Pochówki urnowe modne i ekonomiczne. W Łódzkiem rośnie liczba kremacji

Aleksandra Tyczyńska
Pochówek urnowy kosztuje w zakładzie pogrzebowym 1,8-1,9 tys. zł. Najtańszy tradycyjny 1,3 tys zł, ale tu zwykle trzeba doliczyć koszt kwatery i pomnika - kilka tysięcy złotych
Pochówek urnowy kosztuje w zakładzie pogrzebowym 1,8-1,9 tys. zł. Najtańszy tradycyjny 1,3 tys zł, ale tu zwykle trzeba doliczyć koszt kwatery i pomnika - kilka tysięcy złotych Krzysztof Szymczak
Przed laty zaledwie pojedyncze, w tej chwili pochówki urnowe stanowią w większych miastach regionu łódzkiego już 20-50 proc. wszystkich. Są bardziej ekonomiczne, a do tego modne. Ocenia się, że w ciągu najbliższych lat odsetek pochówków urnowych jeszcze wzrośnie.

Kancelaria piotrkowskiego cmentarza wprawdzie nie prowadzi statystyk, ale na około 60 pogrzebów miesięcznie urnowe stanowią 20 procent.

- Na razie nie mamy kolumbarium, ale nie jest wykluczone, że takie będzie, jeśli jeszcze wzrośnie liczba pochówków urnowych - mówi Jolanta Wochyń, kierownik kancelarii, ubolewając przy tym, że na ten rodzaj pochówków nie decydują się wciąż ośrodki pomocy społecznej, które czasami grzebią osamotnionych zmarłych. - W takim przypadku tradycyjny pochówek oznacza pozostawienie na 20 lat grobu bez opieki.

W ciągu ostatnich 6-7 lat liczba kremacji wzrosła najbardziej w Piotrkowie i Łodzi. W Łodzi, gdzie działają już 2 krematoria, liczba pochówków urnowych nawet podwoiła się i w tej chwili na cmentarzach komunalnych sięga nawet 55 proc.

- W Piotrkowie zlecenie na pierwszą kremację miałem w 1991 roku. Przez wiele lat pochówki urnowe były jednak pojedyncze, dopiero w ostatnich latach ich popularność wzrosła. Oceniam, że w tej chwili takich pochówków jest około 150 rocznie - mówi Arkadiusz Mijas, właściciel zakładu pogrzebowego Grave Mijas w Piotrkowie.

Arkadiusz Mijas podkreśla, że pochówki urnowe są w tej chwili bardziej ekonomiczne niż tradycyjne, choćby z tego względu, że nie trzeba wykupywać miejsca na cmentarzu, a urnę można dochować do rodzinnego grobu przed upływem 20 lat.

- Sporo osób decyduje się teraz na relikwiarze, do których można odsypać około 30 mililitrów prochów i zabrać ze sobą - dodaje.

- Zwłoki przestały być już obiektem kultu, jak jeszcze 20-30 lat temu, kiedy zmarłego wyprowadzaliśmy z domu, kiedy całowało się go na pożegnanie - mówi profesor Jacek Wódz, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego. - Bardziej racjonalnie podchodzimy do kwestii śmierci, dlatego też rośnie zarówno liczba pochówków urnowych, które w pewien sposób zapożyczyliśmy z zachodu i traktujemy je jak swego rodzaju modę.

Księgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.plKsięgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.plKsięgarnia Dziennika Łódzkiego: www.ksiegarnia.dzienniklodzki.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie