Pogotowie Opiekuńcze w Łodzi: 16-latek z pięściami rzucił się na wychowawcę

Agnieszka Jasińska
W pogotowiu opiekuńczym dzieci powinny teoretycznie przebywać nie dłużej niż trzy miesiące. To fikcja, niektóre są 2 lata
W pogotowiu opiekuńczym dzieci powinny teoretycznie przebywać nie dłużej niż trzy miesiące. To fikcja, niektóre są 2 lata Grzegorz Gałasiński
Uderzył pięścią w twarz wychowawcę. Wychowawczynię kopnął w rękę. Wyzywał wszystkich: i wychowawców, i kolegów. Koledzy bali się go. Przez ponad pół roku 16-latek terroryzował Pogotowie Opiekuńcze nr 1 w Łodzi. Niestety, takich trudnych dzieci jest w pogotowiach coraz więcej i ich liczba cały czas rośnie.

16-letni Rafał został umieszczony w placówce, bo rzucił się z nożem na ojca. W pogotowiu opiekuńczym był przez pół roku. Rafał wyparł z pamięci rodziców, nie chciał o nich rozmawiać. Na krótko wrócił do domu rodzinnego, potem ponownie trafił do pogotowia. Urządził w domu karczemną awanturę. Matkę wyzwał od najgorszych.

Chłopiec z anielską buzią na komisariacie

Rafał to chłopiec o buzi aniołka. Ale tylko buzi. W pogotowiu opiekuńczym Rafał bał się tylko pani dyrektor.

- Był czas, że spędziłam w placówce sześć dni i sześć nocy. Spałam tu. Musiałam chronić dzieci i wychowawców. W domu pojawiałam się tylko, by się umyć. Ale wtedy zostawiałam samochód pod ośrodkiem. Żeby chłopak nie zorientował się, że mnie nie ma - opowiada Elżbieta Borowska, dyrektor Pogotowia Opiekuńczego nr 1 w Łodzi. - Tylko mój autorytet działał na chłopaka.

Rafała dobrze znali policjanci. Kilka razy interweniowali w jego sprawie. Wszystko jest w dokumentach.

- Pomiędzy 1 a 7 lipca Rafał groził jednemu z wychowawców pobiciem. 26 lipca znieważył jednego z wychowawców. Tego samego dnia funkcjonariusze VI komisariatu Komendy Miejskiej Policji w Łodzi przyjęli zawiadomienie o znieważeniu przez niego wychowawcy w dniu 16 lipca. Miał on również odepchnąć go na ścianę - opowiada młodszy aspirant Aneta Sobieraj z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - 12 września chłopak został zatrzymany, ponieważ naruszył nietykalność cielesną funkcjonariusza publicznego, czyli wychowawcy pogotowia opiekuńczego, a następnie uderzył go pięścią w twarz. Ponadto znieważył go słowami powszechnie uważanymi za obelżywe. Materiały z tych spraw trafiły 20 września do VI wydziału rodzinnego i nieletnich w Łodzi.

Kopnął w drzwi, celował w wychowawczynię

Od wychowawców pogotowia dowiadujemy się, że zdarzenie z 16 lipca cudem nie zakończyło się tragedią.

- Rafał krzyknął do wychowawczyni, że ma natychmiast otworzyć drzwi do aneksu kuchennego, bo on chce jeść. Wychowawczyni poszła po klucze do aneksu. Chciała dać mu jedzenie. Rafał zabrał klucze i kopnął w drzwi. Celował w wychowawczynię. Trafił w jej rękę - opowiada jeden z wychowawców. - Kobieta pojechała na pogotowie, bo ręka była cała sina.

Wychowawca, którego chłopak uderzył pięścią w twarz, to młody człowiek. Chłopak uderzył go bez powodu. Nie chciał słuchać, co się do niego mówi.

Rafał nigdy nie przebierał w słowach. Do wychowawczyń mówił "Ty kur... spierd....." albo "Odpier..... się ode mnie". Zdewastował też budynek pogotowia opiekuńczego. Straty oceniono na sześć tysięcy złotych. Pani dyrektor załamuje ręce.

