Pięciu braci z Łodzi nie chce być w domu dziecka. Matka szuka rodziny zastępczej dla swoich dzieci. Pomagają jej fundacje 8.07.2021

Anna Gronczewska
Fotografia noworodkowa - Agnieszka Bohdanowicz
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Pięciu braci szuka rodziny zastępczej. Chłopcy od roku mieszkają w domu dziecka. Ich mama szuka dla nich rodziny zastępczej. Wspomagają ją łódzkie fundacje „Gajusz” i „Zielone wzgórze”.

Pięciu braci z Łodzi nie chce być w domu dziecka...

Najstarszy z braci ma 7 lat, najmłodszy 2 lata. Tak jak wszystkie dzieci bawią się, śmieją czasem płaczą. Nie raz spojrzą w okno z nadzieją, że odwiedzi ich mama. Tęsknią.

To pięciu zdrowych, ślicznych, dobrze się rozwijających i wyglądających na wesołych chłopców – mówi Anna Guzek, prowadząca fundację „Zielone wzgórza”. - Jednak trauma musi w nich siedzieć. Im młodsze dziecko to trauma jest mocniej zakorzeniona, siedzi głębiej.

Nikt nie mówi dlaczego tych pięciu chłopców znalazło się w domu dziecka. Wszyscy wyjaśniają, że to zbyt dramatyczne, intymne sprawy by głośno o nich opowiadać. Podkreślają, że w grę nie wchodził alkohol. Mama dzieci napisała dramatyczny list w którym prosi o pomoc.

List matki

Jestem mamą pięciu wspaniałych chłopców, którzy znaleźli się w domu dziecka – napisała. -
Trochę przez los, a trochę przeze mnie. Robię wszystko, żeby naprawić ten jeden błąd, zresztą nie do końca mój...Najstarszy synek ma siedem lat, a najmłodszy dwa. Staram się, żeby szybko wrócili do domu, w moje ramiona. Ale to wszystko trwa i nie zawsze zależy ode mnie. Kocham ich bardzo i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Są całym moim światem. Dlatego chcę, żeby byli bezpieczni i kochani, bo dom dziecka nie jest dobrym miejscem dla nikogo. Chciałabym, żeby czas rozłąki ze mną nie był dla nich tak straszny, jak dla mnie. Jeśli jakaś rodzina zastępcza zechce zaopiekować się moimi dziećmi, podarować dom, miłość i pomóc im wrócić do mnie, bardzo proszę, niech się zgłosi do Fundacji Gajusz.

To nie miejsce dla nich

Anna Guzek od dziewięciu lat prowadzi w Łodzi fundację „Zielone wzgórze”. Mama chłopców jest jej podopieczną. Początkowo były to luźne kontakty Od roku, a więc od chwili, gdy chłopcy znaleźli się w domu dziecka to wsparcie jest bardzo intensywne. Anna Guzek twierdzi, że mama chłopców ma duże szanse, by dzieci do niej wróciły. Pracuje nad sobą, chodzi na terapię. Ale wiadomo, że nie odzyska chłopców z dnia na dzień. Ten proces może potrwać.

Przebywanie tak długo tak małych dzieci w placówce może być bardzo niszczące dla ich psychiki – mówi Anna Guzek, prezes fundacji „Zielone Wzgórze”. - Rodzina zastępcza bardzo by im pomogła, byłaby dla nich ratunkiem.

Piotr Rydzewski, dyrektor Centrum Administracyjnego Pieczy Zastępczej w Łodzi, zna dobrze sytuacje braci.

- Chłopcy trafili do nas z interwencji – opowiada dyrektor Piotr Rydzewski. - Nie raz zdarza się, że trafia do nas liczne rodzeństwo. Staramy się znaleźć dla nich rodzinę zastępczą. Niestety w Łodzi nie ma takiej, która mogłaby przyjąć jednorazowo tyle dzieci. Ale szukamy. Kampania ruszyła. Wiadomo, że takiej decyzji nie podejmuje się z dnia na dzień. Generalnie w Łodzi mamy za mało rodzin zastępczych. Może uda się taką rodzinę, która przyjęłaby pięciu chłopców, znajdziemy blisko Łodzi.

Piotr Rydzewski zdaje sobie sprawę, że znalezienie rodziny zastępczej dla tych chłopców staje się potrzebą chwili. Cieszy się też, że tę sytuację rozumie ich matka. Sama chce by jej synowie dopóki sama nie odzyska pełni praw rodzicielskich znaleźli się w takiej rodzinie.

-

Dzieci powinny wychowywać się w rodzinie, nie zastąpi jej najlepsza placówka opiekuńczo – wychowawcza – zapewnia dyrektor Piotr Rydzewski. - Tam, nawet najbardziej zaangażowany opiekun ma pod opieką nie jedno, a kilkoro dzieci. Dziecko nie ma tego swojego człowieka, który zajmuje się tylko nim. A uczucia są bardzo ważne w rozwoju dziecka. 16 latek sobie poradzi, a tak małe dziecko już nie. Dlatego jest tak ważne, by chłopcy trafili do rodziny zastępczej.

Może dwie rodziny?

Anna Guzek zdaje sobie sprawę, że trudno będzie znaleźć rodzinę, która zajmie się całą piątką.

