Pocztówka z Kataru #13. Euforia po awansie? Nie stwierdzono

Piotr Janas
Biało-Czerwoni fetują szczęśliwą porażkę z Argentyną 0:2, zapewniającą nam awans do fazy pucharowej po 36 latach oczekiwania
Biało-Czerwoni fetują szczęśliwą porażkę z Argentyną 0:2, zapewniającą nam awans do fazy pucharowej po 36 latach oczekiwania Paweł Relikowski
Reprezentacja Polski pierwszy raz od 1986 roku awansowała do fazy pucharowej mistrzostw świata. Mimo to wielkiej radości w polskim obozie nie widać. Raczej jest pokora, świadomość miejsca, w którym się znajdujemy i respekt do najbliższego rywala.

Dotrwają czy nie dotrwają? Może Arabia Saudyjska coś pomoże, a może Meksyk jakąś kartkę złapie albo da sobie strzelić gola? Wszystkie te myśli kołatały się w głowie każdego polskiego widza, który śledził mecz z Argentyną. A przynajmniej każdego, kto był na stadionie 947 w Doha.

Oszukać przeznaczenie i mimo wszystko awansować

Dziennikarze ze swoich stanowisk mają bardzo dobrą widoczność, a na dodatek każdy ma na biurku ekran, na którym może śledzić przekaz telewizyjny wraz z powtórkami. Połowa z nas na tym ekranie miała jednak włączony mecz Saudyjczyków z Meksykiem i analizowała, co musi się stać, żeby mimo porażki i bardzo słabej gry naszych udało się oszukać przeznaczenie i wywalczyć awans. Kalkulacje co w danym momencie jest ważniejsze, szybkie sprawdzanie w przepisach, wzajemne podpowiedzi.

– Czyli co, na tę chwilę liczba strzelonych bramek decyduje?

– Ale w tej statystyce też jest po równo: my mamy dwie, Meksyk dwie.

– Nie, nie panowie, teraz decydują kartki, mamy zapas dwóch na tę chwilę.

– Trzech, bo Meksykanie jedną dostali kolejną z Arabią!

– Znowu dwóch, bo patrz, co się dzieje…

W tamtym momencie holenderski sędzia Danny Makkelie wręczał Grzegorzowi Krychowiakowi żółty kartonik. Już dawno nie widziałem takiej jedności na trybunie prasowej. Wszyscy wszystkim starali się pomóc jakoś te matematyczne równania rozwiązywać w czasie rzeczywistym, ale jest w tym wszystkim też coś smutnego. Chyba nikt zwyczajnie nie wierzył, że Robert Lewandowski i spółka będą w stanie sami cokolwiek zaproponować, zdobyć bramkę kontaktową, jakoś się odgryźć. To była gra na zasadzie: jakimś cudem musimy dowieźć dwubramkową porażkę (0:2) do końcowego gwizdka.

Bramkarz Arabii Saudyjskiej cichym bohaterem Polaków

W tym samym czasie Meksykanie wychodzili z siebie, walczyli jak lwy, a bramkarz Arabii Saudyjskiej uwijał się jak w ukropie. To on jest cichym bohaterem reprezentacji Polski i jednym z tych, którzy najmocniej przyczynili się do tego, że zagramy w 1/8 finału mistrzostw świata.

Nasi piłkarze czekali na boisku na zakończenie rozgrywanego równolegle drugiego spotkania w naszej grupie, bo tam było nieco więcej doliczonego czasu. Tak jak i my ucieszyli się, kiedy wybrzmiał końcowy gwizdek, wzajemnie sobie gratulowali, ale nie było jakiejś wielkiej euforii. W strefie rozmów z mediami także zachowywali zimne głowy. Mówili, że się cieszą, ale ich miny zdawały się mówić co innego. Może Wojciech Szczęsny był nieco bardziej uśmiechnięty, ale w końcu mało kto obronił dwa rzuty karne na jednym mundialu, w tym jednego bitego przez samego Leo Messiego.

Łatwo było się w tym liczeniu bramek i kartek pogubić

– Wszyscy doskonale wiemy, że taka gra na Francję nie wystarczy. Inaczej się jednak gra z myślą, kiedy wiesz, że nawet nie wysoka porażka może dać ci awans. Nawet nie możesz agresywniej zagrać pressingiem, bo jedna czy druga głupia kartka też mogła nas pozbawić marzeń o 1/8. Odetchnęliśmy dopiero w momencie, kiedy Arabia Saudyjska strzeliła gola – mówił nam Bartosz Bereszyński.

– Ale wiesz, że ten gol Saudyjczyków na 1:2 nic wam nie dawał? – upewniam się.

– (chwila ciszy) Nie?

– No nie. Wprawdzie Meksykanie znów mieli ujemny bilans bramkowy, ale dalej potrzebowali tylko jednego gola, by mieć bilans 3:3, co oznacza, że mieliby więcej goli strzelonych i przeskoczyliby nas w tabeli.

– Ok, łatwo się w tym wszystkim pogubić. Dobrze, że kończy się szczęśliwie dla nas – podsumował obrońca Sampdorii Genua.

W czwartek kadrowicze głównie odpoczywali. Rano odbyły się zajęcia dla zawodników, którzy nie grali z Argentyną, lub rozegrali mniej niż 45 minut. Po ostatnim takim rozruchu selekcjoner Czesław Michniewicz podszedł do dziennikarzy porozmawiać i pożartować, ale ta luźna forma nie przez wszystkich żurnalistów została zrozumiana i dobrze odebrana, dlatego tym razem zrezygnował z tej formuły. Szkoda, bo mam nieodparte wrażenie, że tu środowisko dziennikarskie samo sobie zaszkodziło.

Piotr Janas, Doha

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Magazyn Gol24 - Tomasz Kłos / skrót 1

Materiał oryginalny: Pocztówka z Kataru #13. Euforia po awansie? Nie stwierdzono - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dzienniklodzki.pl Dziennik Łódzki
Dodaj ogłoszenie