- Tak bardzo staramy się, żeby w pogotowiu było jak w domu. Robimy wszystko, by było pięknie, kolorowo, żeby dzieci się tu dobrze czuły. A on to wszystko zniszczył, zalał. Aż się płakać chciało. Szkoda słów - ścisza głos Borowska.

Urządził im piekło na ziemi

Z Rafałem w pogotowiu ciągle były kłopoty.

- Pilnowaliśmy, by chodził do szkoły, ale wciąż uciekał z lekcji. Chciał też uciec z pogotowia. Kiedyś okradł starszą panią w tramwaju, kradł skutery. W kradzież skuterów wciągnął też dwóch innych naszych wychowanków. Przez niego mieli kłopoty. Policja była w pogotowiu, same nieprzyjemne rzeczy - opowiada dyrektor Borowska. - Urządził nam piekło na ziemi.

Rafał był mistrzem terroru. Nie musiał w zasadzie wiele mówić. Wystarczyło, że spojrzał na kolegów i oni od razu się go bali, robili co chciał.

- Przez niego wprowadziliśmy wzmożone dyżury w pogotowiu, chłopak był pod indywidualną opieką psychologa - opowiada dyrektor Borowska. - Przez pół roku staraliśmy się o przeniesienie go do Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego. Nikt nie chciał nam pomóc. Zostaliśmy sami z tym problemem.

To miejsce dla sierot, nie dla młodych bandytów

Dyrektor wreszcie wzięła sprawy w swoje ręce. Kiedy sędzia sądu rodzinnego kolejny raz nie decydowała się na przeniesienie chłopca do MOW, Borowska poszła do przewodniczącego sądu. I poskutkowało: kilka dni temu Rafał trafił do MOW.

- To jest miejsce dla takich dzieci. Nie u nas. Do pogotowia opiekuńczego powinny trafiać sieroty, półsieroty, dzieci, które mają chorych albo uzależnionych rodziców. Ale trafiają także tzw. trudne dzieci, które nie powinny się tu znaleźć. One demoralizują resztę - wylicza pani dyrektor. - A my nic nie możemy zrobić w tej sprawie. Poza tym my nie jesteśmy od resocjalizacji. My możemy tylko rozmawiać, prosić o lepsze zachowanie. Ale to nie działa na takie dzieci.

Rafała już nie ma w pogotowiu, ale wychowawcy wcale nie odetchnęli z ulgą.

- Teraz bierzemy głęboki oddech, ale niedługo pewnie pojawi się kolejny taki podopieczny - mówi Borowska.

Dyrektor przyznaje, że w tej chwili aż 70 - 80 procent dzieci przebywających w pogotowiu opiekuńczym to tzw. trudne dzieci - takie, które nie powinny tu być. I ta liczba wciąż wzrasta w zastraszającym tempie.

- W porównaniu z poprzednim rokiem to dwukrotny wzrost - przyznaje dyrektor.

Dwa lata zamiast trzech miesięcy

Teoretycznie w pogotowiu opiekuńczym dzieci powinny przebywać nie więcej niż trzy miesiące. To fikcja.

- Wszystko m.in. przez przeciągające się sprawy w sądach. Był przypadek, kiedy dziecko spędziło u nas dwa lata. Dopiero potem trafiło do domu dziecka - opowiada Borowska. - W innym przypadku dziecko aż rok czekało na sprawę w sądzie.

Igor Mertyn, rzecznik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, dodaje, że powodem takiego stanu rzeczy jest też brak miejsc w placówkach socjalizacyjnych. - Praktyką sądów jest umieszczanie w pogotowiu dzieci trudnych - zaznacza Mertyn. - W sytuacji gdy sąd wyda wobec takiego dziecka postanowienie, musimy je zrealizować, nawet wiedząc, że dziecko jest zdemoralizowane. Gdy placówka stwierdza, że dziecko jest niedostosowane społecznie, może tylko informować sąd i wnosić o zmianę postanowienia na placówkę resocjalizacyjną. Do czasu zmiany decyzji sądu nic nie możemy zrobić. Dla sądów nie są to jednak sprawy priorytetowe i nie trafiają szybko na wokandę.

Mertyn dodaje, że w sprawie Rafała MOPS nie mógł nic zrobić.

- Wiedzieliśmy, iż placówka pozostaje w stałym kontakcie z sądem, prosząc o zmianę postanowienia - tłumaczy Mertyn. - MOPS nie może zmienić wydanego przez sąd postanowienia.

Dziecko w pogotowiu, o jeden problem mniej

Wzrastająca liczba trudnych dzieci w ośrodkach wiele mówi o łódzkich rodzinach.

- W rodzinach są problemy alkoholowe, finansowe. Rodzice są uzależnieni. Te problemy narastają. Dlatego dzieci kierują się na drogę przestępczą. Wagarują, kradną. Coraz częściej też zbierają złom, by mieć pieniądze na jedzenie - mówi Borowska. - Kiedy dziecko trafi do placówki, rodzice często mają problem z głowy. Są szczęśliwi, że nie muszą się martwić o syna czy córkę. Nie kłopoczą się, co dać im do jedzenia, w co ubrać. Często zdarza się tak, że dzieci wynoszą z pogotowia kanapki dla rodziców. Kiedyś też matka zrobiła nam awanturę, że daliśmy jej córce za kiepski krem.

To od rodziców dzieci uczą się kraść, przeklinać, napadać, prostytuować.

- Dzieci, które do nas trafiają, pochodzą z bardzo trudnych środowisk - mówi Borowska.

Psycholog Beata Matys-Wasilewska tłumaczy, że dzieci zawsze będą kochać swoich rodziców, bez względu na to, jacy oni są.

- Nawet jeśli w domu była bieda i alkohol, to matka i tak jest matką. Będą chcieli do niej wrócić, bo to ich matka, a to jest najważniejsze. Nawet jeśli spotkają jakąś miłą i dobrą panią wychowawczynię na swojej drodze, to i tak matka będzie najlepsza na świecie - mówi Matys -Wasilewska. - Rodzice są też dla dzieci wzorem. Imponują im. Jeśli rodzic kradnie, to dziecko podziwia go i chce robić tak samo. Jeśli znajomi podziwiają ojca złodzieja, że jest supercwaniakiem, to młody człowiek też będzie chciał, by jego podziwiano.

Psycholog podkreśla, że dziecko naśladuje dorosłych.

- Jeśli przebywa w zdemoralizowanym środowisku, to nie zna innych wzorców zachowań. Dlatego kopiuje to, co jest złe - mówi Matys-Wasilewska

Prostytuująca się 13-latka z kiłą i dzieckiem

W pogotowiu opiekuńczym znajdziemy pełen przekrój trudnej młodzieży. Są tu zarówno nastoletni złodzieje, jak i prostytuujące się młode dziewczyny. Pracowników już to nie szokuje.

- Najmłodsze prostytuujące się dziewczyny, które do nas trafiają, mają po 13 - 14 lat - opowiada dyrektor pogotowia. - Wśród nich była na przykład 13-latka z kiłą. Bardzo chcieliśmy ją wyleczyć. Przebywała przecież w skupisku, nie mogliśmy pozwolić, by zaraziła innych wychowanków.

13-latka trafiła do szpitala im. Biegańskiego w Łodzi.

- Była w strasznym stanie. Miała ropniaki skóry. Leczenie szło w dobrym kierunku. Jednak dziewczyna z wenflonem uciekła ze szpitala - opowiada Borowska.- Dowiedzieliśmy się o tym z telefonu ze szpitala. Załamaliśmy się. Ta dziewczyna miała dziecko. Kiedy ona była w pogotowiu, dziecko przebywało w rodzinie zastępczej. Walczyliśmy o to, by matka miała dobre relacje z córką, robiliśmy wszystko, aby nauczyć ją kochać. Tylko do niej niewiele trafiało.

Pogotowie Opiekuńcze nr 1 w Łodzi opiekuje się 55 wychowankami. 30 osób mieszka przy ulicy Krokusowej, a 25 osób w filii przy ulicy Gazowej.- Staramy się robić wszystko, aby oddzielić trudnych wychowanków od reszty. Dlatego do filii na Gazowej kierujemy dzieci ze spraw opiekuńczych - mówi dyrektor. - Nie chcemy, by jedno środowisko demoralizowało drugie. Jednak to nie jest takie proste.

Wideo

Komentarze 28

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Dyrektor zakłamana. Klamie na potęgę. Nie było kopnięcia w rękę, policjanci ,którzy przyjeżdżają na wezwanie dyrektorki to ustaleni panowie i wiedzą co mają pisać w raportach. Dyrektorka ma dużo za uszami..Gdy zaczynaja wylazic swinstwa wychowawcow,,albo sypią sie skargi na pracowników pogotowia to szybko robią zebranie, naradę i ustalają co mowic. Wszyscy są koleżeńsko zżyci i pilnują swoich stołków. Jeden za drugiego świadczy. Dyrektorka leje dzieci,wyzywa,pomiata nimi bez obaw- ma wsparcie u pracowników placówki. Dary kierowane dla wychowankow od sponsorów np Wedla albo innych,dzieci nawet nie oglądają. Auta przywożą wielkie pudła i zamykane są w pokoju pod klucz,a po kilku dniach nie ma już po nich śladu. Rozdzielane są pośród personelu..Tak łatwo i kosztem dzieci żyją wychowawcy placówki. Podobnie dzieje się w pogotowiu opiekuńczym przy ul Pawilonskiej. Tam to już w ogóle personel rozpanoszył się.. Tam dyrektorka ma pod sobą pracowników powiązanych rodzinnie.Tworza niesamowicie zorganizowaną grupę poczawszy od pracownikow sekretariatu,kuchni, po pedagoga,psychologa i sama szanowna dyrektor.Wychowawcy leją dzieci po twarzy, zamykają na strychu,bluźnią do dzieci i na dzieci. Kilka razy do roku obławiaja się prezentami,słodkościami, nowymi ubraniamiami,które przywożą dla dzieci sponsorzy. Buty i inne rzeczy kupowane na faktury dla wychowankow to tylko wychowanków nazwiska wpisane w dokument, a w rzeczy wyposarzane są dzieci wychowawców. Podobnie dzieje się z faktorkami w sprawie lekarstw.
Dzieci dostają do szkoły na drugie śniadanie suche bułki,podczas gdy pani dyrektor podpisuje otrzymanie do placówki kilogramow sera albo wędlin. Przynajmniej raz w tygodniu cukiernia przywozi dla dzieci 2-3 formy pachnącego ciasta..niestety,wszystko jest dzielone przez personel placówki i zjadane do kawki w ich doborowym towarzystwie,a reszta zabierana przez nich do domów. Szanowni wychowawcy myją i pucuja swoje autka na terenie pogotowia..no cóż jak czerpać korzyści to na całego. Wyszkoleni do złodziejstwa i fałszu,jak jeden. Dzieci pod groźba wywiezienia daleko od mamy zamykaja buzie,boją się cokolwiek powiedzieć. Jeśli jednak czujna szanowna pani dyrektor zwęszy że któres coś gdzieś zaczyna skarżyć to preciutko pozbywa się dziecka,przenosi do innej zaznajomionej placówki..albo umieszcza w psychiatryku..
K
Kbb
Większość ludzi czytając ten artykuł zapewne przyznaje rację szanownej pani dyrektor .Jestem 2 raz wychowanka tej placówki . Jedna jak i droga pani dyrektor potrafi szarpać za włosy po dywanie wychowanke która ma 11 lat .a tak że i młodsze dzieci . Przez cały okres czasu opisany w artykule byłam tam wychowanka i jedyną prawda jest to że wyszły takie koszty jakie wyszły . A ta fałszywa panna dyrektor spędziła zaledwie jedną noc podczas tych zawałów . Jej słowa nie są prawdziwe pozdrawiam środkowym palcem
C
Ciocia podopiecznych
Zgadzam się z twoją opinią moje bratanice tam są na gazowej nic nie ma dzieci tylko dzwonią i płaczą że tego nie ma tam tego ciągle coś chcą też wychowawcy moja bratanica nie dostaje leków bo najpierw dokumety zgubiły później nie mieli recept dyrekcja i wychowawcy mają wszystko gdzieś tylko daj daj i ciągle mało kierują się plotkami a nic nie sprawdzają a jak zwrócić im uwagę to dostaje się zakaz odwiedzin od pedagoga dyrektorki i wychowawcy indywidualnego i usłyszy się wyzwiska od najgorszych ogotowie opiekuńcze przy gazowej w calej klasie. Krokusowa nie jest lepsza ale dyrektorka z krokusowej przynajmniej nie pruje twarzy na wszystkich cały czas i dzieci ją wolą niż tą z gazowej