-

Nie musi to być jedna rodzina – tłumaczy prezes fundacji „Zielone Wzgórza”. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że bracia są ze sobą bardzo zżyci. Mama cały czas utrzymuje z nimi kontakt. Dzieci nie były nigdy rozdzielone. Jeśli więc trafiłyby do dwóch rodzin zastępczych to musiałyby utrzymywać ze sobą stały kontakt.

Anna Guzek przez lata pomogła wielu ludziom. Zgłaszają się rodzice zastępczy, adopcyjny, ale też rodziny w kryzysie. Założyła taką fundacje, bo sama ma duże doświadczenie. Sama ma adoptowane dzieci.

- Są już dorosłe – dodaje. - Córka ma 32 lata, syn jest dwa lata młodszy. Są rodzeństwem. Gdy je adoptowaliśmy mieli 6 i 4 lata. Córka pamiętała swoich biologicznych rodziców, syn już nie. Od początku wiedzieli, że są adoptowani. Jestem zwolenniczką tego, by mówić dzieciom o adopcji. Dziś już bardzo rzadko się to ukrywam. Uważam,że dzieci powinny jak więcej wiedzieć o swojej rodzinie

.

Dzieci pani Anny po latach odszukały swoją rodzinę. Niestety ich biologiczni rodzice już nie żyli. Nawiązali kontakt z dużo starszym rodzeństwem – siostrą i dwoma braćmi.

- Przez te lata jak działa fundacja ponad trzydzieści dzieci wróciło do rodzin – zapewnia Anna Guzek. - Mamy w tym większą lub mniejszą zasługę.

Alkohol, przemoc

Przyczyny dla których odbiera się dzieci są różne. Alkohol, przemoc...

Czasem decyduje o tym przypadek, pewne rzeczy zostają ujawnione – mówi Anna Guzek. - Każda rodzina ma większe, mniejsze problemy. Przemoc też towarzyszy nam codziennie. Podnosimy głos, krzyczymy..W tzw. dobrych rodzinach, szanowanych też jest przemoc. Psychiczna, ale też fizyczna. Tylko tam to łatwo ukryć. W biednych rodzinach, bez wykształcenia to zaraz się uwidacznia. A gdy dziecko jest pod pieczą rodzinę się stygmatyzuje.

Beacie udało się odzyskać syna po dwóch latach jego pobytu w pogotowiu opiekuńczym, potem w domu dziecko. Straciła dziecko, bo piła. Wiele pracowała z panią Anią.

Skończyło się dobrze, bo ja siebie zmieniłam – opowiadała.- Chciałam to zrobić. Dobrze jest mieć chociaż jedną osobę, która wesprze. Jak przyszłam do pani Ani to się strasznie wstydziłam. Ale jak powiedziałam co i jak – to ona nie zareagowała, w ogóle… Bardzo się zdziwiłam, bo wszyscy: „O Boże, co to teraz będzie!”. A tutaj było takie bardzo neutralne podejście, pierwszy raz się z tym spotkałam, pierwsza taka osoba, która w ogóle mnie nie oceniła, tylko po prostu była. To było dla mnie ważne i dało taką siłę. Wiem, że dużo matek chce odzyskać dzieci a takiej siły nie ma. Osoby w placówkach, moim zdaniem, powinny bardziej wspierać rodziców. Potrzebne proste słowo: „Będzie dobrze”. Startowałam nawet nie z poziomu zero, tylko z minusowego, na którym się znajdowałam.

Walczyła o dziecko

W wywiadzie przeprowadzonym dla fundacji „Zielone wzgórze” wspominała, że napisała wniosek do sądu o zmianę ograniczenia władzy rodzicielskiej. Z umieszczenia w placówce na nadzór kuratora. Sąd wyznaczył sprawę, na której musiały być przedstawione jeszcze różne dowody, opinie. Była badana przez biegłego psychologa. Później czekała na tę jego opinię strasznie długo. Powinna być gotowa w ciągu trzech tygodni; taka jest zasada. A ciągnęło się to miesiącami. Ciągle dzwoniła do sądu. Nie było i nie było. Złożyła zażalenie na biegłego. I wciąż nic się nie działo. Dzwoniła do sądu często, przynajmniej dwa razy w tygodniu i nic z tego nie wynikało. Dzieciak tkwił w placówce. Aż w końcu syn wrócił.

- Aż głupio to powiedzieć, ale wszystko wyszło na plus – zapewniała Beata. - Dzięki temu przez co przeszłam, dzięki terapii, dużo rzeczy zrozumiałam. Zaczęłam sama siebie odkrywać, swoje emocje. Wcześniej nigdy o czymś takim nie rozmawiałam, czy z dzieckiem, czy z kimkolwiek. U mnie w domu rodzinnym, w dzieciństwie to był wielki wstyd – mówić o uczuciach. Jeśli płakać to tylko pod kołdrą. W mojej rodzinie nie rozmawialiśmy właściwie w ogóle. Myślałam, że to co czuję to jest tylko moje. Że żadnej rozmowy być nie powinno.

Mama pięciu braci też wierzy, że dzieci do niej wrócą. Wie, że jeszcze do tego daleka droga, czeka ją wiele pracy. Jest jednak pewna, że któregoś dnia znów będą razem

imię matki zostało zmienione

Mięsożerni mężczyźni bardziej szkodliwi

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie