe zdania wprowadzenia do koncertu, by zakończywszy słowami: "nie chcę już dłużej kaleczyć wasz język", przejść na angielski, ale tłumaczony na polski w napisach na telebimach. Można jakże łatwo? Klasa i dowcip zarazem.

    Wyjątkowość artysty objawiła się już w pierwszych chwilach wydarzenia. Najpierw Gabriel osobiśce zapowiedział support - oryginalne wokalistki i instrumentalistki ze Sztokholmu: Jennie Abrahamson i Linneę Olsson - a następnie swój występ rozpoczął ot tak po prostu, bez żadnej eksplozji, przy zapalonych światłach w całej hali.

    "Wkręcił" wszystkich w atmosferę wieczoru utworem "Come Talk To Me", dodał "Shock The Monkey" i "Family Snapshot", by w połowie "Digging In The Dirt" zgasić światła i porwać energią. Usłyszeliśmy m.in. znakomitą wersję "Secret World", bawiło "Solsbury Hill", poruszyło "Why Don't You Show Yourself", aż spadł "Red Rain" i znaleźliśmy się w muzyce z jednej z najsłynniejszych płyt w historii pop-rocka.

    Oczywiście dostaliśmy "Sledgehammer", "Don't Give Up" (z Jennie Abrahamson zamiast Kate Bush), "Big Time", "This Is The Picture (Excellent Birds)","In Your Eyes" i pozostałe "kawałki" z wielkiego krążka. Każdy w szczególnej aranżacji i wizualnym zobrazowaniu na scenie. Dobrze było usłyszeć i zobaczyć to "na żywo". Warto podkreślić, że ten pamiętny materiał wykonali z Gabrielem muzycy, którzy pracowali przy "So" - basista Tony Levin, gitarzysta David Rhodes, klawiszowiec David Sancious i perkusista Manu Katche. Bo to muzycy dużych umiejętności i pełni radości grania.

    Aż w końcu doszliśmy do bisów - "Here Comes The Flood", "The Tower That Ate People" (wieża naprawdę wyrosła nas scenie) oraz wspaniała i ważna pieśń "Biko", będąca protestem przeciwko rasizmowi i rzeczywistej nietolerancji. Reszta należny do was - powiedział schodząc ze sceny Peter Gabriel (oczywiście przetłumaczony napisem na ekranie). Trudno o istotniejsze przesłanie dla zachwyconej publiczności opuszczającej halę po koncercie muzyki "rozrywkowej".

    Prosto z Łodzi wokalista pojechał do czeskiej Ostrawy. Oby jeszcze kiedyś zawitał do Polski.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Łódzkim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    koncert marzenie, niestety organizatorski blamaż

    jardy (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 3


    Koncert Petera Gabriela, .jak zwykle, był rewelacyjny. To już trzeci raz w Polsce mieliśmy okazję przeżycia artystycznego na najwyższym poziomie. Niestety - duży minus należy się ORGANIZATOROM....rozwiń całość


    Koncert Petera Gabriela, .jak zwykle, był rewelacyjny. To już trzeci raz w Polsce mieliśmy okazję przeżycia artystycznego na najwyższym poziomie. Niestety - duży minus należy się ORGANIZATOROM. Po raz pierwszy tzw. Golden Circle sięgał do połowy płyty głównej (ponad 60 metrów od sceny), co jest haniebnym zadrwieniem z fanów , którzy ponosząc wysokie koszty niewiele mogli zobaczyć. Byłem uczestnikem wielu koncertów, ale takiej organizatorskiej pazerności nigdy nie doświadczyłem.
    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    GENESIS odzylo...

    ig (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 6 / 7

    ...gdy odszedl od nich Gabriel,nudziarz jakich malo.dla mnie Genesis zaczelo sie gdy frontmenem zostal Collins.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Rock przez cały rock.

    Wit. (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 10 / 3

    Może się w końcu doczekam koncertu znakomitych niemieckich grup KARAT i PUHDYS. Dieter "Maschine" Birr był w latach siedemdziesiątych na pewno bardziej znany w Polsce niż Peter Gabriel. Puhdys to...rozwiń całość

    Może się w końcu doczekam koncertu znakomitych niemieckich grup KARAT i PUHDYS. Dieter "Maschine" Birr był w latach siedemdziesiątych na pewno bardziej znany w Polsce niż Peter Gabriel. Puhdys to zespół rewelacyjny, ma w dorobku prawie 40 płyt i wiele singli, koncerty tej grupy są piękne i bardzo autentyczne. Karat to mistrzowie aranżacji, znakomity gitarzysta Bernd Rómer, urokliwy wokalista Claudius Dreilich, piosenki zespołu wzruszają do łez. Karat i Puhdys występują indywidualnie najczęściej w Niemczech, ale czy coś stoi na przeszkodzie, aby tak wspaniałych artystów zaprosić do Polski, do Łodzi; przecież z Berlina jest blisko. Aktualnie grupy odbywają wspólną trasę koncertową razem z City ( Berlin) pod nazwą: Rock Legenden, choć jeszcze w uszach brzmią dźwięki "Ost-Rock Klassik". Łódź mogłaby zaistnieć.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Wszystko pięknie, też byłem

    el_gato (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 7 / 5

    świetny koncert, dobry opis.
    ale za "kraik" powinieneś dostać w buzię.
    Nie godzi się.


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    ??

    pyra (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2

    co ma ten artykuł do wielkopolski? gdzie łódź a gdzie poznań??

    Polecamy

    Menadżer Roku 2018

    Menadżer Roku 2018

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Najlepsze prezenty dla kobiety na urodziny i imieniny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny

    Szamanie na ekranie - nowy program kulinarny