d
dobro dzieci
Te dzieci zasługują na miłość dom dziecka a p.dyrektor umozliwia im to co to za kobita która nie ma podejścia do dzieci trzeba cos z tym zrobić polepszyć byt dzieciom dobro dziecka jest na 1miejscu
S
Sławek ojciec
Zastanawiającym faktem jest to że dzieci uciekają z fili gazowej na krokusową jest to interesujące dzieci są stale poniżane przez dyrektor i nic im nie wolno kiedy wychowawcy załatw. siłownie,areobik dyrektor się nie zgadza i stale nazywa te dzieci egoistami dzieci wolą przebywać krokusowej jest tam kochana p dyrektor która te dzieci rozumie i dba o nie powinno się zmienić dyrektor gazowa
C
Czarny
nie szpanuj tym ze o tobie pisza podnsisz reke na bez radna kobiete i na wychowawe np p.Kamila i sie tym szczerzysz a w gimnazjum dostales jeden cios od czarka to sie poplakales i sprzedales u pedagogow fermencie !
w
wych
Napisz do Urzędu wojewódzkiego opisz wszystko MIELI W 2013R kontrolę i były zastrzeżenia do wykonywania prac 2dyrektorek ,jak p dyrektor nie ma podejścia do dzieci niech idzie na emeryturę a nie wydziera się na małe dzieci
M
Magda
Filia na ul Gazowej p dyrektor oszczedza na wszystkim nawet wypomina choroby dzieciom że musi leki wykupywać,często wydziera się na dzieci a szczególnie na te małe,oszczędnosci twierdzi że wymaga od niej dyrektor z krokusowej żadnych atrakcji nie mieliśmy natomiast dzieci z krokusowej wszędzie wychodzą żal mi moich kolegów i koleżanek może wystąpie w tvn i opowiem jak często nawet szamponu nie mieliśmy i innych przyborów całuje moje siostry z pogot przy ul gazowej
B
Bogumiła
Po przeczytaniu waszych opinii trzęsłam się jak karp w galarecie jak tam szła moja siostrzenica, ludzie opanujcie się jest tam naprawdę ok .Ci wychowawczy tyle pracy wkładają ,poświęcają tym dzieciom kazdą chwilę ,miałam okazję poobserwować również rozmawiać z psycholog i pedagog uważam że pogotowie opiekuńcze naprawdę zasługuję na wielkie brawa i pochwałę i szacunek w kierunku p.dyrektor która o wszystko dba ,a przedewszystkim kieruję się dobrem dziecka pozdrowienia dla całej kadry wychowawców B.Krzewinska
M
Mario
pogotowie jak pogotowie ale plotuchy pani pedagog ,psycholog ,nie cierpią p dyrektor ,bo pyta wychowanków o wszystko i wie na bieżąco co się dzieję pozdrowienia dla p.dyrektor która ma duszę anioła
l
lady
zgadzam się,to samo i jeszcze gorzej
J
Justyna
Mój brat i wszyscy biorą używki wychowawcy wolą mieć spokó j, pozwalają nie reagują ,wracają z przepustek ,szkół z używkami,pod wpływem dopalaczy,niedawno dyskoteka była naćpali się dezedorantem i innymi substancjami,p.Borkowska dyrektor widziała to bo na kamerze widać było ,większy rygor i częste testy dla pogotowia opiekuńczego na krokusowej pozdrowienia dla p.dyrektor która pozwala by tak było
b
bogus
hehe, jestem slawny!
pozdrawiam wszystkich fermenciarzy, a na pierwszym miejscu pania dyrektor. ;)
a
asia
Wcale to nie prawda. Tam trafiają dzieci które potrzebują dużego wsparcia a nie rygoru jak w zp. I właśnie w tym, popełnili błąd
a
asia
Właśnie pani Dyrektor wcale nie jest bez winny.
Dodaj ogłoszenie